post Michał Kołkowski

Opublikowane 28.06.2020 15:41 przez

Michał Kołkowski

Osiem minut. Tyle otrzymał od trenera 36-letni Bruno Soriano w ostatnim meczu ligowym Villarrealu, licząc z doliczonym czasem gry. W normalnej sytuacji byłby to po prostu nic nieznaczący epizodzik, niewart choćby wzmianki. Nie mówiąc o osobnym artykule. Jednak sytuacja, w jakiej znalazł się Soriano bynajmniej nie może być określona „normalną”. Dla wychowanka i kapitana „Żółtej Łodzi Podwodnej” był to bowiem pierwszy występ w oficjalnym spotkaniu od, uwaga, 1128 dni. Kiedy pomocnik wbiegał na murawę, atmosfera na Estadio de la Ceramica niemal namacalnie zgęstniała. Stała się wręcz podniosła. – Wyobrażałem sobie ten moment dziesiątki razy. Teraz po prostu nie wiem, co powiedzieć – komentował po końcowym gwizdku Soriano, ocierając łzy wzruszenia.

Pewnie kiedy piłkarz Villarrealu w głowie kreślił scenariusz swojego powrotu na boisko, wyobrażał sobie te sceny zupełnie inaczej. Z pewnością liczył, że wszystko odbędzie się przy pełnych trybunach. Że 23 tysiące kibiców „Żółtej Łodzi Podwodnej” na całe gardło zacznie fetować jego wielki powrót, że będą skandować jego nazwisko. Tymczasem musiał się zadowolić skromną, lecz bardzo emocjonalną owacją, jaką urządzili mu członkowie sztabu szkoleniowego, koledzy z zespołu i pracownicy ze stadionowej obsługi oraz ochrony.

Jako się rzekło – dało się dostrzec, że na boisku dzieje się coś niezwykłego.

Villarreal CF 2:2 Sevilla FC (31. kolejka La Ligi 2019/20).

Reakcja szatni na powrót Bruno.

– To dla nas najważniejsza wiadomość w tym roku – stwierdził trener Villarrealu, Javier Calleja. Kibice, którzy nie mogli świętować powrotu swojego ulubieńca na trybunach, ograniczyli się do wywieszenia transparentu z wymownym napisem: „Witaj w domu!”.

W pewnym sensie takie powroty stają się już znakiem rozpoznawczym „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Klubowi działacze wykazują olbrzymią cierpliwość i zrozumienie dla rekonwalescentów. Najsłynniejszym przykładem jest naturalnie Santi Cazorla, czyli zawodnik równie niezłomny jak Soriano. 35-latek ma już w tym sezonie ma dorobku osiem ligowych bramek, w poprzednich rozgrywkach również radził sobie znakomicie. A przecież jeszcze kilka lat temu lekarze kategorycznie odradzali mu walkę o powrót do zawodowego uprawiania sportu. – Jeżeli będziesz mógł jeszcze kiedyś normalnie spacerować z synem po ogrodzie, to już będzie wielki sukces i powód do świętowania – wpajali mu do głowy kolejni konsultanci.

I co? I dziś Hiszpan wciąż należy do najlepszych piłkarzy hiszpańskiej ekstraklasy.

Gdyby nie dostał szansy Estadio de la Ceramica, pewnie po prostu zakończyłby karierę po tym, jak działacze Arsenalu nie przedłużyli z nim umowy. Soriano też wielokrotnie słyszał, żeby dać sobie spokój i odwiesić buty na kołku, ale nie odpuścił. Klub natomiast zatrzymał w swoich szeregach zawodnika, mimo że ten w sezonach 2017/18 i 2018/19 nie rozegrał przecież ani jednego meczu. W bieżących rozgrywkach też nie pojawiłby się zresztą na murawie, gdyby nie pandemia koronawirusa, która znacznie wydłużyła ligową kampanię.

Przewlekła kontuzja

Skąd właściwie tak długa pauza?

Musimy się cofnąć do wiosny 2017 roku. Na finiszu rozgrywek Villarreal walczył o to, by utrzymać się na piątym miejscu w tabeli hiszpańskiej ekstraklasy. Mało tego – tak się złożyło, że ostatnim spotkaniem sezonu była konfrontacja z Valencią CF. Dla „Żółtej Łodzi Podwodnej” te starcia mają zawsze dodatkowy smaczek, znane są pod nazwą: Derbi de la Comunitat. Jeżeli spojrzymy na mapę kraju, to oba miasta dzieli zaledwie 50 kilometrów. Długo nie było jednak mowy o żadnej zajadłej rywalizacji miedzy Valencią i Villarrealem. Z prostej przyczyny – ci drudzy byli przez całe lata klubem balansującym pomiędzy drugim a trzecim poziomem rozgrywek, podczas gdy „Nietoperze” od dekad stanowią jedną z najmocniejszych ekip w hiszpańskim futbolu.

Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy władzę w Villarrealu przejął miliarder Fernando Roig Alfonso. Jego inwestycje uczyniły z klubu liczącą się siłę nie tylko w regionie, ale w całej Hiszpanii, a potem wręcz w Europie. Więc derbowa rywalizacja z Valencią nabrała naprawdę sporych rumieńców.

Bruno Soriano starcia z „Nietoperzami” odpuścić zatem nie mógł.

Od jakiegoś czasu dokuczało mu kolano, lecz 21 maja 2017 roku zagryzł zęby, przyjął środki przeciwbólowe i wybiegł na murawę Estadio Mestalla. Pomógł swojej drużynie w zwycięstwie 3:1, dzięki któremu Villarreal umocnił się na piątej lokacie w ligowej tabeli. Sezon 2016/17 udało się zatem spuentować sukcesem. Ale potem sprawy zaczęły się komplikować.

Valencia CF 1:3 Villarreal CF (38. kolejka La Ligi 2016/17).

Jak opisuje Sid Lowe na łamach brytyjskiego Guardiana: – Soriano przez całe tygodnie był poddawany zastrzykom, które niwelowały dokuczający mu ból. Coś było wyraźnie nie w porządku z jego więzadłem rzepki. Do treningów powrócił podczas okresu przygotowawczego przez kolejnym sezonem, ale standardowe procedury leczenia nie przyniosły rezultatów. Musiał poddać się operacji, która wyłączyła go z gry na kilka miesięcy. Przynajmniej takie były wstępne prognozy, bo rehabilitacja się przedłużała, ale działania lekarzy nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Trzykrotnie ogłaszano, że Soriano jest już blisko powrotu na boisko. Ani razu jego występ nie doszedł do skutku. Pojawiało się coraz więcej bólu. Nie tylko w nieszczęsnym kolanie. Bolała go również głowa i kręgosłup.

Pojawiły się teorie spiskowe, że rzekomo przewlekła kontuzja kapitana Villarrealu to tylko przykrywka.

Wprost napisał o tym Kike Marin na łamach El Confidencial. – Jest to niewiarygodne, że po dwóch latach leczenia w Hiszpanii piłkarz poddał się kolejnej operacji rzepki, tym razem w fińskim mieście Turku. Inna sprawa, że widzimy co dzieje się w Realu Madryt ze zdrowiem Garetha Bale’a – stwierdził Marin. – W październiku media lokalne pisały, że Soriano już trenuje z drużyną, pracuje na boisku i ma się dobrze. Jego powrót do gry rzekomo był kwestią najbliższych dni. Potem przyszedł listopad i te same media zapewniały, że Bruno już nie cierpi i może bezboleśnie kopać piłkę. Dotarliśmy do grudnia, a piłkarz nadal nie jest dostępny dla trenera.

– Komentarze docierające z klubu nie są zbyt pozytywne. Ani dla działań klubu, ani dla samego zawodnika – dodaje dziennikarz. – Mówi się, że Villarreal od dawna chce się pozbyć swojego wychowanka, który obciąża klubowy budżet bardzo wysokim kontraktem. Soriano natomiast zgodził się na przedwczesne rozwiązanie umowy pod warunkiem, że klub zapłaci mu za pozostałą część kontraktu. (…) Sprawa brzydko pachnie i zachęca do spekulacji, że prawdziwy powód nieobecności Soriano w kadrze meczowej jest inny niż ten, o którym mówi się oficjalnie. Nie należy go insynuować, ale można go sobie wyobrazić.

Bruno Soriano podczas meczu z Valencią w 2017 roku.

Czyżby zatem powrót Bruno na boisko był celowo odwlekany, by skłonić piłkarza do rozwiązania tłustej (około 4 milionów euro rocznie) umowy z klubem? Tych rewelacji Marina nikt potem oficjalnie nie potwierdził. Choć fakt faktem, że kontrakt Soriano z „Żółtą Łodzią Podwodną” wygasa po zakończeniu bieżącego sezonu. Piłkarz nie kryje jednak wdzięczności wobec klubu: – Nie wiem, czy w innym miejscu byłbym traktowany tak dobrze.

– Robiłem trzy przedwczesne podejścia do powrotu do normalnych treningów – opowiadał przy innej okazji. – Jednak dyskomfort w kolanie uniemożliwiał mi to. Z każdym niepowodzeniem wszystko stawało się dla mnie trudniejsze i coraz bardziej frustrujące. Oglądanie meczów z trybun zaczęło mnie dobijać. Ustalałem sobie w głowie cel, jakim była konkretna data powrotu. Kiedy okazywało się, że trzeba znowu zaczynać wszystko od nowa, miewałem chwile zwątpienia.

One-club man

Jedną z pierwszych osób, które po końcowym gwizdku arbitra w starciu z Sevillą popędziły z gratulacjami do Soriano był właściciel Villarrealu, wspomniany już Fernando Roig. Bruno długo tonął w objęciach miliardera. Przynajmniej na zewnątrz nie widać zatem, by między piłkarzem a władzami klubu doszło do jakichkolwiek poważnych konfliktów w ostatnim czasie.

Zresztą otwarta wojna z takim zawodnikiem to byłby po prostu wizerunkowy strzał w stopę.

Bruno Soriano Llido urodził się 12 czerwca 1984 roku w niewielkiej miejscowości Artana, położonej nieopodal Walencji. Od samego początku kariery jest związany z Villarrealem. Najpierw jako junior, szkolący się w akademii klubu. Potem już jako obiecujący młodzieżowiec, zbierający szlify w drużynie rezerw. Aż wreszcie jako piłkarz pierwszego zespołu. Początkowo Hiszpan raczej niechętnie myślał o karierze zawodowego sportowca. Po paru treningach w szkółce zrezygnował. Bardziej podobało mu się ganianie za piłką z kumplami w rodzinnej miejscowości niż poukładane treningi pod okiem fachowców. Długo trzeba było go namawiać na powrót. Ale jak już wrócił, to nie brał jeńców. W klubie zmieniono zasady przyznawania wyróżnień dla młodzieżowców, bo Soriano zgarniał wszystkie.

W ekipie „Żółtej Łodzi Podwodnej” pomocnik zadebiutował jako 22-latek. 15 lipca 2006 roku w meczu Pucharu Intertoto z Mariborem. Trafił na trudny czas na przebicie się do pierwszego składu. Villarreal to była wtedy naprawdę poważna ekipa. W 2005 roku zajęła trzecie miejsce w La Lidze, rok później zawędrowała natomiast do półfinału Champions League.

W drugiej linii roiło się od gwiazd, takich jak Marcos Senna, Matias Fernandez, Alessandro Tacchinardi, Robert Pires czy też największa wówczas postać Villarrealu – niezapomniany Juan Roman Riquelme. Soriano miał się zatem od kogo uczyć, ale w takim towarzystwie niełatwo było zaistnieć. Tym bardziej że Manuel Pellegrini stosował ustawienie 4-4-2, więc w środkowej strefie chętniej stawiał na doświadczonych, gwarantujących wysoką jakość zawodników. Soriano musiał cierpliwie zaczekać na swoją kolej.

Przełomem okazał się dla niego sezon 2009/10. Wówczas Ernesto Valverde uczynił z 25-letniego już pomocnika kluczowy element swojej taktycznej układanki w drugiej linii. Potem doszło do zmiany na stanowisku trenera, ale Soriano miejsca w składzie już nie oddał.

Bruno Soriano w towarzystwie Andresa Iniesty oraz Cesara Azpilicuety.

