Reklama

Trudna droga „Złotego Dziecka” do ozłocenia. Odegaard potrzebował Arsenalu, a Arsenal Odegaarda

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

15 stycznia 2023, 09:58 • 10 min czytania 6 komentarzy

Zaczął grać z seniorami, gdy sam miał trzynaście lat. Przed transferem do Realu zrobił tournée z ojcem po największym klubach świata. A w pewnym momencie przez trzy i pół roku był wypożyczany przez „Królewskich” po Europie. Martin Odegaard jednak odbudował się w Arsenalu i wygląda dziś jak chłopiec, któremu jeszcze na sztucznym boisku w Drammen wróżono wielką karierę. Jaka jest prawda o karierze złotego dziecka norweskiej piłki?

Trudna droga „Złotego Dziecka” do ozłocenia. Odegaard potrzebował Arsenalu, a Arsenal Odegaarda

Jest rok 2014. Ojciec Martina Odegaarda, Hans Erik, budzi się i co ranek ma kilkanaście nieodebranych połączeń od nieznanych i zagranicznych numerów. Kolejne dzienniki z całego świata podróżują do Drammen, by porozmawiać z nastolatkiem robiącym furorę. „L’Equpie” pisze o „Złocie z Północy”. „ABC” o „przedwczesnym rozwoju piłkarskiego geniusza”. „Der Spiegel” wysyła dziennikarkę Sarę Peschkę, by tam w Drammen porozmawiała z chłopcem. Tytuł – „Talent Stulecia”. „El Mundo Deportivo” stawia sprawę jasno – pod dużą sylwetkę Odegaarda zamieszcza tezę: „Wszystkie nadzieje związane z norweskim futbolem dotycząca tego dzieciaka”. Piszą o nim media angielskie, austriackie, włoskie, a nawet brazylijskie.

Hans Erik Odegaard nawet nie oddzwania na nieodebrane połączenia. Norweska federacja odrzuca propozycje wywiadów z nastolatkiem od „The Sun”. Skasowany jest też przedmeczowy wywiad młodego Odegaarda z japońską telewizją. – Robi się za głośno, nie angażujmy w to chłopaka – przekazuje dział medialny federacji.

Najbliższe otoczenie nastolatka trzymało go z dala od medialnego zgiełku. On sam wydawał się też tym niezbyt zainteresowany. Przy pierwszym profesjonalnym kontrakcie ze Stromsgodset nie spojrzał nawet na przyszłe zarobki i na klauzule. Chciał mieć tylko zapis, który umożliwiał mu trenowanie poza normalnymi zajęciami z drużyną. Ale zanim jego gwiazda rozbłysła na norweskich stadionach, to spędził długie godziny na sztucznym boisku, na lekkim wzniesieniu w Drammen.

Reklama

Hans Erik Odegaard przez lata był piłkarzem Stromsgodset. Po karierze pracował m.in. w branży odzieżowej, ale robił też papiery trenerskie. To on poszedł z Martinem na pierwszy trening, gdy syn miał sześć lat. Na wspomnianym żwirowym boisku trenować dało się przez pół godziny, może godzinę, dlatego kilku miejscowych rodziców zorganizowało zrzutkę, by zbudować w tym boisko ze sztuczną murawą. Dzięki temu Martin i inne dzieciaki mogły przesiadywać tam całe popołudnia.

Jostein Flo, kolega Hansa Erika z boiska, później dyrektor Stromsgodset: – Pamiętam, że ojciec dużo pracował przy swojej firmie odzieżowej. Przywoził małego rano i odbierał go wieczorem. Malec miał piłkę i coś suchego na przekąskę. Siedział na boisku cały dzień. Zawsze czekał na starszych chłopaków, by móc z nimi pograć. 

Martin do jedenastego roku życia grał w Drammen Strong, później przeniósł się – co było logicznym następstwem – do Stromsgodset. Grał jednocześnie w trzech różnych rocznikach – swoim naturalnym i dwóch starszych. Ale tylko przez dwa lata, bo jako trzynastolatek został włączony do kadry seniorów (póki co – rezerw). Tak, to nie chochlik, napiszmy to jeszcze raz: w wieku trzynastu lat rozpoczął treningi z seniorskim zespołem. Wcale nie dlatego, że był wyrośnięty jak na swój wiek. Wręcz przeciwnie – był stosunkowo szczupły, nie miał tężyzny fizycznej, nie miał wyjątkowo długich nóg. Ale był diabelnie szybki z piłką i niezwykle zaawansowany technicznie. Na piątą ligę, w której grał zespół rezerw Stromsgodset.

Martin Odegaard. Historia norweskiego talentu

Jako trzynastolatek zadebiutował w sparingu pierwszej drużyny. Jako czternastolatek regularnie grał w zespole U-19. W wieku 15 lat i 118 dni zadebiutował w norweskiej ekstraklasie i stał się ligowym rekordzistą. Paradoks polegał na tym, że nie mógł rozegrać więcej niż trzy mecze w sezonie, bo tylko na tyle zezwalały przepisy ligowe w kwestii „amatorów”, którzy nie mieli podpisanego z klubem profesjonalnego kontraktu. Jedenaście dni po debiucie w Tippeligaen strzelił swojego pierwszego ligowe gola i znów wpisał się na listę rekordów.

Flo: – Szum wokół niego był niebywały. Każdy w mieście o nim słyszał. Gdy debiutował w pierwszym zespole, to kibice sapali za każdym razem, gdy Martin był przy piłce.

„Martinmania”, jak nazywano szał na punkcie Odegaarda, zaczęła opanowywać całą ligę. On, piętnastolatek, grał naprzeciw dorosłych facetów. A Norwegia przecież nigdy nie słynęła z błyskotliwych techników, raczej z silnych i wybieganych graczy. Takich spotykał nastolatek naprzeciw siebie. Gdy po raz kolejny minął Frode Kippe, byłego gracza chociażby Liverpoolu czy Stoke, ten chciał urwać mu nogę. Ale nie był w stanie złapać gówniarza. Odegaard do przerwy miał dwa gole na koncie.

Reklama

„Sponsor Insight” przeprowadziło wówczas badanie wśród zwykłych Norwegów, które miało na celu wyłonienie najpopularniejszego sportowca w kraju. – Popularność Odegaarda rośnie, ale nie jest w gronie najpopularniejszych sportowców. Potrzebuje jeszcze wielu miesięcy, może nawet lat, by wyprzedzić Marit Bjoergen – mówił wówczas dyrektor agencji.

W tym samym czasie piłkarz wraz z ojcem robili tournée po najlepszych klubach Europy. – W pewnym klubie facet, który proponował nam kontrakt, nawet nie podniósł oczu znad stosu papierów. Wyjechaliśmy stamtąd dość szybko – przyznawał Odegaard senior. Już wcześniej władze Stromsgodset miały problem, by zmieścić wszystkich skautów na swoich trybunach. Real Madryt, Borussia Dortmund, oba Manchester, Liverpool, Ajax, Arsenal, wszystkie topowe kluby włoskie. Trudniej było znaleźć klub, który nie interesował się norweską perełką niż taki, który chciał go u siebie.

A chciał go u siebie Floretino Perez. Zaproponował mu kontrakt, a ojcu pracę w akademii. Chciał go Real, ale nie chciał… Carlo Ancelotti. – Gdy Florentino kupuje ci norweskiego piłkarza, to po prostu musisz to zaakceptować. Ale ja o niego nie prosiłem. Nie był zawodnikiem, o którego zabiegałem. Ten transfer miał związek z PR-em – przyznawał Włoch w swojej książce.

Złoty sen o transferze do wielkiego klubu się spełnił. A pobudka w nowej rzeczywistości była bolesna.

Tułaczka po Europie

Wiosnę po transferze spędził w rezerwach Realu, w pierwszym zespole dostał szansę trzydziestominutowego debiutu. W kolejnym pełnym sezonie też grał z Castilli, gdzie był kluczowym piłkarzem zespołu, który otarł się o awans do drugiej ligi. Wreszcie Real podjął decyzję, że skoro chłopak nie jest jeszcze gotowy fizycznie na rywalizację w LaLiga, to warto go wypożyczyć. Najpierw do Heerenveen na sezon 2016/17 i 2017/18. W 43 meczach strzelił trzy gole, zaliczył pięć asyst.

Real zaznaczył w umowie wypożyczeniowej, że Holendrzy musieli go wystawiać w każdym meczu, o ile ten był zdrowy. Jeśli nie będzie wystawiany, wówczas klub musiał płacić „Królewskim” 40 tysięcy euro. I choć Heerenveen nie notowało dobrych wyników, a liczba goli i asyst Odegaarda również nie zwalała z nóg, to i tak zbierał pozytywne recenzje. Może dlatego, że należał do ligowej czołówki pod względem kluczowych podań i dryblingów.

Andre Bergdolmo, były norweski piłkarz m.in. Ajaksu: – W Castilli się rozwinął, ale dopiero w Heerenveen tak naprawdę nauczył się, co to znaczy być zawodowym piłkarzem.

Po Heerenveen Odegaard został wysłany na jeszcze jedno wypożyczenie do Holandii – tym razem do Vitesse, gdzie wykręcił 11 goli i 11 asyst w 39 meczach. Wydawało się, że po tak udanym sezonie dostanie choćby szansę jako rezerwowy w Realu, ale znów został wysłany na wypożyczenie – tym razem do Realu Sociedad. – To młody zawodnik, który oczywiście chciałby grać wiele w Realu, ale Real na tym etapie kariery nie jest w tanie mu tego zapewnić. Podobnie jest w przypadku wielu młodych talentów, bo rywalizacja w pierwszym zespole jest ogromna – mówił Santiago Solari, który pracował z nim w zespołach młodzieżowych „Królewskich”.

Wydawało się, że sen Odegaarda o grze w wielkim klubie upadł. Że podzieli los wielu „młodych, piekielnie zdolnych” – jak Bojan Krkić czy Alen Halilović, którzy mieli atakować w „Złotą Piłkę”, a popadli w przeciętność. Wielu jednak zapominało o tym, że Odegaard bardzo wcześnie pojawił się w seniorskiej piłce i nawet kilka sezonów rozegranych na poziomie holenderskiej ekstraklasy czy bardzo udane przetarcie w Realu Sociedad było raczej etapem wprowadzania go w wielką piłkę, a nie zsyłką gotowego piłkarza na peryferia, gdy ten był już w pełni ukształtowanym graczem. Gdy zaliczał świetne sezony w Vitesse (gracz sezonu według kibiców) i w San Sebastian, czynił to jeszcze jako piłkarz U-21.

Odciąć Madryt grubą kreską

Wydawało się, że po Realu Sociedad jest już gotowy na grę w Realu Madryt. Od stycznia 2017 do lipca 2020 roku nie dostał w Madrycie żadnej szansy. Wrócił do zespołu Zidane’a z wiarą, że to jest ten moment, w którym może choćby jako rezerwowy przebijać się w ekipie „Królewskich”.

Skończyło się na tym, że nie złamał nawet bariery 400 minut gry podczas rundy jesiennej. Był dziewiętnastym zawodnikiem w kadrze pod względem rozegranych minut. Liczył na miejscach 12-14, chciał być jednym z grona pierwszych do wejścia, a skończył gdzieś na skraju kadry meczowej. W ostatnich sześciu meczach przed wypożyczeniem do Arsenalu zagrał… pięć minut. Wszedł z ławki w rozstrzygniętym już starciu z Celtą.

Musiał bardzo wcześnie opuścić dom, miał na sobie ogromne oczekiwania, nosił to wszystko – powiedział o nim Mikel Arteta krótko po wypożyczeniu Norwega do Arsenalu. „Kanonierzy” mieli lukę po Mesucie Ozilu, którą Arteta chciał załatać Odegaardem. Zresztą o Odegaardzie rozmawiał swego czasu z Guardiolą, a sam Guardiola bardzo ponoć chciał go u siebie w Bayernie i stwierdził nawet, że to materiał na najlepszego gracza świata. – Jego etyka pracy to coś niesamowitego. Talent to jedno, drugie to praca nad soba. To inteligentny facet. Wie co i kiedy robić na boisku. Jestem pod wrażeniem tego, jak szybko się wkomponował w zespół. Czyni nas lepszą drużyną – nie mógł się nachwalić Odegaarda hiszpański trener Arsenalu.

