Wi-Fi na stadionie piłkarskim? Nic nowego. Możliwość zamówienia przez specjalną apkę jedzenia do rąk własnych bez opuszczania swojego siedzenia? Nudy! Besiktas wraz ze swoim nowo otwartym (swoją drogą robiącym ogromne wrażenie) Vodafone Arena postanowił pójść o krok dalej. Zagłówki krzesełek na jednej z trybun wyposażył w niewielki ekranik, na którym będzie można zobaczyć powtórki akcji, które umknęły, bo hmm… jakiś dryblas z rzędu pod nami wstał pomachać koledze, np. akurat gdy Quaresma piękną raboną zdobywał bramkę sezonu.

Riplej! Riplej! Turcy będą oglądać powtórki na stadionie

12957233_10207529695093332_1724179612_n

Przyznajcie się. Ile razy próbując kogoś wyciągnąć na mecz słyszeliście w odpowiedzi: „w domu będę wszystko lepiej widział”, „na stadionie nie ma powtórek” i tym podobne? W głos tych wszystkich stadionosceptyków dokładnie wsłuchał się Besiktas, projektując swój nowy obiekt. Dzięki sprawdzonej już w NBA, NHL czy MLB technologii StadiumVision żaden groteskowy kiks ani bramkarski babol nie ujdzie uwadze kogoś, kto akurat był zajęty odpalaniem racy/scrollowaniem Facebooka/obczajaniem dup na Instagramie/desperacką walką o ostatnich kilka ziarenek popcornu/dłubaniem w nosie (skreśl niepotrzebne).

StadiumVision świetnie przyjęło się choćby w Barclays Center, gdzie swoje spotkania rozgrywają koszykarze Brooklyn Nets. Fani mogą w każdej chwili wrócić do konkretnej akcji, zobaczyć co dzieje się na ławkach rezerwowych i z kilku różnych kamer obejrzeć powtórkę spektakularnego wsadu Brooka Lopeza, ale też śledzić całe spotkanie na żywo. Co bywa dość trudne, gdy kupione po taniości bilety okazują się być wejściówkami do ostatniego rzędu.

Image and video hosting by TinyPic

Piłka nożna to jednak zupełnie inna bajka. Inna specyfika rozgrywki, inna kultura kibicowska. Wokół rozwiązania z małymi ekranikami po prostu musi więc narastać sporo kontrowersji, a nam od razu stanął przed oczyma taki obrazek – i coś nam podpowiada, że nie jesteśmy w tym odosobnieni.

Wspomniana Vodafone Arena. Dziewięćdziesiąta minuta. Besiktas gra derby z Galatasaray, na boisku ścierają się więc dwa najbardziej utytułowane kluby znad Bosforu. Póki co na tablicy wyników widnieje remis 0:0. Nagle w polu karnym gospodarzy teatralnie przewraca się Lukas Podolski. Sędzia Cuneyt Cakir nie widział jednak dokładnie całego zajścia i zdaje się na opinię asystenta, który do mikrofonu mówi tylko jedno słowo: „karny”. Turek wskazuje na wapno, a chwilę później na tysiącach małych ekraników rozwścieczony tłum widzi, jak ten perfidnie ich przekręcił.

Przypomnijmy – jesteśmy w Turcji.

"Image

Nie będziemy zgadywać, ile zagłówków z odpaloną powtórką padu Podolskiego wyląduje na murawie, byle tylko sędzia mógł jeszcze raz zweryfikować swój osąd. By na własne oczy zobaczył, jaki błąd przed chwilą popełnił i jak trudny będzie za moment jego powrót do domu. Tak trudno to sobie wyobrazić?

No, ale jeśli tak się stanie, to przynajmniej Turcy będą mogli powiedzieć, że wideoweryfikację dla sędziów wprowadzili, jeszcze zanim to weszło do mainstreamu.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments