Reklama

Czas na zmiany w Pucharze Polski. Panie Kulesza, do dzieła!

AbsurDB

Autor:AbsurDB

28 lutego 2025, 09:03 • 16 min czytania 194 komentarzy

Jeden finalista Pucharu Polski może być wyłoniony z pary Ruch – Puszcza. Drugi z grona: Legia lub Pogoń. To możliwe, a zależne wyłącznie od losu, bo w tych rozgrywkach PZPN nie stosuje się żadnych rozstawień. Nasza obecna sytuacja w rankingu UEFA i potencjalny start zdobywcy pucharu od trzeciej, zamiast pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy powoduje, że wysłanie przez nas jak najsilniejszej drużyny, by zrobiła furorę w fazie ligowej jak Legia i Jagiellonia, jest naszym obowiązkiem. Drugoligowiec tego nie dokona. Dlatego warto rozważyć wprowadzenie rozstawień w początkowych rundach pucharu tysiąca drużyn. Ta niepozorna zmiana może przynieść nam w długim okresie skok o kilka miejsc w rankingu UEFA! A maluczcy wcale nie będą pokrzywdzeni, bo mieliby większe szanse na przyjazd słynnych klubów do ich miejscowości.

Czas na zmiany w Pucharze Polski. Panie Kulesza, do dzieła!

Wolna amerykanka

Obecnie w Pucharze Polski obowiązuje wolna amerykanka. Pary losowane są bez żadnych rozstawień. Legia może trafić na Jagiellonię, podczas gdy w tej samej rundzie Ruch mógł teoretycznie mierzyć się z Polonią Warszawa w starciu pierwszoligowców. Nie ma żadnej z góry założonej drabinki, pary losowane są od zera co rundę. W sumie nie wiadomo po co, bo równie dobrze można by zrobić jedno losowanie dla całego sezonu. Dużo tym samym ryzykujemy. W jednej części drabinki mogą znaleźć się wyłącznie zespoły z niższych lig, a w innej sami ekstraklasowicze. Nie chodzi tu w sumie o obecną fazę ćwierćfinałową, a wcześniejsze etapy, które doprowadzają do znacznych nierówności.

Niby nic w tym złego, puchary są od tego, aby słabsi wygrywali czasem z silniejszymi. Problemem jest jednak to, że obecny system wcale nie sprzyja większej liczbie starć malutkich klubów z naszymi krajowymi potęgami. Możesz wygrać rozgrywki wojewódzkie, będąc drużyną z okręgówki i nie dostaniesz w nagrodę wielkiego Widzewa jak czterdzieści lat temu Jadowniczanka Jadowniki, tylko trzech rywali z rzędu z trzeciej ligi. Czy to adekwatna nagroda? Czy nie lepiej mieć szansę zagrania w choć jednym z tych meczów z rywalem z Ekstraklasy, nawet gdyby często oznaczało to odpadnięcie?

Propozycja zmiany

Warto przemyśleć powrót do jakiejś formy rozstawień w pierwszych rundach rozgrywek. Choćby i najprostszy możliwy system, polegający na stworzeniu drabinki, gdzie w każdej czwórce zespołów prowadzącej do 1/8 finału jest dokładnie jeden przedstawiciel Ekstraklasy. Tylko tyle. Najlepsze drużyny grają normalnie mecze pierwszej rundy tak samo jak dziś. Jeżeli zespół z niższej ligi przejdzie pierwszą rundę, w 1/16 gra ze zwycięzcą meczu drużyny najwyższej ligi z zespołem niżej notowanym. Przy czym część klubów niższych lig zmierzy się z ekstraklasowiczem już w pierwszym meczu. Oczywiście zawsze na boisku słabszego – tej pięknej zasady nie ma sensu zmieniać. Zmniejsza się ryzyko, że jak choćby Ruch Chorzów, na pierwszego rywala z Ekstraklasy trafisz dopiero w ćwierćfinale. Zmniejsza się też szansa, że będąc drużyną z niższej ligi, gdy po latach oczekiwania zagrasz w końcu w fazie centralnej Pucharu Polski, to mecz pierwszej rundy grasz… na wyjeździe, w dodatku na drugim końcu kraju.

Spotkało to w tym roku choćby Lechię Zielona Góra, Unię Swarzędz, czy Stara Starachowice, który akurat miał to szczęście, że udać się musiał do nieodległego Tarnobrzega. W zeszłym roku taka sama była sytuacja Zawiszy, Unii Skierniewice, a jeszcze wcześniej Raduni Stężyca, Motoru Lublin czy Chełmianki.

Reklama

Rozstawienia też dają możliwość niespodzianek

Rozstawienie zniesiono w 2018 roku. Co ciekawe, zrobiono to mimo tego, że stary system wcale nie wykluczał pięknych przygód drużyn spoza Ekstraklasy. Właśnie w 2018 roku przed zmianami w półfinale był Górnik Zabrze (który startował jako pierwszoligowiec z poprzedniego sezonu), a w ćwierćfinale grały Chojniczanka, Bytovia i Chrobry. Rok wcześniej rozgrywki wygrała Arka, która była w identycznej sytuacji, co Górnik, a w półfinale znalazły się Wigry. Właściwie przypadki tego, że rozstawienie nie oznacza odebrania wszelkich szans słabszym, można powtarzać w nieskończoność.

Dodatkowym atutem potencjalnej zmiany jest brak konieczności ciągłych losowań. Komisja w tym sezonie zbiera się… pięć razy, by ułożyć drabinkę, tak jakby nie dało się wylosować całości z góry. Dlaczego kibice na meczu Olimpia Grudziądz – GKS Tychy nie mogą wiedzieć, że wygrany trafia w kolejnej rundzie na zwycięzcę meczu Lecha Poznań? Czy nie zwiększyłoby to zainteresowania także wcześniejszym spotkaniem?

Przypomnijmy, że w obecnym systemie pewne preferencje dla najlepszych już są. Trzy najlepsze drużyny poprzedniego sezonu oraz obrońca trofeum zaczynają od 1/16 finału. Trzeba zaznaczyć, że start o jedną rundę później od wszystkich rywali to znacznie mocniejszy handicap niż rozstawienie. W tym pierwszym przypadku za darmo przeskakujesz o jedną rundę dalej. To drugie determinuje jedynie to, że zagrasz z przeciwnikiem z innego koszyka. Możesz zostać przez niego wyeliminowany na boisku.

W Europie rozstawienia są powszechne, szczególnie wśród tych, których gonimy

Wiele europejskich krajów stosuje jakieś jego formy. W DFB Pokal kluby pierwszej i drugiej Bundesligi są umieszczane we wspólnym koszyku, aby zespoły niższych lig w pierwszych dwóch rundach miały gwarancję gry z najpoważniejszymi przeciwnikami. Podobnie jest w Hiszpanii. W trzeciej rundzie Pucharu Czech wszystkie kluby najwyższej ligi mierzyły się z niżej notowanymi rywalami. Jak wyglądają zasady rozgrywek u naszych rankingowych przeciwników? W Szwajcarii, Austrii i Norwegii wygląda to tak jak w Niemczech. W Danii kluby Superligi grają ze sobą dopiero w czwartej rundzie.

W Szkocji układ par jest całkowicie losowy, ale to wyspiarska tradycja licząca już grubo ponad sto lat, w dodatku porzucono ją w Pucharze Ligi. Mimo to, nawet w Anglii pojawiają się głosy domagające się wprowadzenia rozstawień, aby uatrakcyjnić rozgrywki.