Nic dziwnego, że Arsenal po półrocznym wypożyczeniu robił wszystko, by zatrzymać go w Londynie. Dla Artety stał się celem transferowym numer jeden, a Odegaard nie chciał już wracać do Madrytu. Ten etap wolał odciąć grubą kreską, zapomnieć o niepowodzeniu w Realu. I udało się – dzięki determinacji Edu Gaspara, dyrektora technicznego „Kaninierów”. 35 milionów euro za 24-latka sprawdzonego już w danej lidze i systemie trenera – przecież na warunki trzeciej dekady XXI wieku to brzmi jak promocja typu „likwidacja sklepu, wszystko -70%”.

Złote dziecko ozłoci Arsenal?

Jest w tym sezonie ósmy w lidze pod względem oczekiwanych asyst (xA). Jeśli chodzi o liczbę prostopadłych podań, to tylko czterech graczy ma ich więcej. Jest najlepszy w Premier League pod względem „deep completions”, czyli podań w strefę 20 metrów od bramki (nie licząc dośrodkowań). Pod względem nieoczywistych podań („smart passes”) zamyka  podium. Jeśli chodzi o kluczowe podania zajmuje szóste miejsce w całej stawce.

Dorobek Odegaarda robi wrażenie, a jeszcze większe wrażenie robi to, jaki ma wpływ na grę lidera Premier League. Już w pierwszym sezonie Norwega w Londynie wyglądało to okazale:

A teraz jest już tylko lepiej i lepiej. – A może być znacznie lepszy. Pod względem fizycznym ma jeszcze spore rezerwy. Dośrodkowania i zasięg podań, tutaj też widzę pole do rozwoju. Pod względem pracy w defensywie robi progres z tygodnia na tydzień. Nadal jest kimś, kto wyszedł z bardzo specyficznego procesu rozwojowego dla piłkarza, ale jest już w miejscu, gdzie odgrywa kluczową rolę dla drużyny – zaznacza Arteta.

Kibice Arsenalu z kolei nie mogą się zdecydować – czy bardziej przypomina im sposobem gry Cesca Fabregasa, czy może jednak Mesuta Ozila. Bo Odegaard to nietypowy ofensywny pomocnik, który czeka tylko na piłkę i stara się zwodem stworzyć przewagę nad bramką. Doskonale funkcjonuje w systemie 1-4-3-3 Artety, gdzie obok siebie ma nastawionego na obronę Parteya, kreatywnego i walczącego Xhakę, a sam Norweg jest głównym kreatorem zespołu, ale i jednym z najczęściej pressujących graczy w całej lidze. – Z trudnych rzeczy robi rzeczy, które wyglądają na łatwe. Gdy wchodzi w tłok piłkarzy, wówczas jestem spokojny o to, że sobie poradzi i ochroni piłkę – chwali go dalej Hiszpan.

Odegaard jest teraz zarówno kapitanem Arsenalu, jak i reprezentacji Norwegii. – Mianowałem go kapitanem i nie przeszkadzało mi to, że wielu ekspertów krytykowało ten wybór. Naszym celem jest awans na Euro 2024 w Niemczech i uczynienie Martina kapitanem jest częścią budowy zespołu, który będzie w stanie ten awans wywalczyć – twierdzi Stale Solbakken, selekcjoner Norwegów.

Arsenal jest na dobrej drodze, by sięgnąć po mistrzostwo kraju. Norwegia ma ciekawą grupę piłkarzy nowej generacji – z Haalandem, Sorlothem, Odegaardem właśnie, a i Berge, Solbakkenem, Aursnesem czy Schjelderupem. Czy „Martinmania” może mieć swoją drugą falę? Czas pokaże. Natomiast kariera Odegaarda jasno pokazuje, że nie każde „złote dziecko” idzie tym samym torem. W przypadku jednych potencjał jest przeszacowany i PR-owe maszyny zbyt mocno nakręcają zainteresowanie wokół nastolatków. Inni faktycznie rozwijają się w zawrotnym tempie i jeszcze przed dwudziestym rokiem życia decydują o silę topowych zespołów z lig TOP5. Ale są też przypadki takie, jak Odegaard. Te ze „specyficznym procesem rozwojowym”, jak powiedział Arteta.

Czytaj więcej o Premier League:

Fot. Newspix

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Komentarze

6 komentarzy

Loading...