post Avatar

Opublikowane 15.02.2020 08:07 przez

redakcja

Rok temu nie grał zbyt wiele, lecząc dwie kontuzje w ledwo zipiącej Warcie. Właśnie w takich okolicznościach po Tomasza Dejewskiego zgłosił się Lech Poznań. Swoje pierwsze podejście do „Kolejorza” zaliczył w wieku szesnastu lat, gdy dołączył do akademii Lecha, bo – jak mówi – to największy klub w Polsce. Za pierwszym razem szansy nie dostał. Oceniono, że nie będzie graczem na miarę Lecha i oddano go do drugiej ligi.

Dejewski ogrywał się zatem, ale marzenia o Lechu i Ekstraklasie zostały. I jesienią nieoczekiwanie mógł je spełniać, mając pod koniec rundy status podstawowego obrońcy. Dlaczego w Warcie Poznań przydawały się wiaderka? Co się czuje na piątkowym treningu, gdy nie wie się, czy rozegra się sobotni mecz? Czy powinno się zachować równowagę w wygłaszanych opiniach? Jak wygląda jego obecny status w Lechu? Zapraszamy na rozmowę z Tomaszem Dejewskim. Normalnym chłopakiem, który nie robi z piłki wielkiej filozofii.

***

Gdybyśmy zrobili ranking najbardziej niespodziewanych odkryć jesieni, mógłbyś go wygrać. 

Nie ekscytuję się tym. Sezon trwa i dalej będę walczył o miejsce w pierwszym składzie. Cieszę się, że mogłem przyjść do Lecha i zagrać jesienią parę meczów. Zawsze mówiłem, że jak dostanę szansę, to muszę być na nią gotowy i tak się – uważam – stało. 

Twoja droga jest dość nieoczywista. Za pierwszym razem nie przebiłeś się w Lechu, a więc odszedłeś do Warty. Wróciłeś po sezonie, w którym… odniosłeś dwie poważne kontuzje.

Nie spodziewałem się, że Lech może się mną zainteresować. Dowiedziałem się o tym trzy-cztery tygodnie przed końcem sezonu. Spore zaskoczenie. Nie ukrywam – mój drugi sezon w Warcie był lepszy, grałem wszystko. W tym ostatnim pojawiły się dwie kontuzje, ale cel, którym było utrzymanie, osiągnęliśmy. To, co się działo momentami w klubie, to historia na książkę. Chwała nam za to, że pozostaliśmy w lidze, a ja się cieszę, że mogłem wybić się do Lecha. 

Co usłyszałeś przychodząc latem do klubu? Że trafiasz raczej do drugiego zespołu z perspektywą walki o pierwszy?

Nie. Nie rozmawialiśmy w ogóle o drugiej drużynie. Rozpocząłem normalne przygotowania z pierwszym zespołem. Wiedziałem, że konkurencja jest duża, bo stoperów musi być czterech-pięciu. Byłem świadomy, że mogę zadebiutować dopiero po pół roku albo w ogóle w następnym sezonie. Wyszło tak, że zadebiutowałem po dwóch miesiącach. Nie zadowalam się tym, chcę więcej. W międzyczasie występowałem w rezerwach i uważam to za coś pozytywnego, rezerwy dają cotygodniowe ogranie.

W pewnym momencie przylgnęło już do ciebie miano „tego z dwójki”.

Każdy powtarza to, co gdzieś usłyszy. Tego nie zmienię. Znam już na tyle media, by się tym nie przejmować. Jeśli za trzy lata dalej będę w Lechu, pewnie dalej będę o to pytany. Uwierz mi, że kompletnie o tym nie myślę. Codziennie przychodzę na trening i robię swoje. 

Nastrojów wokół twojej osoby nie poprawił moment, w którym podpisałeś kontrakt. Lech pożegnał wielu piłkarzy, na ich miejsce mieli przyjść kolejni, a tu przychodzi – z całym szacunkiem – Dejewski z Warty Poznań.

Byłem tak naprawdę pierwszym letnim transferem Lecha. Pewnie nie do końca tego spodziewali się kibice, ale co mogłem zrobić? Wolałem pokazać na boisku, że dobrze wszedłem w ten zespół. Uważam, że nie zaniżałem poziomu. 

Czytałeś komentarze? 

Nie, nie czytam w ogóle. 

Z zasady?

Jestem anty social media. Mamy w zespole chłopaków, których lubi kamera, mamy też takich, których nie lubi. Równowaga jest potrzebna. Dobrze się z tym czuję, nie potrzebuję rozgłosu, kamer, pozytywnych komentarzy. Nie jara mnie to. 

Zraziłeś się kiedyś? 

Po prostu wiem, jak to jest, gdy czytam o innych. Będąc w Warcie śledziłem, co pisze się o zawodnikach Lecha i teraz wiem, że ze mną może być podobnie. I nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

BELEK 22.01.2020 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: LECH POZNAN - ASTRA GIURGIU 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Możesz już o sobie powiedziesz, że czujesz się lechitą?

Myślę, że tak. Poznaniakiem, w końcu mieszkam tu od liceum, choć lechitą oczywiście też. Grałem w Lechu i Warcie, mam sympatię do obu tych klubów.

Bolało, gdy Lech za pierwszym razem cię odpalił?

Szczerze? Nie. Sam wiedziałem, że nie byłem gotowy na Lecha. Inny zespół, inne oczekiwania, inna konkurencja. Gdy byłem na obozie za trenera Urbana, liczyłem piłkarzy na mojej pozycji. Konkurowałem z pięcioma stoperami plus dwoma zawodnikami, którzy mogli zagrać na środku z konieczności. Wiadomo, że wszyscy byli przede mną. Stwierdziłem, że potrzebuję ogrania i wiedziałem, że na Lechu świat się nie kończy. Nie załamywałem się. Przyszłość przyniosła to, że mogłem tu wrócić.

Sam czułeś, że pewnej granicy nie przeskoczysz? Oceniono wtedy, że raczej nie doskoczysz do poziomu pierwszego zespołu.

Wiedziałem, że być może potrzebuję więcej czasu, ale nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie zagram w Ekstraklasie. To był mój życiowy cel. Byłem przekonany, że prędzej czy później to się stanie, nie mogłem być pewny tylko tego, w którym momencie zadebiutuję – czy w wieku 23 lat, czy 28, jak niektórzy zawodnicy. Piłka pisze przeróżne scenariusze, więc ciężko pracowałem. 

Podczas pierwszego pobytu w Lechu miałeś jakikolwiek moment, gdy czułeś, że jesteś bliski przebicia się? 

Nie. Nie miałem takiego poczucia. Trenowałem, dojeżdżałem z tych Wronek, ale żeby być pełnoprawnym członkiem zespołu jak teraz… Nie czułem tego.

Przez cały okres w Warcie byłeś pod obserwacją „Kolejorza”?

Przez pierwszy sezon, gdy byłem tylko wypożyczony do Warty, regularnie przyjeżdżał Jarosław Araszkiewicz. Gdy już mnie wykupiono – już tego raczej nie czułem. Czasami na meczach domowych ktoś mówił, że na trybunach jest pracownik albo skaut Lecha. Zastanawialiśmy się wtedy, którego z chłopaków mogą obserwować. Tylko na tej zasadzie.

Twoim celem było bardziej przebicie się na poziom Ekstraklasy czy uparłeś się konkretnie na Lecha? 

Od momentu, jak przyjechałem do Poznania po gimnazjum, moim marzeniem był Lech. Za pierwszym podejściem się nie udało. Wtedy myślałem o Ekstraklasie, ale że pojawiła się szansa na spełnienie marzeń? Mogę tylko się cieszyć.   

W Grudziądzu raczej nie kibicuje się Lechowi.

Chyba nie. Z tego, co wiem, jest fanklub Widzewa. Poza tym dominuje żużel. 

Żyłeś Lechem jako młody chłopak? 

Liga Europy – wiadomo, oglądało się regularnie. Ale jeszcze wtedy nie myślałem, że kiedyś mogę tam trafić czy że w ogóle przebiję się do innego ekstraklasowego klubu. Po ukończeniu gimnazjum stwierdziłem z rodzicami: albo próbuję na poważnie, albo zajmę się nauką. Widziałem, jak wyglądało szkolenie w moim klubie, Olimpii Grudziądz. Kiedyś to nie był pierwszoligowy zespół, tułał się w okolicach trzeciej-czwartej ligi. Trenowaliśmy na kamieniach, na takiej szlace bez trawy. Było to bardzo słabe. Cieszę się tym bardziej, że mogłem się wybić, ale też mam żal, że jako młodszy zawodnik nie mogłem trenować w normalnych warunkach. Nie zawsze da się nadrobić ten czas. Pojechałem na testy do trzech klubów. Dostałem się między innymi też do Lecha. Wybrałem jego, bo to największy klub w Polsce.

Pamiętasz jedną szczególną chwilę, gdy Lech oczarował młodego chłopaka?

Stało się to od pierwszego treningu. Robiło na mnie duże wrażenie choćby to, że na treningu jest pięciu trenerów, fizjoterapeuta, trawa jest równa, piłka nie skacze. Niby proste rzeczy, a dawały radość. Szanuję to do teraz, bo będąc w Warcie wielu rzeczy nie było. Potrafię dziś docenić to, co mam. 

Mieszkałeś w internacie Lecha? 

Tak. W internacie generalnie spędziłem łącznie sześć lat. 

Wciągało internatowe życie? 

Musiałem je polubić. Pojechałem do gimnazjum do Bydgoszczy, więc szybko zamieszkałem w internacie. Rok w Poznaniu, później dwa we Wronkach. Musiałem zaakceptować posiłki, kontrole pokojów i różne przypałowe sytuacje. 

Wybryki się zdarzały?

Dużo ciekawych historii było, choć w wielkie tarapaty nie wpadłem. Dokuczaliśmy raczej sobie nawzajem. Takie głupie rzeczy – nastawialiśmy w innych pokojach telewizory, by o trzeciej włączyło się radio ESKA z głosem na maksa. Dużo śmiechów. 

Potrzeba dużo samozaparcia, by internatowe życie nie wciągnęło? 

Na pewno. I przede wszystkim wsparcia bliskich, by co jakiś czas skontrolowali sytuację. Trzeba mieć swój rozum. Znam bardzo, bardzo wielu zawodników, którzy mieli znacznie większy talent ode mnie i gdzieś to zatracili. Chodzą teraz do normalnej pracy. Samokontrola jest bardzo potrzebna w życiu. 

Gdy koledzy szli na imprezę, miałeś pewnie poczucie, że coś tracisz. Będąc dziś w Lechu chyba niczego nie żal.

Na pewno nie żałuję niczego. Każdy wybiera swoje życie, ja postawiłem na piłkę. Będąc w Warcie trenowałem tak samo jak teraz, nic się nie zmieniło. Imprezy? Na nie też jest czas, ale po rundzie czy sezonie. Wyjść wtedy na piwko – chyba normalna sprawa. Ale regularne imprezowanie – myślę, że nie. 

POZNAN 30.09.2017 MECZ 11. KOLEJKA II LIGA SEZON 2017/18 --- POLISH SECOND LEAGUE FOOTBALL MATCH: WARTA POZNAN - LKS LODZ 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Co sobie pomyślałeś, gdy wyszedłeś z wymuskanej akademii Lecha i za pierwszym razem wszedłeś do budynku klubowego Warty widząc przeciekający sufit i grzyb na ścianach?

Odszedłem z klubu, w którym miałem wszystko, do klubu, w którym nie było za wiele. Warta awansowała wtedy do drugiej ligi. Jak padał deszcz, kapało w budynku. Pan z portierni już wiedział, gdzie ma podłożyć wiaderka. Przeskok był duży. Musiałem się zaadaptować. Jak rozmawiałem z kolegami z Warty, też potrzebowali tych dwóch-trzech miesięcy, by się przyzwyczaić do panujących warunków. Do tego, że nie ma jednak równej trawy, odnowy biologicznej, innych prostych rzeczy, na finansach kończąc. Pierwszą wypłatę dostałem po trzech miesiącach. To też była pewna nowość. 

Jak sobie wtedy radziłeś? Chłopak z akademii Lecha nie ma raczej wielkich oszczędności. 

Na pewno. Gdy trzeba było pożyczyć – pożyczało się od rodziców. Trzeba było kombinować. Rodzina daje dużo wsparcia w takich momentach. Miałem w sobie dużo samozaparcia, żeby trenować cały czas tak samo i wydostać się do klubu, który dałby mi odpowiednie warunki do rozwoju. Cieszę się, że to mi się udało. Jestem Warcie niezmiernie wdzięczny za te trzy lata, za możliwość grania. Bo to nie tak, że tylko krytykuję Wartę. 

Spotkało cię tam po prostu wiele dobrego.

Oczywiście. Rozegrałem dużo meczów, przeżyłem wiele fajnych przygód, zyskałem bardzo dużo znajomych. Atmosfera w całym klubie była bardzo rodzinna.

Powiedziałeś, że to historia na książkę. Jaki miałaby tytuł?

Może coś w stylu „Niemożliwe nie istnieje”? W pierwszym sezonie wszyscy skazywali nas na spadek – utrzymaliśmy się. W drugim awansowaliśmy – wtedy też cała Polska mówiła, że Warta w końcu się wypali. A jednak się nie wypaliła. Mieliśmy bardzo młody zespół, zawodników, którzy chcieli się wybić, coś osiągnąć. Awansem chcieliśmy sprowokować to, że my sami pójdziemy gdzieś wyżej. To nas napędzało. Pamiętam mecz u siebie z Radomiakiem, w którym pieczętowaliśmy awans. Wygraliśmy 1:0. Mieliśmy wtedy cztery miesięcy zaległości. Jak na drugą ligę – sporo. Ale rodzinna atmosfera, dobrzy ludzie i przede wszystkim nasza ambicja spowodowały, że awansowaliśmy. Pracownicy klubu znowu mieli problem: jak to poukładać w wyższej lidze?! 

Jak się odniesiesz do hasła, które często przewija się w tego typu sytuacjach – „bieda jednoczy”?

Jest tak. Ale do pewnego momentu. 

Co jest momentem granicznym? 

U nas był wtedy, gdy dowiedzieliśmy się, że możemy w ogóle tych pieniędzy nie otrzymać. Klub mógł upaść. Opóźnienia – dostawaliśmy coś co miesiąc, dwa, z czasem można to jeszcze przeboleć, ale jak dochodzą informacje, że możesz nie odzyskać pięciu miesięcy zarobków… Pojawiał się problem. Pamiętam mecz w pierwszej lidze na jesieni, gdy były problemy upadłościowe. Mieliśmy trening w piątek. Po treningu czekaliśmy, czy w sobotę odbędzie się mecz.

Protest?

Nie, nie miał kto zapłacić za stadion w Grodzisku.

Symboliczne. 

Było hardkorowo. Nie mogliśmy w takiej sytuacji wyjść i rozegrać cudownego spotkania. Dostaliśmy w trąbę dwa czy trzy do zera, na boisku nie istnieliśmy.

Rozważaliście kiedyś zbojkotowanie meczu? 

Były takie momenty, że dyskutowaliśmy dość mocno, co możemy zrobić. Różne opcje padały. Taka zapewne też. Może nie bojkot całego meczu, ale na przykład opóźnienie, by pokazać Polsce, że coś złego dzieje się w naszym klubie. Może ktoś chciałby nam pomóc albo przejąć ten klub? Myśleliśmy o różnych rzeczach. 

Jak na wasze strajki reagował Jakub Pyżalski, postać, ujmijmy to, niebanalna? 

Nie powiem złego słowa na temat byłego prezesa, bo wiele mu zawdzięczam. On mnie wykupił z Lecha do Warty i zapewniał Warcie finanse przez wiele lat. Wielu zawodników opowiadało, że gdyby nie on, to tego klubu już dawno by nie było. Nam się wydaje, że prezes miał swój gorszy okres finansowy i odbijało się to na nas. Taka lawina, ale na końcu trzeba było utrzymać swoje rodziny, więc musieliśmy zacząć działać i myśleć bardziej o sobie. 

Czujesz się dziś nieswojo, jak do dziesiątego pensja wpływa na konto?

Czuję się na pewno spokojniejszy. 

Pozwoliłeś sobie na coś ekstra, jak już wyszedłeś z tej sytuacji? 

Raczej nie. Podchodzę do życia ze spokojem. Spodziewamy się dziecka na dniach, także to jest teraz najważniejsze. 

Miałeś w życiu moment, gdy zacząłeś za bardzo odrywać się od ziemi?

Nie, nie było go. Z reguły jestem spokojny. Nie lubię pozerstwa i gwiazdorzenia. Uważam, że piłka nożna to normalny zawód. Trzeba dawać z siebie wszystko każdego dnia i tyle. 

Na boisku zamieniasz się w inną osobę? 

Staram się być dalej spokojny i uważny, ale wiem, że na mojej pozycji potrzeba agresji. Często trzeba się przestawić i podostrzyć. 

Meldunek masz opanowany do perfekcji? 

Mniej więcej. 

Czujesz duży przeskok pomiędzy pierwszą ligą a Ekstraklasą, czy delikatny?

Przeskok jest na pewno. Ekstraklasowe mecze są zdecydowanie cięższe gatunkowo. Co zauważyłem? Większe szanowanie piłki, większą odpowiedzialność za nią. Nie można grać jak w niektórych meczach pierwszej ligi, gdzie jest akcja za akcją. Każdy zespół chce mieć większą kontrolę. No i jest więcej indywidualności, zawodników, którzy w pojedynkę mogą przesądzić o losach meczu. Także większe tempo.

PLOCK 29.11.2019 MECZ 17. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - LECH POZNAN 0:2 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Pamiętasz swój pierwszy mecz przy Bułgarskiej? Nogi się ugięły? 

Nie. Byłem pewny siebie. Współpracuję z trenerem mentalnym, więc z głową problemu nie było.

Typowy dzień w robocie?

Typowy dzień w robocie. Trener mentalny pomaga mi w codziennym myśleniu, w kontrolowaniu emocji. Wiem, kiedy potrzebne mi jest podkręcenie głowy, a kiedy powinienem się uspokoić. Kiedy reagować spokojnie, kiedy emocjonalnie. Dlatego uważam, że nie mam problemów przed meczami. Nie stresuję się, że na Bułgarską przyjdzie 30 tysięcy osób. Podchodzę do tego ze spokojem. Tak, jakbym grał przykładowo mecz w Warcie Poznań. Otoczka Ekstraklasy nie robi na mnie wrażenia. 

Jak reagujesz po błędach? Potrafisz sobie z nimi radzić? 

Dużo o tym rozmawiamy. Całe szczęście nie mam z tym żadnego problemu. Popełnię błąd – ucieka mi to z głowy. Mogę to naprawić w następnej akcji, ale już tego nie cofnę. 

A z oczekiwaniami kibiców? Lech to klub, w którym granica pomiędzy miłością a nienawiścią jest niezwykle cienka.

Jak wygrasz mecz, jesteś najlepszy na świecie, jak przegrasz, spadasz do pierwszej ligi. Jest tak, choć nie jestem fanem takiego podejścia. Moim zdaniem trzeba zachować balans i równowagę w tym, co się mówi, wypisuje. Wielu ludzi pisze w internecie to, czego innej osobie nie powiedziałoby w twarz. To najgorsze. Czują się bezkarni. Dla mnie ważniejszy jest balans i długotrwała praca. Uważam, że sukcesu nie osiągnie się w jedną rundę, jeden sezon, potrzeba na to czasu. 

Powiedziałeś przed sezonem, że celujesz w mistrzostwo Lecha. 

To moje marzenie. 

I debiut w Ekstraklasie. Debiut już masz, mistrzostwo wciąż możesz zdobyć, zmienił się twój cel indywidualny?

Regularna gra. Ale wiem, że może być trudno, dlatego się na nic nie nastawiam. Uczciwie trenuję, a co przyniesie przyszłość – nie da się przewidzieć. 

Musisz kibicować, by Lech nie ściągnął żadnego prawego obrońcy i z konieczności grał tam Lubomir Satka.

Jest dużo opcji na prawą obronę – jest jeszcze Michał Skóraś, Jakub Kamiński. Ze spokojem do tego podchodzę. Dobro Lecha jest dla mnie ważniejsze niż moja gra. Jeśli mielibyśmy wygrać mistrzostwo, a miałbym nie grać, zaakceptuję to. 

Nie boisz się, że w Lechu będziesz zawsze piłkarzem od łatania dziur, ale docelowo klub ciągle będzie stawiał na kogoś innego?

Nie myślę o tym. Wiele osób przewiduje, pyta, czyta różne rzeczy. Co mogę zrobić? Zawsze odpowiadam, że nie potrafię przewidzieć przyszłości. Druga szansa od Lecha nie została mi dana za darmo, to efekt ciężkiej pracy. Skupiam się na każdym kolejnym dniu i takie jest moje podejście. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

Opublikowane 15.02.2020 08:07 przez

redakcja

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Włochy
06.03.2021

Wyrachowany Juventus z zimną krwią wypunktował Lazio

Po beznadziejnym meczu z Hellasem Verona i stracie dwóch punktów część fanów Juventusu najchętniej zgasiłaby już światło i przestała łudzić się, że ich drużyna będzie jeszcze w stanie nawiązać walkę o scudetto. Jednak w tym tygodniu minorowe nastroje na pewno uległy poprawie. W środę Bianconeri gładziutko wygrali ze Spezią, a dziś, mimo ciężarów na początku […]
06.03.2021
Weszło FM
06.03.2021

Ekstraklasa, derby Madrytu, Liga Minus. Zapowiedź niedzieli w Weszło FM

Ekstraklasa, derby Madrytu i Liga Minus! Co jeszcze pojawi się jutro na naszej antenie? Szczegóły poniżej. 9-10: „W ciemno” Marcin Ryszka zaprasza na audycję, w której razem ze swoimi gośćmi pokazuje, że bariery istnieją tylko w naszych głowach. Wiele motywujących historii, ciekawi ludzie, oraz dawka dobrego humoru gwarantowane. 10-12: „Dwójka bez sternika” O poranku przywitają […]
06.03.2021
Hiszpania
06.03.2021

Konsekwentnie do celu. Barca znów wygrywa w lidze

Po cichutku, pomalutku, z potknięciami i kłopotami, ale konsekwentnie pnie się w ligowej tabeli Barcelona pod wodzą Ronalda Koemana. Dzisiaj piłkarze Barcy pokonali na wyjeździe Osasunę, co oznacza, że z ostatnich 15 spotkań ligowych zwyciężyli aż 12, zremisowali 3 i nie przegrali ani jednego. Zupełnie niezły bilans jak na drużynę będącą w przebudowie.  Dwie twarze […]
06.03.2021
Weszło
06.03.2021

Ile dałbym, by zapomnieć cię…

Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Raków będzie nas reprezentował w europejskich pucharach. Jest półfinał Pucharu Polski, jest pudło w Ekstraklasie – zespół z Częstochowy jako jedyny w lidze wciąż realnie liczy się na obu frontach. Stąd też niepokojący jest fakt, że ekipa Marka Papszuna na razie nie bardzo potrafi rozegrać dwa dobre, równe mecze w ciągu […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Szymiński bohaterem Frosinone. To sygnał dla trenera Sousy

Przemysław Szymiński strzelił dzisiaj drugą bramkę w tym sezonie Serie B. Jest kluczową postacią Frosinone, ma na koncie 22 występy. Jako były środkowy obrońca Wisły Płock może nie miał nigdy większych notowań w kontekście pierwszej kadry, występował co najwyżej w kręgu zainteresowań  reprezentacji U-21, ale nie zmienia to faktu, że we Włoszech zbiera dobre recenzje. […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Ter Stegen przechodzi do historii FC Barcelony

O bramkarzu Barcelony można by powiedzieć tyle słów, że jeden duży artykuł to za mało. Niemiec stworzył w stolicy Katalonii swój pomnik, po czym regularnie od lat zaczął udowadniać, że zasługuje na miano najlepszego człowieka w swoich fachu na świecie. Nie to jednak wydarzyło się dzisiaj. Na temat jakości występów MATS-a nie trzeba się szeroko […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Owen na tropie spisku. W rolach głównych Mane i Salah

Najpierw spójrzmy w tabelę strzelców Premier League. Na jej czele Salah: 17 bramek. Zdecydowanie niżej plasuje się jego klubowy kolega z Senegalu: siedem trafień. Co nam to mówi? Sadio Mane o tytule króla strzelców może tylko pomarzyć. Jasne, do końca sezonu Liverpoolowi zostało jeszcze 11 kolejek, ale to niemożliwe, żeby dogonić skrzydłowego z Egiptu. Mimo […]
06.03.2021
Weszło
06.03.2021

Nieoczekiwana zmiana miejsc. Mamrot powalczy o awans z ŁKS-em

Ireneusz Mamrot długo nie odpoczywał. W połowie grudnia rozwiązał kontrakt z Arką Gdynia, a wkrótce ma ponownie poprowadzić zespół w 1. lidze. Doświadczony trener ma związać się z ŁKS-em Łódź, który po serii słabych wyników pożegna się z Wojciechem Stawowym. Tym samym Mamrot powalczy o awans m.in. z klubem, który prowadził jesienią. Gdynianie już jutro […]
06.03.2021
Niemcy
06.03.2021

Haaland zaczął, Lewandowski skończył!

Erling Haaland podrażnił Roberta Lewandowskiego, no i poniósł konsekwencje swojego zachowania. Norweski napastnik wyprowadził Borussię Dortmund na dwubramkowe prowadzenie w starciu z Bayernem Monachium i zanosiło się na sensację w dzisiejszym „Klassikerze”, ale riposta Polaka była jeszcze bardziej okazała. Lewy walnął swojemu byłemu klubowi hat-tricka, a Bawarczycy ostatecznie zatriumfowali nad BVB 4:2. Ze wszech miar […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Haaland bije kolejny rekord, a „Lewy” bliżej Gerda Mullera jak nigdy wcześniej

Mecze BVB z Bayernem mają to do siebie, że rozsądne predykcje co do końcowego wyniku często mijają się z rzeczywistością. Słowem: te szczególne mecze na szczycie Bundesligi bywają nieprzewidywalne, choć widzimy przynajmniej jeden punkt wspólny. W tym sezonie panowie Haaland i Lewandowski prowadzą własne starcia. We wrześniu było 1:0 dla Norwega, w listopadzie remis 1:1, […]
06.03.2021
Weszło
06.03.2021

Jaga na karuzeli. Kręciło nią Zagłębie

Gdy zobaczyliśmy skład Jagiellonii, pomyśleliśmy sobie, że Zagłębie czeka dziś szybka, łatwa i przyjemna robota. Łatwa i przyjemna może i była, ale szybka – niekoniecznie. „Miedziowi” załatwili sprawę dopiero w ostatnich minutach meczu. Może przesadą byłoby stwierdzenie, że igrali z ogniem, ale trzeba było – dla własnego spokoju – znacznie szybciej zamknąć ten mecz. Bortniczuk, […]
06.03.2021
Inne sporty
06.03.2021

Brąz, który smakuje nieco gorzko. Polacy trzeci w drużynówce

To zdecydowanie był konkurs, który trzymał w napięciu. Polscy skoczkowie walczyli o złoty medal mistrzostw świata w Oberstdorfie i mieli go – chciałoby się powiedzieć – na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło, żeby, skaczący jako ostatni w całych zawodach, Dawid Kubacki wyczarował około 137 metrów. Ale niestety – zabrakło odległości, Biało-Czerwoni spadli ostatecznie na trzecie miejsce. Rozczarowanie? […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Decyzja zapadła. Nici z marcowych meczów eliminacji MŚ w Ameryce Południowej

Za kilka tygodni miały odbyć się dwie kolejki eliminacji do MŚ w Katarze. Mieliśmy zobaczyć m.in. wielkie spotkanie Brazylii z Argentyną, ale dziś, decyzją federacji FIFA i CONMEBOL, dowiadujemy się, że spotkanie nie dojdzie do skutku. Nie tylko ono, bo wypadły z gry pozostałe zaplanowane mecze. Słowem: reprezentacje z Ameryki Południowej mają mały problem. W […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Koronawirus w Lechu Poznań!

Trochę odzwyczailiśmy się od informacji, że w jakimś klubie Ekstraklasy pojawiają się przypadki zakażeń. To nie zdarza się już prawie wcale. Tym bardziej w Poznaniu, gdzie, względem reszty stawki, aż tak dużo w największym piku tego nie było. A tu proszę – Lech podał informację, która może zaniepokoić kibiców. Przed jutrzejszym spotkaniem z Pogonią w […]
06.03.2021
Weszło
06.03.2021

Lechia pluje sobie w brodę, Podbeskidzie jesienią taki mecz na pewno by przegrało

Lechia Gdańsk miała wszystko, żeby dziś wygrać z Podbeskidziem. Poza jednym – szczęściem, które tym razem w całości było po stronie przeciwnika. Gospodarze grali dużo słabiej niż goście z Trójmiasta, wielu zawodników indywidualnie rozczarowało, ale koniec końców jedni i drudzy muszą się zadowolić punktem. Mamy przekonanie graniczące z pewnością, że jesienią „Górale” by w takich […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Piątek strzela pierwszego gola od miesiąca! I to jak ważnego [WIDEO]

Nie powiemy, że gol Krzysztofa Piątka jest niezwykle rzadkim widokiem, ale na pewno chcielibyśmy widywać takie wydarzenia zdecydowanie częściej. Tym bardziej, że EURO zbliża się wielkimi krokami, a przyszłość Polaka w Herthcie Berlin wcale nie jest taka pewna. Tym razem nasz napastnik zapakował naprawdę ładnego golą głową, takiego, którego nie powstydziłby się nawet Robert Lewandowski. […]
06.03.2021
Inne sporty
06.03.2021

Israel Adesanya – błąd w Matrixie, postać z kreskówki, pan żywiołów

Świat MMA chce postaci. Osobowości. Charakterystycznych, przykuwających uwagę zawodników. Owszem, w grze jest wielu mistrzów, których show zaczyna się i kończy w oktagonie. Są diabelsko silni, niebezpieczni, skuteczni. Ale poza robotą w klatce nie przykuwają uwagi mas kibiców. A MMA kocha ludzi, którzy wykraczają poza bicie się. I którzy w okładaniu się po twarzy są […]
06.03.2021
Suche Info
06.03.2021

Pele: – Mbappe może zostać moim spadkobiercą

Wiadomo, że Mbappe to kozak. Nie od dziś, nie od miesiąca, nie od roku. Mówią o tym eksperci, byli piłkarze i obecny top piłki nożnej w Europie. Francuz staje się powoli zawodnikiem z najwyższego świecznika, co może zawdzięczać nie tylko sobie, ale również chodzącym po świecie legendom. Jedną z nich jest oczywiście Pele, który tak […]
06.03.2021