Reklama

Właściwie wszystkie kraje, które gonimy, ułożyły swoje rozgrywki pucharowe tak, aby kluby najwyższej ligi nie grały ze sobą na początkowych etapach. My wiemy lepiej, a oni się mylą? Wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy będziemy zadowoleni, gdy drugoligowiec wygra Puchar Danii, Norwegii, czy Austrii, z którymi walczymy o miejsce w rankingu UEFA? Jak wpłynie na nasze szanse występ SV Stripfing zamiast Rapidu Wiedeń, Brabrand IF zamiast Nordsjælland, czy Sandnes Ulf zamiast Molde? Nie chodzi już nawet o to, że te kluby mogłyby trafić na naszego przedstawiciela, który miałby dzięki temu znacznie łatwiejszą potyczkę, ale przede wszystkim o to, że kogo by one nie wylosowały, furory w Europie nie zrobią, a ich dorobek rankingowy będzie symboliczny.

Tak samo reagują nasi rywale rankingowi na perspektywę, by reprezentantem Polski w Lidze Europy był Ruch Chorzów, Polonia Warszawa czy nawet Wisła Kraków. To kluby, które może i powalczą, może sprawią niespodziankę, ale po pierwsze będą nierozstawione, a po drugie żadnym cudem nie doczłapią do fazy ligowej, która daje możliwość nabicia dużej liczby punktów.

Kibice Arminii w meczu z Werderem

Zaznaczam, że w żadnym wypadku nie chodzi o zablokowanie możliwości dojścia daleko w rozgrywkach Pucharu Polski małym klubom, bo zmiana im te nie odbiera. Arminia Bielefeld sensacyjnie jest w półfinale Pucharu Niemiec, w drodze do którego wyeliminowała aż trzy drużyny z Bundesligi: Union, Freiburg i Werder. Jacy byli rywale Wisły rok temu w drodze do tego etapu? Lechia, Polonia Warszawa, Stal Rzeszów i Widzew. Poza ostatnim, były to drużyny pierwszoligowe. To, że piękne przygody są jak najbardziej możliwe także z rozstawieniami pokazuje przykład portugalskiego czwartoligowego Tirsense, które w półfinale zagra z Benfiką. Postuluję jedynie wprowadzenie systemu, który zapewnia, że zwycięzca będzie miał podobną ścieżkę do finału, co pozostali uczestnicy i że jej trudność będzie zbliżona dla każdego klubu. Wartość ewentualnego triumfu niespodziewanej drużyny będzie wówczas nawet większa niż teraz.

Absurdy obecnego systemu

Obecny system powoduje, że układ par wiąże się często z dość absurdalnymi sytuacjami. W analizie drabinek z poprzednich lat biorę pod uwagę ligi, w których poszczególne drużyny grały przed sezonem, bo to było podstawą ich ewentualnego rozstawienia.

Droga Odry Opole do ćwierćfinału 2018/19 wyglądała następująco: Ruch (3. liga), Polonia Środa Wielkopolska (4. liga), Wisła Sandomierz (4. liga). W innej części drabinki w tym samym momencie Chojniczanka w pierwszej rundzie trafiała na Legię, a gdyby ją pokonała – w drugiej grałaby z Piastem.

Wtedy też w gronie siedmiu potencjalnych rywali w drodze Górnika do ćwierćfinału były: pierwszoligowy GKS Tychy (który i tak przegrał w pierwszej rundzie z niżej notowanym rywalem), drugoligowy Rozwój Katowice, trzecioligowe Legionovia, Bałtyk Koszalin i Wisła Puławy, czwartoligowy GKS Drwinia i piątoligowa Unia Hrubieszów. W tym samym czasie w analogicznej części drabinki razem znajdowały się: Zagłębie, Arka, Pogoń i Jagiellonia – wszystkie przystępujące do rozgrywek jako drużyny Ekstraklasy.

Droga Legii do półfinału w 2020 roku składała się wyłącznie z drużyn spoza elity: Puszcza, Widzew, Górnik Łęczna i Miedź. Jednocześnie w innej części drabinki potencjalna droga Zagłębia Lubin po Puchar Polski składała się poza jednym rywalem tylko z drużyn Ekstraklasy: Korony, Lechii, Piasta, Lecha i Cracovii.

Arka Gdynia do półfinału w 2021 roku dotarła, nie grając z żadnym klubem z najwyższej ligi. Rywalami były: Górnik Polkowice, Korona, Łęczna i Puszcza. Czy naprawdę atrakcyjna dla drużyny trzecioligowej jest gra z Olimpią Elbląg, a następnie z Garbarnią Kraków? Takich rywali miała bowiem wówczas Chojniczanka.

Występująca w okręgówce Wieczysta wygrała wojewódzki Puchar Polski w 2021 roku. Jaką nagrodę otrzymała na szczeblu centralnym? Otóż zagrała z Chrobrym i Garbarnią. Tymczasem rundę wcześniej grały ze sobą Lechia z Jagiellonią i Górnik z Radomiakiem. Ta ostatnia para to zresztą powtórka z tego sezonu.

W 2022 roku Radomiak mierzył się kolejno z trzema rywalami z czwartego i piątego szczebla ligowego: RKS-em Radomsko, Zawiszą i Lechią Zielona Góra, na której poległ. Legia na tych samych etapach musiała mierzyć się z Bruk-Bet Termaliką oraz ekstraklasowymi Wisłą Płock i Lechią Gdańsk. Jaka nagroda czekała zdobywcę podkarpackiego pucharu wojewódzkiego – Stal Stalowa Wola? Dwa mecze z pierwszoligowcami, a w 1/8 finału drugoligowy wtedy Motor. Stalówka zagrałaby z klubem Ekstraklasy dopiero w ćwierćfinale.

Ścieżka Legii w tym roku miała wyglądać tak: Raków (jednak odpadł z Miedzią) – ŁKS – Jagiellonia i teraz być może Pogoń.

Tymczasem ścieżka Puszczy to: Łęczna, Kotwica, Sandecja, Polonia i być może Ruch. Jeden klub gra z trzema z czterech najmocniejszych rywali w Polsce. Drugi nie gra z żadnym klubem Ekstraklasy. Oba w nagrodę otrzymują finał na Narodowym.

Porównajmy drogę Puszczy z potencjalną ścieżką Górnika Zabrze, gdyby przechodził wszystkie rundy: Radomiak, Śląsk, Piast, Pogoń i być może Legia…

Obecna edycja to zresztą kopalnia takich nierówności:

Jeden uczestnik 1/8 finału wyłoniony musiał zostać z grona: ŁKS, MKS Kluczbork, Unia Swarzędz (oba 3. liga) i Grom Nowy Staw (4. liga). O inne miejsce w tej fazie walczyły wyłącznie kluby z elity: Górnik Zabrze, Radomiak i Śląsk Wrocław, który opuścił pierwszą rundę.

W walce o jedno z miejsc w półfinale natrafiły na siebie: Lech, Legia, Jagiellonia i Raków. Na drodze po inną z lokat na tym szczeblu najsilniejszymi potencjalnymi wygranymi były: Korona, Stal, Widzew i beniaminkowie Ekstraklasy, a i tak najlepszym w tej części drabinki okazał się Ruch.

Rozstawienia nie gryzą

Kluby z najniższych lig nie startują w pucharze z nadziejami na jego zdobycie. Wielkim wydarzeniem i tym, na co czeka lokalna społeczność, są spotkania z największymi markami w kraju – nawet jeżeli w olbrzymiej większości przegrane. Rozstawienie nie gwarantuje takich meczów, ale zapewnia, że drużyny Ekstraklasy spotykają się ze sobą najwcześniej w 1/16 finału, umożliwiając znacznie więcej spotkań między zespołami z różnych lig w pierwszych dwóch rundach.

Oczywiście – można iść dalej, aż do skrajności, którą stosuje chociażby liga NFL i każdorazowo łączyć w pary najwyżej notowany zespół danej rundy z najsłabszym. Nie postuluję jednak niczego takiego. Chodzi wyłącznie o stworzenie w pierwszej rundzie szesnastu zestawów po cztery zespoły (pomijając stosowany obecnie wolny los dla czterech najlepszych drużyn), w każdym z których jest jeden zespół Ekstraklasy. Wszystkie one mogą przegrać swoje mecze pierwszej rundy. Mało tego, Legia z Lechem mogą trafić na siebie teoretycznie już w 1/8 finału, a w innej parze mógłby się równolegle mierzyć Radomiak z Koroną.

Rozstawienia nie zmieniają arbitralnie tego, kto wygra rozgrywki. Przesuwają jednak akcenty – dają znacznie więcej szans na spotkania zespołów z różnych lig, wyrównują siłę różnych części drabinki i zmniejszają nieco losowość, powodując, że w dłuższym terminie ostatecznie zwycięzcami Pucharu Polski będą drużyny nieco lepsze, niż w systemie z kompletnie przypadkowymi parami. No właśnie – o ile lepsze?

Co da nam mocniejszy zdobywca Pucharu Polski?

Dokonałem dość karkołomnego ćwiczenia polegającego na symulacjach całego sezonu Pucharu Polski w dwóch wariantach – obecnym i z rozstawieniami. Wyniki wskazują na dość zaskakująco istotne różnice między oboma scenariuszami. Streszczając je do jednego zdania podsumowującego, które nie oddaje wszystkich niuansów, ale jednak w najprostszy sposób przedstawia wyniki testu: przeciętny zwycięzca rozgrywek w obecnym formacie to drużyna na poziomie Piasta, zaś gdyby wprowadzono rozstawienia, staje się nim zespół na poziomie Pogoni. To już na pierwszy rzut oka istotna różnica, ale jeszcze ważniejsza staje się, gdy przeanalizujemy dalszą drogę zwycięzcy w Pucharze Polski.

W obecnym systemie szanse na zwycięstwo w turnieju drużyny, która ma minimalny współczynnik UEFA (6,6 punktu obecnie, choć wzrośnie on do końca sezonu do około 6,9 punktu), a więc innej niż Legia, Lech, Jagiellonia i Raków wynosi około 50%. Po wprowadzeniu rozstawień spada ona do około 40%. Wciąż szanse na wygraną underdoga są dość duże, jednak nieco mniejsze, niż w dzisiejszych rozgrywkach.

Przewidywane progi rozstawień w przyszłorocznych pucharach i który z polskich klubów je przekracza

Rozgrywki I runda II runda III runda IV runda
Liga Europy 5,5 (wszyscy) 17 (Legia Lech) 25 (Legia) 22 (Legia)
Liga Konferencji 6,5 (wszyscy) 8,5 (Legia Lech Jaga) 12 (Legia Lech Jaga)

Jagiellonia skończy sezon z dorobkiem około czternastu punktów, a Legia – trzydziestu. Lech ma ich dziewiętnaście, a Raków – osiem. Wszystkie pozostałe polskie kluby po zdobyciu Pucharu Polski przystąpiłyby do rozgrywek z dorobkiem 6,6 punktu (choć na koniec sezonu powinien on zbliżyć się do siedmiu oczek). Legia zdobywająca trofeum jest rozstawiona w każdej rundzie! Lech nie jest tylko w ostatnich etapach Ligi Europy, a Jagiellonia dodatkowo w jej drugiej rundzie. Pozostałe zespoły rozstawione byłyby tylko na początkowym etapie obu rozgrywek, choć Raków ma szanse załapać się na to także w trzeciej rundzie Ligi Konferencji. Mało tego, z ostatnich analiz Piotra Klimka na portalu X wynika, że próg w pierwszej rundzie Ligi Europy w związku z ostatnimi rozstrzygnięciami w ligach krajowych może podskoczyć aż do ośmiu punktów, co oznacza, że na łatwiejszego rywala może liczyć tylko najsilniejsza trójka naszych drużyn oraz Raków. To dodatkowo zwiększa korzyść z wysłania tam zespołu z dobrym współczynnikiem.

Warto przypomnieć, że obecnie klub przegrywający na przykład w I rundzie Ligi Europy, w II rundzie Ligi Konferencji (do której „spada”) rozstawiony jest według współczynnika słabszego zespołu w swojej parze z pierwszej rundy.

