Real MIAŻDŻY Sevillę, a Ronaldo podwaja swój dorobek w lidze

redakcja

Autor:redakcja

09 grudnia 2017, 18:44 • 3 min czytania

Real MIAŻDŻY Sevillę, a Ronaldo podwaja swój dorobek w lidze

Jak sprawić by Real Madryt rozegrał swój najlepszy mecz w sezonie, a Cristiano Ronaldo strzelający w lidze z częstotliwością Macieja Górskiego podwoił swój dorobek? Wystarczy zaprosić jego największą gwiazdę na tygodniu na galę i wręczyć statuetkę najlepszego piłkarza na świecie. Potem wszystko idzie już z górki.

Reklama

Ciężko napisać, że Real wygrał z Sevillą. On ją po prostu zmiażdżył. Zmasakrował. Wjechał w nią buldożerem i nie pozostawił kamienia na kamieniu. Kolejne bramki przychodziły mu mniej więcej z taką trudnością, jak prezesowi Korony Kielce przychodzi opowiadanie głupot. Na pierwszego gola madrytczycy potrzebowali trzech minut. Wykonywali rzut rożny, a Muriel z Kjaerem tak nie mogli się zdecydować, który z nich ma wybić piłkę, że aż podali ją do Nacho, który zdążył ją sobie przyjąć i –  trochę jak wczoraj Suarez z Górnika – wykończyć akcję na totalnym spokoju. A przecież jeszcze wcześniej bardzo groźnego rogala zdołał posłać Lucas Vazquez (bramkarz wyciągnął się jak struna i w najwyższym stylu zażegnał niebezpieczeństwo). Przypomnijmy – cały czas mówimy o pierwszych 180 sekundach spotkania.

Kolejne trafienia przychodziły Królewskim z dziecinną łatwością. Ronaldo wbiegł w linię obrony rywala jak do siebie, otrzymał podanie w tempo i z klasą wykończył sam na sam. Następna bramka? Znów Ronaldo, tym razem z karnego. Uderzył słabo (za lekko, blisko środka), bramkarz rzucił się w dobry róg, ale… piłka i tak przeszła mu pod ciałem. Potem dwójkową kontrę wyprowadził Kroos i Vazquez, a wykończył ją pierwszy z wymienionych podając w swoim stylu do bramki. Dobicie rywala nastąpiło w 42. minucie, gdy 19-letni Hakimi popędził skrzydłem i po świetnie wyprowadzonej kontrze stanął oko w oko z golkiperem – i starcie oczywiście wygrał.

Reklama

Tak, Real potrzebował 42 minut by zapakować Sevilli pięć bramek.

Później spotkanie zupełnie straciło sens i zdawały sobie z tego sprawę obie strony. Real atakował mądrze, ale nie rzucał wszystkich sił do przodu – raczej polegało to na utrzymywaniu się przy piłce, zdobywaniu terenu mającym na celu jak największe oddalenie akcji spod własnej bramki. Sevilla? No cóż, siadła kompletnie. Ani przez moment w tym meczu nie wyglądała jak ekipa, która jest w gazie i dopiero co przyklepała drugi sezon z rzędu z awansem do fazy pucharowej Ligi Mistrzów (sytuacja ma miejsce pierwszy raz w historii). Real Madryt także nie wyglądał jak zdziesiątkowany zespół, który w świetle absencji m.in. Bale’a, Casemiro, Varane’a, Ramosa i Carvajala stanął w obliczu poważnego problemu kadrowego i który w ostatnich tygodniach miał kłopoty ze stworzeniem sobie sytuacji bramkowej.

Jak poradzić sobie z kryzysem jak szef? Pokazał i objaśnił dziś Real Madryt.

Real Madryt – Sevilla 5:0 (5:0)

1:0 Nacho 3′

2:0 Ronaldo 23′

3:0 Ronaldo 31′

4:0 Kroos 38′

5:0 Hakimi 42′

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
55
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
Reklama
Reklama