Reklama

Czy organizacja Igrzysk Europejskich się opłaca?

Szymon Szczepanik

Autor:Szymon Szczepanik

19 maja 2022, 17:02 • 15 min czytania 39 komentarzy

Dwa dni temu podpisano umowę na mocy której w Krakowie i Małopolsce odbędą się Igrzyska Europejskie 2023. Całkowity koszt organizacji tego wydarzenia wyniesie około 1,2 miliarda złotych. Z tego względu postanowiliśmy przybliżyć wam temat tej imprezy. Czym ona tak naprawdę jest? Kto wcześniej ją organizował? Jak podobne wydarzenia wyglądają na innych kontynentach? Jaka jest jej wartość marketingowa, poziom sportowy i co najważniejsze – czy jej organizacja się opłaca? Zapraszamy do lektury.

Czy organizacja Igrzysk Europejskich się opłaca?

CZYM SĄ IGRZYSKA EUROPEJSKIE?

To z pozoru banalne pytanie, ale nie wypada rozpocząć od innego. Najprościej byłoby odpowiedzieć, że są odpowiednikiem igrzysk azjatyckich, panamerykańskich, afrykańskich oraz igrzysk Pacyfiku. Zatem jest to impreza, która raz na cztery lata skupia najlepszych sportowców z różnych dyscyplin z krajów Starego Kontynentu. Oraz Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji i Izraela, które to komitety należą do Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich [EOC].

Tak jest w teorii.

DLACZEGO IGRZYSKA EUROPEJSKIE POWSTAŁY TAK PÓŹNO?

Europejski odpowiednik różni się od swoich „pobratymców” tradycją, która przekłada się na prestiż imprezy. Pierwsza edycja igrzysk europejskich została rozegrana dopiero w 2015 roku. Dla porównania, igrzyska panamerykańskie oraz azjatyckie to równolatki. Obie imprezy po raz pierwszy zostały rozegrane w 1951 roku.

Reklama

Owszem, wcześniej były podejmowane próby utworzenia formatu rozgrywek, w których sportowcy z krajów Starego Kontynentu (oraz kilku wyjątków spoza Europy) rywalizowaliby co cztery lata. Ale na przeszkodzie stawał terminarz oraz… sprzyjająca geografia. Europa jest stosunkowo niewielka pod względem powierzchni, ale przy tym dobrze zaludniona. Niezłe połączenia komunikacyjne powodowały, że na Starym Kontynencie w danych dyscyplinach nie brakowało imprez z międzynarodową obsadą. Weźmy za przykład lekkoatletykę. Królowa sportu posiada szereg mityngów z kilkudziesięcioletnią tradycją. Takich, jak ORLEN Memoriał Janusza Kusocińskiego, którego pierwszą edycję zorganizowano w 1954 roku.

Czesi mają Zlatą Tretrę, czyli Złote Kolce, organizowane w Ostrawie od 1964 roku. Po drugiej stronie żelaznej kurtyny lekkoatleci mogli sprawdzić się podczas British Grand Prix (to współczesna nazwa, ale rozgrywki istnieją od 1953 roku), Bislett Games (Oslo, 1965 rok), czy Weltklasse Zurich (1928). Dziś te trzy mityngi wliczają się do Diamentowej Ligi – cyklu turniejów, utworzonego w 2010 roku. Te zawody i tak wyszły nieco poza Europę, gdyż organizowane są między innymi w USA czy Chinach. Ale zastąpiły one cykl Golden League, który był rozgrywany wyłącznie na Starym Kontynencie.

Oczywiście, w tych najbardziej prestiżowych imprezach w Europie startowali również zawodnicy z innych kontynentów. Jednak generalnie europejskim lekkoatletom nie brakowało okazji do międzynarodowych startów. Ci z innych kontynentów nie mogli tego o sobie powiedzieć. Za wyjątkiem Amerykanów, którzy posiadają sporo imprez lekkoatletycznych. A przecież skupiamy się wyłącznie na lekkoatletyce – jednym sporcie. W przypadku igrzysk europejskich i ich odpowiedników trzeba wygospodarować dogodny termin dla reprezentantów kilkunastu różnych dyscyplin.

KTO DO TEJ PORY ORGANIZOWAŁ IGRZYSKA EUROPEJSKIE?

Jako że krakowskie – czy też raczej małopolskie – igrzyska są dopiero trzecim tego typu turniejem w historii, lista miast-gospodarzy tej imprezy nie jest długa. Pierwszym miastem, jak na europejskie igrzyska przystało, było Baku. Czyli stolica Azerbejdżanu.

Reklama

Dobra, złośliwości na bok – Azerowie są częścią EOC. To znaczy, że mieli prawo zorganizować te zawody tak, jak każdy inny kraj, który jest w strukturach organizacji. Osobną kwestią pozostaje natura moralna tego wyboru.

Azerbejdżan od lat znajduje się w konflikcie z Armenią, a istotą sporu jest region Górskiego Karabachu. Od 2003 roku państwem rządzi prezydent Ilham Alijew. Łamanie praw człowieka, korupcja, machlojki podczas kolejnych wyborów, ograniczanie wolności mediów czy działalności opozycji – ot chciałoby się powiedzieć, że to klasyczny zestaw cech autorytarnej władzy.

Kraj nie posiada najlepszej renomy w Europie, ale za to ma coś innego – ropę naftową. Dlatego Azerbejdżan stać na zabieg, który z powodzeniem wykorzystuje Katar czy też do niedawna Rosja. Sportswashing – ocieplanie własnego wizerunku poprzez sport.

Baku zgłaszało już swoje kandydatury do organizowania najważniejszych wydarzeń sportowych – w tym igrzysk olimpijskich w 2016 i 2020 roku. Ta sztuka dwukrotnie się Azerom nie udała. Ale otrzymali prawo do zorganizowania pierwszych igrzysk europejskich. Być może dlatego, że ich aplikacja została tak dobrze przyjęta przez EOC. Ale federacja nie miała wielkiego wyboru – Baku oficjalnie było jedynym kandydatem. Zatem chociaż sama idea igrzysk została przegłosowana, to żaden komitet nie kwapił się do ich zorganizowania. Podobno taką opcję rozważały też Rosja i Turcja – kolejne dwa kraje z fatalną opinią na arenie międzynarodowej. Ale oficjalnie do niczego takiego nie doszło.

Lepiej pod względem chętnych do zorganizowania imprezy wypadła druga edycja. Pierwotnie zorganizować je miała Holandia. Tak, cały kraj. Do Baku przyjechało ostatecznie pięćdziesiąt reprezentacji i ponad sześć tysięcy sportowców. Dlatego Holendrzy wymyślili sobie, że rozłożą ciężar organizacji sporej imprezy na kilka miast. Ich aplikacja została błyskawicznie zaakceptowana, lecz kraj słynący z tulipanów i wiatraków wycofał się z niej jeszcze w trakcie trwania imprezy w Azerbejdżanie. Jak twierdziły holenderskie władze, państwo musiałoby dołożyć do przedsięwzięcia 57,5 miliona euro bez gwarancji, że zachowany zostanie odpowiedni poziom sportowy imprezy.

EOC był rozczarowany takim obrotem spraw. Szybko znaleziono nowego kandydata – Rosję, ale nad nią roztaczał się smród afery dopingowej. Powierzyć największą imprezę sportową organizowaną pod szyldem EOC krajowi, w którym doping był wręcz systemowy? To się nie godziło. Bo oczywiście aneksja Krymu oraz wojna w Donbasie z 2014 roku nikomu nie przeszkadzały…

Ale chętnych do organizacji wydarzenia było więcej. Pojawiła się kandydatura Glasgow, w tle majaczyła mało realna opcja Poznania. Swój akces już tradycyjnie zgłaszali Turcy. Ostatecznie jednak postawiono na… Białoruś. Konkretnie Mińsk. Zatem komitet drugi raz popisał się wyjątkową konsekwencją w przyznawaniu organizacji swojej wizytówki państwom, których pojęcie praworządności i szacunku do poglądów drugiego człowieka znacznie odbiega od zachodnich standardów.

JAK WYGLĄDAŁ POZIOM SPORTOWY IGRZYSK EUROPEJSKICH?

Parę akapitów wcześniej napisaliśmy o holenderskich obawach związanych z niskim poziomem sportowym imprezy. Trzeba przyznać, że mieli oni sporo racji w swoich wątpliwościach.

Światowe i europejskie federacje takich dyscyplin jak pływanie czy lekkoatletyka potraktowały tę imprezę po macoszemu. Ich tłumaczenie było proste – w kalendarzu nie ma na nią miejsca. A przecież lekkoatletyka jest sportem najbardziej kojarzonym z igrzyskami. Zresztą razem z pływaniem to dwie najbardziej medalogenne dyscypliny. Tymczasem organizatorzy musieli kombinować, by w ogóle pojawiły się w programie zawodów. No i wymyślono. W zawodach lekkoatletycznych obserwowaliśmy zmagania Drużynowych Mistrzostw Europy III ligi. Startowały w niej takie potęgi jak Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Luksemburg czy reprezentacja gospodarzy. Po rozegraniu czterdziestu konkurencji (równo po dwadzieścia dla kobiet i mężczyzn) zwyciężyła reprezentacja Austrii przed Słowacją oraz Izraelem. Zatem ponad 440 sportowców walczyło o… jeden komplet medali.

Część zawodów postanowiono połączyć z innymi imprezami mistrzowskimi, by choć w ten sposób sprowadzić do Baku prestiżowe nazwiska. Takie połączenie zadziałało w judo, ale nie zawsze to przynosiło skutek. We wspomnianym pływaniu federacja zgodziła się wyłącznie na połączenie igrzysk europejskich z mistrzostwami Europy juniorów. Niektóre dyscypliny kusiły wywalczeniem kwalifikacji olimpijskiej do normalnych igrzysk.

Jednak co do zasady, podczas ceremonii medalowych kibice często oglądali zawodników, którzy na najlepszych imprezach mogliby pomarzyć o krążkach. Poza Rosjanami, którzy chyba jako jedyna duża reprezentacja posłali najlepszych sportowców, wskutek czego zgarnęli 164 medale. Tak samo uczynili gospodarze. Azerbejdżan nieźle radził sobie w sportach walki oraz podnoszeniu ciężarów, gdzie można zgarnąć sporo medali. W ten sposób gospodarze zajęli drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, zdobywając 56 krążków.

Jeżeli ciekawi was to, jak poradziła sobie Polska, to nasz kraj zajął 20. lokatę i tyle też wywalczył medali. Może Polacy skończyliby na wyższej pozycji, ale udało im się wywalczyć tylko dwa złote medale. Ich autorkami były nasza wybitna kajakarka Marta Walczykiewicz oraz szablistka Angelika Wątor.

Pod względem poziomu sportowego, cztery lata później w Mińsku było nieco lepiej, ale też skromniej. Kila dyscyplin postanowiło nie ponawiać udziału w – ich zdaniem – zbędnej imprezie. Do Azerbejdżanu przyjechało blisko sześć tysięcy zawodników i zawodniczek. Stolica Białorusi przyjęła nieco ponad cztery tysiące sportowców. Z programu zawodów zniknęły zmagania na basenie (pod każdą formą), taekwondo, triathlon, siatkówka i szermierka.

Jeżeli chodzi o sporty, które pozostały na igrzyskach europejskich, ich poziom nieco wzrósł. Być może też dlatego, że w ośmiu dyscyplinach – czyli ponad połowie rozgrywanych – sportowcy walczyli o kwalifikacje do Tokio. Judo kolejny raz połączyło zawody z mistrzostwami Europy. W lekkoatletyce stworzony został nowy format zawodów drużynowych – Dynamic New Athletics. Liczba konkurencji została ograniczona, ale za to wzrosła liczba medali, których przewidziano dziesięć kompletów.

W klasyfikacji medalowej kolejny raz triumfowała Rosja. Rosjanie ponownie wystawili najlepszych zawodników, wobec czego ich dorobek wyniósł 109 medali. Druga była Białoruś (68), z kolei trzecia Ukraina (52). Polska spisała się gorzej, niż w poprzedniej edycji. 14 medali w tym 3 złote, których autorami byli Łukasz Jaworski i Tomasz Zakrzewski w skokach na trampolinie, Tomasz Kaczor w kajakarstwie i Karolina Koszewska w boksie. Całość przełożyła się na 22. pozycję naszej reprezentacji w generalce.

DLACZEGO IGRZYSKA EUROPEJSKIE SĄ TAK MAŁO POPULARNE?

Chociaż poziom sportowy igrzysk europejskich wzrósł, to zainteresowanie samą imprezą wciąż było niewielkie. To znaczy – na papierze można było ogłosić wzrost liczby krajów, do których transmitowane było wydarzenie. Jednak te liczby w praktyce nie przełożyły się na to, by o igrzyskach europejskich było głośno.

Pierwsza edycja igrzysk była transmitowana do 144 państw na całym świecie. W przypadku drugiej, mowa o 160 krajach. Sukces? Nie do końca. Aż 46 państw miało dostęp do igrzysk za pośrednictwem Olympic Channel. Czyli kanału należącego do MKOl. Tak było między innymi w Stanach Zjednoczonych. Natomiast w 2015 roku igrzyska europejskie w USA pokazywała ESPN. Skoro ta stacja nie zdecydowała się na to, by druga edycja gościła na jej antenie, a innych chętnych nie znaleziono, to tylko świadczyło o niewielkim zainteresowaniu imprezą za Oceanem.

Problemem igrzysk europejskich z pewnością jest ich niewielka tradycja. Jak wspomnieliśmy, igrzyska panamerykańskie oraz azjatyckie odbywają się od 1951 roku. Igrzyska Pacyfiku pierwszy raz zostały rozegrane w 1963 roku. Afrykański odpowiednik tej imprezy swoją premierową odsłonę miał w 1965 roku. Wprawdzie później w Afryce organizowano ten turniej nieregularnie, lecz ten stan rzeczy zmienił się w 1987 roku. Te wydarzenia posiadają wyrobione marki na swoich kontynentach. Ale na to potrzeba czasu.

Na większą popularność tych imprez z pewnością wpływają też konkurencje. Program afrykańskiej edycji wyróżnia się tym, że występują w nim praktycznie same dyscypliny olimpijskie. Pozostałe kontynenty nie boją się z kolei wprowadzić do swoich programów konkurencji nieolimpijskich. Za to takich, które cieszą się popularnością w regionie.

Rugby siedmioosobowe pojawiło się na igrzyskach dopiero w 2016 roku, ale rok wcześniej igrzyska Pacyfiku mogły pochwalić się w programie aż trzema wersjami tego sportu. Były to „siódemki”, rugby dziewięcioosobowe i touch rugby. To odmiana w której kontakt fizyczny pomiędzy zawodnikami jest ograniczony do minimum. Gracz musi pozbyć się piłki po tym, jak zostanie dotknięty przez przeciwnika. Oprócz tego mamy wyciskanie sztangi leżąc, bowls (coś podobnego do gry w bule) czy netball. Ten ostatni sport to protoplasta koszykówki – jest od niej o rok starszy, gdyż powstał w 1890.

Igrzyska panamerykańskie mają w swoim programie kręgle, wrotkarstwo i kulturystykę. Są różne odmiany gier tenisopodobnych – squash, racquetball czy pelota. Ale absolutnym królestwem zbieraniny dziwnych sportów są igrzyska azjatyckie. Czego tu człowiek nie znajdzie… Sporty walki? Oczywiście, że tak i to takie jak wushu (chińskie sztuki walki), kurash (zapasy z regionu Azji Środkowej) czy pencak silat. To ostatnie to sztuki walki wywodzące się z Indonezji. Z gier zespołowych zobaczymy kabaddi, które, najogólniej rzecz ujmując, jest azjatyckim berkiem. Albo sepak takraw – odmianę siatkonogi, która w Tajlandii jest jednym ze sportów narodowych. Mało? Na poprzednich Asian Games w Indonezji pojawiły się wyścigi skuterów wodnych. Następne igrzyska azjatyckie odbędą się w tym roku w Chinach i jedną z debiutujących dyscyplin będzie esport. Tak więc będzie można zgarnąć medal za grę w League of Legends, Dotę 2 czy Street Fightera V.

Oczywiście, niektóre sporty mogą się wydawać mało popularne z naszej perspektywy. Ale w tamtych rejonach świata posiadają wierne grono odbiorców. Przy tym szanse na to, że pojawią się na igrzyskach w wersji innej, niż pokazowa (taki status miało wushu w 2008 roku w Pekinie) są niewielkie. Takie połączenie powoduje, że zawodnicy przykładowego kabaddi nie traktują igrzysk azjatyckich jak zła koniecznego. To dla nich bardzo prestiżowa impreza i pełnoprawny odpowiednik startu na normalnych igrzyskach.

Być może europejskiej wersji brakuje podobnego polotu przy doborze konkurencji. Może warto pójść bardziej w stylu World Games, która to impreza jest nazywana igrzyskami sportów nieolimpijskich? Nie mówimy od razu o wyrzuceniu przykładowej lekkoatletyki z programu. Ale po tym jak rodzina sportów olimpijskich powiększyła się o koszykówkę 3×3 oraz karate, z konkurencji nieolimpijskich rozgrywanych w Mińsku zostały tylko piłka nożna plażowa oraz sambo. Jako ciekawostkę dodajmy, że to ostatnie znalazło się w programie igrzysk, gdyż było lobbowane przez… Władimira Putina. Wielkiego fana sztuk walki, który trenuje sambo od dziesiątego roku życia.

Z tego względu cieszy nas pomysł wprowadzenia do programu zawodów tańca sportowego, teqballa (połączenie piłki nożnej i tenisa stołowego), biegów górskich czy też skoków narciarskich na igelicie. To niesie za sobą powiew świeżości.

ILE TO WSZYSTKO KOSZTUJE?

To zapewne pytanie, które wszystkich nurtuje najbardziej. Pierwsze igrzyska europejskie, które zorganizowano w Baku, kosztowały ponad 1,2 miliarda dolarów. Oficjalnie, bo do ceny nie wliczono na przykład kosztów budowy Stadionu Olimpijskiego. Ta pochłonęła 600 milionów zielonych, a przecież Azerowie wybudowali jeszcze kilka innych obiektów. Dodać trzeba, że nie zarabiali dużo na biletach, część puli rozdając za darmo. Azerbejdżan nie za bardzo liczył się z kosztami, stąd musiał sporo dołożyć do imprezy. Owszem, wydarzenie miało być promocją całego kraju. Państwowe media może przedstawiały taką narrację, ale ogólnie turniej nie wzbudzał wielkiego zainteresowania.

Holandia – czyli bogaty kraj – zrezygnowała z organizacji drugiej edycji. Chodziło o dołożenie bagatela niecałych sześćdziesięciu milionów euro. W porównaniu do tego, jak wielkie są budżety igrzysk olimpijskich czy na przykład mistrzostw świata w piłce nożnej – oraz o jakie kwoty potrafią być przekraczane – dokładnie 57,5 miliona nie wydaje się wielką kwotą. Ale igrzyska olimpijskie czy mundial stanowią rzeczywistą promocję danego kraju. Igrzyska europejskie nie mogą tego o sobie powiedzieć.

ILE KOSZTOWAŁY LETNIE IGRZYSKA OLIMPIJSKIE?

Kolejna edycja w Mińsku była znacznie tańsza. Co nie znaczy, że się opłacała. Pierwotnie założono, że wydarzenie pochłonie 40 milionów dolarów. Zapewne Białorusini mówili tylko o cenie organizacji wydarzenia samego w sobie – bez inwestycji w infrastrukturę. Kwota wydatków budżetowych i tak wzrosła do ponad 120 milionów dolarów, a całe igrzyska zamknęły się w 300 milionach. Przy takich sumach, zainteresowanie tą imprezą samych Białorusinów pozostawiało wiele do życzenia. Sprzedano poniżej 70% biletów. Turyści również nie oblegali Mińska w trakcie trwania igrzysk.

Stąd trudno dziwić się, że do zorganizowania trzeciej edycji igrzysk europejskich nie ustawiła się kolejka chętnych. Chociaż sporo mówiło się o Katowicach, a podobno zainteresowany organizacją wydarzenia był też Kazań. Wstępnie organizator miał zostać wyłoniony w lutym 2019 roku, ale proces zdecydowano się przedłużyć do kwietnia. Przewodniczący EOC Janez Kocijancic w oficjalnym komunikacie stowarzyszenia powiedział: – Mieliśmy szczęście i otrzymaliśmy wiele mocnych ofert z całego kontynentu. Będziemy w dobrych rękach niezależnie od tego, które miasto ostatecznie otrzyma prawa do organizacji wydarzenia.

Następnie termin przedłużono ponownie – do maja 2019. Czy w tym momencie można zarzucić zmarłemu w 2020 roku Słoweńcowi to, że mijał się z prawdą? Tego na sto procent nie wiemy. Jednak dziwnie wygląda to ogromne zainteresowanie komitetów, skoro ostatecznie okazało się, że oficjalnie do EOC wpłynęła tylko jedna oferta. Organizacji imprezy podjęło się miasto Kraków oraz województwo Małopolskie. Choć przedsięwzięcie odbędzie się również przy wsparciu polskiego rządu.

I to przez długi czas było kością niezgody na linii Miasto Kraków – polski rząd. Prezydent Jacek Majchrowski podkreślał, że chce przeprowadzić igrzyska, jednak finansowo ma ograniczone możliwości. Innymi słowy, że bez wsparcia rządu, który weźmie na siebie większość kosztów, nie ma szans na zorganizowanie tego wydarzenia. Ostatecznie uzgodniono następujące zasady finansowania: budżet przeznaczony na organizację wydarzenia oszacowano na 400 milionów złotych. Połowę sumy pokryje Ministerstwo Sportu i Turystyki. Z kolei Miasto Kraków oraz Województwo Małopolskie mają przeznaczyć po 25% tej kwoty, czyli po 100 milionów… i ani złotówki więcej. Umowa skonstruowana jest tak, że jeżeli ten budżet zostanie przekroczony, to nadwyżkę pokryje rząd.

Ale 400 milionów złotych to zaledwie część kwoty do wydania. Według wyliczeń Piotra Tymczaka z „Gazety Krakowskiej” należy do tego dodać pieniądze na inwestycje infrastrukturalne i sportowe. Te wyniosą 500 milionów dla Krakowa oraz 100 dla Tarnowa, Zakopanego i Krynicy-Zdroju. Kolejne 160 milionów pochłoną koszty opłat licencyjnych i obsługi wydarzenia. Zatem łączna kwota za organizację igrzysk europejskich 2023 wynosić będzie blisko 1,2 miliarda złotych. Wstępnie.

– Trwa wojna w Ukrainie, ceny rosną z dnia na dzień. Dopiero za kilka tygodni spróbujemy urealnić dotychczasowe założenia. Organizacja imprezy, czyli produkcja sygnału, zapewnienie bezpieczeństwa, obsługa akredytacji i zakwaterowanie sportowców, to na dziś ok. 400 mln zł. Ze względu na wcześniejsze zastrzeżenia nie chciałbym się jej jednak sztywno trzymać. Ta kwota może wzrosnąć – mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes spółki Igrzyska Europejskie 2023, Marcin Nowak.

– Co zostanie po Igrzyskach Europejskich w kwestii infrastruktury? Zmodernizowany stadion Wisły, przebudowany tor do kajakarstwa slalomowego na Kolnej, boisko do koszykówki 3×3 przy hali Cracovii. Dzięki przyznanym środkom finansowym dołożymy pieniądze do tych przetargów infrastrukturalnych, których koszty wzrosły z uwagi na ceny energii, materiałów budowlanych czy pracę – wyliczał z kolei prezydent Jacek Majchrowski, podczas zorganizowanej wczoraj konferencji prasowej.

Natomiast Janusz Kozioł podkreślał, że wszystkie dyscypliny zyskają status mistrzostw Europy, a w kilkunastu z nich sportowcy powalczą o kwalifikacje olimpijskie do igrzysk w Paryżu.

Cóż, pozostaje nam trzymać kciuki za to, by przyszłoroczna impreza się udała. W końcu skorzysta na niej cały region – a nawet kilka regionów. Zmagania lekkoatletów odbędą się na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a pływacy będą gościć w Rzeszowie. Oczywiście, cena 1,2 miliarda to niewielka kwota w porównaniu do tych, które wydaje się na igrzyska olimpijskie. Jednak trudno o to, by nie zapaliła nam się czerwona lampka. Po pierwsze, biorąc pod uwagę okoliczności. Wojna w Ukrainie – więc zaraz za naszą wschodnią granicą. Pandemia, szalejące ceny towarów i usług. Nie są to najlepsze czasy na to, by wydawać pieniądze na organizacje dużych wydarzeń sportowych. Po prostu trudno nie dojść do wniosku, że obecnie da się lepiej wykorzystać tak pokaźne środki.

I okej, zdajemy sobie sprawę z tego, że promocja zarówno regionu, jak i całego kraju to ważna rzecz. Że chociażby Polska długofalowo skorzystała na organizacji takiego wydarzenia jak EURO 2012. Tylko impreza sprzed dziesięciu lat posiada ogromną renomę. Zmagania o miano najlepszej reprezentacji Starego Kontynentu oglądają ludzie z całego świata. W przypadku igrzysk europejskich, niespecjalnie śledzili je nawet obywatele kraju organizatora. Organizatorzy zapewne dołożą wszelkich starań by odwrócić ten trend. Lecz na razie, pod względem marketingowym projekt Igrzyska Europejskie 2023 jawi się jako kupowanie kota w worku.

Być może za parę lat będziemy mogli poszczycić się tym, że w Krakowie i Małopolsce zorganizowano jedno z pierwszych wydarzeń, które na stałe wpisało się do kanonu najważniejszych imprez sportowych na świecie. Ale równie prawdopodobny jest scenariusz w którym EOC po kilku edycjach dojdzie do wniosku, że koncepcja igrzysk europejskich to niewypał, a kolejnych prób ich organizacji nie należy podejmować. A wtedy Polska znajdzie się na liście krajów, które dały się naciąć na ich organizację. Jak na razie – wraz z Azerbejdżanem i Białorusią.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

39 komentarzy

Loading...