Snajper tak zaangażowany w trenowanie strzeleckiej formy, że po godzinach chodzi ze strzelbą do lasu. Prawdopodobnie wreszcie znajdzie się też w Cracovii ktoś, kto potrafi uderzyć piłkę nogą mocniej niż Covilo głową (sami wiecie, że to duże wyróżnienie), bowiem dwudziestoczteroletni Karaczanakow to fachowiec od posyłania petard z rzutów wolnych. Podpisał kontrakt na trzy i pół roku, co wysyła czytelny sygnał: to nie ma być uzupełnienie, ktoś, kogo odpali się bez żalu, a człowiek, który dostanie sporo szans, aby się wykazać.

Strzelec na boisku, strzelec poza nim. Bułgar melduje się w Krakowie

Screen Shot 01-25-16 at 02.55 PM

Karaczanakow miał wejście smoka w poważną piłkę. Gdy wiosną 11/12 otrzymał szansę w CSKA Sofia, wykorzystał ją w pełni. Grał, strzelał, asystował, wystarczyło pół roku, by został wybrany trzecim najlepszym młodzieżowcem ligi. CSKA również dzięki jego dobrej grze wyszarpało na finiszu mistrzostwo Bułgarii. Niestety dla niego jesienią 2012 zerwał więzadła, stracił bez mała rok. Po powrocie do pełni sprawności nie był już w takim gazie, często był zmiennikiem.

Lech Poznań pierwszy raz kusił piłkarza już w 2014, ale ten zdecydował się wówczas na nowy kontrakt w CSKA… by wkrótce, po niezłej jesieni, go rozwiązać. CSKA popadało w ruinę finansową. Znowu pojawił się temat gry w Polsce, przewijały się nazwy Lecha i Wisły, Bułgar poszedł jednak za kasą do drugiej ligi rosyjskiej, a konkretnie Baltiki Kaliningrad. Ta ledwo utrzymała się przed spadkiem, ale Karaczanakow nawet w tak przeciętnym zespole grał bardzo mało. Wrócił do Bułgarii, do Sławii Sofia.


Tak ostatnio strzelał Łudogorcowi


A tu dłuższa kompilacja jego bomb

Teraz gra najlepszy futbol od tamtej znakomitej wiosny w CSKA. Był jednym z motorów napędowych Sławii, która jesienią nie ustępowała najlepszym, zajęła czwarte miejsce w tabeli – Karaczanakow strzelił 6 goli, zaliczył 3 asysty (łącznie w karierze ma 23 bramki i 18 asyst w 85 meczach bułgarskiej ligi). Zapracował nawet na powołania do kadry, ale póki co tylko siedział na ławie.

Tak scharakteryzował nam go Konstantin Kiriłow, specjalista od bułgarskiej ligi: – Uzdolniony technicznie, szybki, najbardziej znany jednak przez swoje fantastyczne rzuty wolne. To prawdziwy specjalista, w zeszłym sezonie strzelił cztery czy pięć bramek w ten sposób, a wszystkie były przepiękne. 150 tysięcy euro uważam za niską kwotę jak za takiego piłkarza, a jeśli wreszcie będzie regularny, można go sprzedać za znacznie więcej. Póki co trapi go chimeryczność, przypadłość wielu bułgarskich zawodników. 

Jak w większości więc transferów do ligi – są tropy obiecujące, ale też potencjalne miny. Kwota faktycznie niska jak na wyróżniającego, wciąż całkiem młodego piłkarza bułgarskich rozgrywek (byłaby wyższa, ale Antonowi kończy się latem kontrakt). Chłop jest w formie, na wznoszącej, grać umie, a ma też papiery na bycie postrachem z rzutów wolnych, co w naszych realiach zdarza się rzadko. Z drugiej strony, aklimatyzacja w Kaliningradzie idealnie nie przebiegła, miał już jedną poważną kontuzję, a nie jest też najregularniejszym zawodnikiem. Niemniej trzeba powiedzieć jasno: do polskiej ligi trafia wielu znacznie gorzej zapowiadających się zawodników niż Karaczanakow.