Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kontrowersji sporo, błędów niewiele. Duży babol naprawiony przez VAR | Niewydrukowana Tabela

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

28 listopada 2023, 16:55 • 6 min czytania 14 komentarzy

W 16. kolejce sędziowie ustrzegli się oczywistych wpadek, których nie wyłapali ich asystenci w wozie VAR. W wielu meczach były jednak dyskusyjne sytuacje, po których decyzje arbitrów nie były oczywiste.

Kontrowersji sporo, błędów niewiele. Duży babol naprawiony przez VAR | Niewydrukowana Tabela

Zaczynamy od wizyty w Białymstoku. Sędzia Jarosław Przybył w 73. minucie pokazał czerwoną kartkę obrońcy Piasta – Arielowi Mosórowi. Defensor złapał, wychodzącego na czystą pozycję Afimico Pululu. Zawodnik gości nie był zainteresowany zagraniem piłki, stanął na linii biegu napastnika Jagi, a następnie go po prostu objął. W żargonie sędziów takie zachowanie należy zakwalifikować jako DOGSO (z ang. Denying an Obvious Goal Scoring Opportunity), czyli przerwaniem oczywistej szansy bramkowej. Za to z automatu jest czerwona kartka. Mosór był ostatnim obrońcą swojej drużyny, podjął decyzję o faulu i słusznie wyleciał z boiska.

Można było się jeszcze zastanawiać, gdzie doszło do przewinienia, bo Pululu ostatecznie padł w polu karnym, ale cały faul miał miejsce przed szesnastką – tam doszło do trzymania.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Niewydrukowana Tabela. Gol widmo Rakowa

W sobotę mieliśmy już większą kontrowersję. Wydarzyła się w spotkaniu Raków – Cracovia (1:1). Przy prowadzeniu gości Sonny Kittel z Rakowa wykonał rzut wolny, dośrodkowując piłkę w kierunku dalszego słupka. Powstało tam spore zamieszanie, ale Bogdan Racovitan zdołał oddać strzał. Futbolówka otarła się jeszcze od jednego z defensorów Pasów i poleciała w kierunku bramki. W okolicach linii bramkowej odbił ją golkiper Cracovii Sebastian Madejski, a kilku zawodników Rakowa domagało się uznania bramkami.

Prowadzący spotkanie sędzia Paweł Raczkowski, po tym jak zakończyła się akcja, wstrzymał wznowienie gry, co sugerowało, że jego asystenci na VAR: Piotr Urban i Arkadiusz Kamil Wójcik sprawdzali czy czasem piłka nie przeszła całym obwodem linii bramkowej. W trakcie transmisji została pokazana tylko jedna powtórka, gdzie w miarę dobrze było widać futbolówkę. Z tego ujęcia nie dało się jednoznacznie stwierdzić czy była bramka. Przypominamy, że VAR może interweniować tylko w „czarno-białych” sytuacjach, kiedy może naprawić oczywisty błąd. Ta taką nie była, bo z żadnej powtórki nie dało się stwierdzić czy piłka przeszła całym obwodem linię bramkową. Przypominamy, że jeżeli jakiś fragment obwodu był styczny z linią, to gol nie powinien być uznany. W takim przypadku pomóc mogłoby „goal-line technology”, którego w naszej lidze nie mamy.

Z powyższego ujęcie wydaje się, że piłka mimo wszystko w powietrzu nie przeszła całym obwodem linii bramkowej, dlatego finalnie zespół sędziowski podjął dobrą decyzję. Podkreślamy słowo „wydaje się”, bo w tym przypadku nie da się stwierdzić czegoś ze stuprocentową pewnością.

Kolejna kontrowersja to sytuacja z meczu Pogoń – Stal (2:3). Dośrodkowanie w pole karne gości, do piłki wyskakuje Alexander Gorgon i zgrywa ją do środka. Obok gracza Portowców do futbolówki skacze również Piotr Wlazło, który przegrywa jednak walkę o pozycję, a po chwili dostaje piłką w swoją rękę. I właśnie – dostaje. Nie ma tutaj premedytacji i ruchu ręki do piłki. Jest to totalny przypadek, a okolicznością łagodzącą jest jeszcze dynamika akcji i bliskość Gorgona. Sędzia Krzysztof Jakubik podjął w pierwsze tempo dobrą decyzję, bo nie podyktował karnego, a jego asystenci VAR: Damian Sylwestrzak i Michał Obukowicz później tylko w tym utwierdzili.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dwa karne i spora kontrowersja z udziałem Josue

No i czas na starcie z największą liczbą spornych sytuacji: Legia – Warta (2:2). Zaczynamy chronologicznie od bezmyślnego zachowania Radovana Pankova. Serb zupełnie niepotrzebnie użył swojego łokcia w walce o pozycję i górną piłkę. Obrońca gospodarzy uderzył w ten sposób zawodnika gości – Bogdana Tiru. Początkowo zarówno sędziom jak również wielu widzom całe przewinienie mogło umknąć. Arbiter główny Damian Kos pobiegł jednak do monitora, gdzie faul, a w zasadzie uderzenie, zostało świetnie pokazane na powtórkach. Karny to jak najbardziej słuszna decyzja.

Żółta kartka dla Pankowa to jak najbardziej adekwatna kara i taką dostał. Nierozważne zachowanie defensora wicemistrzów Polski.

Kolejna pozorna kontrowersja to „jedenastka” dla Legii. Dawid Szymonowicz trącił swoją lewą nogą Ernesta Muciego. Było to klasyczne wbiegnięcie w linię biegu. Obrońca Warty pretensje może mieć tylko do siebie. Faul subtelny, ale pozbawił Albańczyka możliwości przyjęcia piłki. „Wapno” jak najbardziej słuszne. Karnego wykorzystał Josue i po chwili… znów był dym…

Nie chodzi jednak o race. Piłkarze Warty wznowili grę od środka i Marton Eppel ostentacyjnie wbiegł w Josue. Z dostępnych powtórek trudno orzec czy Węgier wykonał ruch łokciem czy wpadł w Portugalczyka całym ciałem. Pewne jest jedno – zawodnik gości powinien za to dostać co najmniej żółtą kartkę – to była prowokacja i niesportowe zachowanie. Czerwona? Jeżeli nie było ruchu łokciem i uderzenia, to nie powinna być pokazana. Jak było w istocie? Tego nie wiemy, bo powtórek i ujęć całego zajścia było bardzo niewiele.

Josue po tej sytuacji wpadł w szał. Przeklinał po portugalsku i gestykulował w kierunku sędziego asystenta. Pokazał też symbol „okularów”, za co arbiter główny musiał pokazać mu żółtą kartkę – takie są przepisy. Później jednak kapitan Legii kontynuował swój „wywód” w kierunku asysta. Pomocnik gospodarzy był tu na granicy drugiej żółtej kartki.

Teoretycznie sędzia Kos był dość pobłażliwy dla Portugalczyka. Pewnie okolicznością łagodzącą było to, że został chwilę wcześniej sprowokowany. Niemniej Josue był naprawdę blisko osłabienia swojej drużyny.

Finalnie zabrakło oczywistej żółtej kartki dla Eppela, co nie wpływa na klasyfikację „Niewydrukowanej”.

Ennali poobijany

Jesteśmy już przy niedzielnym spotkaniu Puszcza – Górnik (2:1). Tutaj sędzia Tomasz Kwiatkowski popełniłby sporą gafę, gdyby nie VAR. On na boisku pokazał żółtą kartkę Lawrence’owi Ennali’emu za rzekome „nurkowanie” w polu karnym przeciwnika. Powtórki pokazały, że obrońca beniaminka – Michał Koj zrobił Niemcowi klasyczny „stempel”. Kwiatkowski pobiegł do monitora, zobaczył całą akcję i po chwili anulował kartkę dla gracza Górnika i podyktował „jedenastkę”. Fajnie, że arbiter główny przyznał się do błędu. Brawa też dla jego asystentów VAR: Wojciecha Mycia i Tomasza Listkiewicza.

Nie była to jedyna dyskusyjna sytuacja z udziałem niemieckiego zawodnika Górnika. Ennali w 86. minucie był blisko wyjścia sam na sam z bramkarzem Puszczy Oliwierem Zychem. Gracza gości wślizgiem wyciął jednak rezerwowy Kacper Cichoń. Wejście było ostre, ale jednocześnie zawodnik z Niepołomic starał się zagarnąć piłkę i była ona w jego zasięgu. Ennali przed faulem dzióbnął sobie futbolówkę nieco do boku. To dość istotne w ocenie całej sytuacji, bo obok biegł jeszcze jeden zawodnik Puszczy, który mógłby jeszcze zaasekurować akcję. Oczywiście gracze Górnika domagali się czerwonej kartki, ale obecność jeszcze jednego zawodnika niepołomiczan jest okolicznością łagodzącą. Żółta kartka to maksymalna i słuszna kara.

Jeszcze jedną kontrowersję chcielibyśmy odnotować. Chodzi o mecz Lech – Widzew (1:3) i sytuację, po której goście mieli karnego. Faul Eliasa Anderssona był dość lekki, ale Szwed skrobnął piętą Fabio Nunesa. To był karny.

Zawodnicy Lecha sugerowali jeszcze, że chwilę wcześniej Nunes był na spalonym, ale powtórki tego nie potwierdziły. Potencjalny spalony był też sprawdzany na wozie VAR i wyszło, że akcja była czysta, co później potwierdziła powtórka z narysowaną wirtualną linią spalonego. Ostatecznie Jordi Sanchez i tak zmarnował karnego, bo zasadzie podał piłkę do Bartosza Mrozka.

 

To tyle. Dużo sytuacji do omówienia, ale sędziowie ostatecznie podejmowali słuszne decyzje, przez co ostatnia kolejka nie wpływa na układ „Niewydrukowanej Tabeli” (jej obecny stan macie poniżej). Żaden wynik nie został wypaczony. W tym sezonie to rzadkość.

WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Screeny: Canal+ Online, Canal+ Sport

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

14 komentarzy

Loading...