Oznacza to, że jeżeli choćby Jagiellonia odpadnie w drugiej rundzie Ligi Europy ze znacznie wyżej notowanym rywalem, typu Dinamo Zagrzeb, to w Lidze Konferencji będzie rozstawiona, bo to jej współczynnik brany będzie pod uwagę przy losowaniu rywala dla gorszego w ich parze. To wbrew pozorom duża różnica. Gdyby zamiast Wisły Puchar Polski wygrał rok temu klub z lepszym współczynnikiem, nie tylko w drugiej rundzie el. Ligi Europy grałby z nierozstawionym rywalem (jak na przykład rumuński drugoligowiec), zamiast z Rapidem Wiedeń, ale także na kolejnych etapach Ligi Konferencji otrzymywałby teoretycznie słabszych przeciwników.

Szczególnie istotne jest rozstawienie w trzeciej rundzie el. Ligi Konferencji, w której można trafić na drużyny takie jak Utrecht, Twente, Dinamo Zagrzeb, Szachtar, Salzburg, PAOK czy Royal Antwerpia, a mając wysoki współczynnik, trafia się na potencjalnie bardzo przeciętnych rywali ze słabych krajów.

Mocniejszy zespół w Europie to zatem nie tylko większa przewaga siły nad rywalem, ale także otrzymywanie łatwiejszych (czasem znacznie) oponentów na kolejnych etapach. Da się tę przewagę przeliczyć nawet na punkty rankingu UEFA.

Wymierne korzyści z lepszego triumfatora w pucharze

Wprowadzenie rozstawień zwiększa szansę na awans zdobywcy Pucharu Polski do fazy ligowej Ligi Europy o… prawie jedną trzecią. W dodatku dotyczy to przyszłego sezonu. Przypomnijmy, że od 2026 roku wiele wskazuje na to, że dzięki piętnastemu miejscu w rankingu zdobywca Pucharu Polski zaczynać będzie od… 3. zamiast 1. rundy eliminacji Ligi Europy! Zatem wystarczy wygrać jeden dwumecz z dwóch, by zagrać w jakiejś fazie ligowej.

Tydzień temu pisałem:

Co daje 15. lokata?

Wicemistrz gra w ścieżce ligowej eliminacji Ligi Mistrzów od 2. rundy. Musiałby zatem przegrać trzy dwumecze, by nie zagrać w żadnej fazie ligowej, a pokonanie pierwszego rywala gwarantuje mu co najmniej Ligę Europy.

Zdobywca pucharu zaczyna od 3. zamiast 1. rundy eliminacji Ligi Europy! Zatem wystarczy wygrać jeden dwumecz, by zagrać w jakiejś fazie ligowej.

W 2. rundzie Ligi Konferencji gra także czwarta drużyna z ligi!

Po rankingowym awansie, szanse na grę w Lidze Europy zwycięzcy meczu na Stadionie Narodowym wzrosną do prawie 20 procent, na grę w jakiejkolwiek fazie ligowej – przekroczą aż 70 procent. Dbałość o wysłanie tam jak najmocniejszego naszego przedstawiciela będzie wtedy jeszcze ważniejsza. Oczywiście należy też uwzględniać, że jeżeli mistrz kraju zdobędzie dublet, w drugich co do ważności rozgrywkach zagra wicemistrz, a w najmniej prestiżowych – oprócz trzeciej, także czwarta drużyna z ligi.

Prezesie Kulesza: do dzieła!

Po przeanalizowaniu ścieżek eliminacyjnych w europejskich pucharach doszedłem do wyniku, który wskazuje, że wprowadzenie nawet najprostszych i wciąż zdających się na istotną rolę czynnika losowego rozstawień oznacza średnio dodatkowe 0,5 punktu w rankingu krajowym UEFA dla Polski. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to niedużo. Tyle że należy pomnożyć ten wynik przez pięć, by dojrzeć wpływ zmiany na ranking pięcioletni. A w nim 2,5 punktu różnicy w strefach średnich, w których się obecnie znajdujemy to już wręcz gamechanger. Jak mawiał klasyk: „A czy ty wiesz, Cezary, że mieć 2,5 punktu i nie mieć 2,5 punktu to razem pięć punktów?”.

2,5 oczka więcej obecnie oznacza nasz skok z 17. na… 13. miejsce w rankingu. Mistrz kraju na tej lokacie zaczyna grę od ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów zamiast drugiej. Wicemistrz gra w ścieżce ligowej eliminacji Ligi Mistrzów od drugiej rundy. Musiałby zatem przegrać trzy dwumecze, by nie zagrać w żadnej fazie ligowej, a pokonanie pierwszego rywala gwarantuje mu co najmniej Ligę Europy.

Zdobywca pucharu zaczyna od 3. zamiast 1. rundy eliminacji Ligi Europy! Zatem wystarczy wygrać jeden dwumecz, by zagrać w jakiejś fazie ligowej. W 2. rundzie Ligi Konferencji gra także czwarta drużyna z ligi!

Czy naprawdę ta gra nie jest warta świeczki? Jedną prostą decyzją można w zauważalny sposób wpłynąć na szanse na poprawę pozycji naszej ligi w Europie. Oczywiście, czy to wykorzystamy, zależy tylko od naszych klubów, ale analiza wskazuje, że można spodziewać się pewnej poprawy naszych osiągów tylko dzięki jednej prostej decyzji, która w dodatku nic nie kosztuje, a przynosi rozgrywkom Pucharu Polski więcej atrakcyjności. Prezesie Kulesza – warto przemyśleć kwestię przywrócenia rozstawień, bo jest do tego najlepszy moment.

Dla dobra polskiej piłki warto rozważyć przywrócenie rozstawień

Przed nami kluczowy czas w walce o pozycję Ekstraklasy w Europie na wiele dekad. Ocieramy się o pięć drużyn w pucharach i dwie w eliminacjach Ligi Mistrzów. Nasz wynik byłby w tej sytuacji dzielony przez pięć, nie przez cztery – jak dotychczas. Różnica między grą w fazie ligowej choćby i Ligi Konferencji a odpadnięciem w ostatniej rundzie eliminacji jest olbrzymia – zarówno prestiżowo, jak i finansowo i przede wszystkim rankingowo. Musimy zrobić wszystko, by zmaksymalizować nasze szanse utrzymania się na tym poziomie. Głównie poprzez ciężką pracę w klubach, ale też przez działania PZPN-u. Liga rządzi się sama i związek ma tu niewielkie pole do ingerencji, ale to on odpowiada w całości za Puchar Polski, gdzie niewielkie modyfikacje mogą dość istotnie wpłynąć na to jak silny zespół wyślemy do Europy i dokąd będzie on miał tam szanse dotrzeć.

Różnica w sile między drugą a trzecią drużyną ligową w Polsce nie jest olbrzymia. To, kto wejdzie do Ligi Konferencji z Ekstraklasy, nie jest niesamowicie ważne. Zdarzenie to nie grozi najsłabszym drużynom ligi. W grę wchodzi kilka drużyn, które są kandydatami do pucharów. Różnice ich siły, na przykład między Widzewem a Cracovią nie są gigantyczne. W Pucharze Polski jest inaczej. Może go zdobyć ktoś z wielkiej czwórki rankingowej, ale całkiem możliwe jest, by wygrał go malutki klub – nawet znacznie słabszy od Wisły. Nie chcę mu tego zabronić, ani uniemożliwić. Chcę jedynie, by ścieżka dojścia do tego sukcesu była nieco bardziej wyważona i nikt nie mógł potem mówić, że zdobył trofeum tylko dzięki łatwej ścieżce bez rozstawień.

WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!

Jakub Białek
3
Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!

Polecane

Anglia

Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora

Jakub Białek
4
Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora
Inne kraje

Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia

Jakub Białek
36
Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia