post Avatar

Opublikowane 15.02.2020 08:07 przez

redakcja

Rok temu nie grał zbyt wiele, lecząc dwie kontuzje w ledwo zipiącej Warcie. Właśnie w takich okolicznościach po Tomasza Dejewskiego zgłosił się Lech Poznań. Swoje pierwsze podejście do „Kolejorza” zaliczył w wieku szesnastu lat, gdy dołączył do akademii Lecha, bo – jak mówi – to największy klub w Polsce. Za pierwszym razem szansy nie dostał. Oceniono, że nie będzie graczem na miarę Lecha i oddano go do drugiej ligi.

Dejewski ogrywał się zatem, ale marzenia o Lechu i Ekstraklasie zostały. I jesienią nieoczekiwanie mógł je spełniać, mając pod koniec rundy status podstawowego obrońcy. Dlaczego w Warcie Poznań przydawały się wiaderka? Co się czuje na piątkowym treningu, gdy nie wie się, czy rozegra się sobotni mecz? Czy powinno się zachować równowagę w wygłaszanych opiniach? Jak wygląda jego obecny status w Lechu? Zapraszamy na rozmowę z Tomaszem Dejewskim. Normalnym chłopakiem, który nie robi z piłki wielkiej filozofii.

***

Gdybyśmy zrobili ranking najbardziej niespodziewanych odkryć jesieni, mógłbyś go wygrać. 

Nie ekscytuję się tym. Sezon trwa i dalej będę walczył o miejsce w pierwszym składzie. Cieszę się, że mogłem przyjść do Lecha i zagrać jesienią parę meczów. Zawsze mówiłem, że jak dostanę szansę, to muszę być na nią gotowy i tak się – uważam – stało. 

Twoja droga jest dość nieoczywista. Za pierwszym razem nie przebiłeś się w Lechu, a więc odszedłeś do Warty. Wróciłeś po sezonie, w którym… odniosłeś dwie poważne kontuzje.

Nie spodziewałem się, że Lech może się mną zainteresować. Dowiedziałem się o tym trzy-cztery tygodnie przed końcem sezonu. Spore zaskoczenie. Nie ukrywam – mój drugi sezon w Warcie był lepszy, grałem wszystko. W tym ostatnim pojawiły się dwie kontuzje, ale cel, którym było utrzymanie, osiągnęliśmy. To, co się działo momentami w klubie, to historia na książkę. Chwała nam za to, że pozostaliśmy w lidze, a ja się cieszę, że mogłem wybić się do Lecha. 

Co usłyszałeś przychodząc latem do klubu? Że trafiasz raczej do drugiego zespołu z perspektywą walki o pierwszy?

Nie. Nie rozmawialiśmy w ogóle o drugiej drużynie. Rozpocząłem normalne przygotowania z pierwszym zespołem. Wiedziałem, że konkurencja jest duża, bo stoperów musi być czterech-pięciu. Byłem świadomy, że mogę zadebiutować dopiero po pół roku albo w ogóle w następnym sezonie. Wyszło tak, że zadebiutowałem po dwóch miesiącach. Nie zadowalam się tym, chcę więcej. W międzyczasie występowałem w rezerwach i uważam to za coś pozytywnego, rezerwy dają cotygodniowe ogranie.

W pewnym momencie przylgnęło już do ciebie miano „tego z dwójki”.

Każdy powtarza to, co gdzieś usłyszy. Tego nie zmienię. Znam już na tyle media, by się tym nie przejmować. Jeśli za trzy lata dalej będę w Lechu, pewnie dalej będę o to pytany. Uwierz mi, że kompletnie o tym nie myślę. Codziennie przychodzę na trening i robię swoje. 

Nastrojów wokół twojej osoby nie poprawił moment, w którym podpisałeś kontrakt. Lech pożegnał wielu piłkarzy, na ich miejsce mieli przyjść kolejni, a tu przychodzi – z całym szacunkiem – Dejewski z Warty Poznań.

Byłem tak naprawdę pierwszym letnim transferem Lecha. Pewnie nie do końca tego spodziewali się kibice, ale co mogłem zrobić? Wolałem pokazać na boisku, że dobrze wszedłem w ten zespół. Uważam, że nie zaniżałem poziomu. 

Czytałeś komentarze? 

Nie, nie czytam w ogóle. 

Z zasady?

Jestem anty social media. Mamy w zespole chłopaków, których lubi kamera, mamy też takich, których nie lubi. Równowaga jest potrzebna. Dobrze się z tym czuję, nie potrzebuję rozgłosu, kamer, pozytywnych komentarzy. Nie jara mnie to. 

Zraziłeś się kiedyś? 

Po prostu wiem, jak to jest, gdy czytam o innych. Będąc w Warcie śledziłem, co pisze się o zawodnikach Lecha i teraz wiem, że ze mną może być podobnie. I nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

BELEK 22.01.2020 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: LECH POZNAN - ASTRA GIURGIU 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Możesz już o sobie powiedziesz, że czujesz się lechitą?

Myślę, że tak. Poznaniakiem, w końcu mieszkam tu od liceum, choć lechitą oczywiście też. Grałem w Lechu i Warcie, mam sympatię do obu tych klubów.

Bolało, gdy Lech za pierwszym razem cię odpalił?

Szczerze? Nie. Sam wiedziałem, że nie byłem gotowy na Lecha. Inny zespół, inne oczekiwania, inna konkurencja. Gdy byłem na obozie za trenera Urbana, liczyłem piłkarzy na mojej pozycji. Konkurowałem z pięcioma stoperami plus dwoma zawodnikami, którzy mogli zagrać na środku z konieczności. Wiadomo, że wszyscy byli przede mną. Stwierdziłem, że potrzebuję ogrania i wiedziałem, że na Lechu świat się nie kończy. Nie załamywałem się. Przyszłość przyniosła to, że mogłem tu wrócić.

Sam czułeś, że pewnej granicy nie przeskoczysz? Oceniono wtedy, że raczej nie doskoczysz do poziomu pierwszego zespołu.

Wiedziałem, że być może potrzebuję więcej czasu, ale nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie zagram w Ekstraklasie. To był mój życiowy cel. Byłem przekonany, że prędzej czy później to się stanie, nie mogłem być pewny tylko tego, w którym momencie zadebiutuję – czy w wieku 23 lat, czy 28, jak niektórzy zawodnicy. Piłka pisze przeróżne scenariusze, więc ciężko pracowałem. 

Podczas pierwszego pobytu w Lechu miałeś jakikolwiek moment, gdy czułeś, że jesteś bliski przebicia się? 

Nie. Nie miałem takiego poczucia. Trenowałem, dojeżdżałem z tych Wronek, ale żeby być pełnoprawnym członkiem zespołu jak teraz… Nie czułem tego.

Przez cały okres w Warcie byłeś pod obserwacją „Kolejorza”?

Przez pierwszy sezon, gdy byłem tylko wypożyczony do Warty, regularnie przyjeżdżał Jarosław Araszkiewicz. Gdy już mnie wykupiono – już tego raczej nie czułem. Czasami na meczach domowych ktoś mówił, że na trybunach jest pracownik albo skaut Lecha. Zastanawialiśmy się wtedy, którego z chłopaków mogą obserwować. Tylko na tej zasadzie.

Twoim celem było bardziej przebicie się na poziom Ekstraklasy czy uparłeś się konkretnie na Lecha? 

Od momentu, jak przyjechałem do Poznania po gimnazjum, moim marzeniem był Lech. Za pierwszym podejściem się nie udało. Wtedy myślałem o Ekstraklasie, ale że pojawiła się szansa na spełnienie marzeń? Mogę tylko się cieszyć.   

W Grudziądzu raczej nie kibicuje się Lechowi.

Chyba nie. Z tego, co wiem, jest fanklub Widzewa. Poza tym dominuje żużel. 

Żyłeś Lechem jako młody chłopak? 

Liga Europy – wiadomo, oglądało się regularnie. Ale jeszcze wtedy nie myślałem, że kiedyś mogę tam trafić czy że w ogóle przebiję się do innego ekstraklasowego klubu. Po ukończeniu gimnazjum stwierdziłem z rodzicami: albo próbuję na poważnie, albo zajmę się nauką. Widziałem, jak wyglądało szkolenie w moim klubie, Olimpii Grudziądz. Kiedyś to nie był pierwszoligowy zespół, tułał się w okolicach trzeciej-czwartej ligi. Trenowaliśmy na kamieniach, na takiej szlace bez trawy. Było to bardzo słabe. Cieszę się tym bardziej, że mogłem się wybić, ale też mam żal, że jako młodszy zawodnik nie mogłem trenować w normalnych warunkach. Nie zawsze da się nadrobić ten czas. Pojechałem na testy do trzech klubów. Dostałem się między innymi też do Lecha. Wybrałem jego, bo to największy klub w Polsce.

Pamiętasz jedną szczególną chwilę, gdy Lech oczarował młodego chłopaka?

Stało się to od pierwszego treningu. Robiło na mnie duże wrażenie choćby to, że na treningu jest pięciu trenerów, fizjoterapeuta, trawa jest równa, piłka nie skacze. Niby proste rzeczy, a dawały radość. Szanuję to do teraz, bo będąc w Warcie wielu rzeczy nie było. Potrafię dziś docenić to, co mam. 

Mieszkałeś w internacie Lecha? 

Tak. W internacie generalnie spędziłem łącznie sześć lat. 

Wciągało internatowe życie? 

Musiałem je polubić. Pojechałem do gimnazjum do Bydgoszczy, więc szybko zamieszkałem w internacie. Rok w Poznaniu, później dwa we Wronkach. Musiałem zaakceptować posiłki, kontrole pokojów i różne przypałowe sytuacje. 

Wybryki się zdarzały?

Dużo ciekawych historii było, choć w wielkie tarapaty nie wpadłem. Dokuczaliśmy raczej sobie nawzajem. Takie głupie rzeczy – nastawialiśmy w innych pokojach telewizory, by o trzeciej włączyło się radio ESKA z głosem na maksa. Dużo śmiechów. 

Potrzeba dużo samozaparcia, by internatowe życie nie wciągnęło? 

Na pewno. I przede wszystkim wsparcia bliskich, by co jakiś czas skontrolowali sytuację. Trzeba mieć swój rozum. Znam bardzo, bardzo wielu zawodników, którzy mieli znacznie większy talent ode mnie i gdzieś to zatracili. Chodzą teraz do normalnej pracy. Samokontrola jest bardzo potrzebna w życiu. 

Gdy koledzy szli na imprezę, miałeś pewnie poczucie, że coś tracisz. Będąc dziś w Lechu chyba niczego nie żal.

Na pewno nie żałuję niczego. Każdy wybiera swoje życie, ja postawiłem na piłkę. Będąc w Warcie trenowałem tak samo jak teraz, nic się nie zmieniło. Imprezy? Na nie też jest czas, ale po rundzie czy sezonie. Wyjść wtedy na piwko – chyba normalna sprawa. Ale regularne imprezowanie – myślę, że nie. 

POZNAN 30.09.2017 MECZ 11. KOLEJKA II LIGA SEZON 2017/18 --- POLISH SECOND LEAGUE FOOTBALL MATCH: WARTA POZNAN - LKS LODZ 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Co sobie pomyślałeś, gdy wyszedłeś z wymuskanej akademii Lecha i za pierwszym razem wszedłeś do budynku klubowego Warty widząc przeciekający sufit i grzyb na ścianach?

Odszedłem z klubu, w którym miałem wszystko, do klubu, w którym nie było za wiele. Warta awansowała wtedy do drugiej ligi. Jak padał deszcz, kapało w budynku. Pan z portierni już wiedział, gdzie ma podłożyć wiaderka. Przeskok był duży. Musiałem się zaadaptować. Jak rozmawiałem z kolegami z Warty, też potrzebowali tych dwóch-trzech miesięcy, by się przyzwyczaić do panujących warunków. Do tego, że nie ma jednak równej trawy, odnowy biologicznej, innych prostych rzeczy, na finansach kończąc. Pierwszą wypłatę dostałem po trzech miesiącach. To też była pewna nowość. 

Jak sobie wtedy radziłeś? Chłopak z akademii Lecha nie ma raczej wielkich oszczędności. 

Na pewno. Gdy trzeba było pożyczyć – pożyczało się od rodziców. Trzeba było kombinować. Rodzina daje dużo wsparcia w takich momentach. Miałem w sobie dużo samozaparcia, żeby trenować cały czas tak samo i wydostać się do klubu, który dałby mi odpowiednie warunki do rozwoju. Cieszę się, że to mi się udało. Jestem Warcie niezmiernie wdzięczny za te trzy lata, za możliwość grania. Bo to nie tak, że tylko krytykuję Wartę. 

Spotkało cię tam po prostu wiele dobrego.

Oczywiście. Rozegrałem dużo meczów, przeżyłem wiele fajnych przygód, zyskałem bardzo dużo znajomych. Atmosfera w całym klubie była bardzo rodzinna.

Powiedziałeś, że to historia na książkę. Jaki miałaby tytuł?

Może coś w stylu „Niemożliwe nie istnieje”? W pierwszym sezonie wszyscy skazywali nas na spadek – utrzymaliśmy się. W drugim awansowaliśmy – wtedy też cała Polska mówiła, że Warta w końcu się wypali. A jednak się nie wypaliła. Mieliśmy bardzo młody zespół, zawodników, którzy chcieli się wybić, coś osiągnąć. Awansem chcieliśmy sprowokować to, że my sami pójdziemy gdzieś wyżej. To nas napędzało. Pamiętam mecz u siebie z Radomiakiem, w którym pieczętowaliśmy awans. Wygraliśmy 1:0. Mieliśmy wtedy cztery miesięcy zaległości. Jak na drugą ligę – sporo. Ale rodzinna atmosfera, dobrzy ludzie i przede wszystkim nasza ambicja spowodowały, że awansowaliśmy. Pracownicy klubu znowu mieli problem: jak to poukładać w wyższej lidze?! 

Jak się odniesiesz do hasła, które często przewija się w tego typu sytuacjach – „bieda jednoczy”?

Jest tak. Ale do pewnego momentu. 

Co jest momentem granicznym? 

U nas był wtedy, gdy dowiedzieliśmy się, że możemy w ogóle tych pieniędzy nie otrzymać. Klub mógł upaść. Opóźnienia – dostawaliśmy coś co miesiąc, dwa, z czasem można to jeszcze przeboleć, ale jak dochodzą informacje, że możesz nie odzyskać pięciu miesięcy zarobków… Pojawiał się problem. Pamiętam mecz w pierwszej lidze na jesieni, gdy były problemy upadłościowe. Mieliśmy trening w piątek. Po treningu czekaliśmy, czy w sobotę odbędzie się mecz.

Protest?

Nie, nie miał kto zapłacić za stadion w Grodzisku.

Symboliczne. 

Było hardkorowo. Nie mogliśmy w takiej sytuacji wyjść i rozegrać cudownego spotkania. Dostaliśmy w trąbę dwa czy trzy do zera, na boisku nie istnieliśmy.

Rozważaliście kiedyś zbojkotowanie meczu? 

Były takie momenty, że dyskutowaliśmy dość mocno, co możemy zrobić. Różne opcje padały. Taka zapewne też. Może nie bojkot całego meczu, ale na przykład opóźnienie, by pokazać Polsce, że coś złego dzieje się w naszym klubie. Może ktoś chciałby nam pomóc albo przejąć ten klub? Myśleliśmy o różnych rzeczach. 

Jak na wasze strajki reagował Jakub Pyżalski, postać, ujmijmy to, niebanalna? 

Nie powiem złego słowa na temat byłego prezesa, bo wiele mu zawdzięczam. On mnie wykupił z Lecha do Warty i zapewniał Warcie finanse przez wiele lat. Wielu zawodników opowiadało, że gdyby nie on, to tego klubu już dawno by nie było. Nam się wydaje, że prezes miał swój gorszy okres finansowy i odbijało się to na nas. Taka lawina, ale na końcu trzeba było utrzymać swoje rodziny, więc musieliśmy zacząć działać i myśleć bardziej o sobie. 

Czujesz się dziś nieswojo, jak do dziesiątego pensja wpływa na konto?

Czuję się na pewno spokojniejszy. 

Pozwoliłeś sobie na coś ekstra, jak już wyszedłeś z tej sytuacji? 

Raczej nie. Podchodzę do życia ze spokojem. Spodziewamy się dziecka na dniach, także to jest teraz najważniejsze. 

Miałeś w życiu moment, gdy zacząłeś za bardzo odrywać się od ziemi?

Nie, nie było go. Z reguły jestem spokojny. Nie lubię pozerstwa i gwiazdorzenia. Uważam, że piłka nożna to normalny zawód. Trzeba dawać z siebie wszystko każdego dnia i tyle. 

Na boisku zamieniasz się w inną osobę? 

Staram się być dalej spokojny i uważny, ale wiem, że na mojej pozycji potrzeba agresji. Często trzeba się przestawić i podostrzyć. 

Meldunek masz opanowany do perfekcji? 

Mniej więcej. 

Czujesz duży przeskok pomiędzy pierwszą ligą a Ekstraklasą, czy delikatny?

Przeskok jest na pewno. Ekstraklasowe mecze są zdecydowanie cięższe gatunkowo. Co zauważyłem? Większe szanowanie piłki, większą odpowiedzialność za nią. Nie można grać jak w niektórych meczach pierwszej ligi, gdzie jest akcja za akcją. Każdy zespół chce mieć większą kontrolę. No i jest więcej indywidualności, zawodników, którzy w pojedynkę mogą przesądzić o losach meczu. Także większe tempo.

PLOCK 29.11.2019 MECZ 17. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - LECH POZNAN 0:2 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Pamiętasz swój pierwszy mecz przy Bułgarskiej? Nogi się ugięły? 

Nie. Byłem pewny siebie. Współpracuję z trenerem mentalnym, więc z głową problemu nie było.

Typowy dzień w robocie?

Typowy dzień w robocie. Trener mentalny pomaga mi w codziennym myśleniu, w kontrolowaniu emocji. Wiem, kiedy potrzebne mi jest podkręcenie głowy, a kiedy powinienem się uspokoić. Kiedy reagować spokojnie, kiedy emocjonalnie. Dlatego uważam, że nie mam problemów przed meczami. Nie stresuję się, że na Bułgarską przyjdzie 30 tysięcy osób. Podchodzę do tego ze spokojem. Tak, jakbym grał przykładowo mecz w Warcie Poznań. Otoczka Ekstraklasy nie robi na mnie wrażenia. 

Jak reagujesz po błędach? Potrafisz sobie z nimi radzić? 

Dużo o tym rozmawiamy. Całe szczęście nie mam z tym żadnego problemu. Popełnię błąd – ucieka mi to z głowy. Mogę to naprawić w następnej akcji, ale już tego nie cofnę. 

A z oczekiwaniami kibiców? Lech to klub, w którym granica pomiędzy miłością a nienawiścią jest niezwykle cienka.

Jak wygrasz mecz, jesteś najlepszy na świecie, jak przegrasz, spadasz do pierwszej ligi. Jest tak, choć nie jestem fanem takiego podejścia. Moim zdaniem trzeba zachować balans i równowagę w tym, co się mówi, wypisuje. Wielu ludzi pisze w internecie to, czego innej osobie nie powiedziałoby w twarz. To najgorsze. Czują się bezkarni. Dla mnie ważniejszy jest balans i długotrwała praca. Uważam, że sukcesu nie osiągnie się w jedną rundę, jeden sezon, potrzeba na to czasu. 

Powiedziałeś przed sezonem, że celujesz w mistrzostwo Lecha. 

To moje marzenie. 

I debiut w Ekstraklasie. Debiut już masz, mistrzostwo wciąż możesz zdobyć, zmienił się twój cel indywidualny?

Regularna gra. Ale wiem, że może być trudno, dlatego się na nic nie nastawiam. Uczciwie trenuję, a co przyniesie przyszłość – nie da się przewidzieć. 

Musisz kibicować, by Lech nie ściągnął żadnego prawego obrońcy i z konieczności grał tam Lubomir Satka.

Jest dużo opcji na prawą obronę – jest jeszcze Michał Skóraś, Jakub Kamiński. Ze spokojem do tego podchodzę. Dobro Lecha jest dla mnie ważniejsze niż moja gra. Jeśli mielibyśmy wygrać mistrzostwo, a miałbym nie grać, zaakceptuję to. 

Nie boisz się, że w Lechu będziesz zawsze piłkarzem od łatania dziur, ale docelowo klub ciągle będzie stawiał na kogoś innego?

Nie myślę o tym. Wiele osób przewiduje, pyta, czyta różne rzeczy. Co mogę zrobić? Zawsze odpowiadam, że nie potrafię przewidzieć przyszłości. Druga szansa od Lecha nie została mi dana za darmo, to efekt ciężkiej pracy. Skupiam się na każdym kolejnym dniu i takie jest moje podejście. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

Opublikowane 15.02.2020 08:07 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Inne sporty
07.07.2020

Pół miliarda dla Pata. Fenomen gwiazdy NFL

Wyobraź sobie, że masz 24 lata na karku, niedawno opuściłeś uczelnię, a już jesteś ustawiony na całe życie. To może powiedzieć o sobie Patrick Mahomes, choć „ustawiony” nie oddaje w pełni fortuny, jaka wpadnie w jego ręce. W ciągu najbliższych dziesięciu lat ten chłopak może zarobić… ponad pół miliarda dolarów. Serio. I co najlepsze, w […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Trzy (!) weryfikacje wyników. Pokrzywdzeni piłkarze Legii, Jagiellonii i Śląska

O panie, takiej kolejki nie mieliśmy już dawno. Przez błędy sędziów musimy zweryfikować wyniki aż trzech meczów. I to nie starć o pietruszkę, a o puchary czy medale. W miniony weekend arbitrzy skrzywdzili piłkarzy Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. Do tego jeszcze pod górkę miała Cracovia, ale mimo pomyłki sędziego i tak ograła […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

„Pitbull” na Camp Nou. Jak Edgar Davids podźwignął Barcelonę z kolan

Charakterystyczne okulary, ekscentryczne stroje, nietypowa fryzura. Edgar Davids na przełomie wieków był jednym z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy wśród wszelkiej maści marketingowców. Przede wszystkim jednak cieszył się reputacją doskonałego środkowego pomocnika. Louis van Gaal nazywał go „Pitbullem”, z kolei Marcello Lippi określił go „jednoosobowym silnikiem drużyny”. Davids faktycznie zasłynął przede wszystkim jako zawodnik Ajaksu oraz Juventusu. […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To wy, Polacy, robicie tu gnój!”. Jak zarządzana jest Olimpia Grudziądz?

23 czerwca. Krzysztof Stanowski podaje informację, że Jacek Trzeciak nie jest już trenerem Olimpii Grudziądz. Olimpia szybciutko zaprzecza i prosi o niepowielanie nieprawdziwych informacji. Zapewnia, że Trzeciak nigdzie się nie wybiera. 29 czerwca. Olimpia przekazuje informację, że kontrakt z trenerem został rozwiązany za porozumieniem stron. Czyżby kolejny przykład, że gdy klub zapewnia o zaufaniu do […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Arka mówi „do widzenia”, ale nie mówi „żegnajcie”

Jeszcze dwa miesiące temu nie byliśmy pewni, czy Arka Gdynia w ogóle będzie miała kim grać we wznowionych, post-pandemicznych rozgrywkach. 6 maja Michał Nalepa podzielił się z nami swoimi obawami dotyczącymi dalszego istnienia klubu. Pensji nie ma. Właściciele wycofani. Miasto wstrzymało środki. Kibice ruszyli na wojnę z zarządem. Wydawało się, że pod znakiem zapytania stoi […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Kozacy i badziewiacy. Boguski szuka gola. Od dwudziestu miesięcy…

Wisła Kraków zastanawia się nad przedłużeniem o kolejny rok kontraktu z Rafałem Boguskim (przynajmniej według TVP Sport). Z jednej strony trochę tego nie rozumiemy, bo naszym zdaniem 36-latek daje coś tej drużynie już naprawdę od wielkiego dzwonu – przykładem mecz z Górnikiem w przedostatniej kolejce, ale no właśnie, ostatni raz na podobnym poziomie chłop zagrał […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Dariusz Sztylka: Namawiam Waldka Sobotę na powrót do Śląska

Prawdopodobne odejście Przemysława Płachety, transfery Mateusza Praszelika i Rafała Makowskiego, zainteresowanie Waldemarem Sobotą, ocena Erika Exposito, trener Lavicka, budowanie zespołu, a nie zbioru indywidualności. Mniej więcej te tematy poruszyliśmy w rozmowie z Dariuszem Sztylką, dyrektorem sportowym Śląska Wrocław we wczorajszych Weszłopolskich. Zachęcamy do wysłuchania całej audycji i przeczytania zapisu rozmowy z człowiekiem, który odpowiada za […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

Mój wąs to panegiryk dla dziadka i lat siedemdziesiątych

Chińskie bajki. Muzeum Albertina w Wiedniu. Dziennikarstwo w erze Tony’ego Blaire’a. Podcast o Złotej Piłce w odniesieniu do Oscarów. Śpiew mew. Mickiewicz. Noszenie lamp na planie filmowym. Wyobrażenie Lubina po grze w Gorky 17. Wąs jako panegiryk. Numerologia. Efekt motyla. Sztuka. Poezja. Dziennikarstwo. Muzyka. Film. Jewgienij Baszkirow zdecydowanie nie jest banalnym rozmówcą. Prawdopodobnie żaden piłkarz […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Jóźwiak znów zrobił różnicę. Sobociński też, ale w drugą stronę

Runda wiosenna w Ekstraklasie miała należeć do Kamila Jóźwiaka. Żadną tajemnicą było to, że dla skrzydłowego Lecha będą to ostatnie miesiące w naszej lidze, więc pozostawało mu potwierdzić, że na wyjazd jego gotowy i oczywiście przekonać do swoich umiejętności jak najlepszy klub. Czy to się udało? Okoliczności rozgrywania tej rundy są tak wyjątkowe, że odpowiedź […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Czy Legii odbije się czkawką wystawienie podstawowego składu na Lecha?

Trzeba przyznać, że Aleksandar Vuković zaskoczył nas przy okazji starcia z Lechem, bo właściwie w ogóle nie rotował składem i kogo miał najlepszego pod ręką, rzucił do walki. I teraz, skoro wiemy, że poniósł porażkę, mecz z Cracovią w półfinale Pucharu Polski ma jeszcze większą wagę. Jeśli bowiem Legia nie wejdzie do finału, będzie się […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„Można wziąć dobrych zawodników, z których nie złoży się dobrej drużyny”

Raków Częstochowa wzmacniał się w kończącym się sezonie mądrze. Byli gracze tacy jak Tudor, którzy z miejsca stawali się czołowymi postaciami ligi, było zaufanie do młodych graczy, jak Piątkowskiego czy Mikołajewskiego. Paweł Tomczyk w grudniu minionego roku objął stanowisko szefa skautów Rakowa, a przed nim pierwsze „autorskie” okienko. Jakie wyzwania stawia praca skauta? Na czym […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To były trudne tygodnie. Ale nie pękałem”

– To były trudne tygodnie. Wiedziałem, że może być ciężko o miejsce w składzie, ale nie wyobrażałem sobie, żebym się nie załapał do dwudziestki. Jednak trener Slaven Bilić w obu przypadkach, gdy nie zabrał mnie na mecz, rozmawiał ze mną i powiedział, że ma ciężki wybór i za jego decyzjami nie kryje się nic innego, […]
07.07.2020
Niemcy
06.07.2020

Walczysz cały sezon, a w kluczowym momencie obrońca wykonuje samobójczy strzał życia

Heidenheim to klub bez większych tradycji czy aspiracji. Ot, gra sobie w tej 2. Bundeslidze, pewnego poziomu raczej nie przeskakuje, ma stałą grupę lokalnych fanów, nie pcha się na afisz. Dlatego też ich awans byłby taką wielką historią, zwłaszcza, że odbyłby się kosztem HSV. Pierwsza część tej historii była kapitalna – wyprzedzenie na ostatniej prostej […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła Płock pieczętuje spadek Arki, Górnik zbytnio nie protestował

W ciągu jednej doby dobitnie przekonaliśmy się, że mecze zakończone wynikiem 1:0 można odbierać w skrajnie różny sposób. W niedzielę Piast stworzył świetne widowisko ze Śląskiem i choć padła tylko jedna bramka, ani przez moment nie mogliśmy narzekać na poziom i emocje. Niestety dzień później w Płocku mogliśmy już narzekać na wszystko. Nagrodą za te […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020