Sahin, Bender, Sancho – powrót do przeszłości w Dortmundzie. Ale po co?

Szymon Piórek

03 stycznia 2024, 16:00 • 8 min czytania

Sahin, Bender, Sancho – powrót do przeszłości w Dortmundzie. Ale po co?

Nowymi asystentami trenera Edina Terzicia w Borussii Dortmund zostali Nuri Sahin i Sven Bender. Do klubu niebawem dołączy również Jadon Sancho. Łącznie wymienione trio rozegrało grubo ponad 600 meczów dla BVB. Ale po co wicemistrzom Niemiec dwaj emerytowani piłkarze i Anglik, który w tym sezonie na murawie przebywał przez 76 minut? 

Reklama

To plan Hansa-Joachima Watzkego.

Sprytny, by nie używać wulgaryzmów. Ma pomóc wyjść z kryzysu, bo to, co działo się w ostatnich miesiącach w Dortmundzie, to płochliwe miotanie się między jednym a drugim pożarem. A prezes zarządu zamiast starać się gasić ogień, tylko dolewał do niego benzyny. Nuri Sahin i Sven Bender zostali zatrudnieni w roli strażaków, którzy mają zaprowadzić porządek w szatni na zgliszczach jesiennych klęsk i majowym dramacie utraty mistrzostwa Niemiec w ostatniej kolejce. Powrót Jadona Sancho to natomiast próba uspokojenia nastrojów wśród kibiców, domagających się wartościowych wzmocnień i wlania nadziei w to, że runda wiosenna może ponownie okazać się przełomowa.

Reklama

A jeśli taka nie będzie, przez Dortmund przejdzie wiatr zmian. Ale żeby je zrozumieć, należy cofnąć się o kilka miesięcy.

Utrata autorytetu Terzicia

27 maja, ok. godz. 17:30. Borussia Dortmund właśnie straciła szansę na zdobycie mistrzostwa Niemiec. Choć część piłkarzy Mainz pokpiła sprawę meczu ostatniej kolejki i udała się na krótkie urlopy na Majorkę, to i tak urwała punkt faworytowi, remisując na jego terenie 2:2. Dla nich było to szczęśliwe zakończenie sezonu, dla BVB jedna z największych klęsk w historii. Dokonała bowiem jednego z najbardziej frajerskich finiszów w dziejach Bundesligi. Nic więc dziwnego, że nad swoim losem zapłakał Edin Terzić. Szkoleniowiec, który jest całym sercem związany z Borussią, stracił szansę na odzyskanie mistrzowskiego tytułu dla swojego ukochanego klubu po 11 latach.

Chwilę później stracił szatnię, choć akurat zalążki, że może się tak stać, dostrzegano już wiosną, w trakcie walecznego pościgu za tytułem. Wtedy zespół zespalały jednak wynik i wspólny cel. Borussia w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu była niepodważalnie najlepsza w Niemczech. Zdobyła 46 punktów, czyli o dziewięć więcej niż trzeci w tym okresie Bayern Monachium i osiem więcej niż drugi Lipsk.! Piłkarze BVB najpierw odrobili straty do Bawarczyków, a następnie pewnym krokiem szli w kierunku mistrzostwa. Jednak celu nie zrealizowali, wykładając się na ostatniej przeszkodzie. To podkopało cały autorytet szkoleniowca.

W oczach piłkarzy nie był już tym walecznym, pełnym pasji i wiary w sukces trenerem a biednym, pokrzywdzonym przez los kibicem, który rzewnymi łzami płakał po remisie z Mainz. Coraz częściej dochodziło między nim, a piłkarzami do sprzeczek, a niektóre jego zachowania zakrawały na śmieszność. Szerokim echem odbił się jego występ w ZDF w programie „Das aktuelle Sportstudio„, gdzie z pietyzmem cytował przyśpiewkę kibiców BVB intonowaną po porażkach, osadzając się samemu w roli przegranego. Coraz częściej wytykano mu również ogromne problemy z ustaleniem odpowiedniej taktyki dla zespołu. W niemieckich mediach przebąkiwano nawet, że piłkarze celowo nie realizowali założeń trenera, bo czuli się lepiej w innym układzie, co przynosiło im zwycięstwa. Gdy zostało to ukrócone zmianami personalnymi, przyszły również gorsze wyniki: odpadnięcie z Pucharu Niemiec i jedna wygrana w ostatnich ośmiu ligowych meczach.

