Furman beniaminek, Kopczyński mistrz. Nie lepiej byłoby odwrotnie?

redakcja

Autor:redakcja

31 lipca 2016, 16:41 • 3 min czytania

63. sekunda wczorajszego meczu Wisły Płock z Legią. Po świetnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dominik Furman wypracowuje bramkę dla gospodarzy, a Michał Kopczyński zawala bramkę gościom, przegrywając głowę z Tomislavem Boziciem. Dla pierwszego był to mecz ligowy numer 73, dla drugiego mecz ligowy numer osiem. A przecież – co tutaj jest nie bez znaczenia – Furman jest od Kopczyńskiego jednak młodszy.

Furman beniaminek, Kopczyński mistrz. Nie lepiej byłoby odwrotnie?
Reklama

Mogłoby się wydawać, że obaj defensywni pomocnicy powinni się zamienić miejscami. Kopczyński powinien wchodzić do Ekstraklasy w barwach beniaminka, a Furman błyszczeć w zespole mistrza Polski. Tym bardziej, że przecież on to mistrzostwo pomógł Legii wywalczyć, rozgrywając w zeszłym sezonie czternaście spotkań (przy dwóch Kopczyńskiego). Tak się jednak składa, że to Legia prowadzi pracę u podstaw z 24-letnim defensywnym pomocnikiem, a Wisła Płock ma wymierne korzyści z posiadania w zespole piłkarza, który – mimo gry na pozycjach sześć-osiem – w trzech pierwszych meczach strzelił gola i zaliczył trzy asysty.

Nie zrozumcie nas źle, Kopczyński jest swoistym odkryciem początku sezonu w Legii i to dobrze, że w końcu któryś trener Legii dał mu prawdziwą szansę. Patrząc jednak na regularne występy Michała (już pięć meczów w tym sezonie) zapala się w głowie lampka, czy tam jednak nie powinien grać gość o doświadczeniu i umiejętnościach Furmana. Warszawianie zrezygnowali z Dominika pół roku temu, nie chcąc płacić za niego zapisanej w kontrakcie kwoty 900 tysięcy euro. Tu nie chodziło o poziom sportowy, ale głównie o cenę. Co ciekawe, w zbiorczym raporcie InStat po całym sezonie 2015/16 Furman miał najlepsze liczby wśród wszystkich defensywnych pomocników w lidze. Po nieudanym epizodzie w Hellas jego cena z pewnością spadła i być może warto było zastanowić się nad daniem mu kolejnej szansy. Tym bardziej po historii z Borysiukiem, która pokazała, że na jednym piłkarzu można dwa razy naprawdę dobrze zarobić. A właśnie Dominik wydaje się najlepszym kandydatem do powtórzenia takiego manewru.

Reklama

Nie jest jednak powiedziane, że Furman w Legii już nie zagra. Wymowny jest przede wszystkim fakt, że Dominik wybrał właśnie Wisłę Płock, a przed sezonem odrzucił propozycje ze znacznie lepszych klubów, których wybór mógłby się kibicom Legii nie spodobać. Ciepło o byłym pomocniku „Wojskowych” wypowiada się też sam Bogusław Leśnodorski, więc naprawdę ciężko wykluczyć, że kiedyś drogi Legii i Furmana ponownie się przetną. Tym bardziej, że prezes „Wojskowych” zapowiedział ostatnio, iż klub chce naprawdę długo współpracować z Besnikiem Hasim. Dlaczego może to mieć niemałe znaczenie?

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie albański szkoleniowiec ogłosił po przyjściu do Legii, była inna definicja środkowego pomocnika, który przede wszystkim powinien umieć rozgrywać. Ofiarą takiego podejścia został między innymi Stojan Vranjes, który – mimo naprawdę trudnej sytuacji kadrowej – w pierwszych siedmiu meczach tylko raz pojawił się na boisku i to ledwie na 34 minuty w Superpucharze. Wydaje się, że taki typ piłkarza jak Bośniak jest Hasiemu równie potrzebny, co płyn do spryskiwaczy rowerzyście. Ale już defensywny rozgrywający w stylu Furmana mógłby się w takiej taktyce bardzo dobrze sprawdzić.

Inna sprawa, że – przy prawdopodobnej grze na trzech frontach do końca roku – Kopczyński powinien w najbliższym czasie otrzymać naprawdę wiele szans. I właściwie tylko od niego zależy, czy zimą ktoś w Legii będzie się w ogóle zastanawiał nad kandydaturą Furmana. Poza początkiem meczu w Płocku, wejście w sezon ma bardzo obiecujące.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama