Przełamanie Korony, zaćmienie Gerstensteina i nieskuteczna Stal

Maciej Wąsowski

29 września 2023, 21:18 • 3 min czytania

Reklama
Przełamanie Korony, zaćmienie Gerstensteina i nieskuteczna Stal

Ekipa Kamila Kuzery w końcu wygrała w delegacji. Błyskawiczne szybkie ataki zrobiły robotę. W taki sposób Korona zdobyła trzy bramki. Goście przerwali serię czterech meczów bez zwycięstwa na wyjeździe, na którą składały się trzy porażki i remis. Gracze Stali popełniali proste błędy i zasłużenie przegrali pierwszy raz przy Solskiego od 3 marca.

Reklama

Mielecki zespół najlepiej w tym sezonie wygląda, kiedy piłkarze Kamila Kieresia nie silą się na długie przetrzymywanie piłki i żmudne budowanie akcji. Kontry w wykonaniu trójki: Maciej Domański, Koki Hinokio i Ilia Szkurin były już zabójczo groźne dla kilku drużyn w trakcie obecnych rozgrywek. Z takim stylem gry nie poradziły sobie chociażby Śląsk Wrocław (3:1), Radomiak (2:0) czy Zagłębie Lubin (4:2). Dziś Stal miała optyczną przewagę i oddała aż 23 strzały (w tym 10 celnych), ale na niewiele się to zdało, bo Korona zagrała tak, jak zazwyczaj robią to mielczanie. Goście wyprowadzili trzy kontry i strzelili trzy gole.

Stal – Korona 2:3. Błąd młodzieżowca

Przyjezdni popisali się świetną skutecznością, bo w całym meczu oddali cztery celne strzały. Wszystko zaczął Jewgienij Szykawka, który początkowo miał zasiąść na ławce rezerwowych. Tylko kontuzja Adriana Dalmaou z rozgrzewki sprawiła, że Białorusin wskoczył do składu. Napastnik wykończył świetną akcję, którą napędził Martin Remacle. Belg posłał świetne podanie na skrzydło do Nono, a ten znakomicie zacentrował na głowę Szykawki.

Stal wznowiła grę od środka i chwilowe zaćmienie musiał mieć Łukasz Gerstenstein. Młodzieżowiec Stali dosłownie oddał piłkę Mateuszowi Czyżyckiemu, a ten po chwili podał prostopadle do Remacle’a. Kolejna akcja i gol. Belgijski pomocnik pewnym strzałem podwyższył prowadzenie.

Pomocna dłoń Trojaka

Później niby Stali przeważała. Niby Hinokio strzelał z dystansu, a Domański próbował coś wykreować. Niewiele jednak wychodziło. Przed przerwą gospodarzom starał się pomóc Miłosz Trojak, który w pewnym sensie wyciągnął go nich pomocną dłoń. Kapitan Korony zagrał piłkę ręką w sytuacji, w której Domański był przy linii końcowej i zacentrował z zerowego kąta. Bezsensowne pomysł, żeby w ogóle blokować to zagranie. Nic z tego by nie było, a zrobił się zasłużony karny. Wykorzystał go Getinger.

Reklama

Po zmianie stron jedna z nielicznych kontr Korony dała kolejnego gola. 21-letni Jakub Konstantyn odsadził beznadziejnego Marco Ehmanna i zrobiło się 3:1. W samej końcówce rozpaczliwe wrzutki Stali przyniosły jeszcze dla nich drugiego gola, ale na więcej nie starczyło czasu.

Błąd w tej ostatniej sytuacji popełnił Xavier Dziekoński, który niepotrzebnie wychodził na przedpole. Wcześniej bramkarz Korony przynajmniej kilka razy świetnie interweniował na linii, odbijając między innymi groźny strzał Hinokio. Na pewno 19-latek jest jednym z architektów tego zwycięstwa.

Kiereś musi szukać planu B

Z kolei Stal nie miała za bardzo pomysłu na to, co zrobić, kiedy słabszy dzień ma Szkurin. Brakowało jego dynamicznych wejść i wklejania się w linie obrony Korony, żeby uniknąć spalonego. W pojedynku białoruskich napastników dziś lepszy i przede wszystkim skuteczniejszy był Szykawka.

Prowadzenie gry, kiedy ma się do dyspozycji w zasadzie tylko Domańskiego i Hinokio (tej dwójce może pasować takie granie) było dość karkołomnym pomysłem. Kamil Kiereś musi popracować na jakimś planem B, kiedy nie idzie. Z kolei Korona trenera Kuzery sprytnie ukryła swoje deficyty i wyeksponowała atuty. Na ciekawego gościa w ofensywie wyrasta zwłaszcza Remacle, który brał udział przy dwóch golach, a przecież już w ostatnim meczu z Widzewem (1:1) pokazał, że ma spore możliwości.

Reklama

Stal przegrała u siebie pierwszy raz od dziewięciu spotkań, zaliczając od ostatniej porażki z Piastem (0:2 z 3 marca) cztery remisy i pięć zwycięstw. Korona tym triumfem wygrzebała się – przynajmniej na na ten moment – ze strefy spadkowej. To dopiero druga wygrana kielczan w tym sezonie. Dla nich to może być ważne przełamanie.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
Maciej Wąsowski

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
14
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
24
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont