post Avatar

Opublikowane 05.05.2020 16:34 przez

Kamil Gapinski

Piłkarz ręczny Barcelony. Trener wicemistrzów świata. Europoseł. Prezydent Kielc. Bogdana Wentę kojarzy niemal cała Polska, co zważywszy na jego dokonania nie może dziwić. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jego siedem lat młodszy brat także był utalentowanym szczypiornistą. Mimo że Eugeniusz zaczął trenować handball bardzo późno, zagrał w reprezentacji, sięgał po mistrzostwo Polski z Wybrzeżem i Iskrą Kielce, a w barwach gdańskiego klubu został też królem strzelców ekstraklasy. Oto jego historia.

GDAŃSK

O tym, jak bardzo zapomniany jest młodszy z braci Wenta, najlepiej świadczy… internet. W sieci nie da się znaleźć choćby jednego wywiadu z Gienkiem albo tekstu, który byłby mu poświęcony w stu procentach. Jeśli już pojawia się w jakimś artykule, głównie są to historie w stylu „wybraliśmy najlepszych lewych rozgrywających Iskry w historii”. Ten deficyt wiadomości można oczywiście zrozumieć, ponieważ Eugeniusz wyjechał z Polski dawno temu, w 1996 roku. Od tego czasu mieszka w Niemczech, ale do tego jeszcze dojdziemy. Najpierw przenieśmy się do Gdańska połowy lat 80. To właśnie wtedy 17-letni Wenta uznał, że nie będzie jednak… skoczkiem wzwyż.

– Mój rekord życiowy wynosił 205 albo 206 cm – wspomina w rozmowie z Weszło. – Lubiłem ten sport, brałem udział w juniorskich mistrzostwach Polski, wiązałem z tym jakąś przyszłość. Ale pewnego dnia dowiedziałem się, że mój trener poważnie zachorował. Nie znalazł się nikt, kto mógłby go zastąpić. Wtedy Boguś, będący już uznanym szczypiornistą, zaproponował, żebym jednak spróbował piłki ręcznej. Skusiłem się i nie żałuję.

– Jesteśmy z jednego rocznika, zdobywaliśmy razem mistrzostwo Polski juniorów. Gienek robił wtedy różnicę, dysponował fajnymi warunkami fizycznymi. 197 cm wzrostu na tamte czasy to było sporo – opowiada nam Igor Stankiewicz. I dodaje, że młodszy Wenta miał jeden spory minus. – Problemy z chwytem piłki. To była jego główna wada przez lata. Często kiedy w trakcie treningu Wybrzeża graliśmy w nogę, Gienek stawał gdzieś z boku i setki razy odbijał piłkę od ściany, by ten chwyt poprawić. Bogdana ten mankament brata irytował. Potrafił mu nieźle przygadać, gdy widział, że znowu ma z tym problemy.

– Dzięki lekkoatletyce umiałem biegać i wysoko skakać, ale rzeczywiście z techniką było u mnie krucho – potwierdza Eugeniusz.

– Doktor czas zrobił jednak swoje i Wenta w końcu wszedł na odpowiedni poziom. Zanim do tego doszło, ja awansowałem do seniorów pierwszy. To były niesamowite czasy. Pierwsza i druga drużyna wymieniały się młodymi zawodnikami, dlatego zdarzało mi się, że w sobotę grałem w Pucharze Europy, a w niedzielę w… Czarnej Wodzie. Wie pan gdzie to jest? Nie? No właśnie, po takich metropoliach się wtedy jeździło wraz z Gienkiem! – śmieje się Stankiewicz.

Gdy Wenta okrzepł, z miejsca stał się czołowym strzelcem drużyny. Jego bramki z lewego rozegrania z sezonów 90/91 i 91/92 pomogły Wybrzeżu w zdobyciu mistrzostw Polski. – Z tymi drugimi rozgrywkami wiąże się ciekawa historia. Ówczesny prezes ZPRP, profesor Janusz Czerwiński, wymyślił sobie, że w pierwszej połowie po stracie gola grę wznawiać się będzie od środka, a w drugiej… od bramki. Ta zasada pomogła nam w zdobyciu złota, ponieważ mieliśmy bardzo szybkich skrzydłowych. Więc jeśli nawet po 30 minutach wynik był średni, potem zdołaliśmy to nadrobić – opowiada Stankiewicz.

Nie dość, że w sezonie 92/93 Wybrzeże nie obroniło tytułu, to jeszcze gdańszczanom nie udało się stanąć na podium. Drużyna zawiodła, ale Gienek był jej najjaśniejszą postacią – został królem strzelców tamtych rozgrywek. Jego gra bardzo podobała się Edwardowi Strząbale, trenerowi nowych mistrzów Polski, Iskry Kielce. Charyzmatyczny szkoleniowiec postanowił sobie, że za wszelką cenę musi sprowadzić Wentę.

– To był wyjątkowy facet, oryginał jakich mało – wspomina Dariusz Wcisło, zawodnik ówczesnej Iskry. – Pan Edward radził sobie w czasach komunizmu, a potem, gdy doszło do zmiany ustroju, przeszedł go bezboleśnie, umiał się błyskawicznie przestawić. Dowód? Skutecznie pomagał Iskrze w znalezieniu prywatnych sponsorów, z tego co pamiętam jeden z nich miał właśnie opłacać kontrakt Gienka.

– Wenta przechodził w Gdańsku ciężką szkołę życia. W klubie się nie przelewało, dodatkowo przydzielono mu małe mieszkanie w kamienicy, miało może ze 20 metrów kwadratowych. W tej sytuacji transfer był zrozumiały – dodaje Stankiewicz.

Wenta: – W tamtym czasie urodził mi się syn, więc długo wahałem się, czy zmieniać swoje życie i odchodzić do Iskry. W końcu się na to zdecydowałem.

KIELCE

– Pamiętam, że przyjechał na pierwszy trening takim kultowym autem, to był chyba jakiś ford, który ledwo zipał. Popatrzyliśmy po sobie i zdziwiliśmy się, że to coś w ogóle dojechało z Gdańska do Kielc – śmieje się Wcisło. – W Iskrze od razu mu się spodobało, bo jeśli chodzi o zarządzanie, sprzęt i wypłaty, byliśmy wtedy numerem 1 w Polsce. Warunki były nieporównywalnie lepsze niż w Wybrzeżu.

Piotr Rozpara od lat pracuje w kieleckiej Gazecie Wyborczej. Z Gienkiem zna się bardzo dobrze, kiedy opowiada o nim, nie waha się użyć słowa „przyjaciel”. Gdy pytamy go o to, jak wspomina pobyt młodszego Wenty w Kielcach, od razu odpowiada, że bardzo dobrze.

– Zdobył dwa mistrzostwa Polski, więc trudno, żeby było inaczej. W Gienku imponowała mi wszechstronność. To był chłopak potrafiący zagrać na rozegraniu na każdej pozycji, choć wiadomo, że najlepiej czuł się na lewej połówce.

– Ale na prawej też umiał dać show – uzupełnia Paweł Kotwica, dziennikarz „Echa Dnia”, ekspert od Iskry. – Pamiętam taki mecz w Płocku, w którym rzucił z tej pozycji dziesięć czy jedenaście bramek. Mimo że przegraliśmy, zagrał nieprawdopodobnie, pomylił się może raz lub dwa.

Przez trzy lata pobytu w Kielcach Gienek pauzował aż dziewięć miesięcy. Powód? Kontuzja Achillesa. Wenta: – Wchodziłem na parkiet i nagle, bez kontaktu z kimkolwiek, poczułem ukłucie. Ból był straszny, wiedziałem, że stało się coś poważnego. Na szczęście trafiłem do profesora Jerzego Widuchowskiego z Piekar Śląskich. To był super fachowiec. Poskładał mnie jak trzeba, ale wiadomo, że wtedy rehabilitacja trwała długo. Nosiłem gips tygodniami, to było bardzo męczące. Ostatecznie wróciłem na szczęście do wysokiej formy i udało się jeszcze zdobyć chociażby mistrza Polski w sezonie 95/96. Wyjątkowe czasy, bo przecież decydujący mecz z Petrochemią wygraliśmy w Płocku.

O tamtej Iskrze mówiono, że potrafi grać na całego, ale i bawić się na maksa. Po zdobyciu złota niektórym zawodnikom zdarzało balować się przez 4-5 dni z rzędu. Nikt oczywiście nie miał do nich pretensji, każdy rozumiał, że muszą się wyszumieć. Z relacji członków tamtej drużyny wynika jasno, że Gienek należał do grupy bankietowej.

– To była dusza zespołu! – rozpoczyna swoją opowieść były zawodnik Iskry Aleksander Malinowski. – Bywało, że po wygranych spotkaniach piliśmy piwko w hotelu przy hali, w którym na co dzień mieszkało kilku chłopaków. Gienek brylował na takich spotkaniach, ale na parkiecie również. Imponowały mi jego rzut z dystansu oraz waleczność. Ten facet nigdy nie zgłaszał, że coś go boli, potrafił grać z wieloma urazami. Kozak!

Do klubowej legendy przeszła historia z sezonu 95/96. Iskra leciała wówczas z Wiednia do Skopje na mecz ćwierćfinałowy Pucharu Zdobywców Pucharu z Pelisterem Bitola. Paweł Kotwica tak opisywał ten lot: „Na lotnisku w stolicy Austrii wsiedliśmy do samolotu jugosłowiańskich linii lotniczych, pamiętającego jeszcze chyba wczesną młodość Josipa Broz Tito. Blachy na skrzydłach „chodziły” tak, że baliśmy się powypadania łączących je nitów. Nad górami wpadliśmy w turbulencje, co jeszcze zmniejszyło nadzieję, że samolot pozostanie w jednym kawałku. Napiętą atmosferę rozluźniał Eugeniusz Wenta, znany z tego, że bał się latać samolotami. Popularny Gienek biegał między siedzeniami i udawał, że wymiotuje do papierowej torby, uciekał też przed stewardessami, które chciały go usadzić na fotelu. Kiedy wreszcie szczęśliwie wylądowaliśmy w Skopje, kierownika drużyny Zbigniewa Wdowicza trzeba było wyprowadzać z samolotu, bo ledwo trzymał się na nogach.”

NIEMCY

Latem 1996 roku Bogdan Wenta był już jedną z gwiazd Bundesligi. Jego zespół, TuS N-Lubbecke, zajął w niej czwarte miejsce. Wcześniej przez trzy lata grał w Barcelonie, jako pierwszy polski piłkarz ręczny. Gienek wiedział, że nie ma szans na podobną karierę, ale wzorem starszego brata chciał spróbować gry w Niemczech. Trafił do drugiej ligi, do klubu z ambicjami. SG Leutershausen miało bić się o awans i rzeczywiście tak było. Ostatecznie jednak zespół zajął trzecie miejsce w grupie południowej i o promocji trzeba było zapomnieć.

– Żałuję tamtych rozgrywek, do zrealizowania celu zabrakło nam bodaj dwóch punktów. A w drugim sezonie spotkał mnie kolejny dramat – znów zerwałem Achillesa, tym razem drugiej nogi. Po tym urazie moja kariera mocno wyhamowała. I tak cieszę się, że w ogóle wróciłem na parkiet, bo pierwsza diagnoza mówiła o końcu grania, a tymczasem wytrzymałem w Leutershausen do 2000 roku. Wtedy zawodowstwo właściwie się skończyło – wspomina Eugeniusz.

Młody Wenta na dłużej zakotwiczył w niższych ligach, w zespole zwanym dziś VFL Waiblingen Tigers. Grał w nim długo, jeszcze po czterdziestce, bywało też, że prowadził tę ekipę jako trener. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że musi z czegoś żyć, dlatego podjął pracę. – Od lat robię w pewnej drukarni, jestem szefem magazynu – opowiada. Kiedy pytamy go, czy czuje się spełnionym sportowcem, błyskawicznie odpowiada, że nie.

– Można było osiągnąć więcej, to na pewno. Ale te cholerne urazy mnie załatwiły, gdyby wtedy rehabilitacja była na takim poziomie jak teraz, może wyglądałoby to lepiej.

BRAT

– Gienek? Niewątpliwie grał gorzej od brata. Nie był tak wszechstronny, ustępował też Bogdanowi technicznie. W obronie prezentował się przeciętnie, w ataku również nie było szału, choć dysponował mocnym rzutem. To był dosyć jednostronny zawodnik, nawet jak na tamte czasy. Gdybym miał go do kogoś porównać, powiedziałbym, że był taką  gorszą wersją Karola Bieleckiego – Bogdan Kowalczyk, jeden z najlepszych polskich trenerów w historii, dość surowo ocenia w rozmowie z Weszło młodszego Wentę.

Surowy bywał też dla niego Bogdan.

Stankiewicz: – Z gdańskich czasów pamiętam, że nigdy go nie rozpieszczał. W stosunku do Gienka miał ojcowską, twardą rękę. Młody chodził przez to czasem ze spuszczoną głową.

Rozpara: – W czasach gry w Kielcach Gienek nie wściekał się, gdy rozmawiano przy nim o Bogdanie, ale mam wrażenie, że sam tego tematu unikał.

Podobnie zresztą jak „Wentyl”. Kiedy trenował Vive, o Eugeniuszu wypowiadał się niechętnie. Można było pomyśleć, że mimo upływu lat jest na niego zły za nazbyt hulaszczy tryb życia. Że uważa, iż gdyby prowadził się inaczej, zrobiłby większą karierę.

– Jakie tak naprawdę macie relacje z bratem? – dopytuję Gienka.

– Dobre, regularnie rozmawiamy przez telefon lub Skype’a. Wiadomo, że za często się nie widzimy, bo jednak mieszkamy daleko od siebie, a każdy ma swoje obowiązki. Jeśli już się spotykamy, to w Gdańsku. Z Bogusia jestem dumny, bo dużo w życiu osiągnął. Pamiętam 2007 rok, mistrzostwa świata. Pół mojej małej miejscowości siedziało wtedy w hali i dopingowało przed telebimem Polaków. Nawet w finale niektórzy byli za nami, chociaż oczywiście jak Niemcy wygrali, to nie płakali (śmiech). Nazwisko Wenta generalnie mi pomagało, całe życie starałem się dzięki niemu doskoczyć do poziomu Bogdana. Choć przyznam, że czasem przeszkadzało mi to, że ludzie widzieli we mnie tylko jego młodszego brata…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 05.05.2020 16:34 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
25.05.2020

Wyścig o powrót kibiców trwa. Pribram wpuści część karnetowiczów

Gdy to się wszystko zaczęło, mówimy o tej cholernej pandemii, na temat wielu rzeczy można było spekulować. Pesymiści wieszczyli koniec piłki na cały rok, optymiści (a bardziej – realiści) tak sceptycznych poglądów nie przedstawiali, natomiast obie te grupy spotykały się często w jednej opinii: kibice na stadiony długo nie wrócą. Wygląda jednak na to, że […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Co z karnetami, jeśli mecze odbędą się bez publiczności? Piast i Jaga wyznaczają kierunek

Każda sekunda, każda minuta, każda godzina, każdy dzień zbliżają nas do powrotu PKO Bank Polski Ekstraklasy. Niby można się śmiać, że najbardziej cieszą się masochiści, ale nie będziemy tacy okrutni, nie teraz, nie w takich czasach. Zbyt jesteśmy wyposzczeni brakiem krajowej piłki. Inna sprawa, że nie wiemy, jak się będzie ten nasz rodzimy futbol odbierać […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Ranking TOP 100 – cała setka w jednym miejscu!

Wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie nam odpowiedzieć na te trudne pytania. Górnik Zabrze lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czy jednak Wielki Widzew Smolarka i Bońka? Legia Warszawa Kazimierza Deyny czy jednak ekipa, która w latach dziewięćdziesiątych osiągała na europejskiej arenie wyniki, których długo nikt już raczej w Polsce nie przebije? Szombierki Bytom, sensacyjny mistrz z 1980 roku, […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Chrzanowski: Pordenone mnie zaskoczyło, ale bardzo chciałem wrócić do Włoch

Adam Chrzanowski ma dopiero 21 lat, a już szykuje się do drugiego zagranicznego wyjazdu w karierze. Mimo że w Ekstraklasie nie ma pokaźnego dorobku, uwagę na niego zwróciło walczące o Serie A Pordenone. Obrońca zapracował sobie na to grą w młodzieżówce Fiorentiny. W rozmowie z nami Chrzanowski wspomina pobyt we Florencji i to, czego się […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

50 odcieni tęsknoty za Ekstraklasą. Czego nam najbardziej brakowało?

Cieszymy się, że możemy to napisać: to już ten tydzień, żaden następny, nie musimy już odliczać, patrzyć tępo w kalendarze i pocieszać się Bundesligą. Nasza ułomna, ale jednak piłka, wraca. Jutro rozsiądziemy się wygodnie w fotelach i obejrzymy starcie Miedzi z Legią. Pierwsze od ponad dwóch miesięcy. Jakkolwiek zagrają – będzie pięknie. W każdym razie […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Romanczuk: Dwa miesiące temu miałbym wątpliwości, teraz głód jest taki, że grałbym i na piachu

– Dwa miesiące temu pewnie powiedziałbym, że trochę się boję grać, jeśli ktoś nie ma negatywnego wyniku testu.. Teraz jestem jednak już tak głodny piłki, że mogę grać na piachu, w lesie, z testami czy bez – mówi w rozmowie z Weszło FM Taras Romanczuk z Jagiellonii Białystok. O pandemicznych warunkach, powrocie do ligi, transferze […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Wirus uzdrowił Kotwicę? Zmierzch finansowego eldorado w Kołobrzegu

Koronawirus zatrzymał nie tylko futbol, ale i gospodarkę, co niesie za sobą wiele zmian w polskiej piłce. O tym, jak ma się sytuacja finansowa naszych klubów pisaliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Rozmawialiśmy z zespołami od Ekstraklasy po ligi okręgowe i temat ograniczonych możliwości finansowych powracał jak bumerang. W niektórych przypadkach oznaczało to, że biedni będą […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Dzisiaj łatwo cieszyć się z Piątka siedzącego na ławce, ale zalecałbym cierpliwość

Lubimy historie o wzlotach, ale jeszcze bardziej lubimy historie o upadkach. Przyjemnie ogląda się uroczystość odsłonięcia pomnika, ale dużo efektowniej wygląda jego burzenie. Dlatego nie dziwi mnie to, że wokół Krzysztofa Piątka narasta atmosfera, którą można skwitować jednym „to gwiazdka jednego sezonu, już się skończył”. Bo przecież oglądanie z ławki Ibrahimovicia zamienił na oglądanie z […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Kolejny pozytywny sygnał: piłka z kibicami w Szwajcarii od lipca?

Od kiedy Zbigniew Boniek rzucił pomysł grania Ekstraklasy z 999 kibicami, z jeszcze większą uwagą śledzimy, jakie koncepcje powrotu widzów na trybuny obierają inne kraje. Nie oszukujmy się – piłka sama w sobie ma swoją niezaprzeczalną wartość, ale mecze bez kibiców ogląda się… No, sami wiecie – cisza, te wszystkie górnolotne hasła polskiej myśli trenerskiej […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Stokowiec: „Najbardziej się boję o fizyczność zawodników”

– Ja się najbardziej boję o fizyczność. Piłka nożna to jednak bieganie. Co innego przez siedem tygodni biegać po prostej, gdzie w futbolu jest zmienność, złożoność tego ruchu. Skok, zwrot, start. Zupełnie inna historia. Dzisiejszy monitoring daje nam dobry obraz tego wszystkiego. Dawniej, jeszcze za moich czasów – a nie jestem jeszcze aż tak wiekowy […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

„Zieliński to najlepszy rozgrywający w Europie. Milik? Ważniejsze pozostanie Mertensa”

W poniedziałkowej prasie m.in. Robert Lewandowski zbliżający się do rekordu, rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem o Legii i rynku transferowym, Łukasz Załuska wspomina czasy w Warszawie, Bożydar Iwanow o powrocie I ligi w kontekście transmisji w Polsacie Sport i Diego Maradona junior oceniający Polaków z Napoli.  PRZEGLĄD SPORTOWY Robert Lewandowski jest coraz bliżej wyrównania własnego rekordu […]
25.05.2020
Bukmacherka
25.05.2020

Oskubaliśmy bukmacherów w niedzielę – kolejne trafione typy!

Niedziele mogą być przyjemne. Zwłaszcza jeśli obstawiacie spotkania ligi niemieckiej razem z naszymi typerami z działu bukmacherskiego. We wczorajszych meczach udało nam się przedłużyć dobrą passę i zakończyć weekend na dużym plusie. Takie weekendy to my lubimy! W sobotę trafiliśmy cztery typy, z których każdy kręcił się – lub przekraczał – wokół kursu 2.00. A […]
25.05.2020
Weszło Extra
25.05.2020

Wrogów nie przekonam, a przyjaciół przekonywać nie muszę

Czy jest arogantem? Skąd decyzja o rozpoczęciu pisania książki i czy będzie to literatura piękna? Dlaczego od decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Januszowi Golowi trudniejsze dla niego były zwolnienia pracowników w Cracovii? Czego spodziewać się po zbliżającym się oknie transferowym? Czy zmienił pogląd na toporny styl Cracovii? Jak wygląda jego plan na budowanie silnej drużyny […]
25.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020