Pod egidą Watzkego

Na czele buntu przeciwko trenerowi stanął Marco Reus, ale pierwszą iskrą zapalną był otwarty konflikt Terzicia z Nico Schlotterbeckiem. W sierpniu obrońca wdał się w pyskówkę ze szkoleniowcem. Usiadł bowiem w pierwszym ligowym meczu z Kolonią na ławce rezerwowych. Mimo to 24-latek uniknął kary i w następnym spotkaniu z Bochum pojawił się w podstawowym składzie. Brak konsekwencji i zdecydowania w podejmowaniu decyzji to jedna z największych wad Terzicia, ale jest skutecznie tuszowana za sprawą sprawowania rządów twardej ręki przez Watzkego.

To on utrzymał w klubie Terzicia, gdy zatrudniono Marco Rosego i po roku zwolniono.

To on stanął po stronie Terzicia, gdy rozpętał się otwarty konflikt między trenerem a dyrektorem sportowym Sebastianem Kehlem.

To on stanął po stronie Terzicia, gdy Marco Reus i Mats Hummels przyszli do jego gabinetu i błagali o zwolnienie trenera.

Borussia Dortmund – zaprzęg bez odpowiedniej hierarchii i ze skłóconym maszerem

Watzke robi wszystko, by utrzymać na stanowisku Terzicia, choć ten co chwila rzuca sobie kłody pod nogi. Jak inaczej wytłumaczyć wystawianie w składzie niedoświadczonego 19-letniego Samuela Bambę kosztem Reusa, przywrócenie do składu skreślonego w klubie Thomasa Meuniera, czy przekazanie opaski kapitańskiej Emre Canowi, który już zimą może odejść z klubu. Szkoleniowiec mylił się również w kwestiach personalnych. Z uporem maniaka wystawiał na prawym boku obrony Mariusa Wolfa, który piłkarzem jest co najwyżej solidnym. Po drugiej stronie defensywy nie było dużo bardziej efektywnie. Ramy Bensebaini i Julian Ryerson zaliczyli razem dwie asysty, choć w ataku mają tak świetnie grających głową Niclasa Fuellkruga i Sebastiena Hallera. Nieskuteczność napastników, brak ruchliwych skrzydeł i nieustabilizowana hierarchia w środku pola to kolejne kamyczki znajdujące się w ogródku szkoleniowca.

To wszystko złożyło się na obraz Borussii, która nie ma liderów – nawet Julian Brandt z piętnastoma punktami w klasyfikacji kanadyjskiej nie może równać się do tego miana – jest wewnętrznie skłócona, odstaje sportowo, szczególnie w obronie, na tle konkurencji, odpadła z krajowego pucharu, który w tym roku można by zdobyć bez większych komplikacji przez wpadki największych rywali i traci już 15 punktów do lidera Bundesligi – Bayeru Leverkusen. I choć rok temu miała dwa punkty mniej niż obecnie, to rozegrała jedną kolejkę więcej wiosną, a strata do Bayernu nie była tak duża.

Po co BVB Sahin i Bender?

Pomimo tak wielu problemów Watzke nie zdecydował się na zwolnienie Terzicia i wciąż patrzy z optymizmem w przyszłość. Znalazł inne, jego zdaniem, lepsze rozwiązanie, które z boku wygląda nieco jak nostalgiczne wołanie o powrót do lat sukcesów Juergena Kloppa. W klubie ponownie są te same twarze: Reus, Hummels, Sahin i Bender. Trenerem pozostaje natomiast oddany klubowi, żywiołowy człowiek w dresie. Który to jednak raz próbuje się w Dortmundzie odgrzewać tego samego kotleta? Wszystko właśnie z powodu nostalgii za Kloppem, co można zawrzeć w jednym cytacie Watzkego.

Jesteśmy na tysiąc procent przekonani do Edina Terzicia. Bardzo go tutaj w BVB cenimy. Edin to facet, który zna i kocha ten klub. Wykonuje świetną robotę, więc jestem pewien, że będziemy się nim cieszyć przez długi czas. Od wszystkich w klubie słyszałem, jak skrupulatnie podchodzi do pracy. Tak jak Juergen Klopp był w pełni oddany klubowi przez siedem lat, tak i tu widzę to  podobieństw. Edin jest również całkowicie skupiony na klubie – mówił nieco ponad rok temu prezes klubu przed kamerami Bild-TV.

Zakładamy jednak, że prezes zarządu nie chce działać na niekorzyść klubu i świadomie, a nie z miłości do przeszłości pozostawił Terzicia, dlatego skupimy się na tym, co nowi asystenci mają wnieść do zespołu. Sven Bender pracował dotychczas jako szkoleniowiec grup młodzieżowych w kadrze Niemiec do lat 16 i 17. Pomagał Michaelowi Prusowi i Christianowi Wueckowi. Powracając do Dortmundu, ma za zadanie uporządkować przepływ i odpowiednie korzystanie z wychowanków przez BVB, a także załagodzić sytuację w szatni. W trakcie kariery ex-pomocnik był powszechnie lubiany. To rówieśnik Reusa i jest rok młodszy od Hummelsa. To właśnie za uspokojenie najstarszych buntowników największy nacisk ma położyć Bender w pierwszych tygodniach swojej pracy.

Sahin natomiast na rzecz Borussii zrezygnował z prowadzenia Antalyasporu. I to właśnie dziwi najbardziej, bo odpuścił posadę menedżera – brał również czynny udział w transferach – ósmej drużyny ligi tureckiej z szansami na awans do europejskich pucharów. Do szukania drugiego dna w tej decyzji jeszcze wrócimy, ale skupmy się na razie na zadaniach postawionych przed Turkiem. Sahin przychodzi, żeby utrzymywać odpowiednią komunikację w zespole – włada biegle czterema językami i wiele w piłce widział za sprawą gry w Realu Madryt czy Liverpoolu. To właśnie ma być magnesem dla potencjalnych przyszły młodych gwiazd, na których sprowadzenie liczy BVB.

Borussia popłynie

Pieczę nad tym wszystkim ma sprawować Terzić jako koordynator – którym de facto już był w czasie pracy Rosego – bądź menedżer w angielskim stylu.  I tutaj nie ma już tak abstrakcyjnych celów. W zasadzie pozostaje jeden – odrobić stratę do czołówki i zapewnić sobie awans do Ligi Mistrzów. Mniejszą rolę może odegrać nawet udana przygoda w aktualnej edycji Champions League, w której dzięki zajęciu pierwszego miejsca w grupie Borussia trafiła na PSV Eindhoven. Pomóc ma w tym Jadon Sancho, którego półroczne wypożyczenie z Manchesteru United znajduje się na ostatniej prostej finalizacji. To angielski skrzydłowy weźmie odpowiedzialność za to, żeby piłka docierała do napastników, co robił regularnie w swoim poprzednim okresie gry na Signal Iduna Park.

Tyle mówi teoria. Ale co jeśli Sancho nie będzie w stanie wrócić do odpowiedniej dyspozycji? Szczególnie że ma na to tylko pół roku i kilka kilogramów nadwagi (według angielskich mediów). W końcu w tym sezonie spędził na boisku zaledwie 79. minut. Co jeśli Bender nie pomoże w doprowadzeniu do końca wewnętrznego konfliktu, bo będzie musiał stanąć między kolegami z boiska i swoimi zwierzchnikami: szkoleniowcem oraz dyrektorem sportowym, którzy również nie żyją w dobrej komitywie. A co jeśli Sahin upatrzy w zwolnieniu aktualnego trenera swojej szansy na objęcie posady pierwszego szkoleniowca? W końcu w podobny sposób, z tylnego siedzenia, Terzić namawiał do zwolnienia Marco Rosego. Turek ma duże ambicje i oczekiwania wobec swojej kariery trenerskiej. Nie rzuca się bowiem z dnia na dzień pracy szkoleniowca klubu, który poprowadziłeś w 92 meczach i który zaczął grać na twoją modłę, na rzecz długoletniej asystentury.

Przed zbliżającą się rundą nad Dortmundem wisi jeden, wielki, czerwony znak zapytania. A gra o poprawę sytuacji już się rozpoczęła. W środę 3 stycznia Borussia wyleciała na zimowy obóz przygotowawczy do Marbelli. Ta hiszpańska miejscowość od dawien dawna gości zespół z Zagłębia Ruhry – tym razem ponownie te same twarze Sahina, Bendera czy niebawem Sancho. To kolejna próba władz BVB na powrót do czasów Juergena Kloppa, pomimo że już Heraklit z Efezu mówił, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Ten grecki filozof mawiał również, że wszystko płynie. I w Dortmundzie tak się stanie, choć nie wiadomo, czy Borussia popłynie w złym, czy dobrym kierunku.

WIĘCEJ O NIEMIECKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Bundesliga

Reklama
Reklama