Avatar

Opublikowane 01.03.2020 13:18 przez

Kacper Bartosiak

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) w sobotę po pięciu latach stracił tytuł mistrza świata federacji WBC w królewskiej kategorii. W ringu został zdeklasowany przez Tysona Fury’ego (30-0-1, 21 KO), który wygrał każdą z pierwszych sześciu rund, by w siódmej zmusić do interwencji narożnik czempiona. Ciężkiego nokautu nie było, ale słuchając Amerykanina po walce można odnieść inne wrażenie, bo jego wymówki chwilami brzmią tragikomicznie.

Sprawy przybrały niecodzienny obrót na długo przed pierwszym gongiem. Podczas ceremonii ważenia stało się jasne, że choć kibice zobaczą tych samych pięściarzy co w grudniu 2018 roku, to ring będzie musiał zmierzyć się z dodatkową masą. Obaj przybrali po około 8 kilogramów – nieznacznie więcej Wilder, który ważąc niecałe 105 kilogramów był zdecydowanie najcięższy w całej zawodowej karierze.

To droga ze skrajności w skrajności, bo przy pierwszym spotkaniu z Brytyjczykiem ówczesny mistrz świata federacji był z kolei… najlżejszy od debiutu. Nie sposób odtworzyć logikę, która doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Dzień przed walką jednak częściej komentowano masę Fury’ego, który ważył się w koszulce – zupełnie jakby chciał coś ukryć. Mało kto odnotował, że wniósł na wagę mniej więcej tyle, ile od kilku tygodni zapowiadał.

Obrońcy tytułu zdawały się także sprzyjać inne okoliczności. Pojedynek zorganizowano w Las Vegas, a w ringu wszystkiego miał pilnować rodak Wildera – sędzia Kenny Bayless. Tercet arbitrów punktowych również stworzyli Amerykanie, ale Fury tylko wzruszył ramionami. Zapowiadał, że idzie po nokaut, ale znów nikt nie traktował tych deklaracji do końca poważnie. „Tyson ma w rękawicach poduszki zamiast pięści. W żadnym momencie pierwszej walki nie odczułem jego siły” – zaśmiewał się Wilder na konferencjach prasowych.

Konsternację spotęgował fakt, że Brytyjczyk zdecydował się na rękawice firmy Paffen Sport. Produkty tej firmy nie są zwykle pierwszym wyborem pięściarzy, którzy poważnie myślą o nokaucie. Wręcz przeciwnie – często bywają narzucane przez „stronę A”, która chce w ten sposób zminimalizować ryzyko porażki przed czasem. O tej teorii mówiło się w 2015 roku, kiedy to Paffeny wybrał… Władimir Kliczko (64-5, 53 KO) przed walką z Furym. Podobny wybór podjął przed starciem z mocno bijącym Marcosem Maidaną (35-5, 31 KO) nawet sam Floyd Mayweather (50-0, 27 KO).

Fury ma jednak w sobie coś, co sprawia, że pozornie nawet najbardziej nielogiczne decyzje stają się dziwnie spójne. Do długiej listy zdumiewających posunięć trzeba dopisać też zmianę trenera. Ilu pięściarzy przed walką życia pozbyłoby się szkoleniowca, który postawił ich na nogi i sprawił, że z dna znów dołączyli do elity? Ben Davison dał się poznać jako jeden z najlepiej rokujących trenerów młodego pokolenia, który żyje i oddycha boksem, a styl Wildera potrafi bezbłędnie opisać obudzony w środku nocy. Tyson uznał jednak najwidoczniej, że coś się wypaliło i skierował kroki w kierunku Kronk Gym – a właściwie tego, co z tej znanej przed laty marki pozostało.

Odwrócone role

Javan „Sugarhill” Steward potrafił okiełznać podopiecznego i dał mu dokładnie to, czego potrzebował – wiarę. Nie próbował wyprowadzać go z błędu i doradzać technicznego boksu, który zdaniem wielu ekspertów wydawał się najbardziej logiczną bronią na Wildera. „Tyson chce nokautu i właśnie dlatego mnie wybrał. Moją rolą jest pomóc mu w tym jak tylko potrafię” – deklarował trener. Dzień przed walką dementował plotki o urazach, ale w specyficznym stylu. „Żaden pięściarz nigdy nie wychodzi do ringu w 100 procentach sprawny” – ocenił.

Na ostatniej prostej zrobiło się tak gorąco, że pięściarzom zakazanego ostatniego spotkania twarzą w twarz w obawie przed bójką i zamieszkami. Fury i bez tego wygrał wojnę psychologiczną, choć stało się to jasne dopiero po walce. Gdy jechał do Niemiec na teren Kliczki to prosto z mostu deklarował, że wyboksuje mistrza i zabierze mu tytuły. Potem zrobił to łatwiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Tym razem zapowiadał „nokaut na artyście nokautu” i po raz kolejny udało mu się to ze zdumiewającą łatwością.

Nie minął nawet tydzień, a wokół walki już narosło wiele mitów i legend. Zacznijmy od faktów – a te wyglądają tak, że większość sędziów zapisała na koncie przyjezdnego wszystkie rundy. W trzeciej Fury popisał się akcją, którą najczęściej nokautuje… Deontay Wilder. Do końca zostało nieco ponad pół minuty. Sędzia przerwał klincz, a Brytyjczyk natychmiast doskoczył z kombinacją lewy – prawy prosty. Większą wymowę miał ten drugi cios, który spadł w okolice ucha przeciwnika. Amerykanin padł na deski i chociaż szybko stanął na nogi, to sprawiał wrażenie zawodnika mocno zamroczonego. Po chwili znów był na macie, ale tym razem sędzia nie zdecydował się na liczenie, choć raczej powinien.

Całkiem możliwe, że ten pierwszy nokdaun zmienił wszystko. W podobne miejsce został trafiony Anthony Joshua (23-1, 21 KO) podczas pierwszej walki z Andym Ruizem (33-2, 22 KO). Niewiele jest bardziej wrażliwych punktów na ciele boksera. „To błędnik. On ogólnie czuje się dobrze, ale jego ciało jest spierdolone” – tłumaczył obrazowo Mike Tyson. Pięściarz jest świadomy tego co dzieje się wokół, ale zwyczajnie nie jest w stanie zapanować nad organizmem. Widać to zwłaszcza po sposobie poruszania się w ringu.

Joshua nigdy do końca nie doszedł do siebie i to samo można powiedzieć o Wilderze. Od czwartej rundy sprawiał wrażenie pięściarza, który już nie chce być w ringu. Poruszał się koślawo i cały czas intuicyjnie szukał oparcia na linach. Robił niepokojące miny, a jego narożnik musiał zmagać się z krwawieniem ust i ucha. Zwłaszcza to drugie dawało do myślenia, bo w boksie nie obserwuje się go zbyt często.

Tymczasem Fury metodycznie kończył robotę – w piątej rundzie rzucił Amerykanina na deski ciosem na wątrobę. Po chwili w absurdalnych okolicznościach sędzia ringowy odjął mu punkt, co wyglądało na desperacką próbę kupienia Wilderowi czasu. W siódmej rundzie było po wszystkim – po kolejnym ataku Brytyjczyka z narożnika poleciał ręcznik, co uchroniło wyraźnie pobitego przed ciężkim nokautem.

Gdy zbroja waży za dużo…

Na gorąco ręcznika nie było widać, więc decyzja o przerwaniu mogła się wydawać kontrowersyjna. Przez jakieś 20 sekund – do pierwszej powtórki. Warto też odnotować, że w przerwie między szóstą a siódmą rundą Wilder był długo badany przez lekarza, a od sędziego usłyszał jasny komunikat, że w przypadku jednostronnego bicia walka zostanie przerwana. Gdy tak się stało, to na gorąco doceniano serce pokonanego i mimo wszystko szczękę, bo konsekwentnie przyjmował bomby, ale wciąż nie chciał paść. To, co zyskał, stracił jednak kilkadziesiąt godzin po walce, kiedy zdecydował się podjąć w mediach bezprecedensowy kontratak.

„Fury w ogóle mnie nie zranił, ale uniform, w którym wchodziłem do ringu, był po prostu zbyt ciężki. Przez to od początku walki nie mogłem liczyć na moje nogi. W trzeciej rundzie było już kompletnie po wszystkim” – przyznał Wilder w rozmowie z Yahoo Sports. Uniform to wyjątkowa zbroja, którą pięściarz chciał uczcić Black History Month – miesiąc pamięci o dokonaniach czarnoskórych Amerykanów i ich roli w historii kraju. Co chciał przekazać wchodząc do ringu w ważącej ponad 20 kilogramów kreacji a’la Robocop z przyszłości? Cóż, tego na razie nie wyjaśnił.

„Taki uniform przymierzasz przed walką – pewnie jakieś trzy albo cztery razy. Chcecie mi powiedzieć, że gdzieś między tymi próbami nie zorientował się, że to wszystko jest przyciężkie? Wilder bredzi. To wszystko ważyło tyle ile nabity plecak. W wojsku regularnie nosi się plecaki ważące 60 albo 70 kilogramów i to przez kilka dni. To wszystko pokazuje jak oderwany od rzeczywistości jest ten gość. W jaki sposób uniform mógł odebrać mu nogi? W ogóle to powinien zrobić to co Tyson – ktoś powinien wnieść go do ringu” – ocenił bezlitosny Dillian Whyte (25-1, 17 KO), który od dwóch lat nie może doprosić się walki z Wilderem.

Amerykanin powiedział też kilka innych ciekawych rzeczy. Ma ogromne pretensje do trenera, który rzucił ręcznik. Zrobił to de facto człowiek numer dwa w narożniku – Mark Breland. „Powinni rzucić ręcznik dużo wcześniej, to nie miało sensu” – komentował Terence Crawford (36-0, 27 KO). „Trenerzy są od tego, by dbać o zdrowie pięściarza i interweniować zwłaszcza wtedy, gdy sam chce zrobić sobie krzywdę” – wtórował Andre Ward (32-0, 16 KO). Wielcy mistrzowie to rodacy Wildera i przy okazji jego kibice, więc ciężko oskarżać ich o złą wolę. Bezwzględny jak zawsze był również Teddy Atlas.

„To była dobra decyzja podjęta przez właściwego człowieka. Mark Breland to były mistrz świata zawodowców i jeden z najlepszych amatorów w historii tego kraju. On wie, co trzeba robić w takich sytuacjach. (…) Pięściarz zawsze chce walczyć do końca, ale czasami ludzie w narożniku są od tego, by chronić go przed samym sobą. Breland dla mnie jest bohaterem, bo w tym sporcie jeden cios może wyrządzić nieodwracalną krzywdę. Wildera w tamtym momencie w tej walce już nie było” – ocenił były trener Mike’a Tysona. 

Pokonany w mediach zaczął jednak grillować trenera, który najpierw doprowadził go do mistrzostwa, a potem pomógł mu panować pięć długich lat. Pretensje to nie wszystko – pojawiła się także spiskowa teoria. Według Wildera trener rzucił ręcznik, bo namawiał go do tego Anthony Dirrell (33-2-1, 24 KO) – były mistrz świata kategorii superśredniej. „Wszyscy wiedzą, że on pracuje z Sugarhillem – trenerem Fury’ego. Breland mówił mi, że nic z jego słów do niego nie dotarło, ale cały narożnik mówi co innego. Coś tu nie gra” – dedukował Deontay „detektyw Rutkowski” Wilder.

Zbroja z ołowiu i zdrada trenera to jednak nie wszystko. Pobity mistrz ma również pretensje… do sędziego ringowego. Tak, do tego samego, który w kontrowersyjnych okolicznościach odjął Fury’emu punkt, nie dostrzegł jednego nokdaunu i starał się dać rodakowi każdą możliwą szansę na powrót do gry. Według Wildera arbiter miał pozwolić rywalowi na brudny boks i nie chciał widzieć wielu ciosów w tył głowy. Pierwszy nokdaun miał być pochodną właśnie takiego nieregulaminowego uderzenia. Ta teoria nie ma większego sensu, bo gdyby Amerykanin nie został trafiony w okolice ucha, to nie straciłby kontroli nad ciałem, a już na pewno nie trzeba by mu zakładać po walce siedmiu szwów w jego wnętrzu.

Hit odłożony w czasie

Niedorzeczne teorie sprawiły, że Wilder z miejsca zasilił czołówkę najgłupszych bokserskich wymówek w historii. A konkurencja jest naprawdę mocna. David Haye (28-4, 26 KO) zapowiadał, że zniszczy Władimira Kliczkę. W ringu nie potrafił rywala nawet postraszyć, a po zdecydowanej przegranej na punkty przyznał, że za słabą postawę odpowiada kontuzja… małego palca u stopy. Oscar de la Hoya (39-6, 30 KO) porażkę z Shanem Mosleyem (49-10-1, 41 KO) zrzucił na kolację zjedzoną poprzedniego dnia. „To przez te ostrygi nie byłem dziś sobą” – przekonywał.

W boksie pogodzenie się z porażką to sztuka – podobnie jak wyciągnięcie z niej wniosków. Z tym pierwszym już widać u Wildera duże problemy, ale to od tego drugiego aspektu zależy jego pięściarska przyszłość. Wiadomo, że zgodnie z kontraktem ma niecały miesiąc na podjęcie decyzji o rewanżu. Jeśli będzie chciał tej walki, to przypadnie mu w udziale 40 procent zysków – Fury zgarnie większość. 

Amerykanin już zadeklarował, że podejmie się wyzwania, ale zacznie o nim myśleć dopiero w marcu – po powrocie z zaplanowanego urlopu w Afryce. Wtedy też rozstrzygnie się przyszłość jego sztabu szkoleniowego. Można się jednak spodziewać, że dopełnienie tej trylogii nie wzbudzi już tak wielkich emocji jak drugi pojedynek. Wilder został w jakimś sensie pięściarsko obnażony w obu walkach z Brytyjczykiem, ale nie ma wyjścia – trzecia walka z Furym to na dziś najłatwiejsza droga nie tylko do odzyskania twarzy, ale także do mistrzowskiego tytułu. 

Na przestrzeni trzech miesięcy sytuacja na szczycie kategorii ciężkiej zmieniła się o 180 stopni. Jeszcze na początku grudnia to Andy Ruiz miał pasy federacji WBA, WBO i IBF, a Wilder był mistrzem organizacji WBC. Oznaczało to, że w praktyce karty rozdają pięściarze związani z projektem Premier Boxing Champions. Adam Kownacki (20-0, 15 KO) mógł tylko zacierać ręce, bo był jednym z pierwszych w kolejce do walki z mistrzami. Po przekonujących rewanżach z góry na resztę rywali patrzą dziś Brytyjczycy związani z innymi promotorami.

I to właśnie walka Fury’ego z Joshuą stała się potencjalnie największym wydarzeniem w świecie boksu. Zwycięzca mógłby pójść w ślady Lennoksa Lewisa (41-2-1, 32 KO) i zostać pierwszym od 20 lat niekwestionowanym czempionem królewskiej kategorii. Łatwo sobie wyobrazić, że taki pojedynek przyciągnąłby na Wembley 100 tysięcy widzów i mógłby pobić rekordy Pay-Per-View na Wyspach. 

W boksie kibice takie prezenty dostają jednak wyjątkowo rzadko. Tak będzie i tym razem – Joshua ma dwóch obowiązkowych pretendentów do odprawienia, a Fury jeszcze raz spotka się z Wilderem. A ostatnie miesiące pokazały, że snucie dalekosiężnych planów nie ma sensu – liczy się to co tu i teraz. Niewykluczone zresztą, że Tyson w najmniej oczekiwanym momencie powie dość – takie rozwiązanie doradza mu ojciec… i to już w tej chwili.

„Wiem, że gdzieś z tyłu głowy na pewno ma takie myśli. Wygrał każdy mistrzowski pas, jaki był po drodze do wygrania i nikomu nie musi już nic udowadniać” – ocenił John Fury dzień po spektakularnym triumfie syna. Może właśnie takie rozwiązanie byłoby idealną puentą nieoczywistej i pełnej krętych zakrętów kariery „Króla Cyganów”?

KACPER BARTOSIAK

Opublikowane 01.03.2020 13:18 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Babcia Malina
Babcia Malina

Wilder to może u mnie co najwyżej kulać mielone.

fnfOzvSR
fnfOzvSR

1

Weszło
09.07.2020

Gdzie diabeł nie może, Bruno z pewnością będzie przydatny

Nawet najbardziej wypasiony rower nie ruszy, dopóki nie zamontuje się w nim łańcucha. Nawet najdoskonalsze danie można schrzanić, jeśli pominie się jeden składnik. Nie wspominając o tym, że najdoskonalszy zespół może stać w miejscu, o ile brakuje w nim lidera. Aż trudno uwierzyć w to, jak nagłą i jak spektakularną odmianę przyniósł Manchesterowi United Bruno […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Hejt Park w dobrym składzie. Dziś z Cezarym Pazurą!

Filmowego tygodnia w Kanale Sportowym ciąg dalszy. We wtorek gościem Tomasz Smokowskiego był Olaf Lubaszenko, dziś do studia wpada Cezary Pazura. Przemagluje go Monika Wądołowska, oczywiście z waszą pomocą, bo taka jest idea Hejt Parku. Start 21, obecność w zasadzie obowiązkowa!  
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Czas na teleturniej! Czy redakcja zna wzór na pole prostokąta?

Takich emocji nie znajdziecie po odpaleniu telewizora. No dobra – znajdziecie. Ale nie na każdym kanale. Tak czy siak zapraszamy na kolejny odcinek naszego teleturnieju, w którym odpowiadamy na pytania luźno związane z Ekstraklasą. Dziś o nagrodę główną, którą było nic, powalczą: Kowal, Roki, Wojtek Piela i Przemek, który wygrał naszą donejtową licytację.  Start 20!
09.07.2020
Włochy
09.07.2020

Żurkowski zaczął łapać minuty. Są powody do optymizmu?

10 minut gry w lidze – tyle czasu otrzymał Szymon Żurkowski od trenera Fiorentiny przed wypożyczeniem do Empoli. Wydawało się, że gorzej być nie może, zwłaszcza po przejściu do klubu występującego w Serie B. A jednak. Przed przerwą w rozgrywkach środkowy pomocnik nie rozegrał w barwach drugoligowca ani jednego ligowego spotkania. Na szczęście ostatnio sytuacja […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Quiz piłkarski. Liga ponad stu reprezentantów. Wymienisz wszystkich?

Jeśli wiesz, który piłkarz Ekstraklasy ponad 20 razy zagrał w reprezentacji Zambii, jeśli kojarzysz biegających po naszych boiskach byłych reprezentantów USA i Portugalii, lub jeśli po prostu od lat śledzisz reprezentację Polski, ten quiz jest dla ciebie. Zdecydowanie! Z tęsknoty za reprezentacyjnym futbolem wynotowaliśmy sobie nazwiska wszystkich piłkarzy Ekstraklasy, którzy mieli okazje zagrać dla narodowych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Trudna walka Sandecji o ligowy byt. „Trenera Kafarskiego wyeksploatowaliśmy maksymalnie”

Nie musimy wam chyba po raz kolejny powtarzać, jak płaska jest tabela pierwszej ligi. Ale jeśli ktoś się w tym nie orientuje, to powiemy, że nawet niemieckie autostrady nie są tak równe, jak środek ligowej stawki na zapleczu Ekstraklasy. Niesie to za sobą pewne konsekwencje. Na przykład takie, że nie wygrywając pięciu kolejnych spotkań, musisz […]
09.07.2020
Anglia
09.07.2020

Filozof może wreszcie wygrać coś poza nagrodą fair-play

Odkąd istnieje taka dziedzina jak filozofia, jej wybrani przedstawiciele są skazani na mieszkanie w beczkach. To drastyczne uproszczenie, ale pełnienie roli filozofa w dowolnej gałęzi życia to bardzo ciężki kawałek chleba. Szykany, wyśmiewanie, zarzucanie naiwności to tylko te najbardziej popularne spośród kłód pod nogami prawdziwego przedstawiciela tej nauki. Nie inaczej jest z bodaj najbardziej bezkompromisowym […]
09.07.2020
Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Nikt nie ma takiego komfortu w bramce jak Lechia Gdańsk

Masz najlepszego bramkarza w lidze. Bramkarza, który wybronił ci wiosną niejeden mecz. A jednak na półfinał Pucharu Polski – Pucharu Polski, którym możesz uratować sezon – w bramce staje drugi golkiper. I ten drugi zostaje bohaterem meczu dzięki paradom w rzutach karnych. Nikt w Ekstraklasie nie ma takiego komfortu w bramce co Lechia Gdańsk. Z […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ile goli strzelą obcokrajowcy?

Zerkamy na klasyfikację najlepszych strzelców w Ekstraklasie, a tam najwyżej sklasyfikowanym Polakiem wciąż jest Jarosław Niezgoda. Ten sam, który zimą wyfrunął do Stanów Zjedoczonych i od pół roku nie biega po boiskach Ekstraklasy. Obcokrajowcy dźwigają na barkach ciężar odpowiedzialności za strzelanie goli. Zatem w najnowszym #AleNumer pytamy was o to – ile goli strzelą w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia, Lech, a może Raków? Kto został królem zimowego polowania

Jak już kilka razy w ostatnich tygodniach wspominaliśmy, całkiem nieźle wyszło ekstraklasowym klubom zimowe okienko transferowe. Oczywiście nie zabrakło zwożenia szrotu (zakaz wjazdu do Hiszpanii dla Krzysztofa Przytuły, natychmiast!), oczywiście to nie tak, że nagle nasze zespoły zbudowały prawdziwe działy skautingu i teraz nadepniemy pedał gazu w pościgu za Europą. Nic z tych rzeczy. Ale […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie ufam politykom, to oni podzielili Polskę

– Nie idę na drugą turę, bo nie ma mojego kandydata. W takiej sytuacji mogę zacytować powiedzenie, że to jak wybór między dżumą a cholerą. A ja nie chcę chorować, chcę być zdrowy. A nawet gdybym się wybrał, bo tak wypada, bo frekwencja i tak dalej, to przekreślę obu kandydatów – mówi Wojciech Kowalczyk w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Solidni Linetty i Walukiewicz, bohater Drągowski, czyli polska środa w Serie A

Polska środa w Serie A za nami. Dziś we Włoszech mieliśmy swoje małe święto, bo w sześciu spotkaniach zobaczyliśmy aż siedmiu Polaków (do tego ósmy na ławce). Tyle że nie każdy z nich miał powody do optymizmu. Najlepiej wypadł na pewno Bartłomiej Drągowski, którego włoskie media już zdążyły okrzyknąć bohaterem Fiorentiny. Nieźle w starciu z […]
09.07.2020
Hiszpania
09.07.2020

Barca wciąż ściga Real, a przy okazji spuszcza Espanyol z ligi

Wysokie zwycięstwo w starciu z Villarrealem wlało w serca kibiców Barcelony trochę optymizmu. Gra katalońskiej ekipy wreszcie wyglądała tak, jak by sobie tego życzyli fani. Barca grała dynamicznie, finezyjnie, z rozmachem. Świetnie funkcjonowała współpraca między Leo Messim i Antoinem Griezmannem. Ale dzisiejsze starcie derbowe z Espanyolem to był już powrót tej Barcelony, do której się […]
09.07.2020
Weszło
08.07.2020

Dariusz Żuraw dzisiaj nie pomógł

Tak, Lech był lepszy od Lechii (co przyznał nawet Piotr Stokowiec), tak, może mówić o pechu, bo jednak czasami piłka była jak zaczarowana, a zmarnowanie trzech karnych z rzędu można w pewien sposób podciągnąć pod złą fortunę. Ale czy możemy powiedzieć, że tak, Dariusz Żuraw zrobił dziś wszystko, by pomóc swojej drużynie postawić ostatni krok? […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech Poznań – jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle

Lechowi Poznań zalałoby piwnicę, gdyby mieszkał na Saharze. Lech Poznań doznałby udaru z przegrzania na środku Antarktydy. Lech Poznań złamałby sobie ząb jedząc watę cukrową. Lech Poznań nadepnąłby na klocek Lego pośrodku Pacyfiku. Lech Poznań jest klubem przeklętym i na miejscu władz Kolejorza sprawdzilibyśmy, czy gdzieś pod murawą przy Bułgarskiej nie ma zakopanej żaby. Dzisiejszy […]
08.07.2020