Mecz roku? Owszem, ale Barcelona nie wygra tak żadnych trofeów

Kamil Warzocha

22 stycznia 2025, 13:28 • 5 min czytania 49

Reklama
Mecz roku? Owszem, ale Barcelona nie wygra tak żadnych trofeów

Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie podważał wasze zainteresowanie piłką nożną, wyślijcie mu kasetę z wczorajszym meczem Barcelony z Benfiką. A nie, wybaczcie, nie każdy z was wie, co to w ogóle są kasety, ale za jakieś 50 lat podobnie będziemy patrzeć na aktualne zapisy pamięci. Tak czy siak, nie pozwólmy, żeby takie dzieło, w dodatku okraszone fantastycznym komentarzem Michała Mitruta i Tomasza Ćwiąkały, kiedykolwiek przepadło. Bo bardziej szalonego meczu od finału mundialu w 2022 roku, już zupełnie na serio, nie było.

Reklama

Ba, ten wczorajszy miał nawet odrobinę więcej szaleństwa i dramaturgii niż starcie Argentyny z Francją. Zresztą wtedy, aż do końcówki regulaminowego czasu gry, na boisku istniała przede wszystkim jedna drużyna. Natomiast w Lizbonie zobaczyliśmy taką jakość Benfiki, że aż trudno uwierzyć, jak ten zespół mógł spaść poziomem z kozaka do frajera. Nie ma znaczenia, że sędzia mógł naciągnąć rzut karny raz na korzyść Barcy, a raz na korzyść Benfiki. Owszem, Danny Makkelie to nie wersja finałowego Szymona Marciniaka z Kataru. Ale nie udawajmy, że kiedy prowadzisz 3:1 albo 4:2 na 15 minut przed końcem spotkania, a ostatecznie przegrywasz, wszystko było z tobą w porządku, a sędzia i murawa okazały się złe.

Nie, jesteś frajerem i pojedyncza przeciwność losu, będąca częścią aż DZIEWIĘCIU bramek, tego nie zmienia. Nikt nikogo nie przekręcił i jeśli trener Benfiki mówi o ogromnej frustracji, powinien ją w pełni wyładować na swoich zawodnikach. Może gdyby w przedostatniej akcji meczu portugalska ekipa nie zagrała o zwycięstwo, tylko w większości cofnęła się na własną połowę, nie mówilibyśmy o jednej z najlepszych remontad w historii Ligi Mistrzów.

Ale spokojnie, nie będziemy odpalać fajerwerków i mówić jaka to Barcelona nie jest wybitna. Fajnie dla postronnego widza, że wróciła z dalekiej podróży i napisała kilka nowych rekordów, jak choćby ten, że do tej pory nikt w Lidze Mistrzów nie wygrał meczu, gdy do 75. minuty przegrywał różnicą dwóch goli. Fajnie, że udział mieli w tym Polacy: Lewandowski z dwoma ważnymi golami z rzutów karnych i Szczęsny, który… cóż, wrócił z jeszcze dalszej podróży niż cały zespół.

Pewnie niewielu bramkarzy z czołowych drużyn na arenie europejskiej miało „okazję” zanotować tak absurdalne 45 minut jak 34-latek, ale tym bardziej szacunek, że jak coś zepsuł i podwyższył kolegom z pola poziom trudności meczu na Soulslike, później zachowywał się jak klasowy golkiper. Ilu na jego miejscu spaliłoby się mentalnie? Sami możecie sobie odpowiedzieć.

Reklama

Idźmy dalej. Mimo że Raphinha w 96. minucie zachował się jak typowy Raphinha z tego sezonu, czyli jak jeden z najlepszych piłkarzy na świecie, fakt, że w ogóle musiało do tego dojść, jest na swój sposób bulwersujący. Odłóżmy na bok emocje, filmowy scenariusz i super ucztę dla kibiców „Dumy Katalonii”. Zatrzymajmy się na tym, że to, jak grała Barcelona przez większość spotkania, było zbyt absurdalne. Ba, śmiemy twierdzić, że gdyby nie kandydatka do jednej z najbardziej komicznych bramek tego roku, po nastrzeleniu głowy Raphinhi przez bramkarza, Barca nie wróciłaby do tego meczu. Ok, Duma Katalonii spychała Benfikę do parteru i pokazała charakter na miarę Realu Madryt, ale wiele zagrań poszczególnych piłkarzy było na poziomie dolnej połowy tabeli LaLiga, a nie Ligi Mistrzów.

Podania w aut, niedokładne przyjęcia, Lewandowski z sękiem w nodze, Yamal ze skutecznością akcji na pułapie 10%, gigantyczne dziury w defensywie na skrzydłach, znowu marnowane dobre okazje… Było tego tak wiele, że w połączeniu z wychodzeniem z bramki Szczęsnego wyłaniał nam się obrazek wyjątkowo brzydki i depresyjny. Oczywiście, ku naszemu zdziwieniu, bo przecież mamy styczeń, w którym Barcelona rozjechała Real Madryt i Real Betis. Remis z Getafe bierzemy w margines, bo od lat jest cholernie niewygodne.

Ciężary z Benfiką to negatywna wiadomość dla kibiców Barcelony. Świadectwo, że drużyna nie potrafi ustabilizować formy i być może jest obecnie najbardziej sinusoidalna w Europie. Na przestrzeni kilkunastu dni potrafi zagrać kilka spotkań, w których wrzuci po pięć sztuk każdemu rywalowi, stosując najniższy wymiar kary przez nieskuteczność, by za chwilę zaciąć się i rozdawać prezenty. Tak nie da się grać o najważniejsze trofea, dlatego właśnie trzeba zwracać uwagę na drugą stronę medalu. W szerszej perspektywie dostajemy dowód, że piłkarze Barcy potrafią wyjść z największych opresji, ale też jasny sygnał, że za łatwo potrafią się w taką sytuację wpakować. W fazie pucharowej nie każdy będzie Benfiką i jakiekolwiek niedociągnięcia będą kosztować więcej.

Flick powinien uznać ten mecz za poważną przestrogę. Wynik i okoliczności zwycięstwa na dłuższą metę przykryją obraz gry Barcelony, owszem, ale tu i teraz nie dajmy się zwieść pozorom. To chwiejna ekipa. Na pewno bardziej niż jesienią, kiedy Barca była dokładniejsza i pozwalała rywalom na znacznie mniej we własnym polu karnym. Efektowność po słabszych tygodniach w końcówce zeszłego roku wróciła, ale jeszcze nie efektywność. Pytanie, czy też wróci, czy może będziemy oglądać taką Barcelonę aż do maja. Jeśli to drugie, Lewandowskiemu i spółce znacznie trudniej będzie o wzbogacenie gabloty najbardziej wartościowymi pucharami, a już na pewno najtrudniej o mistrzostwo ligi hiszpańskiej.

Reklama

WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO: 

Fot. Newspix

49 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki

Mikołaj Duda
12
Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki
La Liga

Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”

Maciej Piętak
1
Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”
La Liga

Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego

Jakub Radomski
11
Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego