Mecz o wszystko już za nami – druga runda MŚ nie dla Polek

Kamil Gapiński

07 grudnia 2017, 15:58 • 2 min czytania

Reklama
Mecz o wszystko już za nami – druga runda MŚ nie dla Polek

Na dwóch ostatnich mundialach polskie piłkarki ręczne zajmowały czwarte miejsce. Na obu tych turniejach prowadził je Kim Rasmussen. Dziś Duńczyk… wyeliminował biało-czerwone z mistrzostw świata. Po porażce z trenowaną przez niego reprezentacją Węgier (28:31) nasze dziewczyny straciły szanse na awans do 1/8 finału. 

Reklama

Rasmussen szkolił Polki przez sześć lat. Z większością zawodniczek starej gwardii do dziś ma dobry kontakt i np. chętnie komentuje ich fotki na Facebooku. Nie wiemy, czy po czwartkowym spotkaniu Kim zostanie przez dziewczyny zablokowany, ale niezależnie od tego pewne jest jedno – dziś to on znalazł sposób na zablokowanie naszej drużyny.

O ile w pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało (11:13), o tyle w drugiej biało-czerwone zostały przerobione na gulasz. W tym czasie w obronie nasze dziewczyny zostawiały rywalkom tyle przestrzeni, że przeszłaby tamtędy pielgrzymka do Częstochowy. Bramkarki kompletnie stanęły, naszym zdaniem nie wyłapałyby wówczas nawet rzutów piłką szwajcarską. W ataku, niestety, nie wyglądało to lepiej. Nasze dziewczyny odbijały się od przeciwniczek jak od ściany, a w 45. minucie, kiedy przegrywaliśmy aż 17:25, doszło do sytuacji, która wyglądała naprawdę groźnie. Oto kapitan Karolina Kudłacz-Gloc po uderzeniu Anett Kisfaludy złożyła się niczym Artur Szpilka po strzale od Deontay’a Wildera. Serio wyglądało to kiepsko, Polka przez kilka minut nie podnosiła się z parkietu, a realizator nie był w stanie pokazać, co z jej twarzą. Zaczęliśmy się obawiać, że dostała w oko jak Karol Bielecki w pamiętnym spotkaniu z Chorwacją. Na szczęście skończyło się na strachu i jest to jedyna pozytywna wiadomość dnia.

Lanie od Węgierek oznacza, że Polki mogą wywalczyć na MŚ co najwyżej siedemnaste miejsce. Szkoda, bo przecież przed turniejem były w dobrej formie – wygrały Puchar Karpat – podobnie zresztą jak na pierwszym meczu mundialu. Kiedy dziewczyny Leszka Krowickiego odprawiły na inaugurację Szwedki, zastanawialiśmy się, w której knajpie rezerwować stolik na 1/8 finału. Po tym sukcesiku owszem, można było spodziewać się porażki z obrończyniami tytułu Norweżkami, ale że spiorą nas zarówno Czeszki, jak i Węgierki? Na to byśmy nie wpadli. Cóż, pozostaje liczyć, że na Euro 2018 panom pójdzie lepiej.

Fot. ZPRP.pl

Reklama
Kamil Gapiński

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Inne sporty

Reklama