post Avatar

Opublikowane 22.04.2019 11:06 przez

redakcja

Pani Zofia Kucharska to fenomen: jedyna znana nam trenerka w B-klasie. Mało – w klubie Victoria Zabostów Duży jest człowiekiem orkiestrą, i kosi trawę na boisku, i walczy z kretami, i wałuje. Zresztą, o jej pasji najlepiej mówi fakt, że… sama wciąż gra na bramce podczas turniejów LZS, mecze w telewizji ogląda z 91-letnią mamą, a o marzeniach mówi tak:

– Jak wygram w Lotto, to wszyscy będą wiedzieli, bo pobuduję u nas na wsi stadionik z prawdziwego zdarzenia.

Zapraszamy.

***

Jak to się stało, że wkręciła się pani w B-klasę?

W Bundesligę? Wywodzę się ze wsi Kompina, sąsiadującej z Zabostowem. To moja mała ojczyzna. Historia klubu sięga 1975, miała wzloty i upadki, a w 2004 osobiście, razem z kilkoma chłopakami stąd, reaktywowałam klub. I tak to się ciągnie od piętnastu lat. Jak byłam na studiach na AWF-ie napisałem nawet pracę magisterską na temat Victorii i jej społecznych aspektów.

Jak praca została oceniona?

Obroniłam na czwórkę. Społeczne wątki przeplatały się ze wspomnieniowymi i historycznymi, a nie było to takie proste do zebrania, musiałam pojeździć, poszukać informacji po gazetach. Dużo mnie to kosztowało, ale jak się pisze magisterkę i chce ją fajnie napisać, to tak to wygląda. Może napiszę któregoś dnia ciąg dalszy.

Niech pani opowie nam o Zabostowie.

Szereg wiosek ciągnie się wzdłuż jednej ulicy: Zabostów Mały, Zabostów Duży, Patoki, Kompina, Popów. W samym Zabostowie nie byłoby szans zebrać ludzi do grania, cała wioska liczy może dwieście osób. Działka boiska jest na terenie gminy Nieborów, tymczasem my pozyskuje dotacje z Łowicza, z którym współpraca układa nam się bardzo dobrze. Chciałabym rozwiązać te problemy administracyjne, tak by boisko było w jednych rękach, sprawa jest załatwiana i myślę, że niebawem ją dopniemy, co pozwoli na generalny remont głównej płyty. Boisko obchodzi w tym roku osiemdziesiątą rocznicę powstania, wiele się nie zmieniło na nim od 1949. Utrzymywane i remontowane jest naszym nakładem sił, a raczej nie ukrywam: w dużej mierze moim. Sąsiedzi się śmieją gdy idę na boisko:

O, Zosia idzie na swoją działkę.

Nawożę, wałuję, walczę z kretami. Jak przyszły siedziska, razem z braćmi zakładaliśmy. Trawę też koszę co tydzień, jeżdzę traktorkiem, odpoczywam przy tym. Co mnie zabija to liście. Dęby rosną wokoło, co jest bardzo piękne, ale na jesień wiadomo co się robi. Teraz pozyskałam pieniądze na ogrodzenie, więc zaczęłam grodzić boisko.

Z najważniejszym, czyli stanem płyty, tak wiele nie zrobię. Niektóre boiska są remontowane dwa razy w ciągu dwóch lat, u nas jednak widać ten ząb czasu. Zawsze się śmieję, że jak wygram w Lotto, to wszyscy będą wiedzieli, bo pobuduję u nas na wsi stadionik z prawdziwego zdarzenia. Szatnia to wóz Drzymały, do niedawna mieliśmy zwykłe drewniane ławki… staramy się na tyle na ile nas stać. Wszystko społecznie. Ciężko o pomoc, czasem gdzieś się dzwoni z prośbą, a słyszy się w odpowiedzi:

Tak, pewnie, zadzwonimy za tydzień.

I ten tydzień trwa, rok, dwa lata. Troska o klub na wsi to ciężka praca.

Co rywale mówią o waszym boisku?

Co mogą mówić. Jak ma być, skoro nie było remontowane od 1949. Jest nierówne, krety ryją. Staram się zrobić tak, żeby nikt tutaj nie połamał sobie nogi, ale choć próbuję wszystko wyrównać, tak pewnych rzeczy nie przeskoczę. Ale na naszym boisku wszyscy mają jednakowe szanse, bo ja z chłopakami na tym boisku nie trenuję, tylko na orliku. Moja drużyna też jest przyzwyczajona do gry na równym, ale na takim też trzeba umieć grać.

Ludzie garną się do piłki? W wielu wsiach futbol zamiera przez brak chętnych.

Na tą chwilę mam trzydziestu dziewięciu zarejestrowanych zawodników. Skład wywodzi się stąd, czyli z okolicznych wiosek. Może to głupio zabrzmi, ale jestem zwolennikiem grania „swoimi”, niż ściąganiem zawodników z miasta. Wolę mniej osiągnąć, ale z tutejszymi – tacy zawsze mają serce do walki. Jak ktoś przyjdzie z zewnątrz, gdzieś z dalszego miasta, potrafi się zniechęcić szybko.

Chętni są cały czas. Ostatnio graliśmy u siebie, podszedł chłopak, gdzieś tam trenował – i dobrze, będzie czterdziesty. Jest z kogo wybierać. Choć wiadomo jak to w amatorze: ten pracuje, tamten się uczy, a ten idzie na drugą zmianę. Jeszcze gorzej w żniwa. Na wsiach dlatego trzeba więcej zawodników rejestrować, żeby się nie martwić. Oczywiście bywają przez to pytania, dlaczego dzisiaj nie zagrałem, dlaczego nie zostałem wpisany w protokół, ale wtedy pytam:

Przychodzisz na treningi? To odpowiedz sobie sam.

Jaka jest frekwencja na treningach?

Kilkanaście osób, w środy zwykle trochę mniej, w piątki więcej. Ostatnio zaczęłam im wprowadzać treningi z prawdziwego zdarzenia, takie typowo piłkarskie, to trochę się buntują. Dla nich najlepiej to zrobić strzelecki, a potem rzucić piłkę i aby grali. Stopniowo im jednak wprowadzam coś bardziej urozmaiconego – gry w przewadze, przejścia ze strefy do strefy, treningi na atak szybki i atak pozycyjny. Wiadomo, że część ma doświadczenie tylko w grze na podwórku, więc nawet poruszania się właściwego dla danej pozycji muszą się nauczyć. Ale jestem cierpliwa, trzydzieści dwa lata już przy sporcie pracuję.

Skąd w pani ta pasja do piłki nożnej?

Zaczęło się w dzieciństwie, miałam starszych braci, którzy grali w Zabostowie.

Choć Zosia, staniesz na bramce, my zrobimy trening strzelecki.

To stawałam i tak się zaczęło. To nie było jednak wtedy popularne, żeby dziewczyna grała w piłkę. To było niemal tabu. Później się to zmieniło. Ja od piętnastego roku życia jeździłam z Victorią na wszystkie mecze. Trzech braci miałam w drużynie, więc nikt nie podskoczył. Później zostałam wkręcona w rolę kierownika, wypełniałam wszystkie biurowe sprawy. Świętej pamięci prezes Victorii, pan Cywiński, wywodził się z LZS-u. Któregoś razu wziął mnie na rozmowę.

Zosia, poszukaj może dziewczyn, które też by grały, to pojedziecie na LZS.

I zaczęłam szukać. Tu słyszałam, że któraś kopie, to tam znalazło się jakąś dziewczynę, czasem prosto z podwórka. Później weszły zawody piłkarskie w szkołach, więc było łatwiej. Jeździliśmy na szóstki piłkarskie z LZS, raz nawet wygrałyśmy zawody wojewódzkie reprezentując powiat łowicki, a na mistrzostwa Polski pojechałyśmy do Opola. Jedna z dziewczyn od nas, Marzenka Salamon, grała w Ekstralidze, a teraz trenuje SMS Łódź. Marta Kosiorek miała sukcesy w futsalu. Mnie w pewnym momencie chciał u siebie Stilon Gorzów, ale ja trenowałam wtedy wszystko, i piłkę, i ręczną, i lekkoatletykę, także jakoś to się rozeszło. Później niektóre dziewczyny grały w Pelikanie Łowicz, gdzie powstała sekcja kobieca.

Czyli zanim zajęła się pani trenerką, całkiem sporo grała w piłkę.

Wciąż jeżdżę na LZS-y i staję na bramce. Każdy się śmieje:

O babcia już przyjechała!

Szybkość nie ta, ale jeszcze mi nie podskoczą jak stanę na obronie, a jeszcze bardziej w bramce. W ręcznej też broniłam, więc to i tutaj się sprawdza.

Ciężko jest kobiecie wypracować autorytet w męskim świecie, jakim jest szatnia B-klasy?

Trzeba sobie ten autorytet wypracować. Z dnia na dzień się go nie zdobywa, tylko powoli, swoją pracą, wtedy oni się odwdzięczają. Mówię im:

Chłopaki, ja wam daję całe serducho. Wy mi to dajcie na boisku.

Nic więcej nie wymagam. Trenujmy, pracujmy, z czasem przyjdą rezultaty. Poza trenowaniem potrzeba też oczywiście stabilności drużyny, a nie tak, że ty wczoraj do czwartej balowałeś na zabawie, więc dziś nie przyjeżdżasz na mecz, bo jesteś zmęczony. Tak to my nigdy nie wyjdziemy z Bundesligi. Prawda jest taka, że ja chcę pracować, oni chcą pracować, tylko takie boisko w A-klasie… byłby wstyd. Musimy mieć więc jeszcze warunki.

Zdarza się, że podważają autorytet?

Tak, zwłaszcza jak przegramy mecz. „To mogłaś inaczej zrobić”, „czemu tego zdjęłaś” i tak dalej. Zawsze po porażce nie mogę zasnąć, to czasem nieprzespane całe noce. Zastanawiam się czy nie popełniłam błędu, gdzie mogłam ich zawieść. Ale takie są dylematy trenerskie. Niemniej często jakieś dyskusje biorą się stąd, że im zależy. To o stokroć lepsze, niż gdyby im nie zależało. Jakby im nie zależało, to ja nie miałabym ochoty tego prowadzić.

Co jest kluczem w zarządzaniu drużyną?

Trzeba być uczciwym i sprawiedliwym. Jak ktoś zasłużył, żeby go opieprzyć, to trzeba opieprzyć. Jak ktoś zasłużył, żeby go pochwalić, to trzeba poklepać po plecach. Można użyć męskich słów, ale nie ubliżać. Słodko cały czas być nie może, krzyknę nie raz na nich jak grają. A potem pytam:

Ale powiedz, źle ci krzyczałam?

No wiesz co, dobrze krzyczałaś.

Bo ja to robię, żeby ci pomóc.

Nie powiem, że nie dochodzi do spięć, jak to między trenerem i piłkarzem. Poza tym to amatorska piłka, każdy robi to dla przyjemności, ja nikomu nie płacę. A komuś jeszcze chce się mimo to w wolnym czasie przychodzić na treningi? Fajnie.

Rodzą się przyjaźnie w drużynie.

Cały czas. Ktoś przyjeżdża po wielu latach, już nie gra, bo wyrósł z tego, a zawsze się pogada, powspomina. Jestem jeszcze nauczycielką od 32 lat, także często moi uczniowie grają w klubie.

To pani u siebie jest instytucją.

Można powiedzieć, że człowiekiem orkiestrą. Nie lubię siedzieć w domu, często mnie nie ma, choć fakt faktem, że to nie ułatwia pewnych spraw, jestem singielką, ale mnie to nie przeszkadza, im też, i tyle.

Z kim Victoria toczy najbardziej prestiżowe boje?

Derby gminy z Jamnem, każdy mecz to osobna historia. Dwoimy się i troimy żeby zrobić wynik. Ten sezon tak się niestety ułożył dziwnie, że nie ma stabilności zespołu – zawsze komuś coś wypadło, trudno złożyć najsilniejszy skład. Ale postaramy się wiosną być wyżej.

A który sezon był najlepszy?

Mieliśmy chyba raz trzecie miejsce, do końca biliśmy się o awans. Nie udało się, trudno, dla nas najważniejsze jest walczyć. Kolejny raz powiem: aby coś zrobić więcej, potrzebne jest też zaplecze, tak samo w B-klasie jak i gdzieś wyżej. Po awansie trzeba zakładać drużynę juniorską, to kolejne koszty finansowe i organizacyjne. Myślę, że byśmy podołali, świetnie nam się współpracuje z wójtami, ale to na razie melodia przyszłości.

Jak ważna jest Victoria dla okolicznych mieszkańców?

Ważna, sporo osób przychodzi na te mecze, tu jest ten aspekt społeczny. Tak każdy siedzi w polu, pracuje na ciągniku, a tu oderwie się i jest to piękna rozrywka. Ludzie się spotkają, pogadają, wygadają, wymienią doświadczeniami. No i wiadomo, że kobiet nie ma na meczu, więc mogą i zrobić to, co faceci robią jak się spotykają.

Napić się w spokoju.

To pan powiedział!

Ale jeśli, to pani ich nie sprzeda.

Ja ich nie sprzedam. Jak przerwa jest, to panowie często pytają kiedy wrócą mecze. Ostatnio sprzątałam na podwórku, ktoś przejeżdża rowerem, zatrzymuje się przy bramie, pyta o mecz i co tam słychać. I tak raz, drugi, trzeci. Niby miło, fajnie, ale z drugiej strony roboty nie mogłam zrobić (śmiech).

A jak traktują panią kibice rywali? Wiadomo, że potrafi być loża szyderców na B-klasie.

Mieliśmy jedno głośne zajście, które mnie zbulwersowało. Siedziałam Bogu ducha winna na ławce. Nasz zawodnik i rywala ostro weszli w siebie faulem, a potem się zaczęło. Dziennikarz przyszedł, wywiad zrobił ze mną i z tamtym prezesem, a prezes powiedział, że to przeze mnie się zdarzyło. Że ja ich prowokuję, że krzyczę na nich. Ale ja krzyczę „Wojtek podaj!”, „Stasiu biegnij”, to jest prowokacja? Przeciwnika nie zaczepiam, ale jak mnie wyzywają od „P” i „K” i to sobie nie pozwolę. Mogłabym wytoczyć sprawę cywilną za ubliżanie, ale się w to nie mieszam, przechodzę dalej. Natomiast to już sporadyczne sytuacje, kibice się przyzwyczaili do mnie, zwykle wygląda to tak, że po meczu ze wszystkimi można podać sobie łapę. Emocje emocjami, ale trzeba z szacunkiem do siebie podchodzić.

Słyszała pani o innej trenerce mężczyzn w polskiej piłce?

Szczerze mówiąc to nie.

Kurs UEFA Pro kończy Nina Patalon, która otwarcie mówi, że chce prowadzić męskie zespoły.

Ja tylko UEFA B robiłam, ale na pewno mogę z praktyki doradzić, że trzeba być cierpliwym i uczciwym. Nie ma też spoufalania się. Dobre relacje – wiadomo. Spotkanie na zakończenie sezonu – jasne. Ja mogę przygotować jedzenie, to, tamto, nie ma problemu, jestem na imprezie. Ale pewna hierarchia musi być zachowana między piłkarzami a trenerem.

A w telewizji także pani ogląda mecze?

Cały czas. Moja mama ma 91 lat i też ogląda ze mną. Wszystko oglądamy w sporcie – mistrzostwa lekkoatletyczne, siatkarskie, piłkarską Ligę Mistrzów. W telewizji u nas cały czas sport, aż się z nas śmieją jak ktoś przyjdzie.

Pani Zosiu, czego pani życzyć?

Boiska z prawdziwego zdarzenia. Albo wygranej w Totka, to o boisko zadbam sama.

Rozmawiał Leszek Milewski

Opublikowane 22.04.2019 11:06 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
16.07.2020

Wyniku nie było, ale zaskoczenia też nie. Martin Sevela zostaje w Zagłębiu Lubin

– Rozmawiałem już z prezesem o mojej przyszłości w Zagłębiu, są dobre deklaracje z obydwu stron, ale najpierw dokończmy sezon. Dopiero wtedy zapadną ostateczne decyzje. Cały czas jest szansa na górną ósemkę. Jeśli się nie uda, trzeba się spokojnie utrzymać i przygotować do nowych rozgrywek – mówił „Przeglądowi Sportowemu” Martin Sevela, gdy w maju pytano […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ilu młodzieżowców dostanie szansę?

Trenerzy mają już luz, prawie nikt nie gra w lidze pod presją wyniku. Zatem na boiskach Ekstraklasy oglądamy ostatnio wielu młodzieżowców. I właśnie o to pytamy w ostatnim w tym sezonie #AleNumer – ilu tych dzieciaków wybiegnie na boisko? Już jesienią było grubo. Zabawa była przednia, a w jej ramach rozdaliśmy wam całą masę upominków. […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Danielak: „Ekstraklasa? Do trzech razy sztuka!”

– Przed sezonem nikt nie stawiał nas w roli pierwszorzędnego faworyta do awansu. To też nam sprzyjało. Od pierwszej kolejki wygrywaliśmy trochę po cichu, bez wielkiego splendoru, byle do przodu, byle do góry. Nikt o nas nie mówił, mogliśmy skupić się na sobie. Tak naprawdę większa presja zaczęła się od zimy. Co nas cechowało? Taktyczna […]
16.07.2020
Blogi i felietony
16.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Efekt motyla. Wszyscy wiemy, co to jest. Taki film, w którym Ashton Kutcher zostaje okaleczony na całe życie w wypadku. Ale też trafia do więzienia. Choć w sumie nie trafia. I też później jednak okazuje się w pełni sprawny. No więc może to, jak mała zmiana w złożonym, dynamicznym systemie, może prowadzić do wielkich, nieprzewidywalnych […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Podbeskidzie wraca do Ekstraklasy odmienione. Bez długów, z pomysłem na grę i rosnącym w oczach projektem

Jakie jest pierwsze założenie każdego spadkowicza? Powrót do Ekstraklasy. Nie inaczej było w przypadku Podbeskidzia Bielsko-Biała. Choć „Górale” spędzili w najwyższej klasie rozgrywkowej zaledwie pięć lat, to pod Klimczokiem nikt nie widział innej możliwości niż powrót do niej w jak najszybszym czasie. Ale jak to z planami bywa, zweryfikowało je życie. Bielszczanie w pierwszej lidze […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

LIGA MINUS OD 12 LIVE! Kowal, Roki, Białek, Paczul zapraszają!

Czy można lepiej zacząć dzień niż Ligą Minus? Pewnie tak, ale ile takich możliwości jest? Nie więcej niż kilka, nie zawsze zresztą dostępnych. A my jesteśmy z wami i będziemy rozmawiać o Ekstraklasie po raz przedostatni w tym sezonie! Musicie z nami być, do zobaczenia! 
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Obudzili się Hiszpanie z ŁKS-u. Ludzie, zainwestujcie w budzik!

Jeśli mamy być szczerzy, to nie zakładaliśmy, że ŁKS Łódź jeszcze jakieś spotkanie w tym sezonie wygra. Tym bardziej nie zakładaliśmy, że stanie się to po koncercie dwóch hiszpańskich ogórków. A przeciwko Rakowowi świetne zawody zagrał zarówno Pirulo, jak i Samuel Corral. Cóż, chyba najwyższa pora kończyć te wygibasy. Jak tak dalej pójdzie, jeszcze uwierzymy, […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie zapominajmy, że do października Legia była cienizną

W czwartkowej prasie pełno jest pomeczówek ze środowych spotkań Ekstraklasy, I i II ligi. Ale mimo to będzie co poczytać. „Superak” przepytał nowego piłkarza Piasta, Javiera Ajenjo Hyjka, a „Przegląd Sportowy”… Wojciecha Kowalczyka. – Nie zapominajmy, że do października Legia była totalną cienizną. Mówimy o drużynie, która zremisowała z rywalem z Gibraltaru… Dlatego nawet dziś […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Wielkie testowanie młodzieży. Nie powiemy, że bawiliśmy się świetnie

Ostatnie kolejki sezonu to dla drużyn, które nie grają już o nic ważnego, idealna okazja do zrobienia przeglądu wojsk. Tym bardziej w tym roku, bo przecież większość rozstrzygnięć już znamy, a i pandemia odchudziła przecież kadry niektórych zespołów. Obczajamy więc nowe twarze lub dostajemy okazje, by zobaczyć w dłuższym wymiarze tych, na których do tej […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Michał Chrapek odkrywa spisek. Marciniak się na nim mści!

Płaska ziemia. Programowanie pogody na szkodę polskich rolników. Reptilianie kontrolujący Google, bank światowy i ZUS w Łowiczu. Technologia 5G, od której roztopi ci się mózg. Wszyscy znamy teorie spiskowe, a raczej: prawdę niezafałszowaną przez globalny rząd. Wczoraj Michał Chrapek dołączył do tych, którzy ściągają ludziom klapki z oczu – oznajmił bowiem, że Szymon Marciniak się […]
16.07.2020
Weszło
15.07.2020

Bruk-Bet nie dawał rady z Radomiakiem, więc pomógł mu sędzia

Zarówno Termalica jak i Radomiak to zespoły znajdujące się w strefie barażowej. A że jedni muszą się jeszcze postarać, żeby z niej nie wypaść, a drudzy wciąż mają szansę na zakończenie sezonu zasadniczego na podium, mogliśmy liczyć na emocje. Ale niestety – srogo się zawiedliśmy. Bo jedynym osobnikiem, który zapewnił nam wrażenia był sędzia Sebastian […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Zamiast ściągać Santinich, inwestujcie w Dziekońskich

Przez dłuższy czas drugiej połowy wydawało nam się, że Jagiellonia ze Śląskiem testują nową reformę. „Jaką?”, zapytacie, bo tyle ich mamy w polskim futbolu, że można się pogubić i nic dziwnego, warto być ciekawym. No więc, gdyby tak te mecze o pietruszkę skrócić, grać 45 minut, nie robić sobie pod górkę? To byłoby interesujące, tym […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Lech poszedł na spacer w Krakowie i przy okazji zbliżył się do wicemistrzostwa

Byliśmy przekonani, że Cracovia w końcówce sezonu nie będzie umierać na boiskach Ekstraklasy. Oczywiście z uwagi na zbliżający się finał Pucharu Polski. Ale „Pasy” przeszły same siebie i w starciu z Lechem nawet nie podjęły rękawicy. O emocje zadbał dopiero Djorde Crnomarković podając w deszczu kozłowaną piłkę do bramkarza. Poza tym jednym odpałem lechici mieli […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Ogrywanie juniorów kosztem widzów

Kto oglądał mecz Lechii z Legią, ten stracił czas. Wiemy, jest już po sezonie. Tak, wprowadzanie młodzieży. Jasne, Legia mogła odczuwać trudy świętowania. Oczywiście, Lechia ma w głowie głównie Puchar Polski. Ale niestety, musimy napisać prawdę o tym meczu – nie dało się tego oglądać. W pierwszej połowie najgroźniejszym i jedyny celnym strzałem było uderzenie […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Nie było Felixa – będzie brąz

Waldemar Fornalik miał dwa problemy przed meczem z Pogonią Szczecin. Po pierwsze – czerwoną kartkę Sebastiana Milewskiego, czyli żelaznego młodzieżowca. Po drugie – uraz pleców Jorge Felixa, czyli najlepszego strzelca zespołu. Były selekcjoner postanowił rozwiązać je w zasadzie jednym posunięciem, gdyż partnerem Piotra Parzyszka został 21-letni Dominik Steczyk (prócz niego do składu wskoczyl Rymaniak). A […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Sensacja – Widzew zagrał dobry mecz. Problemy Górnika Łęczna

Kibice Widzewa byli w ostatnim czasie przyzwyczajeni do trzech stylów gry swoich piłkarzy. męczenia buły zakończonego wstydliwą porażką. Dla odmiany męczenia buły zakończonego mniej lub bardziej frustrującym remisem. Po trzecie, krótkich zrywów przyzwoitej gry, które jednak z rzadka dawały zwycięstwa. Dziś w Łodzi jednak zdarzyła się sensacja – Widzew nie tylko wygrał po czterech kolejkach […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Cztery długie lata i koniec czekania. Podbeskidzie wraca do Ekstraklasy!

Idzie, idzie Podbeskidzie i wreszcie doszło! Długa to była droga, trwała aż cztery lata, ale dziś w Bielsku w końcu mogą triumfować: „Górale” wracają do Ekstraklasy i nie ma żadnych wątpliwości, że na to zasłużyli. Awans przypieczętowali wygraną po szalonym meczu z Odrą Opole.  Wszyscy pamiętamy, w jakich okolicznościach Podbeskidzie Roberta Podolińskiego spadało w 2016 […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Pięć zmian dozwolone także w sezonie 20/21. Jak będzie w Ekstraklasie?

IFAB po raz kolejny wypacza rozgrywki i wymyśla niepotrzebne przepisy, nie zważając na to, że w 1982 były dwie zmiany i było dobrze. Pewnie takie myśli kłębią się właśnie w głowie Zbigniewa Bońka po przeczytaniu komunikatu, jaki wydała Międzynarodowa Rada Piłkarska. Otóż tak – możliwość pięciu zmian będzie kontynuowana przez CAŁY sezon 2020/2021. Zasady są […]
15.07.2020