Najciekawszy sezon od lat. Tak małych różnic nie było od mistrzostwa Śląska Wrocław

redakcja

Autor:redakcja

06 marca 2017, 19:18 • 6 min czytania

Najciekawszy sezon od lat. Tak małych różnic nie było od mistrzostwa Śląska Wrocław

Podskórnie czuli to wszyscy, choćby analizując ustawienie na papierze czterech najlepszych drużyn Ekstraklasy. Wystarczył rzut oka na dośrodkowanie Vassiljeva, rajd Jevticia, prostopadłe podanie Odjidji-Ofoe czy ustawianie się Krasicia, by stwierdzić – wyścig o mistrzostwo będzie naprawdę pasjonujący. Teraz jednak, świeżo po zwycięstwie Lecha Poznań nad Lechią Gdańsk, mamy jasne potwierdzenie w liczbach. Ostatni raz tak wyrównaną walkę aż czterech drużyn oglądaliśmy w szalonym sezonie 2011/12, ochrzczonym wyścigiem żółwi, w którym najszybszym z nich okazał się Śląsk Wrocław.

Reklama

Wówczas po 24 kolejkach różnica między liderem a czwartą siłą rozgrywek wynosiła zaledwie 4 punkty – dokładnie tyle, ile dziś. Od tamtej pory na tym etapie sezonu zazwyczaj mieliśmy do czynienia albo z wyścigiem dwóch koni, albo z samotną ucieczką. Zerknijmy jednak jak to wyglądało sezon po sezonie.

2011/12

Patrząc na potencjał, finanse, nazwiska i samą grę poszczególnych drużyn wydawało nam się, że to po prostu czterech rannych żołnierzy walczy o to, kto wykrwawi się ostatni. Po 24 kolejkach tamtych rozgrywek liderem była Legia Warszawa, z ambicjami iście mocarstwowymi. W kadrze Nacho Novo, Ismael Blanco, Danijel Ljuboja, nie wspominając o całej armii „młodych zdolnych” z Wolskim na czele. Na ich tle – bo przecież grali też Żewłakow, Astiz, Kuciak, Wawrzyniak i ogółem kupa ludzi, którzy w Ekstraklasie powinni zamiatać większość rywali – reszta wyglądała biednie. Wystarczy wspomnieć, że czwartą wówczas Koronę Kielce do zwycięstw prowadził zabójczy atak Korzym-Gołębiewski.

Reklama

Papier papierem, liga ligą. Czub po 24 kolejkach wyglądał tak:

1. Legia 45 punktów
2. Ruch 44 punkty
3. Śląsk 42 punkty
4. Korona 41 punktów

Różnica 1-4: 4 punkty

Na piątym miejscu również z 41 punktami była Polonia Warszawa, jedyny w tym gronie rywal, który finansowo i organizacyjnie mógł nawiązać walkę z liderem. Pozostali byli silni trochę niemocą Legii, trochę eksplozją formy piłkarzy już niejednokrotnie skreślanych – by wspomnieć tu choćby Łukasza Gikiewicza, Sebastiana Milę czy Łukasza Madeja w Śląsku Wrocław, czy Pawła Abbotta (!) i Piotra Stawarczyka w Ruchu Chorzów. Okej, eksplozja formy to za duże słowo, ale Abbott wtedy ciachnął sześć goli, więcej mieli tylko Jankowski i Piech. Przyznacie chyba, że obecnie atak Jagiellonii chociażby wygląda poważniej. Jak sezon się skończył – wszyscy doskonale pamiętamy. Zaskakujące mistrzostwo Śląska.

Podobieństwa z obecnym? Wyrównana czołówka. Różnice? Wtedy – naszym zdaniem – wszystkie czołowe drużyny były równie słabe, obecnie są zaś równie mocne.

2012/13

1. Legia 53 punkty
2. Lech 51 punktów
3. Górnik 37 punktów
4. Śląsk 37 punktów

Różnica 1-4: 16 punktów

Pierwszy sezon trwającego właściwie do ubiegłego roku rodzimego duopolu, podczas którego 9 z 11 trofeów zdobył ktoś z dwójki Legia/Lech. Doskonale widać to było w tabeli, gdzie oba kluby odstawiły cały peleton, jeszcze lepiej w liczebności i rotacji składów poszczególnych klubów czy frekwencji na stadionach. Mocarstwowe ambicje Poznania i Warszawy zaczęły się uwidaczniać nie tylko w dorobku punktowym, ale też w kwotach transferowych kupowanych i sprzedawanych zawodników czy nakładach na skauting i szkolenie młodzieży. Co tu dużo pisać – punktów stycznych z obecnym sezonem nie ma, w sezonie 2012/13 od początku do końca mieliśmy do czynienia z wyścigiem dwóch koni. 14 punktów przewagi drugiego Lecha nad trzecim Górnikiem było jak deklasacja. Przepaść, którą obecnie w Ekstraklasie można by było wykreślić między liderem z Gdańska, a ósmą w tabeli Koroną Kielce. Manifestacja siły Legii i Lecha.

2013/14

1. Legia 49 punktów
2. Wisła 44 punkty
3. Ruch 41 punktów
4. Lech 40 punktów

Różnica 1-4: 9 punktów

Bodaj najlepszy sezon Legii w historii najnowszej, nałożony jednocześnie na kiepski początek Lecha Poznań. Eksperci i kibice oczekiwali kontynuacji walki sprzed roku, gdy to Lech kąsał po piętach legionistów i stanowił godnego rywala dla budowanej z coraz większym rozmachem drużyny stołecznej. Taka faktycznie miała miejsce, ale dopiero w końcówce sezonu – Lech został wicemistrzem, od marca do maja wygrał siedem z ośmiu meczów i dzięki podziałowi punktów dość długo nie pozwalał Legii na przymierzanie korony. Umówmy się jednak – po 24 kolejkach nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek mógł zagrozić liderowi – Wisła z najmniejszą stratą punktową grała chimerycznie, już w dwóch kolejnych meczach u siebie przegrywając z Ruchem i Zawiszą. Chorzowianie tracili zaś aż osiem punktów. Zero punktów stycznych z obecnym sezonem, może poza tym, że aż cztery kluby miały czwórkę z przodu w dorobku punktowym po 24 serii meczów.

2014/15

1. Legia 46 punktów
2. Jagiellonia 41 punktów
3. Lech 40 punktów
4. Śląsk 38 punktów

Różnica 1-4: 8 punktów

W mistrzowskim sezonie Lecha Poznań po 24 kolejkach mieliśmy coś pomiędzy obecną sytuacją a klasyczną walką dwóch klubów. Otóż między Lecha i Legię, od dwóch lat okupujących pierwsze dwa miejsca w tabeli, wkręciła się Jagiellonia Michała Probierza, w dość zaskakujący sposób dotrzymująca kroku obu mocarzom. Co prawda niewiele było wątpliwości co do tego, kto zajmie pierwsze dwa stopnie podium – na korzyść Lecha i Legii świadczyła zarówno szerokość kadry, jak i forma. Sześć kolejek później, przy podziale punktów, Legia i Lech miały już odpowiednio siedem i pięć punktów przewagi nad Jagą. Był to jednak w miarę wyraźny sygnał – dynamiczny rozwój dwóch największych klubów w Polsce stymuluje również te z dalszych miejsc. A jak się miało już wkrótce okazać – swój potencjał Jagiellonia będzie budowała nie tylko na wychowankach jak Drągowski, ale też mądrym inwestowaniu pieniędzy otrzymanych za Gajosa czy Pazdana. Pieniędzy otrzymanych od Lecha i Legii. Ostateczne rozwiązania w sezonie 2014/15 pokazały, że Legia jeszcze nie odjechała lidze, czołowy duet zaś nie może spoczywać na laurach – bo konkurencja nie śpi. Na koniec rozgrywek 13/14 Legia miała 14 a Lech 6 punktów przewagi nad trzecim miejscem. Rok później – Lech dwa punkty, Legia tylko jeden.

2015/16

1. Legia 49 punktów
2. Piast 47 punktów
3. Pogoń 41 punktów
4. Cracovia 40 punktów

Różnica 1-4: 9 punktów

Sezon-anomalia. Trudno w jakikolwiek sposób odnosić go do długofalowych zmian w polskiej piłce, bo wystrzał „polskiego Leicester” miał charakter identyczny z faktycznym Leicester City – trafił się sezon życia kilku piłkarzom zebranym nieco przypadkiem w dość dziwnym miejscu. Reguła wyraźnego odstawienia stawki po 24 kolejkach zostaje jednak zachowana, ba, Legia z Piastem niemal dogoniły pamiętny wyścig Legii z Lechem sprzed trzech lat. Pogoń i Cracovia odstawały bardzo wyraźnie, przy podziale punktów zaś dominacja czołowego duetu była już tak ogromna jak radość na twarzy Vanji Milinkovicia-Savicia podczas wczorajszej zadymy z lechitami. 14 i 12 punktów przewagi nad trzecim miejscem po 30 meczach – oczywisty argument, by ubiegły sezon wrzucić do szufladki z napisem „wyścig dwóch koni”.

***

I wreszcie pojawiają się obecne rozgrywki.

1. Lechia 46 punktów
2. Jagiellonia 45 punktów
3. Lech 44 punkty
4. Legia 42 punkty

Różnica 1-4: 4 punkty

To, że różnica między liderem a czwartym miejscem jest najmniejsza od lat, widać na pierwszy rzut oka. Warto jednak zaznaczyć od razu:

– po raz pierwszy główny kandydat do mistrzostwa (wg kursów bukmacherów, ale i ekspertów) jest najsłabszy w czwórce
– po raz pierwszy na pierwszych dwóch miejscach nie ma ani Lecha, ani Legii
– po raz pierwszy kompletnie nie mamy wrażenia, że którakolwiek z drużyn znalazła się tu przypadkiem
– po raz pierwszy każda z nich już wiosną zalicza występy dobre/kozackie

Czyli innymi słowy – równość nie wynika ze słabości, ale mocy. Nikt chyba bowiem nie odważy się deprecjonować siły każdego z tych klubów, umiejętności trenerów (w pierwszej kolejności) i piłkarzy. Tego, że każda z nich potrafi grać widowiskowo, równo i z polotem. Wyścig żółwi? Nie, nie tym razem. Tym razem to po prostu bitwa godnych rywali. Nie chcemy uderzać w populizm i banał, ale mimo wszystko – aż trzy kluby patrzą w tabeli z góry na drużynę, która zremisowała z Realem Madryt i ograła Sporting Lizbona. To o czymś świadczy.

Zostało już tylko 13 serii spotkań. Delektujmy się każdą z nich, bo to już oficjalnie jeden z najlepszych sezonów ostatnich lat.

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Anglia

Koniec „big bossów” w futbolu. „Dobre kluby nie pozwalają trenerom na wiele”

Szymon Janczyk
4
Koniec „big bossów” w futbolu. „Dobre kluby nie pozwalają trenerom na wiele”
Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Korona idzie w jakość. Simon Gustafson to „ostatni puzzel” w zespole

Szymon Janczyk
19
Korona idzie w jakość. Simon Gustafson to „ostatni puzzel” w zespole
Reklama
Reklama