PRASA. Majdan: Małgosia mówi „ciężką masz pracę: oglądasz mecze i jesz pizzę”

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

10 maja 2022, 08:06 • 9 min czytania

Reklama
PRASA. Majdan: Małgosia mówi „ciężką masz pracę: oglądasz mecze i jesz pizzę”

Siedziałem kiedyś w redakcji i analizowałem jakiś mecz, kiedy zadzwoniła moja Małgosia. Zapytała, co robię. Odparłem, że pracujemy i czekamy na pizzę. Odpowiedziała: „Ty to masz ciężką pracę: oglądasz mecze i jesz pizzę”. To chyba najlepsza odpowiedź. Bardzo chciałem pracować przy piłce, bo na niej najlepiej się znam. Swego czasu realizowałem inną pasję – grałem na gitarze w zespole „The Trash”. I to była inna sytuacja, bo moi koledzy byli fachowcami w tej dziedzinie. Ja w piłce jestem tym, kim oni w świecie muzyki. Dlatego zależało mi, żeby robić coś, w czym czuję się ekspertem – opowiada Radosław Majdan w „Przeglądzie Sportowym”. Co poza tym dziś w prasie?

Reklama

„SPORT”

Krzysztof Kubica ma już osiem goli w tym sezonie. Świetnie grający głową młodzieżowiec jest jedynym z objawień tego roku w Ekstraklasie.

Ten ze swoich ośmiu bramek aż siedem zdobył po trafieniach głową i w tym akurat elemencie jest najlepszy w lidze. Po cztery bramki zdobyli w ten sposób Mateusz Wieteska z Legii i wspomniany wcześniej Łukasz Sekulski z Wisły Płock. O trafieniach głową Kubicy w lidze pisaliśmy w „Sporcie” w poprzednim tygodniu. Sam Kubica mówił wtedy, że na początku przygody w piłce częściej trafiał do siatki rywala nogami niż głową. Potem, jak w końcówce gimnazjum i w początkach liceum wystrzelił wzrostowo, te proporcje się zmieniły. Sam piłkarz mówi, że ma intuicję w polu karnym rywala, żeby dobrze, a przede wszystkim celnie przymierzyć głową. Pokazał to dobitnie w niezwykle emocjonującym meczu przy Łazienkowskiej w piątek, kiedy to dwa razy po uderzeniach głową zaskoczył Cezarego Misztę. Na jednej z ostatnich konferencji prasowych w Zabrzu pytaliśmy trenera Jana Urbana, który sam był znakomitym specjalistą od gry głową, czy Kubica już go przeskoczył w tym elemencie czy jeszcze nie. Doświadczony trener Górnika, a w przeszłości znakomity zawodnik, tylko się uśmiechnął i odpowiedział: – Jeszcze mu trochę brakuje. Ja rzeczywiście głową grałem bardzo dobrze. Co do Krzysia, to zastanawiające jest to, że potrafi się znaleźć w polu karnym przeciwnika w odpowiednim miejscu, w odpowiednim momencie, wyczuć timing, bo te jego bramki przecież skądś się biorą.

Jedenastka kolejki według Sportu: Putnocky – Pereira, Kupczak, Bartolewski – Kądzior, Starzyński, Kubica, Sokołowski, Szysz – Josue – Zwoliński.

Reklama

Filip STARZYŃSKI Gdyby „Figo” przynajmniej raz w miesiącu grał na takim poziomie co w piątkowy wieczór w Radomiu, Zagłębie nie drżałoby do samej mety o utrzymanie. Zdobył 2 bramki, to jego pierwszy dublet od ponad roku.

Krzysztof KUBICA Górnik został co prawda rozstrzelany przez Legię, ale dwa gole strzelone przy Łazienkowskiej zawsze mają swoją wymowę, a właśnie tego dokonał rosły zabrzański pomocnik, który w tym sezonie trafi ał do siatki 8-krotnie. 3 razy – z „wojskowymi”.

Patryk SOKOŁOWSKI Doczekał się wreszcie premierowych bramek w pierwszej drużynie Legii, do której trafi ł bardzo okrężną drogą, bo nie bezpośrednio z akademii, a przez Elbląg, Suwałki i Gliwice. Od razu wpadło mu dwa razy, dorzucając się do kanonady z zabrzanami.

Reklama

Kontrowersje po uznaniu, anulowaniu, a ostatecznie uznaniu bramki dla Lechii w starciu ze Stalą. Sędziów krytykuje europoseł, sędzia tłumaczy się przed kamerami.

„To co zrobili sędziowie było obrzydliwym złodziejstwem. Zresztą kolejnym w tym sezonie, ale te dzisiejsze kanty przebiły wszystko. Można wypruwać żyły, budować klub, a i tak przegrasz przy stoliku. Nie mam ochoty dalej uwiarygadniać tego syfu. Bawcie się sami” – grzmiał na Twitterze europoseł Tomasz Poręba, wspierający klub z Podkarpacia. Działacz Stali dodawał: „Sędzia podjął decyzję i odgwizdał spalonego po konsultacji z VAR. Decyzja zapadła. Potem ją zmienił. Na jakiej podstawie w przepisach? Czy mógł to zrobić? Zwłaszcza, że stało się tak pierwszy raz w historii varowanej piłki” – zwracał uwagę Poręba. Nietypowość tego zdarzenia spotęgował jeszcze fakt, że sędzia Malec zdecydował się po meczu stanąć przed kamerami Canal+, by wyjaśnić zamieszanie. – Sytuacja ze spalonym była bardzo „ciasna”. Koledzy z VAR-u stwierdzili, że skorzystają z technologii, która rysuje linie. Ona jest nowa, nie do końca byli w stanie narysować to precyzyjnie, dlatego powtarzali ten proces kilkukrotnie. Doszła do tego presja czasu, na boisku każdy oczekuje decyzji. Finalnie za pierwszym razem linia została namalowana nieprecyzyjnie i zbyt szybko uzyskałem komunikat, że był ofsajd. Jeden z kolegów w wozie mówił jednak, że coś mu się nie podoba, w związku z tym cały proces zaczął się jeszcze raz. Linie zostały narysowane drugi raz. Wypada przeprosić za to, jak ten proces przebiegał, ale najważniejsza jest finalna decyzja. A ta o uznaniu bramki jest po prostu prawidłowa – podkreślał łódzki arbiter.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

Lech wytrzymał presję i pokonał Piasta Gliwice. Teraz to Kolejorz dyktuje warunki i to on jest goniony.

Reklama

Możliwe, że do dyspozycji będzie też Bartosz Salamon, który ciągle leczy uraz i jest coraz bliżej powrotu, ale nie wiadomo, kiedy wyzdrowieje w pełni. – Zostały nam dwa finały, a takimi meczami jak w Gliwicach zdobywa się tytuł. Musimy teraz wywalczyć sześć punktów i będziemy szczęśliwi. Naprawdę każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę. Wszystko w naszych rękach, nogach i głowach – mówił nam po meczu uśmiechnięty od ucha do ucha Kamiński. – W trakcie sezonu będą różne fazy. Może się zdarzyć tak, że będziemy musieli gonić, ale najważniejsze, żebyśmy po ostatniej kolejce byli na pierwszym miejscu – mówił na początku roku Skorża. I miał rację. Lech stracił pozycję lidera, gonił i przynajmniej na razie wygląda na to, że na koniec będzie mógł się cieszyć ze złotego medalu. A to oznaczałoby, że po siedmiu latach kibice w Poznaniu wreszcie mogliby się cieszyć z trofeum. – Doprowadziliśmy do sytuacji, w której wszystko zależy od nas. I to nas cieszy. Ale musimy też pamiętać, że wcale nie będzie łatwo wygrać w dwóch ostatnich meczach. Dlatego musimy pozostać w pełni skupieni – stwierdził Skorża. Ocena jego pracy w Poznaniu też sprowadzi się do tego, co wydarzy się w trakcie ostatnich 180 ligowych minut. Jeśli Lech wypuści mistrzostwo z rąk, nikt nie będzie pamiętał o tym, że 50-latek odmienił grę Kolejorza i sprawił, że przez większość sezonu oglądało się ją z przyjemnością. Brak triumfu w lidze i Pucharze Polski oznaczałby całkowitą porażkę projektu Skorży w Poznaniu. Bo przecież został ponownie zatrudniony przy Bułgarskiej właśnie po to, by po dłuższej przerwie, można było coś wstawić do klubowej gabloty. Na razie i Lech, i Skorża są na dobrej drodze do tego, by stulecie klubu naprawdę było złote.

Rozmowa z Radosławem Majdanem – o życiu po karierze, o tym czego żałuje z kariery piłkarskiej, o pomyśle na siebie. Całkiem fajnie pan Radek wypada w tym wywiadzie.

Co jest fajnego w pracy eksperta telewizyjnego?

Cały czas jestem w środowisku, które nakręcało mnie całe życie. Uwielbiam ten moment, gdy siedzę na stanowisku komentatorskim i słyszę w słuchawkach: „Jesteście na antenie”. Pojawia się adrenalina. My, komentatorzy i eksperci, nawet gdy jest minusowa temperatura, nie chcemy komentować w kabinie na stadionie. Wolimy założyć cztery kurtki i trzy szaliki, ale być na zewnątrz, czuć atmosferę. To jest dla mnie najprzyjemniejsze. Jest energia, którą czułem jako zawodnik. A jednocześnie mam mniejszą odpowiedzialność niż piłkarze.

Reklama
Pamięta pan pierwszy poranek po przebudzeniu, gdy zakończył karierę?

Pamiętam.

Trudno było?

Nie. Już tłumaczę dlaczego. Życie wyczynowego sportowca jest skrupulatnie zaplanowane przez innych: treningi, zgrupowania, mecze. Od 16. roku życia do upadku Polonii Warszawa miałem pracę. I bałem się, co będzie, gdy jej zabraknie. Zastanawiałem się, co się stanie, jak wstanę rano i nie będę musiał iść na trening. Bałem się tej pustki. Przygotowywałem się do tego momentu przez dwa lata. Na szczęście płynnie przeszedłem na drugą stronę, bo zostałem dyrektorem sportowym Polonii i trenerem bramkarzy. Byłem w tym samym klubie, z tymi samymi ludźmi, w tym samym mieście. Dlatego pierwszy dzień po zakończeniu kariery bramkarskiej nie był trudny. Zdecydowanie trudniejszy poranek przeżyłem później.

Kiedy?

W dniu, w którym miała zapaść decyzja, czy Polonia otrzyma licencję na grę w ekstraklasie pod wodzą nowego właściciela Ireneusza Króla. Wszystko miało być jasne do godz. 14.00, a ja po przebudzeniu przeczytałem, że prawdopodobnie tej licencji nie będzie. Wtedy pomyślałem: to jest koniec, wszyscy jesteśmy zwolnieni. I to był najtrudniejszy moment w moim życiu, bo po raz pierwszy rzeczywiście nie miałem pracy. Prywatnie byłem sam, zawodowo nie wyglądało to najlepiej… Na szczęście ta sytuacja nie trwała długo. Nawet nie pamiętam, co konkretnie w tamtym czasie robiłem, ale ponad rok nie miałem stałego zajęcia. Pokazywałem się za to na różnych eventach, miałem występy w telewizji. Był we mnie lęk: i co dalej? Później zacząłem komentować mecze w Eleven Sports, następnie w Eurosporcie, a później trafi łem do Canal+.

To praca idealna?

Siedziałem kiedyś w redakcji i analizowałem jakiś mecz, kiedy zadzwoniła moja Małgosia. Zapytała, co robię. Odparłem, że pracujemy i czekamy na pizzę. Odpowiedziała: „Ty to masz ciężką pracę: oglądasz mecze i jesz pizzę”. To chyba najlepsza odpowiedź. Bardzo chciałem pracować przy piłce, bo na niej najlepiej się znam. Swego czasu realizowałem inną pasję – grałem na gitarze w zespole „The Trash”. I to była inna sytuacja, bo moi koledzy byli fachowcami w tej dziedzinie. Ja w piłce jestem tym, kim oni w świecie muzyki. Dlatego zależało mi, żeby robić coś, w czym czuję się ekspertem.

Reklama

Kamil Kosowski pisze o Ekstraklasie. Streszcza co się działo w weekend, opisuje tabelę… No nie wiemy, czy aby na pewno na tym polega felieton, ale okej.

Miniony weekend przyniósł nam kolejny zwrot akcji w walce o mistrzostwo Polski. Przed 32. kolejką Raków miał wszystko w swoich rękach. Po pierwszej połowie prowadził z Cracovią i praktycznie nie dawał rywalom szansy na wyrównanie. Pasom wystarczył jednak jeden celny strzał, by wywrócić walkę o tytuł do góry nogami. Z potknięcia Rakowa skorzystał Lech. Przed startem rozgrywek mówiłem, że Kolejorz może przegrać sam ze sobą. W kilku momentach sezonu drużyna trenera Macieja Skorży zawodziła, ale z Piastem zagrała tak, jak na przyszłego mistrza przystało. Nie było to najlepsze spotkanie Lecha w tym sezonie. Piast się postawił i długo remisował. W końcowych minutach pokazał się jednak Mikael Ishak i celną główką dał poznaniakom wygraną. Teraz wszystko jest po stronie Lecha. Dwa mecze dzielą jego piłkarzy od upragnionego tytułu mistrza Polski, który ma być wisienką na torcie w roku stulecia klubu. Kolejorz jest w komfortowej sytuacji, tym bardziej że ma lepszy terminarz niż Raków. Lidera PKO BP Ekstraklasy czeka teraz derbowy mecz z Wartą, a następnie domowe spotkanie z Zagłębiem Lubin. Raków też zagra z Miedziowymi, ale sezon kończyć będzie konfrontacją z Lechią, która jest zespołem nieobliczalnym. Tak więc korony Lechowi jeszcze na głowę nie zakładamy, ale piłkarze Kolejorza mogą już poważnie myśleć o złotych medalach za mistrzostwo.

Reklama

„SUPER EXPRESS”

Ponoć Bayern niezbyt skutecznie kusi Roberta Lewandowskiego nowym kontraktem.

Robert Lewandowski pozostał w Monachium, bo jego myśli są przy negocjacjach transferowych. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Kataloński „Sport” pisze wprost: „Robert Lewandowski jest oburzony ofertą Bayernu”. Według dziennikarzy tej gazety obie strony są coraz dalej od porozumienia. „Polski piłkarz nie jest zadowolony z długości umowy, a tym bardziej z oferty finansowej, która jest na stole” – czytamy. W tym tygodniu ma dojść do kluczowych negocjacji w tej sprawie.

fot. NewsPix

Reklama
Damian Smyk

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama