Reklama

Cracovia nadal stawia na obcokrajowców. Ale już nie na paździerzowych

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

06 lutego 2023, 10:58 • 6 min czytania 30 komentarzy

Polska piłka lubi miotać się od ściany do ściany. W większości przypadków to określenie nad wyraz pejoratywne, egzemplifikacja chaosu, braku jakiejkolwiek wizji, panicznego zastępowania niedziałających rozwiązań na wskroś innymi, które nawet jeśli nie zaczną przynosić efektów, to przynajmniej uciszą niezadowolonych. Droga od ściany do ściany nie zawsze musi być zła. Czasem oznacza zwykłe wyciągnięcie wniosków. Wygląda na to, że taką drogę obrała Cracovia.

Cracovia nadal stawia na obcokrajowców. Ale już nie na paździerzowych

Zapowiedź meczu: Korona Kielce – Cracovia. Czy „Pasy” zaatakują podium?

Szrotan Szrotović? Zapraszamy, damy 4-letni kontrakt

Na myśl o 28-letnim Bośniaku po zerwanych więzadłach z epizodem w młodzieżówce U-19 skautom z Krakowa szkliły się oczy. Wicekapitan Napredak Krusevac z trzema meczami w Dynamie Drezno? Bierzemy go, koniecznie z czteroletnią umową. Słowak, który trzy sezony temu sieknął cztery gole? Gwarancja jakości. Musimy wygrać walkę o niego ze Zlatymi Moravcami.

Oczywiście przejaskrawiamy, hiperbolizujemy, natomiast mniej więcej tak wyglądała w ostatnich latach polityka transferowa Cracovii. Przy Kałuży meldowało się wielu obcokrajowców. Nie zawsze były to inwestycje na lata. Nie zawsze były to inwestycje rokujące. Zwykle były to inwestycje tanie, w efekcie czego na klubowych korytarzach – wzorem naszych quizów – pracownicy mogli bawić się w grę „random, piłkarz czy hokeista”. Weźmy takiego Gerarda Olivę – czy ktoś postawi stówę, że trenował na murawie, a nie na lodowisku? 

Cecarić. Serderov. Culina. Nie, to nie czas, by znów o nich rozprawiać. Chcieliśmy tylko przypomnieć, jaka kiedyś była Cracovia.

Reklama

Od ściany do ściany

Bo dziś jest to klub budowany na trochę innych zasadach, a podobne jest w nim głównie to, że wciąż zatrudnia wielu obcokrajowców. Obserwując ostatnie ruchy nowej Cracovii, można wyróżnić dwa filary działania na rynku.

„Pasy” wykonują znacznie MNIEJ transferów.

„Pasy” wykonują znacznie DROŻSZE ruchy.

Michał Probierz oczywiście broni się, że za jego czasów Cracovia nie płaciła sum odstępnego za zawodników, a teraz jest to regułą. To sprytny chwyt retoryczny, jeśli zapomnimy, że piłkarze nie kładą na swoje talerze błota przyniesionego na korkach po treningach w Rącznej, a konkretne pensje, konkretne premie, konkretne prowizje menedżerskie, konkretne pieniądze za podpis. Cracovia prowadzona w sposób ura-bura-jeszcze-wincy-obcokrajowców też swoje kosztowała i nie spełniła pokładanych w nich oczekiwań. Puchar i Superpuchar brylują w klubowej gablocie, lecz miał być to klub, który regularnie będzie nękał ligową czołówkę.

Wtedy taki się nie stał.

Dziś też taki nie jest.

Reklama

W tamtym podejściu było sporo chaosu, w tym jest sporo ryzyka. Jeśli ściągasz w jednym oknie Szrotonovicia, Badziekowicia i Dzbanovicia i każdemu z nich dajesz po siedem tysięcy euro, to wierzysz, że jeden z nich odpali. Kiedy z kolei wybierasz jednego Piłkarzovicia, masz znacznie mniejszy margines błędu. Bo jeśli nie podniesie twojego poziomu, masz na liście płac jeden duży balast, a nie trzy mniejsze, które można łatwiej przekonać do tego, by były balastami gdzieś indziej. 

Oczywiście także i Probierzowi zdarzały się sukcesy transferowe. Hanca, Pelle, Siplak czy Jablonsky to jak na naszą ligę prawdziwi kozacy. Pomiędzy opieraniem składu na jakościowych obcokrajowcach oglądaliśmy notoryczne rewolucje. Najpierw pierwszą, by posprzątać po poprzednikach, potem drugą, by posprzątać po swoich wyborach, następnie trzecią, by posprzątać po sprzątaniu. Jacek Zieliński – znów podejście od ściany do ściany – postawił na apatyczny wręcz spokój. Miał pełne prawo do tego, by wykurzyć rozczarowujących piłkarzy, a później ściągnąć na ich miejsce swoich. Wolał dać szansę tym, których zastał, znaleźć na nich nowy pomysł i wzmocnić ich – no właśnie: wzmocnić – mniejszą liczbą zawodników, co do których ma przekonanie.

Jak transfery robi Jacek Zieliński?

Obecny szkoleniowiec „Pasów” woli dołożyć do układanki kilka elementów niż wywracać klocki co sezon bądź dwa. Jego dotychczasowe ruchy w Krakowie to…

Zima 21/22:

  • Virgil Ghita – 1,20 mln euro
  • Jewhen Konoplanka – bez odstępnego

Lato 22/23:

  • Patryk Makuch – 550 tys. euro
  • Benjamin Kallman – bez odstępnego
  • Takuto Oshima – bez odstępnego
  • Paweł Jaroszyński – wypożyczenie

Zima 22/23:

  • Jani Atanasov – 420 tys. euro
  • Arttu Hoskonen – 250 tys. euro
  • Mateusz Bochnak – 85 tys. euro

*kwoty za Transfermarkt

Co się rzuca w oczy przy tych transferach? Kwoty odstępnego – niekiedy całkiem spore. Nie każdy transfer jest trafiony w stu procentach, to oczywiste. Po Patryku Makuchu można było spodziewać się więcej – gość szalał na boiskach pierwszej ligi, strzelał, asystował, a na wyższym poziomie bryluje jedynie w statystykach pojedynków (co też ma swoją wartość, ale nie po to przychodził). Konoplanka? Nazwisko jest, umiejętności są, ale głowa chyba nie dojeżdża, na pewno mógłby dawać więcej.

Nie są to jednak transfery złe, nie są to transfery nieudane. Żadnego ruchu Jacka Zielińskiego nie można postawić na jednej półce z Sowahem, Brok-Madsenem czy innym Zorrillą. W każdym z nich widać jednak szerszą myśl, pełne przekonanie czy też – uwaga, nadużywane słowo – projekt.

Ghita? Może i nie kosztował ponad bańkę, można usłyszeć, że Transfermarkt przekłamuje sumę odstępnego, ale wpasował się w układankę defensywą Cracovii idealnie. Jest rosły, jest silny, w powietrzu nawiązuje swoją grą do Covilo. Kallman? Jeśli założymy, że przychodził w roli zastępstwa dla Makucha, daje radę. Oshima? Ma momenty, choć pod koniec rundy jesiennej wkurzył swojego trenera. Jaroszyński? W obliczu kontuzji Siplaka trudno o lepsze załatanie dziury – gość z Serie A, wywodzący się z Cracovii, o profilu wahadłowego.

W obecnym oknie transferowym „Pasy” dokonały trzech ruchów. Wszystkie trzy to transfery gotówkowe. Zatem znów – nie ściągamy byle kogo, a raczej mamy przekonanie, że ci piłkarze nas wzmocnią, więc warto na nich zapłacić. Atanasov zaprezentował się już zresztą nieźle, dając asystę w meczu z Górnikiem. Na papierze wszystko się zgadza – ma 23 lata, reprezentuje Macedonię Północną, przychodzi z Hajduka Split, skąd trafiały do nas gwiazdy Ekstraklasy jak Tudor czy Kożulj. 

Arttu Hoskonen? Dopiero co sięgnął po mistrzostwo Finlandii, dopiero co trafił do fińskiej reprezentacji, dopiero co regularnie pograł w europejskich pucharach. Mateusz Bochnak to autor ośmiu goli i czterech asyst w rundzie jesiennej pierwszej ligi. Jak wielu kolegów z Chrobrego – Piła, Rzuchowski, Lebedyński czy nawet Djurdjević – wcale nie musi się odnaleźć, ale znów – to transfer, który wygląda na przemyślany, jakościowy, nieszrotowy.

Tak jak i cała Cracovia zdaje się mieć ręce i nogi, którymi podąża w jakimś kierunku.

Gdzie zaprowadzi to Cracovię?

Nie wiemy, gdzie taka polityka zaprowadzi krakowski zespół. Wiemy jednak, że „Pasy” wyciągnęły wnioski z poprzednich lat i chcą stać się czołową siłą ligi w nieco inny sposób. Już teraz ciężko o wniosek, że to jakość kadry jest problemem drużyny Jacka Zielińskiego. Jugas, Jablonsky, Ghita? Ścisła czołówka ligowych defensyw. Rapa z Kakabadze i Siplak z Jaroszyńskim? Wahadła, których można zazdrościć. Rakoczy i Myszor – czołówka młodzieżowców. Makuch, Konoplanka – piłkarze do sensowniejszego wykorzystania. Niemczycki – solidność. 

Jeśli gdzieś szukać problemów, to pewnie w środku pomocy, gdzie co prawda pojawił się Atanasov, ale to trochę za mało. Zwłaszcza w obliczu dwóch faktów: kontuzji Hebo Rasmussena (ta eliminuje go z gry do końca sezonu) i odejścia Floriana Loshaja (banku nie rozbijał, ale poszerzał pole manewru). Do gry na tej pozycji są obecnie Atanasov, Knap, Oshima i wyciągnięty z rezerw Jodłowski. Trochę za mało.

Gdyby Cracovia stawiała na ilość, pewnie nie miałaby takich kłopotów. Ale zmieniła swoją politykę. Gdzie ją ona zaprowadzi? W rundzie jesiennej „Pasy” prezentowały się jak drużyna, która jest cholernie niewygodna dla ligowych potentatów, lecz traci punkty ze słabeuszami. W zeszły poniedziałek krakowski zespół pokazał, że potrafi lać słabo dysponowanego rywala. Korona, wiele na to wskazuje, też takim będzie. Jeśli Cracovia wygra, wyprzedzi Pogoń i zrówna się punktami z Widzewem, a więc miałaby wszystko, by atakować podium.

A przecież wszystkim po pasiastej stronie błoń o to w tym sezonie chodzi.

WIĘCEJ O CRACOVII:

Fot. FotoPyK

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Ekstraklasa

Komentarze

30 komentarzy

Loading...