Reklama

Gdy 2-3 tygodnie nie ma bomby mówimy sobie, że za chwilę będzie gorąco…

redakcja

Autor:redakcja

10 marca 2017, 10:10 • 14 min czytania 0 komentarzy

Jeśli poczytać wywiady z polskimi piłkarzami grającymi w Turcji, jak mantrę powtarzają jeden i ten sam zwrot: nie jest to najlepsze miejsce do życia. Nie ma zbyt wielu knajp, do których można wyjść, generalnie nuda, a i po przegranym meczu lepiej nie wychodzić z domu, bo można nabawić się takich opowieści, jak Mirosław Szymkowiak w słynnej reklamie. Skoro fatalnie żyło się w Trabzonie, gdy była tam ustabilizowana sytuacja polityczna, co ma powiedzieć Adam Stachowiak, piłkarz drugoligowego Gaziantep BB? 60 kilometrów od granicy z Syrią, 120 kilometrów od Aleppo, w którym trwa regularna wojna. Chyba potrafilibyśmy wymienić kilka bezpieczniejszych miejsc na świecie. Jak często w Gaziantep wybucha bomba? Czy Turcy na południu są bardziej ortodoksyjni? Czy warto kwestionować decyzje Adama Nawałki? Pogadaliśmy szerzej z zapomnianym w Polsce Adamem Stachowiakiem. 

Gdy 2-3 tygodnie nie ma bomby mówimy sobie, że za chwilę będzie gorąco…

***

Polscy piłkarze generalnie nie wspominają Turcji jako najlepszego miejsca, w którym przyszło im żyć. Aż się boję zapytać, jak to wygląda u ciebie. Ze względu na sytuację polityczną i fakt, że Gaziantep położone jest 60 kilometrów od granicy z Syrią, masz pewnie nie za ciekawe przeżycia.

Nie, dlaczego? Biorąc pod uwagę wielkość miasta – jest w porządku, Gaziantep jest o wiele większe niż choćby Trabzon. Nie jest to Stambuł czy Ankara, ale wszystko co potrzebne do życia mam zapewnione, żyje tu 1,5 miliona ludzi i miasto z tego co widzę cały czas się rozrasta. Turcy zaliczają Gaziantep już do wschodniej Turcji. Mówią, że w regionie południowo-wschodnim to najlepsze miasto do życia. Tam dalej już jest naprawdę nieciekawie. Są tu centra handlowe, parki, jest gdzie spędzić czas z rodziną. Nie ma tak, że jest jedna kawiarnia i koniec. Nie ma problemu by zjeść coś europejskiego. Wiadomo, różni się zdecydowanie od miast z zachodu. Nie ma wieczornego życia. Są jakieś knajpy, w których sprzedaje się alkohol i ludzie siedzą tam wieczorami, ale jest ich zdecydowanie mniej.

Widać wojnę z Syrią na ulicach miasta?

Reklama

Niespecjalnie. Wiadomo, że to położenie straszy. Gdy ludzie słyszą, gdzie mieszkam, często łapią się za głowę. Na ulicach się tego nie odczuwa. W innych miastach jest więcej policji na ulicach niż u nas. Czasami widzi się tylko jakieś helikoptery – wiadomo, że lecą do Syrii. Albo wiozą też na jakimś pociągu czołgi, to wiesz po co i gdzie. Co jakiś czas w telewizji lecą tylko newsy, że przywieźli kogoś rannego do jakiegoś szpitala w Gaziantep. Poza tym nic nie słychać, jest mimo wszystko za daleko. ISIS weszło daleko w głąb Syrii i robi czystki, nikt nie może przeniknąć do Gaziantep. PKK z kolei nie atakuje ludzi tylko cele wojskowe, policję. To bardziej ich wewnętrzna wojna turecko-kurdyjska, w której wbrew pozorom ginie niewielu cywili. Co chwilę też kogoś aresztują. Sama sytuacja w Turcji – jak pokazują ostatnie tygodnie – dość mocno się uspokoiła. Może będzie tak dalej? Zawsze się śmiejemy, że gdy 2-3 tygodnie nie ma bomby, to za chwilę będzie gorąco.

Byłeś w Gaziantep, gdy doszło tam do dwóch poważnych zamachów?

Najgroźniejszy był ten, kiedy zaatakowali wesele. Akurat graliśmy o tej porze mecz, zamach miał miejsce jakieś 10 kilometrów od stadionu w dość nieciekawej kurdyjskiej dzielnicy. Zginęło 51 osób. Wyładowali jakiegoś chłopca. Wesela mają taki rytuał, że wszyscy wychodzą na ulicę i świętują. Wszystko dokładnie zaplanowali. Podjechali tam z chłopcem, on zsiadł z motoru, podszedł do bawiących się ludzi i się wysadził. To chyba największy atak w Turcji, zginęło więcej osób niż ostatnio w Stambule. Drugi atak to była strzelanina z policją. Byłem w Gaziantep, odsypiałem po meczu. Kojarzy mi się, że w tym samym miejscu wcześniej też był jeden atak na policję.

Nie działa to na wyobraźnię? Grasz w piłkę, wszystko jest fajnie, ale bomby wybuchają dość często.

Nie, nie odczuwam strachu. Ludzie tam żyją normalnie, nie ma tak, że nie wychodzą na ulicę z obawy przed zamachem. Przeważnie poruszam się po miejscach, gdzie jest kontrola. Nie wejdziesz do centrum handlowego bez przejścia przez bramkę, nie wjedziesz autem bez kontroli. Szpital, urzędy – wszędzie jesteś dokładnie sprawdzany. W restauracjach nie ma kontroli, bo to niemożliwe do ogarnięcia, ale w dużych miejscach czujesz się bezpiecznie. Lotniska na przykład są o wiele lepiej chronione niż w Europie. U nas do momentu kontroli osobistej nie jesteś w ogóle sprawdzany. Na każde lotnisko – tak jak w Brukseli – mogą sobie wejść z bombą. Czekasz z bagażem, gdzie trochę osób stoi… W Stambule też zaatakowali lotnisko, ale zatrzymali się na pierwszym wejściu. Gdyby weszli do środka, gdzie są tysiące ludzi, byłaby tragedia. Nie ma co się bać. Większy strach jest, gdy siedzi się w Polsce i słyszy się o tym w telewizji. Żona na przykład jest teraz bardziej wystraszona niż gdy przyjedzie. Cały czas byłem z rodziną tutaj, ale teraz zaszła w ciążę, akurat oczekujemy na bliźniaki…

Gratuluję!

Reklama

Dziękuję. Doktor zakazał jej latania samolotem, więc od połowy września siedzę w Turcji sam i latam do rodziny przy każdej możliwej przerwie. Żona będąc w Gaziantep niespecjalnie się bała, a siedząc w Polsce i słuchając odczuwasz to wszystko inaczej.

Tureccy piłkarze to przeżywają? Momentem gdy mogli zacząć się poważnie obawiać był pewnie zamach na stadion Besiktasu.

Każdy z nich jest zdecydowanie przeciwko. Niby ci zamachowcy podszywają się pod islam, ale wszyscy normalni muzułmanie nie są zadowoleni z tej sytuacji. Cała Turcja walczy z terroryzmem. Żeby dostać się bliżej piłkarzy czy na stadion – to praktycznie niemożliwe, imprezy masowe są bardzo dobrze chronione. Policja i wojsko wszystko obstawiają.

Południe Turcji jest też bardzo ortodoksyjne pod względem religii. Krzyża publicznie lepiej nie nosić.

Jestem wierzący, ale nie chodzę z krzyżem, nie afiszuję się. Wszystko zależy od człowieka, są też tacy, którzy żyją normalnie, po europejsku. W klubie piłkarze jeżdżą się w piątki modlić. Grupa – nazwijmy to – bardziej wierząca krzywo patrzy na muzułmanów, którzy nie jadą z nimi. Do chrześcijan nic nie mają – skoro jesteśmy innego wyzwania, jest OK, nie musimy jechać. Nie wiem, czy nas tolerują, w każdym razem nie ma żadnych negatywnych sytuacji.

Próbowali cię już nawracać?

Czasem próbowali robić podchody, ale nie ma takiej możliwości. Trzeba się uśmiechnąć i tyle, nie ma sensu z nimi walczyć. Oni są troszkę przewrażliwieni na punkcie religii. Dla ciebie bez znaczenia jest to, kto jaką religię wyznaje, a oni chcą wiedzieć, to dla nich ważne. Przyjechałem grać w piłkę i sprawy religijne mnie nie interesują. Większych kłopotów nie ma. W piątek trzeba tylko dostosować trening, bo to dla nich tak jak u nas niedziela. My mamy wtedy normalnie wolne. Tylko jeden chłopak z Senegalu wstaje rano o piątej i się modli. Jest generalnie bardziej ortodoksyjny niż wszyscy Turcy. Przeważnie jestem w pokoju z kimś z Europy, więc nie mam problemów.

stachowiak1

Jakie ty masz podejście do gry w Turcji? Odbębnić, swoje zarobić i jak najszybciej wracać? Odrywasz kartki z kalendarza?

Dostałem propozycję po Botew przejścia do drugiej ligi. Przedstawili mi klub, pokazali plany – dość ambitne – pierwszy sezon był dość dobry. Pojawiła się nawet oferta z Super Lig z Rizesporu. To było w sierpniu, a w lipcu przedłużyłem kontrakt i niestety mnie nie puścili. Co tu dużo mówić – teraz jest słabo, walczymy o utrzymanie. Zawodników zmieniają jak rękawiczki. Wyszło to na niekorzyść dla mnie i dla zespołu. Dla mnie, bo odeszli wszyscy, z którymi się trzymałem. Przez 1,5 roku zżyłem się z kilkoma Serbami, Chorwatem i niemieckimi Turkami, a wyrzucili wszystkich. Zostałem sam. Jest pięciu z Afryki i oni mają swoją grupkę.

W szatni same gorące głowy?

No właśnie nie. Jest spokojnie. Gorące głowy mają za to na górze w klubie. Przez 1,5 roku mam już szóstego trenera. Czasem wystarczyła jedna wyższa porażka i już się żegnali z trenerem. Poprzedni zrobił rewolucję w składzie i za chwilę sam zrezygnował. Trzy mecze mu nie poszły i koniec.

Zero stabilizacji.

No nie, nie podoba mi się to. Sześciu trenerów w 1,5 roku? Takie są decyzje i trzeba się dostosować.

Gorąco jest też pewnie na trybunach.

Będziemy musieli pogadać w momencie, gdy zmienię klub na taki, który ma kibiców.

Jak to?

Praktycznie nie mamy kibiców. Jesteśmy klubem miejskim i na mecze przychodzi około 1000-1500 osób. Wychodzisz na 30-tysięczny stadion i masz na nim tysiąc ludzi. Czujesz się jak na sparingu. Czasami jest lepsza atmosfera jak przyjedzie zespół, który ma sporo kibiców i zapełni się sektor gości. Nie gra się dobrze przy takich trybunach. Wolałbym już fanatyków. Inna adrenalina, koncentracja. Całe miasto generalnie nie żyje piłką. Jeśli ludzie już kibicują, to raczej Galatasaray, Besiktasowi, Fenerbahce. Część ludzi chodzi na Gaziantepspor, ale tam frekwencja też jest niska, 4-5 tysięcy to max. Chyba że przyjedzie jakiś przeciwnik z wyższej półki, wtedy się stadion zapełnia. Po wygranym meczu nie czujemy atmosfery, po przegranym znowu nikt cię nie wyzywa, bo nie ma kto. Na ulicy mnie nawet nie rozpoznają.

Kojarzysz jak Mirosław Szymkowiak poprawiał sobie w Turcji humor?

Tak, tak, kojarzę. Schodził parę razy dziennie do bankomatu i spoglądał na stan konta. Nie możesz porównywać ekstraklasy i pierwszej ligi. Poza tym Szymkowiak grał w klubie z czołówki, który płaci w milionach euro. Ja jestem w drugiej lidze, zarabiam zdecydowanie mniej.

Ale generalnie w odniesieniu do ekstraklasy chyba nie możesz narzekać.

Z tego, co wiem, w Legii, Lechii czy Lechu płacą naprawdę bardzo dużo. U nas można zarobić więcej niż w klubach z dolnej ósemki w Polsce. Zależy od klubu, bo dysproporcja pomiędzy klubami z czołówki a najsłabszymi jest duża. My też nie jesteśmy jakimiś bogaczami. Opóźnienia w pensjach są do dwóch miesięcy, nie więcej. Nie ma co narzekać. Są kluby, które mają znacznie większe. Idąc tutaj miałem jeszcze oferty z Podbeskidzia i Górnika i ta z Gaziantep BB była zdecydowanie najlepsza. Zamiar był taki, by to była dla mnie trampolina do Super Lig, gdzie poziom i zarobki są o wiele wyższe. Po pierwszym sezonie wszystko wskazywało, że tak będzie. Potem pozmieniali się zawodnicy, trener… Wyszło na niekorzyść wszystkich. Moim celem jest gra w Super Lig i mam nadzieję, że prędzej czy później do tego dojdę.

Sportowo druga liga turecka nie kojarzy się z wielkim futbolem, ale poziom chyba nie jest tragiczny, co widać po Prijoviciu – przyszedł z drugiej ligi i szybko stał się jednym z najlepszych napastników Ekstraklasy.

Jest tu kilkunastu zawodników, którzy spokojnie graliby w Super Lidze, ale siedzą tutaj, bo kluby płacą olbrzymie pieniądze. Dużo klubów śledzi tę ligę. Co się rzuca w oczy – ogólnie Polska jest bardziej profesjonalna pod względem dietetyki czy siłowni, naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Tu niektórzy podchodzą poważnie do zawodu, inni mniej. Tutaj się bardziej nastawiają na to, że skoro płacą duże pieniądze, to zawodnik ma samemu dbać o siebie.

Największy szok kulturowy?

Chyba to, jak traktuje się na wschodzie kobiety. Chodzą w burkach, niektóre całe zakryte. Facet może wszystko, kobieta nic. Gaziantep jest pod tym względem w miarę normalne, bardziej się to się rzuca w oczy na wyjazdach. No i to, co się wyprawia tam na drogach… Nie do opisania. Jazda pod prąd? Nagminnie. Jazda na czerwonym świetne? Co chwilę widzisz jak ktoś przejeżdża. Najlepiej jest, jak ktoś chce zawrócić na rondzie. W Polsce objeżdżasz całe i wyjeżdżasz ostatnim zjazdem. W Turcji skręca się przed rondem! Pasy ruchu tam nie obowiązują. Jak są trzy pasy to stoi na nich pięć aut. Bardziej to opóźnia ruch niż przyspiesza. Klaksonu używasz co chwilę. Kierunkowskazy? Zapomnij. Wjeżdżając na rondo powinieneś ustąpić tym, którzy są na rondzie, ale lepiej się zatrzymać i przed rondem, i na rondzie. Wielka różnica w stosunku do tego co w Europie.

stachowiak2

Bułgarii z kolei nie wspominasz chyba za dobrze, złożyłeś nawet sprawę do FIFA, by odzyskać zaległości.

Nie, bzdura. Dziennikarze piszą co chcą, a do mnie nikt nie zadzwoni. Wszystko w Botewie było OK do momentu, jak zamknęli bank naszego właściciela. Klub zaczął płacić wtedy wszystkim zawodnikom po trzy tysiące euro. Gdy skończył się kontrakt, w przeciągu sześciu miesięcy spłacili wszystko, więc nie musiałem zakładać żadnej sprawy. Bardzo mnie szanowali. Masowo pozbywano się obcokrajowców. Dostaliśmy wolną rękę w poszukiwaniu klubów. Znalazłem klub w Azerbejdżanie i to taki dość wypłacalny. Gdy dyrektor sportowy się dowiedział, gdzie chcę iść, nagle stwierdził, że za darmo mnie nie puści. Wysłał pismo, że chce sto tysięcy euro. W Azerbejdżanie nie płacą za piłkarzy. Było blisko końca okna transferowego, dyrektor łudził się, że będą chcieli wyłożyć kasę… Nie chcieli, więc musiałem zostać, a jego w końcu zwolnili. Ja przyniosłem ofertę, a że nie zaakceptowali? Sorry, mam czyste kapcie. Zostałem do końca kontraktu.

Marcin Burkhardt mówi, że pod względem infrastruktury czuł się jak w tamtej lidze jak w Polsce lat 90.

Tak było. Budynki w mieście czy stadiony były stare. Płowdiw generalnie wygląda jak głęboka komuna. Natomiast bazę mieliśmy drugą najlepszą na Bałkanach, bo jak przychodziłem, to właściciel wybudował nową. Zburzył stadion, miał być nowy, ale został niedokończony w połowie. Fajni ludzie, kultura bliska do naszej, dobrze się tam czułem.

No i tam miałeś kibiców.

LukasPodolskiZamów biografię Lukasa Podolskiego w Sklepie Weszło (KLIK)

Gorąco było na finale pucharu Bułgarii z Łudogorcem. Naszych kibiców było około 15 tysięcy. Nie bardzo podobały im się decyzje sędziego. Rzucali race, podpalili bandy reklamowe, potem zapaliła się aż… murawa. Było gorąco. W końcu przegraliśmy 1:0. Raz czy dwa zdarzyło się też, że kibice chcieli się bić, ale policja raczej nie dopuszczała do ekscesów. Pamiętam, że gdy przegraliśmy kilka meczów, kibice przyszli na stadion i mieli pretensje do kilku zawodników. Ja problemów nie miałem, broniłem się na boisku. We wcześniejszych latach Botew nie miał pieniędzy i grał niżej – dla kibiców to, że był w czołówce, było wyjątkową sytuacją.

Czytałem też historię meczu z CSKA Sofia. Ich kibice domagali się od nich podłożenia się, bo taki układ sprawiał, że Lewski – ich odwieczny rywal – znalazł się poza grupą mistrzowską. Ostatecznie mecz wygraliście. Czuć było z boiska, że nie grali na sto procent?

Nie, bzdury. Graliśmy normalny mecz. CSKA była w bardzo słabej dyspozycji, od kilku meczów nie strzelili gola. Przyjechali do nas, wygraliśmy 2:0 i weszliśmy do szóstki. Chodziły słuchy, że jak oni nam odpuszczą mecz, to my im odpuścimy w Sofii, bo dzięki nim graliśmy w lepszej grupie. W Sofii chcieliśmy pokazać, że to nieprawda i zremisowaliśmy 0:0. To takie głupie gadanie. Na boisku wszystko było normalnie. Botew był wbrew pozorom poukładanym klubem. Tam po raz pierwszy w karierze przez rok nie miałem żadnych zaległości. W Turcji to normalne, że są 2-3 miesiące, ale wszystko zawsze wypłacą. Na Cyprze… Wszyscy wiemy, jak jest na Cyprze.

Polska piłka dawała ci kolejne kopniaki. W Bełchatowie wylądowałeś w rezerwach, w Górniku wylądowałeś w rezerwach…

Trener Probierz robił w Bełchatowie rozpoznanie, kto jakie ma plany, a ja miałem już ofertę i otwarcie o niej powiedziałem. Myślę, że przez to mnie zesłał do rezerw. Chciał budować zespół po swojemu, a skoro nie chciałem się związać na dużej – nie widział mnie. Nie ma żadnego żalu, tak widocznie miało być. Miałem wybór pomiędzy rezerwami a Bułgarią.

W Górniku z kolei podpadłeś trenerowi Nawałce otwarcie kwestionując jego decyzję. Wstawiłeś się w szatni za Danielem Sikorskim, który dostawał zjebkę.

Odezwałem się niepotrzebnie. Po powrocie z wypożyczenia na Cyprze normalnie porozmawialiśmy z trenerem, wyjaśniliśmy sobie wszystko, dziś już nie ma żadnego problemu, mosty nie są pozrywane. Za młodu człowiek się więcej odzywał.

To był jedyny wybryk u Nawałki?

Tak. Wiem, że trener nie miał do mnie żadnych zastrzeżeń odnośnie tego jak trenuję, ile z siebie daję i jaki poziom gwarantuję. To, co u niego się nauczyłem, pomogło mi w przyszłości. Dyscyplina jest bardzo ważna, z chęcią przeniósłbym ją do Turcji, bo to daje rezultaty. Najbardziej imponowało mi jego oddanie. Nigdy więcej nie spotkałem trenera, który tyle poświęcałby czasu na piłkę. Graliśmy mecz o 20, o 22 był koniec, a trenerzy zostawali i od razu robili analizę. Przychodziliśmy na drugi dzień i wszystko było rozrysowane. Imponował wszystkim w klubie. Nikt nie miał prawa się wychylać.

Ty generalnie miałeś opinię piłkarza, który ma sporo do powiedzenia. Paweł Sibik był zbulwersowany, że potrafiłeś przerwać trening i wyrażać niezadowolenie.

Starałem się dawać z siebie wszystko. Za młodu byłem bardziej wybuchowy, miałem więcej do powiedzenia. Młodość ma swoje prawa, teraz wiem, że lepiej trzymać język za zębami. Mówi się, że bramkarz i lewoskrzydłowi są najbardziej szaleni i mówią najwięcej. Z czasem jakoś tak się uspokoiłem. Przyjechałem tu grać w piłkę i głowa jest zdecydowanie chłodniejsza, nie ma sensu się udzielać za dużo, bo robisz sobie tym tylko pod górkę. Za granicą nie rozumiem wszystkiego i chyba wychodzi mi to na plus (śmiech).

stachowiak3

Jakie plany na przyszłość? Nie boisz się, że nabrudziłeś sobie w CV tymi podróżami i będzie ciężko wrócić do Ekstraklasy?

Czekam do końca sezonu i zobaczę, jaka jest sytuacja. Mam opcję kontraktową na kolejny rok, jeśli się utrzymamy. W przyszłości – może stać się to teraz, może później, wiesz jak jest w piłce – chciałbym wrócić do Ekstraklasy. Optymalnie chciałbym pograć w lidze tureckiej i dopiero wracać. Odchodziłem jako solidny bramkarz, nie jako jakiś wybitny. Mam nadzieję, że na polskich boiskach jeszcze pogram. Ale nie chcę wybiegać w przyszłość, nie ma co planować.

Słuchasz Adama Stachowiaka?

Widziałem, że jest młody chłopak, który nazywa się jak ja i robi karierę. Fajnie śpiewa i jest coraz popularniejszy. Wiem, co się dzieje, bo śledzę go, nawet był ostatnio w Dzień Dobry TVN.

Macie jakiś kontakt?

Nie, nie, kompletnie nie. Zbieżność nazwisk i tyle.

Przynajmniej masz już cel na przyszłość – przebić na popularność Adama Stachowiaka.

(śmiech) Zobaczymy, co się da zrobić.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...