W Sewilli Isco miał się odrodzić, a się pogrzebał. Grał źle, kręcił nosem, symulował kontuzję, a po kłótni z Monchim w Andaluzji nie ma już czego szukać. To było 135 dni z piekła rodem, których zakończeniem będzie obustronne rozwiązanie kontraktu. Pomocną dłoń, znów, wyciągnąć może tylko Julen Lopetegui.

Tylko jeden człowiek może jeszcze uratować karierę Isco. Co poszło nie tak?

Zaczęło się pięknie. Dziesięć tysięcy kibiców na prezentacji, uśmiechnięte twarze Julena Lopeteguiego, Isco i Monchiego oraz deklaracje o chęci odbudowania kariery, która znalazła się na zakręcie. Sielanka nie trwała długo. Trener został zwolniony zanim pomocnik odbudował formę, a piłkarz nie dogadał się ani z jego następcą, Jorge Sampaolim, ani z dyrektorem sportowym, który od samego początku był przeciwny jego sprowadzeniu. Efekt? 30-latek ucieka kuchennymi drzwiami. Dziennik „MARCA” poinformował, że po 145 dniach jego kontrakt zostanie rozwiązany i będzie musiał myśleć o nowej ekipie.

Nowy trener, inny Isco

Transfer Isco wzbudził w Sewilli wielkie oczekiwania, szczególnie, że klub miał ryzykować niewiele. Hiszpan zgodził się na tylko dwuletnią umowę i relatywnie niskie zarobki (2 miliony euro brutto, kilkukrotna obniżka względem Realu), bo miał skupić się na powrocie na dobre tory. Lopetegui wyciągał z niego to, co najlepsze, zarówno w reprezentacji, jak i w barwach Królewskich, ale ich wspólna praca w klubie (znów) nie potrwała długo.

Isco miał w tym sezonie przebłyski geniuszu, ale generalnie był dużym rozczarowaniem, szczególnie po zwolnieniu „swojego” trenera. Kiedy Sevillę objął Sampaoli, pomocnikowi przestało się chcieć. Łapał głupie żółte kartki, biegał mniej i nie umiał odnaleźć się w nowym systemie, a w meczu Pucharu Króla z Velarde (2:0) grał jakby za karę.

Kontuzja-widmo

Z Isco tak już jest – jeśli chcesz, by był efektywny, musisz ustawić drużynę pod niego. Hiszpan musi być nieustannie podpięty pod grę, nadawać tempo atakom swojej ekipy i poruszać się między liniami, jednocześnie wykonując relatywnie ograniczoną pracę w defensywie. Lopetegui to rozumiał i dlatego widział go w Sevilli, i widzi w Wolverhampton, które klaruje się jako główny kandydat do „przejęcia” nieszczęśliwego 30-latka. Sampaoli ma inną wizję futbolu i błyskawicznie odstrzelił piłkarza.

Niespełna dwa tygodnie temu, 10 grudnia, zawodnik pokłócił się z Monchim. Radio Onda Cero informowało, że miało nawet dojść do rękoczynów. Oficjalnie, klub próbował bagatelizować problem, ale Sampaoli nie włączył pomocnika do kadry meczowej na sparingi z AS Monaco i Benficą, a 13 grudnia piłkarz doznał kontuzji. Przynajmniej teoretycznie, bo andaluzyjskie media wątpią w realność problemów 30-latka. Na wideo, które udostępniła telewizja GOL, nie widać, by Hiszpan kulał, gdy opuszczał boisko z rzekomym urazem lewej kostki.

Powtórka z Realu

Isco od blisko dwóch tygodni był poza zespołem. Nie zagrał w sparingu z Volendam, nie ma go też w kadrze na starcie w Copa del Rey z Juventud Torremolinos. Klub informował o trwającym procesie leczenia, piłkarz jakby zniknął, a Sampaoli rozkłada ręce. – Nie zajmuję się tym tematem. Jako trener, mam wejść do szatni i pracować z graczami, którzy są dostępni. Decyzja o tym, czy zawodnik zostaje, czy odchodzi, często nie należy do szkoleniowca, a do władz Sevilli – stwierdził Argentyńczyk, dając do zrozumienia, że relacje na linii sztab – zawodnik są bardzo chłodne.

Isco wrócił do dobrze znanej sobie sytuacji, w której czas mijał, a klub wypłacał kontrakt, w oczekiwaniu na propozycję, która przekona piłkarza do transferu. Spełniły się najgorsze przewidywania fanów Sevilli. Nie dość, że Hiszpan nie przydał się na boisku, to jeszcze okazał się szkodliwy dla atmosfery wewnątrz zespołu i stał się wrzodem na tyłku. Tym razem, w przeciwieństwie do czasu w Realu, 30-latek ma zgodzić się na transfer, szczególnie, że jego niska umowa gwarantowała pomocnikowi wysokie premie za osiągnięcie – dziś już nierealnych – celów.

Co dalej z Hiszpanem? Trudno powiedzieć. Pomocnik w przeszłości był bardzo wybredny. Nie chciał katarskich pieniędzy, wykluczył odejście do MLS i powiedział „nie” wielu ekipom z Premier League czy Serie A, deklarując, że wciąż nadaje się do gry w Lidze Mistrzów. W pierwszej części sezonu tego nie udowodnił, dlatego teraz najprawdopodobniej zmieni osiemnastą drużynę LaLiga na dwudziestą w tabeli Premier League, Wolverhampton. Tam znów będzie mógł być „synkiem” trenera Lopeteguiego, a o to, by transfer doprowadzić do skutku, zadba Jorge Mendes – agent 30-latka, który na Molineux Stadium czuje się jak ryba w wodzie.

Długa lista życzeń

Niezależnie od tego, jak zakończy się męcząca saga z Isco, w Sevilli powodów do radości nie mają. Sampaoli miał wykorzystać przerwę mundialową na nauczenie piłkarzy nowego, bardziej bezpośredniego stylu, ale mógł pracować z garstką zawodników. Nie dość, że Argentyńczycy (Acuña, Montiel i Papu Gómez) oraz Marokańczycy (Bono, En-Nesyri) grali do końca na mundialu, to jeszcze lista kontuzji wydłużyła się m.in. o Marcão, który miał być nowym liderem obrony, a prowadzi w klasyfikacji opuszczonych meczów.

Styczeń miał być miesiącem rewolucji na Ramón Sánchez Pizjuán. Sampaoli stwierdził, że potrzebuje przynajmniej kilku wzmocnień, bo ostatnie okno transferowe było najgorszym w karierze Monchiego. Dyrektor sportowy musi posprzątać. Nie dość, że nie załatał wyrwy po odejściu Diego Carlosa i Julesa Koundé, to jeszcze do ataku sprowadził zawodników będących kompletnie bez formy. O ile łatwo będzie pozbyć się wypożyczonego z Nicei Kaspera Dolberga czy mistrza świata Papu Gómeza, to kłopoty będą z Adnanem Januzajem, który podpisał czteroletni, wysoki kontrakt.

Potrzebujemy bocznego obrońcy, dwóch stoperów, pomocnika i napastnika. Co najmniej – apeluje Sampaoli, ale problemy są dwa. Pierwszym są pieniądze, których w Sewilli po ostatnich nieudanych transferach brakuje. Drugim – fakt, że w kadrze drużyny jest tylko jedno wolne miejsce, więc zanim Monchi weźmie się do kupowania, musi pozbyć się niechcianych zawodników. W tym sensie rozstanie z Isco, nawet za darmo, jest klubowi na rękę. – Nie chcę złościć się na rzeczy, których nie mogę kontrolować. Przekazałem Monchiemu i klubowi listę pozycji, na których potrzebujemy wzmocnień. Pozostaje mi tylko czekać – rozkłada ręce argentyński trener, który musi wydobyć Sevilę z osiemnastego miejsca w ligowej tabeli.

JAKUB KRĘCIDŁO

ZOBACZ WIĘCEJ:

Kozacy i badziewiacy. Bartosz Śpiączka, mistrz ligowej autodestrukcji

Jakub Białek

Terzić: Pewnego dnia zostaniemy nagrodzeni

redakcja

Co dalej z prywatnym właścicielem Miedzi Legnica? Znamy szczegóły

Kamil Warzocha

Rewolucja się oddala? Głosowanie nad podziałem kasy odroczone

Szymon Janczyk

Media: Jules Kounde może trafić do Liverpoolu

redakcja

Keane: Pozbyłbym się De Gei

redakcja