Hiszpan szybko wyrósł na jednego z najlepszych defensywnych pomocników w La Lidze. Zasłynął przede wszystkim cechami typowymi dla szóstki – wojowniczością, agresją w grze, znakomitym odbiorem futbolówki. Ale udowodnił też, że jest całkiem kreatywnym graczem i to właśnie mądrość w rozegraniu stała się jego znakiem rozpoznawczym. Media zaczęły nawet po cichu lansować go na zawodnika, który może powalczyć o miejsce w składzie reprezentacji Hiszpanii. A trzeba pamiętać, kto stanowił o sile linii pomocy Hiszpanów w okolicach 2010 roku. Xavi, Andres Iniesta, Xabi Alonso, Cesc Fabregas, Javi Martinez, Sergio Busquets, David Silva czy Juan Mata. Soriano dostał wprawdzie szansę debiutu w narodowych barwach tuż po mundialu w Republice Południowej Afryki, lecz był jeszcze za cienki w uszach, żeby rozgościć się na dłużej wśród takiego towarzystwa. Nie pojechał również z kadrą na Euro 2012 i mistrzostwa świata w Brazylii.

Doczekał się swojej szansy dopiero w 2016 roku, gdy Vicente del Bosque powołał go na kolejne mistrzostwa Europy.

Marcelino Toral, szkoleniowiec Villarrealu w latach 2013 – 2016, jest zdania, że Soriano zbyt długo był pomijany przez przywiązanego do nazwisk del Bosque. – To nie fair, że Bruno otrzymywał tak rzadkie powołania. Jeżeli Xabi Alonso i Sergio Busquets nie mogą zagrać, on powinien być naturalną alternatywą.

Cóż – może tych powołań pojawiłoby się więcej, gdyby Soriano zmienił barwy klubowe. Villarreal w sezonie 2011/12 zanotował bowiem bardzo bolesny upadek z wysokiego konia. Jeszcze w poprzednich rozgrywkach „Żółta Łódź Podwodna” zajęła świetne, czwarte miejsce w lidze, by w 2012 roku pożegnać się z hiszpańską ekstraklasą. Bruno pozostał wierny barwom. Nie opuścił klubu po degradacji, choć Valencia płaciła za niego 9 milionów euro i działacze byli skłonni zaakceptować tę ofertę, by podreperować budżet, poważnie nadszarpnięty degradacją. Ale defensywny pomocnik nie chciał się nigdzie ruszać.

To właśnie wtedy związał się z klubem kontraktem, który wygaśnie po zakończeniu bieżących rozgrywek. – Doszliśmy do porozumienia w sprawie długoterminowego kontraktu. Na pewno pomoże nam w nadchodzących sezonach – zachwycał się Roig.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Z jednej strony – zmarnował rok kariery na walkę o powrót do La Ligi. Z drugiej jednak – mógł potem współpracować z Marcelino, który bardzo mocno odmienił całą drużynę, ze szczególnym uwzględnieniem jej lidera. – Wcześniej chcieliśmy grać jak Barcelona, teraz jesteśmy jak Real Madryt. Walczymy o zwycięstwo wymieniając mniej podań – mówił Bruno, który świetnie odnalazł się w odmienionym stylu gry. Sid Lowe pisał wówczas: – Marcelino przede wszystkim skoncentrował się na pracy nad przygotowaniem fizycznym i mentalnością drużyny. Zmienił w klubie wiele zwyczajów, kazał rozpisać nową dietę. Skład podczas okresu przygotowawczego schudł pod jego okiem w sumie 56 kilogramów względem poprzedniego sezonu. Sam Bruno stał się bardziej muskularny niż kiedykolwiek wcześniej.

Jak wspominali koledzy Hiszpana z szatni, spadek obudził w nim osobowość lidera. Może nawet do przesady, bo Bruno na zapleczu ekstraklasy obejrzał aż trzy czerwone kartoniki, zdarzało mu się grać zdecydowanie zbyt gwałtownie. Wynikało to z tego, że poczuł się osobiście odpowiedzialny za losy zespołu i po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej już tego poczucia nie utracił. Villarreal szybko wskoczył z powrotem do ligowej czołówki, zajmując rok po roku czołowe miejsca w La Lidze.

Soriano w tym czasie błyszczał w statystykach przechwytów, odbiorów i liczby wymienionych z partnerami podań. Zaczął nawet zdobywać piękne bramki, z czego wcześniej zupełnie nie słynął. Choć lwią część jego dorobku strzeleckiego stanowią trafienia z rzutów karnych.

Villarreal CF 1:0 Valencia CF (17. kolejka La Ligi 2015/16).

Soriano w barwach Villarrealu nie zdobył ani jednego trofeum, ale i tak zapracował sobie na status legendy klubu. Być może nawet zostanie zapamiętany jako największy piłkarz w dziejach „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Ma już na swoim koncie 416 występów w pierwszym zespole – to naturalnie klubowy rekord. Ściga go jednak Mario Gaspar, inny wychowanek klubu, który również nie zdecydował się nigdy na opuszczenie Estadio de la Ceramica. Całą swoją dotychczasową karierę z Villarrealem związał także Manu Trigueros. W klubie udało się stworzyć klimat, który sprzyja takim fajnym historiom. Po części jest to bez wątpienia zasługa postawy Soriano.

Co dalej?

Epizodzik z Sevillą to oczywiście bardzo ważny i wzruszający moment dla Hiszpana. Santi Cazorla wielokrotnie zapewniał swojego starego kumpla, że jeszcze kiedyś razem zagrają dla Villarrealu, ale momentów zwątpienia było wiele. – Skłamałbym mówiąc, że nie miałem czasami poczucia, iż lepiej byłoby dać sobie spokój. Moje próby powrotu do gry kończyły się notorycznymi rozczarowaniami. Czułem się jak zombie, poruszałem się bez celu. Stracone trzy lata to był bardzo smutny czas. Zastanawiałem się, czy nie warto rzucić ręcznika. Nie wiem, czy ktokolwiek przeszedł kiedyś taką gehennę jak ja – mówił Bruno. Klubowy doktor stwierdził natomiast: – Siła Bruno do przezwyciężania przeciwności losu powinna być przykładem dla wszystkich. Z psychologicznego punktu widzenia jego kontuzja do najtrudniejszy przypadek w mojej karierze. Tylko wyjątkowo twardy zawodnik mógł sobie z tym poradzić.

Na łamach El Pais piłkarz dodał natomiast: – Pierwszą rzeczą dla mnie jest futbol. Cierpi na tym moja rodzina, moja partnerka. Cierpią w szczególny sposób, bo bywam nieznośny. Po porażkach zdarza mi się anulować planowane wyjścia, zamykam się w sobie. Walcząc z kontuzją też bywałem nie do wytrzymania. Również dla specjalistów od rehabilitacji, którzy towarzyszyli mi w tej podróży. Często pracowali ze mną po godzinach, kosztem własnych rodzin. Z moim fizjoterapeutą postanowiliśmy dzień po dniu spisywać, co się ze mną działo. Pewnego dnia to opublikuję. Mam pełną dokumentację, wszystkie zdjęcia.

– Rozumiem, że pojawiały się na mój temat różne spekulacje. Brakowało konkretnych informacji na temat mojej przyszłości. Ale ja nie chciałem co dwa-trzy tygodnie wychodzić do mediów i mówić, że sprawy nie idą po mojej myśli. Wolę pracować w ciszy – dodał Soriano.

Bruno Soriano świętuje gola w meczu z Realem Madryt.

Hiszpan przyznał, że korzystał z pomocy psychologa.

– Dni były dla mnie bardzo długie. Idziesz na trening, cały czas spędzasz na ćwiczeniach siłowych. Stopniowo przestajesz być członkiem drużyny. Częścią jej życia. Nie przeżywasz z nią momentów radości. Czułem, że zerwałem więzi z drużyną i źle się z tym czułem. Nie mogłem spać, w mojej głowie cały czas krążyły myśli związane z urazem, perspektywą powrotu do zdrowia. W końcu zacząłem rozmawiać o tym z psychologiem i to był dobry krok, bardzo mi to pomogło – powiedział Soriano. – Mojej rodziny długo nie chciałem obarczać wiedzą na temat stanu mojego zdrowia. Wolałem trochę oszukiwać rodziców i nie dokładać im zmartwień.

– Nigdy nie zapomnę tych lat. Te doświadczenia utkwiły we mnie na zawszę. Nie mogę powiedzieć, że straciłem trzy lata mojego życia, ale pewną cząstkę tego życia na pewno oddałem. Bo nie mogłem się nim cieszyć. Złe myśli mnie pożerały.

***

Na razie jednak nie wiadomo, czy ta ponura historia będzie miała swój iście hollywoodzki happy-end. Sam powrót Soriano na boisko w meczu ligowym to już jest wielka sprawa, ale jest dość wątpliwe, by w bieżących rozgrywkach trener Javier Calleja dawał weteranowi jakieś poważniejsze szanse występów. Na pewno sprzyjają Bruno okoliczności – dopuszczenie pięciu zmian w meczu oznacza większe szanse dla Hiszpana choćby i na dalsze granie ogonów. Stawka jest wysoka, bo Villarreal znakomicie punktuje po pandemicznej przerwie i wskoczył już na szóste miejsce w lidze. Ma tylko sześć oczek straty do czwartej w stawce Sevilli.

Nawet Liga Mistrzów zdaje się być na ten moment w zasięgu zawodników „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Dzisiaj Villarreal zmierzy się w derbach z Valencią, która plasuje się obecnie na ósmej lokacie i ma dwa punkty straty do lokalnych rywali. Sytuacja w tabeli jest zatem bardzo ciasna, każda strata punktów może się w końcowym rozrachunku okazać bardzo dotkliwa.

Na ile Soriano zdoła pomóc swoim kolegom?

Na boisku pewnie w niewielkim stopniu, lecz jego powrót to z pewnością bardzo duży zastrzyk optymizmu dla zespołu. Wciąż jednak owiane sekretem są ewentualne negocjacje na temat przedłużenia kontraktu z Hiszpanem. Byłoby mimo wszystko dość gorzką puentą tej opowieści, gdyby Soriano finisz swojej kariery spędził poza Estadio de la Ceramica. Sam piłkarz ucina jednak spekulacje na temat swoich kolejnych kroków: – Na razie myślę tylko o tym, żeby odpocząć przed kolejnym meczem i dobrze się czuć. O mojej przyszłości dowiecie się po zakończeniu sezonu.

MICHAŁ KOŁKOWSKI

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 28.06.2020 15:41 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
23.11.2020

Jagiellonia uczy skutecznego piętnowania amatorki

To Ekstraklasa, tu się może zdarzyć dużo, ale umówmy się, że ramy przyzwoitości wskazują, że nie masz prawa wygrać, jeśli odwalasz kompletną amatorkę. Jeśli kompletnie debilnie ustawiasz mur, zostawiając dwóch niekrytych przeciwników na siódmym metrze, jeśli nagminnie tracisz piłkę na własnej połowie, jeśli zaskakuje cię długa piła chwilę po starcie drugiej połowy, jeśli nie wyciągasz […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Wtorek w Weszło.FM – Liga Mistrzów, magazyny, Ekstraklasa

Liga Mistrzów, Ekstraklasa… Wtorek zapowiada się ciekawie, więc i z Weszło.FM nudzić się nie będziecie. Mamy dla was dzień pełen emocji: rozmowy z ekspertami, piłkarzami i nasze autorskie programy podsumowujące ligę angielską oraz niemiecką. Co jeszcze? Sprawdźcie naszą ramówkę. Wtorek standardowo zaczniemy od „Dwójki bez sternika”! O poranku budzić was będą Maja Strzelczyk i Marcin […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Jak nie bronić rzutów wolnych? Warsztaty Wisły Płock

Stałe fragmenty gry. W futbolu coraz więcej od nich zależy. Pada z nich coraz więcej bramek. Cały świat analizuje, jak się ustawić, jak bronić, generalnie: co zrobić? Wisła Płock chyba jest aż do przodu ze zmianami, ewidentnie ktoś tam dostał cynk, że rzut wolny w okolicach szesnastki to jak osobisty w koszykówce i nie można […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

PSG walczy o życie w Lidze Mistrzów. Lipsk znów ich zaskoczy?

Wtorkowy zestaw gier w Lidze Mistrzów to raczej pakiet „lanie od mocarza”. Wśród pojedynków maluczkich z gigantami wyróżnia się jednak jedno spotkanie. PSG kontra RB Lipsk, hit wieczoru i mecz, który może być bardzo ważny w kontekście walki o wyjście z grupy. Zwłaszcza w przypadku porażki ekipy z Francji. Dobra, przyjrzymy się więc tej batalii […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Piast w trzy dni ugasił pożar, dziś przełamał klątwę Lechii

Był pożar, nie ma pożaru. Od początku sezonu Piast grał lepiej niż punktował i ciągle wydawało się, że drużyna Waldemara  Fornalika musi odpalić. I tak też się wreszcie stało. Wymuszony przez koronawirusa miesiąc przerwy najwyraźniej pomógł kilka spraw uporządkować, bo gliwicka ekipa w ciągu trzech dni uspokoiła swoją sytuację. W piątek wygrała w Zabrzu, a […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Defensywa Podbeskidzia szansą dla Mraza?

Liga Mistrzów Ligą Mistrzów, ale we wtorek czeka nas prawdziwy hit. Podbeskidzie Bielsko-Biała co prawda nie gra z Górnikiem Łęczna, a z Zagłębiem Lubin, ale taki tydzień z Ekstraklasą jak najbardziej nam pasuje. Zwłaszcza że obydwa zespoły kojarzą się raczej ze sporą liczbą bramek. Czyli w Bielsku może być kolorowo, a my serwujemy wam porcję […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Totolotek podwaja wpłatę! 100% reload bonusu

Widzieliście kiedyś takie cuda, żeby wpłacić stówkę i mieć dwie? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do Totolotka. Ten legalny bukmacher oferuje wam dziś promocję RELOAD BONUS 100%. W ramach niej możemy otrzymać aż do 100 PLN bonusu za dokonanie wpłaty. Brzmi świetnie? To sprawdźcie szczegóły. Zasady promocji są banalnie proste. Skorzystać może z niej każdy, […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

WESZŁOPOLSCY: SZUMSKI, TWOREK, SZYMONOWICZ, MICHALSKI

Weszłopolscy strikes again! Za nami pierwsza kolejka po przerwie reprezentacyjnej, więc wracamy z ulubionym programem wszystkich Polaków. Wydarzenia w Ekstraklasie i na jej zapleczu omówi dziś dla was ekipa w składzie: Jakub Białek, Mateusz Rokuszewski, Paweł Paczul, Kuba Olkiewicz oraz Adam Sławiński. Goście? Jak zwykle, wybitni, czyli  Jakub Szumski, Piotr Tworek, Dawid Szymowicz oraz Seweryn […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

„Skowronek powinien dostać czas do końca roku. A później czas na decyzję”

– Teraz jest czas na weryfikacje. Spodziewam się, że trener Skowronek będzie sprawdzony w tych trudnych meczach. I wtedy na koniec roku można usiąść i ocenić – jak sobie trener w tych warunkach poradził. Wówczas można się zastanowić, czy Skowronek może prowadzić dalej tę drużynę, czy jednak trzeba oddać je w ręce kogoś innego – […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Gdyby Lech nie tracił frajerskich bramek w końcówkach, to byłby na podium

Gdyby nie frajersko tracone bramki w końcówkach przez Lecha Poznań, to Kolejorz miałby tyle samo punktów co Raków i miałby tylko punkt straty do Legii Warszawa. Nie chodzi o to, by pokazać, jak blisko Lech jest czołówki Ekstraklasy w wydumanej tabeli. Raczej chcemy pokazać, że gdyby lechici byli bardziej skoncentrowani w ostatnich minutach, to mogliby […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Pan piłkarz Mladenović. Co za listopad Serba

Nie żeby dobra gra Mladenovicia w Legii była zaskoczeniem. Przychodził jako transfer-pewniak. Jeden z najlepszych lewych obrońców Ekstraklasy ostatnich sezonów. Wystawiany w kadrze Serbii na poważne mecze. Ale takich pewniaków, które miały reputację kozaków w swoich klubach, a w Legii nie dźwigały presji, niebezpiecznie, acz konsekwentnie zmierzając w kierunku ligowego dżemu, też widzieliśmy całkiem sporo. […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Cebula: – Nie miałem liczb i siedziało to we mnie. Kilkadziesiąt spotkań, a statystyki zerowe

– Mecze nie wyglądały najgorzej, ale brakowało najważniejszego. Nie miałem liczb i siedziało to we mnie. To nie było proste. 80-parę meczów, a statystyki były zerowe. Wyglądało to słabo. Chciałem sobie wybić z głowy te myśli, wierzyć, że liczby przyjdą. No i tak też doszedłem do wniosku, że potrzebuję zmiany otoczenia i spróbowania w innym […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Legijny fus, Harry Hole i ksywka „Wędka”. Poznajcie Maksa Sitka

 – W Siarce miałem dobrą ksywkę: „Wędka”. Trener Gąsior w trzech pierwszych meczach zdejmował mnie w pierwszej połowie. Rekord świata pewnie. Tak schodziłem w dół. Najpierw zszedłem w 42 minucie, potem 39, potem 32. Jak następny raz wychodziłem w pierwszym, to patrzyłem na linię czy ktoś się nie grzeje – Maksymilian Sitek z Podbeskidzia to […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Korupcja, defraudacje, nadużycia. Wiceprezydent FIFA zawieszony na pięć lat

O finansowych przekrętach szefa Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF), Ahmada Ahmada, media donosiły od dawna. Od lat. Mimo to, pochodzący z Madagaskaru działacz w najlepsze zarządzał futbolem na Czarnym Lądzie. Ba, był również wiceprezydentem FIFA, a w ostatnim wywiadzie dla BBC zapewniał, że planuje ubiegać się o reelekcję w najbliższych wyborach na prezydenta CAF. Dziś jednak […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Kirkeskov kończy pobyt w Piaście tak, jak zaczął, czyli fatalnie

Z piekła do nieba i z powrotem. Tak można podsumować pobyt Mikkela Kirkeskova w Piaście Gliwice. Możliwe, że Duńczyk z powodu kontuzji odniesionej w piątkowych derbach z Górnikiem Zabrze, właśnie pożegnał się z ekstraklasowymi boiskami. I robi to w naprawdę słabym stylu.  Jego kontrakt wygasa wraz z końcem roku i od dawna wiadomo, że nie […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Wisła skuteczna na wyjazdach. To oznacza kłopoty Jagi?

Mecz Jagiellonii Białystok z Wisłą Płock – nic nie kojarzy nam się z poniedziałkiem bardziej niż to spotkanie. Ale że to hit dzisiejszego dnia, to ciężko obok niego przejść obojętnie. Białostoczanie mają za sobą trzy porażki z rzędu, więc warto poszukać swoich szans na ugranie czegoś u bukmachera, patrząc na formę obydwu drużyn. Łapcie nasze […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Co jest nie tak z defensywą Jagiellonii?

To mogłaby być opowieść o tym, jak dużo potrafi zależeć od klasowego bramkarza. Odkąd kontuzja wykluczyła z gry Pavelsa Steinborsa, Jagiellonia nie wygrała jeszcze meczu, w trzech spotkaniach tracąc aż siedem siedem goli. Pytanie jednak, czy aby na pewno wszystkie ostatnie bolączki defensywy ekipy Bogdana Zająca spowodowane są brakiem Łotysza między słupkami? Otóż, proszę państwa, […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Flavio i Lechia w Gliwicach – to nie zapowiada się dobrze dla Piasta

Dwa mecze Ekstraklasy w poniedziałek? Brzmi jak idealny początek tygodnia. Zwłaszcza że w grze zobaczymy dziś czołowe ekipy poprzedniego sezonu – Piasta Gliwice oraz Lechię Gdańsk. Lechiści mają ostatnio patent na ekipę ze Śląska, więc wypadałoby im tę passę podtrzymać. Piast wolałby jednak gonić bezpieczne pozycje, żeby nie kończyć roku na pozycji spadkowej. A skoro […]
23.11.2020