Jeszcze kilka takich spotkań i w Kielcach zapomną, kim w ogóle był Cabrera

Piotr Tomasik

21 listopada 2016, 21:04 • 3 min czytania

Reklama
Jeszcze kilka takich spotkań i w Kielcach zapomną, kim w ogóle był Cabrera

W zapowiedzi meczu Korony z Zagłębiem Lubin, wśród wyzwań stojących przed Maciejem Bartoszkiem, zamieściliśmy punkt: „znaleźć pomysł na Palankę”. Umówmy się – teoretycznie to żaden priorytet, są w Kielcach poważniejsze zmartwienia niż ustabilizowanie formy przez Hiszpana. Jednak dziś gracz z przeszłością w Realu Madryt dobitnie pokazał, co jest w stanie zrobić, jeśli akurat ma swój dzień. Jeszcze kilka takich spotkań w jego wykonaniu i w Kielcach zapomną, kim w ogóle był Airam Cabrera.

Reklama

To, że Palanca potrafi grać w piłkę, od początku było jasne jak czupryna Pawła Sasina. Sęk w tym, że od „potrafi grać” do „potrafi to zaprezentować na boiskach Ekstraklasy” droga jest czasami dłuższa niż z Kielc do Madrytu. Hiszpan do tej pory strzelił 3 bramki, zaliczył jedną asystę i jedno kluczowe podanie w 13 meczach. Bilans nie najgorszy biorąc pod uwagę to, w jakiej gra drużynie, ale wciąż pozostawał niedosyt. Od dziś musi być on znacznie mniejszy, bo wraz z Łukaszem Sekulskim Palanca zajmuje miejsce na czele klasyfikacji strzelców ekipy Bartoszka. Przy czym w rankingu wypracowanych goli rządzi już samodzielnie.

Dziś dwa razy pokonał bramkarza Zagłębia, co było udokumentowaniem świetnej pierwszej połowy w wykonaniu całej Korony. Zapewne tak to sobie wymarzył Maciej Bartoszek, choć pewnie nie spodziewał się, że drużyna z Lubina tak łatwo pozwoli zrealizować nowemu trenerowi jego plany. Ba! Można nawet napisać, że „Miedziowi” z dobroci serca postanowili zapewnić mu miękkie lądowanie na najwyższym szczeblu. Najbardziej widocznym aktorem widowiska po stronie gości był niejaki Chaos. Trzeba to jasno napisać – to był wstydliwy mecz, jakkolwiek patrzeć, kandydata do mistrzostwa Polski i gry w europejskich pucharach.

Wracając do bramek. Najpierw Palanca otrzymał piłkę na lewym skrzydle, po czym zabawił się z lubinianami przy zejściu z nią do środka, a następnie posłał torpedę w długi róg bramki strzeżonej przez Forenca. Później Hiszpan wykorzystał ping-pong w polu karnym Zagłębia, wykazał się największym sprytem przy złym wybiciu Guldana. 2-0, Forenc ponownie bez szans. A skoro już jesteśmy przy bramkarzu, który wrócił między słupki „Miedziowych” – jego występ to chyba jedyny pozytyw, jeśli chodzi o ekipę Stokowca. Jeszcze przy stanie 0-0 wybronił sytuację sam na sam z Przybyłą, później uniemożliwił skompletowanie hat-tricka Hiszpanowi. Poza tym zachował czujność na przedpolu.

Odważny ruch Stokowca w przerwie – ściągnął Janusa i Janoszkę, wpuścił Papadopulosa i Buksę. A że na boisku wciąż przebywali Nespor i Woźniak, sporo było u „Miedziowych” gości potrafiących grać w ataku. Trochę to pomogło, Zagłębie wypracowało sobie kilka okazji strzeleckich. Ale nie było tak, że remontada wisiała w powietrzu – Piątkowi udało się strzelić bramkę po asyście Możdżenia (druga w meczu, tym razem dla przeciwników!) i to by było na tyle.

Reklama

Dwa słówka o sędziowaniu. Średnie zawody Tomasza Kwiatkowskiego, który naszym zdaniem powinien wyrzucić z boiska Nespora (z drugą żółtą kartką) i Dejmka (bezpośrednio z czerwoną, za faul na wychodzącym na czystą pozycję Buksie). Sędziowanie na trochę wyższym poziomie niż gra Zagłębia, ale Ekstraklasa to to nie była.

Ale i tak warto było obejrzeć ten mecz. Dla Palanki.

sMBwxuY

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
15
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
25
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont