Są powtórki wideo, nie będzie powtórki mistrzostwa?

redakcja

Autor:redakcja

20 marca 2018, 16:13 • 5 min czytania

Są powtórki wideo, nie będzie powtórki mistrzostwa?

Jak piłkarski świat długi i szeroki, największe kluby – najbogatsze, najbardziej medialne i cieszące się największym zainteresowaniem – od zawsze były w pewien sposób uprzywilejowane pod względem sędziowania. A zwłaszcza kiedy grały u siebie, na stadionach szczelnie wypełnionych najwierniejszymi kibicami. Nie zrozumcie nas jednak źle, nie twierdzimy, że panowie z gwizdkiem celowo pomagają gigantom. Bardziej chodzi nam o to, że przy kontrowersjach typu 50-50 (z perspektywy arbitra) często wolą unikać decyzji „niepopularnych” i jednak są nieco ostrożniejsi z gwizdkami przeciwko tym największym klubom. A jako że mecze piłkarskie pełne są sytuacji niejednoznacznych, tego typu podejście finalnie może się okazać dosyć istotne. Mówi się też, że ściany pomagają gospodarzom, a nam coś podpowiada, że tego typu efekt był/jest najmocniej wyczuwalny właśnie w Madrycie, Barcelonie, Paryżu, Turynie, Monachium, Manchesterze czy Londynie. A w polskich warunkach – oczywiście w Warszawie.

Reklama

Ktoś powie, że to tylko teoria, że brakuje namacalnych dowodów. Być może nawet znajdzie się przykład jakiegoś giganta, który ma regularnie z arbitrami pod górę. Fakty są jednak takie, że po wprowadzeniu technologii VAR efekt oddziaływania największych klubów – nawet jeśli nigdy nie można było określić go mianem znaczącego – został zminimalizowany. Sędzia meczowy ma wsparcie wozu oraz wideo-powtórek, więc nawet jeśli podświadomie prowadzi spotkanie po gospodarsku lub w swoich decyzjach sprzyja tym największym, ratuje go technologia. Jakkolwiek spojrzeć, przy VAR-ze ma być po prostu sprawiedliwiej, a błędy arbitrów – te zupełnie przypadkowe, jak i te nieco bardziej systematyczne – w ogromnej większości przypadków zostały wyeliminowane. Siłą rzeczy największe kluby utraciły więc wspomnianą „przewagę”, niezależnie od tego jak mocno (i czy w ogóle) korzystały z niej w przeszłości.

Spójrzmy chociażby na nasze krajowe poletko. Obecnie największym gigantem w ekstraklasie jest oczywiście Legia, która w ostatnich pięciu latach cztery razy była mistrzem i raz wicemistrzem. Absolutnie nie twierdzimy, że którykolwiek z tych wyników został osiągnięty dzięki arbitrom, ale też – kiedy patrzymy w naszą niewydrukowaną tabelę – właśnie obserwujemy pewne odwrócenie trendów. Przed wprowadzeniem VAR-u bilans kluczowych błędów (przede wszystkim: uznane/nieuznane gole, podyktowane/niepodyktowane rzuty karne oraz pokazane/niepokazane czerwone kartki) wypadał mocno na korzyść warszawian. Niewydrukowaną tabelę w pełnym wymiarze prowadziliśmy w trzech sezonach i wyglądało to następująco:

Reklama

2014/15: 12 razy sędzia pomógł Legii, 6 razy zaszkodził
2015/16: 9 razy sędzia pomógł Legii, 3 razy zaszkodził
2016/17: 10 razy sędzia pomógł Legii, 7 razy zaszkodził

A żeby uzmysłowić, że taka tendencja nie była jednak w ekstraklasie normą, wklejamy zsumowaną niewydrukowaną tabelę za cały ten okres:

Powiecie, że to wszystko jest subiektywne, i że w niektórych sytuacjach się myliliśmy. Być może tak było, ale też zaistniały trend z pewnością nie jest efektem kilku kontrowersyjnych interpretacji. A tym bardziej, jeżeli zestawimy Legię z Jagiellonią, która w dwóch z tych trzech analizowanych sezonów aktywnie walczyła z warszawianami o mistrzostwo Polski. Inna sprawa, że dziś, po wdrożeniu VAR-u, w prowadzonej tą samą metodologią niewydrukowanej tabeli po raz pierwszy widzimy u Legii tendencję odwrotną:

2017/18: 5 razy sędzia pomógł Legii, 7 razy zaszkodził

Jeżeli po wprowadzeniu technologii VAR czegoś można było oczekiwać, to właśnie likwidacji tego typu odchyłek od normy (chociaż do pełnej oceny, czy to w istocie się udało, potrzeba znacznie dłuższego okresu). Jak już napisaliśmy wcześniej, nie twierdzimy, że Legia była dotychczas holowana przez arbitrów. Twierdzimy za to, że przy VAR-ze holowana przez arbitrów z pewnością nie będzie. A na poparcie tej tez przypominamy wszystkie trzy domowe porażki warszawian z tego sezonu ligowego.

1. Legia – Wisła Płock 0:2

W 7. minucie gry VAR zmienia błędną decyzję sędziego o niepodyktowaniu rzutu karnego dla gości:

2. Legia – Jagiellonia 0:2

W 12. minucie gry VAR zmienia błędną decyzję sędziego o niepokazaniu czerwonej kartki Antoliciowi:

3. Legia – Wisła Kraków 0:2

W 21. minucie gry VAR zmienia błędną decyzję sędziego o niepodyktowaniu rzutu karnego dla gości:

Przypomnijmy, że – jak jest napisane w oficjalnym protokole IFAB – sędziowie mają prowadzić mecze w taki sam sposób, jak przy nieobecności VAR-u. Jedynym odstępstwem jest tu większa wstrzemięźliwość przy odgwizdywaniu spalonych. W każdej z trzech przedstawionych sytuacji arbiter zinterpretował absolutnie kluczową dla losów meczu sytuację na korzyść Legii, więc w każdej popełnił bardzo duży błąd (gdyby nie VAR, trzeba byłoby napisać – fatalny w skutkach). A przecież każda z tych trzech sytuacji miała miejsce na początku spotkania i każda – jak to się ładnie mówi – finalnie ustawiła cały mecz. Gdyby wozu z telewizorami nie było na stadionie, dalsze wydarzenia mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Grający na własnym boisku warszawianie to w każdych okolicznościach zespół niezwykle niebezpieczny, więc wcale nie jest powiedziane, że – gdyby nie bolesny strzał między oczy z samego początku – ostatecznie nie przechyliliby szali na swoją korzyść może nawet w każdym z tych trzech spotkań.

Kto wie, być może przy zeszłosezonowych zasadach nie mielibyśmy dziś 3-punktowej straty Legii do lidera oraz tej całej niezbyt korzystnej sytuacji warszawian w wyścigu o mistrzostwo Polski. To oczywiście jedynie rozważania, ale fakty są takie, że VAR bardzo mocno przyczynił się do wszystkich domowych porażek Legii z obecnych rozgrywek. Natomiast czy bez VAR-u tych porażek faktycznie by nie było, to już jednak temat na zupełnie inne rozważania, bardziej spod znaku science-fiction.

Tak czy inaczej jedno wiemy na pewno – przy VAR-ze nie będzie świętych krów. Grająca u siebie Legia w każdej chwili może się spodziewać niepopularnej decyzji, tak jak i dotyczy to każdego innego zespołu w każdych okolicznościach. Czasem technologia będzie ratować warszawian, a czasem ich rywali, ale właśnie o to w tym wszystkim chodzi – by było sprawiedliwiej.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ligue 1

Reakcja Enrique na słowa Dembele. „Są bezwartościowe”

Braian Wilma
0
Reakcja Enrique na słowa Dembele. „Są bezwartościowe”
Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Kibice nadal grożą piłkarzom. Kapustka odniósł się do przyśpiewki

Braian Wilma
28
Kibice nadal grożą piłkarzom. Kapustka odniósł się do przyśpiewki
Reklama
Reklama