Ciągła walka. Żeby równia pochyła nie była… standardem.

redakcja

Autor:redakcja

22 stycznia 2016, 18:25 • 3 min czytania

Reklama
Ciągła walka. Żeby równia pochyła nie była… standardem.

Walka. To słowo chyba najlepiej opisuje karierę Victora Valdesa. Najpierw za małolata – ciągła walka z trenerami, którzy widzieli w nim potencjał na golkipera światowej klasy i zmuszali do dyscypliny, mimo że stanie między słupkami – przyznał to po latach (choćby i TUTAJ) – nie należało do jego największych pasji. Ile to było wyrzeczeń, ile momentów załamki – wie tylko on sam. Kiedy już doszedł na sam szczyt, walczyć musiał o coś zgoła innego. O swoje dobre imię.

Reklama

Wyobraź sobie, że jesteś w ciele Valdesa. Wielki klub, sięgasz po puchary jak po książki z półki, a mimo to większość ma cię za fajtłapę. Przylgnęła do ciebie łatka gościa, który na swoje miejsce nie zasługuje – a że w Barcelonie wyciągnąć rękę po piłkę trzeba może ze cztery razy na tydzień, no to jakoś tam się odnajdujesz. Kiedy próbujesz się wybronić i pokazać światu „hej, przecież to miejsce mi się należy” – w każdej chwili ktoś może ci wyciągnąć szereg twoich wpadek sprzed lat. Nic dziwnego, że chcąc udowodnić, iż pozycja w Barcelonie nie była ci dana za ładne oczy… odchodzisz. Twój cel jest jasny – pokazanie światu, że w klubie, gdzie będziesz zatrudniany nieco częściej, też sobie poradzisz.

A po dwóch i pół roku lądujesz w Standardzie Liege.

Nie brzmi to jak amerykański sen, oj nie. Dziś możemy tylko się zastanawiać, gdzie Valdes by zaszedł, gdyby nie kontuzja, jeszcze odniesiona w Barcelonie. Mozolne leczenie się, przeciągająca się rehabilitacja, aż w końcu udało się znaleźć jakieś poważne zatrudnienie – poszedł do Manchesteru United, gdzie po cichu liczył na szybki transfer De Gei, do którego ostatecznie nie doszło. A wygranie rywalizacji z młodszym rodakiem – co tu dużo mówić – zadaniem było dość karkołomnym.

Ostatnie miesiące? Znów walka, tym razem z wykluczeniem. Pal licho, że na grę w „Czerwonych Diabłach” nie było szans. Ostatnio nawet nie trenował z drużyną. Kiedy w lipcu wrócił do klubu, żeby zacząć przedsezonowe przygotowania, zobaczył tylko, że jego szafka jest już opróżniona, a rzeczy czekają na niego gdzieś w magazynie. Musiał radzić sobie na własną rękę, czasem odbywał jedynie indywidualne treningi z Alanem Fettisem, trenerem bramkarzy ze szkółki United, ale tylko na tyle mógł liczyć. Jego aktywność w klubie ograniczyła się do zapozowania na przedsezonowej sesji dla fotoreporterów. Jakże nowego znaczenia w tym kontekście nabiera tytuł jego książki „Samotność bramkarza”.

Reklama

valdes1

Co cię nie zabije to cię wzmocni. Jeden z instagramowych postów.

Valdes idzie na półroczne wypożyczenie do Standardu z jasnym celem – przede wszystkim musi zacząć grać w piłkę. Odbudować się, znów poczuć pewność siebie. W Manchesterze zaliczył ledwie dwa mecze, czyli tyle co nic. Liga belgijska to nie są co prawda ogórkowe rozgrywki, ale dla bramkarza, który dziś – gdyby jego losy potoczyły się nieco inaczej – broniłby w najlepszej drużynie świata, to duży upadek sportowy. VV odchodząc z Barcelony postawił wszystko na jedną kartę i póki co zostaje z niczym.

Pozostaje walka o to, żeby równia pochyła nie pozostała jego – nomen omen – standardem.

Reklama

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”

Maciej Piętak
0
Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”
La Liga

Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki

Mikołaj Duda
14
Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki
La Liga

Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”

Maciej Piętak
1
Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”