Jagiellonia o krok od mistrzostwa! Za tydzień wystarczy zwycięstwo z Wartą

Kamil Warzocha

18 maja 2024, 22:12 • 3 min czytania

Reklama
Jagiellonia o krok od mistrzostwa! Za tydzień wystarczy zwycięstwo z Wartą

Po dzisiejszym zwycięstwie Śląska było wiadomo, że Jagiellonia ma nóż na gardle. Porażka z Piastem oznaczałaby oddanie lejców właśnie wrocławianom, którzy w ostatniej kolejce musieliby w pełnej niezależności po prostu wygrać, żeby zdobyć mistrzostwo. Remis natomiast okazał się o wiele lepszym scenariuszem, bo wciąż daje „Jadze” pierwsze miejsce. Przed multiligą oba kluby mają po 60 punktów. Dla nas – super, jeszcze większe emocje, ale było blisko, żeby białostoczanie zesrali się metr przed kiblem.

W zasadzie pierwsza połowa wskazywała, że negatywny scenariusz, czyli brak trzech punktów, jest najbardziej prawdopodobny. Z jednej strony Romanczuk polował na swojaka, kiedy raz zagrał babola do bramkarza, a z drugiej Piast był fajnie zorganizowany na tyłach i nie dawał rozbujać się najlepszej ofensywie w lidze. Inna sprawa, że ekipa trenera Vukovicia sama rozbujała się w ostatnich tygodniach. Cztery zwycięstwa z czystym kontem w poprzednich pięciu meczach? To nie mogło brzmieć jak spacerek i to nawet mimo faktu, że Piast od pewnego momentu gra wyłącznie o wyższe miejsce w środku tabeli.

Nie spodziewaliśmy się otwartego meczu i taki też dostaliśmy od samego początku. Pierwszą połowę, totalnie serio, moglibyście sobie nawet odpuścić. O pół-sytuację było ciężko, a realizator meczu miał do powtórek tylko biedny strzał Naranjo sprzed szesnastki. Tyle, dosłownie tylko tyle. I nie chcemy zwalać wszystkiego na związane nogi, bo choćby jesienią w Białymstoku w tym samym starciu nie padła żadna bramka. Może więc jest tak, że Vuković w tym sezonie dobrze potrafił przygotować się na taktykę Adriana Siemieńca. Wiecie, zabić potencjał rywala i stworzyć takie zasieki, że mucha nie przejdzie.

Sęk w tym, że to naprawdę źle się oglądało. Gdy wybijała 75. minuta, pomyśleliśmy, że dałoby się znaleźć więcej fajnych grzybów w lesie o suchej porze roku, niż fajnych akcji w tym spotkaniu. Aż do akcji dwie minuty później. Aż do genialnego uderzenia Michaela Ameyawa.

Reklama

To, co zrobił skrzydłowy Piasta, nadaje się na virale. Tak uderzyć z dystansu i dać piłce taką trajektorię lotu, to trzeba mieć i umiejętności, i trochę szczęścia. Zakładamy, że bardziej to drugie, ale nie będziemy tego wyczynu umniejszać. Ameyaw oddał prawdopodobnie najlepszy strzał w swojej dotychczasowej karierze i to ze skutkiem dramatycznym dla potencjalnego mistrza Polski. Gdy wynik zmienił się na 1:0, we Wrocławiu na pewno wszyscy skoczyli z radości, a w Białymstoku zaczęli modlić się chociaż o remis. Wydawało się, że nie było co liczyć na nic więcej, bo „Jaga” po straconej bramce była w totalnym szoku.

Gdy Hansen marnował doskonałą okazję po kontrze w końcówce meczu, przypomniał się Marczuk sprzed kilku kolejek. Ale tym razem Jagiellonia miała jeszcze trochę czasu, była nadzieja, że wciśnie jeszcze tego gola. Absolutnie w to nie wierzyliśmy, nic na to nie wskazywało i faktycznie można było już pisać o oddawaniu mistrzostwa na finiszu, dopóki z ratunkiem nie przyszedł jeden z najbardziej zasłużonych piłkarzy…

Po mistrzostwie Polski będę legendą Jagiellonii – powiedział nam miesiąc temu Jesus Imaz. To pewne, o ile się wydarzy. Ale być może sam Hiszpan nie będzie zdawał sobie sprawy przy szczęśliwym zakończeniu, jak bardzo wdzięczny będzie mu cały Białystok. Bo gol, którego wsadził już w doliczonym czasie gry, może być najważniejszy w jego przygodzie z Jagiellonią.

Ale mimo wszystko 1:1 to potknięcie i podanie ręki Śląskowi do tańca, który będzie trwał do ostatniej sekundy ostatniej kolejki. Na pewno nie tego chcieli pierwotnie w Białymstoku. Gdyby dziś wygrali, za tydzień mieliby komfort i margines błędu. Teraz go nie ma, choć oczywiście lepiej mieć ten jeden punkt niż żadnego. Pozycja wyjściowa na multiligę to wciąż pole position. To dla białostoczan powinno być najważniejsze.

Reklama

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Lubański o rekordzie Ishaka: Cieszę się, że polska piłka idzie do przodu

Mikołaj Duda
0
Lubański o rekordzie Ishaka: Cieszę się, że polska piłka idzie do przodu
Piłka nożna

Piątek czy Czubak? Katar czy Ekstraklasa? Kto mocniejszy?

AbsurDB
0
Piątek czy Czubak? Katar czy Ekstraklasa? Kto mocniejszy?

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Lubański o rekordzie Ishaka: Cieszę się, że polska piłka idzie do przodu

Mikołaj Duda
0
Lubański o rekordzie Ishaka: Cieszę się, że polska piłka idzie do przodu
Ekstraklasa

Tam będzie trenować kadra. Opcją rezerwową boisko na A-klasie [NEWS]

Jakub Białek
3
Tam będzie trenować kadra. Opcją rezerwową boisko na A-klasie [NEWS]
Ekstraklasa

Przełamanie Pasów po fartownym karnym. Obie ekipy pograły do kotleta

Jakub Białek
13
Przełamanie Pasów po fartownym karnym. Obie ekipy pograły do kotleta