Król Artur, Skóraś zalazł za skórę [NOTY]

Mateusz Janiak

20 kwietnia 2023, 22:06 • 5 min czytania

Reklama
Król Artur, Skóraś zalazł za skórę [NOTY]

Piękny to był sezon Lecha Poznań w europejskich pucharach i Kolejorz pięknie go zakończył. Fiorentina poniosła pierwszą porażkę od 12 lutego, a mimo zwycięstwa w pierwszym meczu 4:1, wcale we Florencji nie mieli spokojnego wieczoru w trakcie rewanżu. Krótko – mistrzowie Polski pomalowali gacie wszystkim w stolicy Toskanii na brązowo, a oto noty dla piłkarzy Kolejorza.

Skala: 1-10.

Noty dla piłkarzy Lecha po wygranej 3:2 z Fiorentiną

Filip Bednarek 5

Długo wydawało się, że oto bohater nieoczywisty. W Poznaniu był cieniutki jak żyletki Polsilver, a we Florencji bronił pewnie i szczęśliwie, kiedy po interwencji przy sam na sam futbolówka toczyła się na tyle wolno, że Joel Pereira zdążył ją wybić. Ale przy drugim golu dla Fiorentiny… no nie pomógł. Piłka była w jego zasięgu, mógł zrobić więcej i uratować cztery litery zespołu oraz szczególnie Filipa Dagerstala.

Alan Czerwiński 3

Cóż, kiedy mimo żółtej kartki na koncie złapał przeciwnika pod pachę i powalił, pomyśleliśmy, że, cholera, chyba zdurniał? Co on robi? Przecież tylko brak kompetencji sędziego uchronił prawego obrońcę przed wyrzuceniem z boiska. Ale gdy wściekał się na zmianę po nieco pół godziny, już nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Zdurniał.

Reklama

Czerwiński był fatalny. W 31 minut zdążył się poślizgnąć i wykreować okazję Riccardo Sottilowi oraz trzykrotnie szarpać rywala za koszulkę. Tak naprawdę przy większym pechu kończyłby zawody z zawaloną bramką i czerwoną kartką. A na koniec jeszcze pokazywał humory.

Okropny i nieodpowiedzialny.

Filip Dagerstal 3

Do doliczonego czasu wzór – z piłką przy nodze, w walce na murawie (cztery na cztery wygrane pojedynki) i w powietrzu (trzy z pięciu). A w doliczonym czasie… Cóż, zachował się jak egzaminowany na prawo jazdy, który wszystko robi jak trzeba, już wraca do WORD-a, by na ostatnich światłach przejechać na czerwonym.

Reklama

Wielki, wielki, wielki błąd, który zapoczątkował akcję bramkową wykończoną przez Gaetano Castrovillego. Stratą na rzecz Antonina Baraka ostatecznie zamknął Lechowi drzwi do półfinału.

Antonio Milić 7

Jego powietrzna wysokość. Dominował w pojedynkach główkowych, jak na początku XXI wieku Nokia na rynku telefonów komórkowych. Rywale nie mieli podejścia. Wygrał dziewięć ze stoczonych dwunastu i bezapelacyjnie królował w przestrzeni nad Stadio Artemio Franchi. A – co równie ważne – świetnie dawał sobie radę również na ziemi. Występ do oprawienia w ramkę i powieszenia na ścianę, bo trudno przyczepić się do niego o którąś ze straconych bramek.

Pedro Rebocho 6

Solidne zawody, świetne podanie do Jespera Kalrstroema, które zapoczątkowało akcję zakończoną faulem na Michale Skórasiu i jedenastką. W porównaniu z tym, co pokazał w Poznaniu w pierwszym spotkaniu – niebo a ziemia.

Jesper Karlstroem 8

Fantastyczny. Wspaniały. Wyśmienity. Genialnym podaniem napędził akcję na 1:0. Przytomnym dośrodkowaniem znalazł Michała Skórasia, za momencik faulowanego na karnego. Świetnie podłączył się i asystował na 3:0, do tego mnóstwo mądrych decyzji. Biegł tam, gdzie trzeba. Podawał tam, gdzie trzeba. Szukał faulu, kiedy trzeba. Asekurował, kogo trzeba. I tak dalej…

Reklama

Radosław Murawski 3

Popełnił dwa takie babole, że klękajcie narody. Po pierwsze – zdemolował w polu karnym Nico Gonzaleza, rozbił mu łeb i tylko ekipa sędziowska wie, jak można było nie dopatrzeć się w tym przewinienia. Po drugie – po wolnym wybił piłkę na sam środeczek szesnastki, prościutko do Riccardo Sottila, który bez problemów i bez przyjęcia strzelił na 1:3. Ogromny błąd, bo przy tej interwencji nikt go nie naciskał i powinien zareagować inaczej.

Poza tym nie było źle, tyle że przy dwóch takich gafach – jedna ukarana – trudno o pozytywną ocenę na świadectwie.

Michał Skóraś 8

Cichy zabójca. Niby nie robił wielkiego zamieszania, a miał udział przy każdej z bramek zdobytych przez Lecha.

Raz – po jego dośrodkowaniu Lorenzo Venuti „asystował” Afonso Sousie.

Reklama

Dwa – wymusił faul na Aleksie Terziciu.

Trzy – najpierw wywalczył aut, a po chwili błyskawicznie go wykonał, uruchamiając Jespera Kalrstroema, który za momencik obsłużył Artura Sobiecha.

Do tego wyprowadził z równowagi Cristiano Biraghiego i kapitan Fiorentiny został zmieniony, by nie wylecieć z drugą żółtą kartką.

Poza tym – należy o tym wspomnieć – zaliczył kilka pomyłek w obronie, m.in. stracił pod własnym polem karnym, ale koniec końców plusy z ofensywy przysłoniły minusy z defensywy. Ewidentnie zalazł za skórę przeciwnikom.

Reklama

Afonso Sousa 7

Wielki czas Portugalczyka. Błyszczał w Warszawie, błyszczał we Florencji. Piękny gol – wiadomo, należy pochwalić, ale poza tym pokazywał technikę, spokój i wizję. Kiedy przed sezonem przychodził, właśnie czegoś takiego oczekiwano.

Kristoffer Velde 5

Dziwny występ. Z jednej strony sporo strat i faul w okolicach własnej szesnastki, po którym Fiorentina strzeliła gola. Z drugiej – stalowe nerwy przy karnym i trafienie na 2:0 dla Lecha. Ani najlepszy na placu, ani najgorszy.

Artur Sobiech 8

W tym roku w podstawowym składzie wystąpił raz. Przeciętnie spędzał na murawie lekko ponad 17 minut. W całym sezonie zdobył jedną bramkę. Za chwilę – w czerwcu – skończy 33 lata. W związku z tym wszystkim trudno było się po nim spodziewać cudów, tymczasem z konieczności (kłopoty zdrowotne Mikaela Ishaka) wystąpił we Florencji od początku i faktycznie czynił cuda, szczególnie biorąc pod uwagę oczekiwania wobec niego. Kluczowe zgranie do Afonso Sousy przy golu na 1:0, zdobyta bramka na 3:0, a do tego dużo walki i umiejętne radzenie sobie z żółtą kartką na koncie (to akurat minusik – solidnie zdzielił łokciem Nikolę Milenkovicia jeszcze przed przerwą).

Król Artur.

Reklama

Joel Pereira 5

Nie był tak imponujący jak zazwyczaj, na palcach jednej ręki można policzyć jego dośrodkowania, z reguły predestynujące do miana dzieł sztuki, ale w odpowiednim momencie zaasekurował Filipa Bednarka i zapobiegł utracie bramki.

Adriel Ba Loua, Mikael Ishak i Filip Marchwiński – grali zbyt krótko, by ich ocenić

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. Newspix

Reklama
Mateusz Janiak

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji