W wieku zaledwie 22 lat osiągnął wszystko, co tylko mógł wymarzyć. Sięgnął po Puchar Europy, zdobył Złotą Piłkę France Football… Wszystko stało się szybko. Za szybko i za łatwo. W jego życiu było jednak wiele wartości ważniejszych niż piłka. Głównie alkohol, zabawa i piękne panie. Niestety – taki, a nie inny tryb życia zmusił go do przedwczesnej kapitulacji i osunął znakomitego piłkarza w cień. Dziś George Best obchodziłby 69. urodziny.

Maradona good, Pele better, George Best. Rocznica urodzin brytyjskiego księcia.

„Większość swojego majątku przeznaczyłem na kobiety, drinki i szybkie samochody. Resztę po prostu roztrwoniłem.” – to jeden z wielu jego smakowitych cytatów, świadczących o tym, że nie był półgłówkiem. Nazywali go „Piątym Beatlesem”. Nic dziwnego, bo podobnie jak kwartet z Liverpoolu był młody, przystojny i zrobił błyskawiczną, piorunującą karierę. Z czasem w życie gwiazdora Manchesteru United zaczął wkradać się alkohol. Najpierw pił jak każdy, dla zabawy, ale dość szybko – jak sam otwarcie przyznawał – stał się czymś więcej. Używką, bez której trudno było mu przetrwać dzień czy godzinę. – Alkohol to największa pasja mojego życia. Od siedemnastego roku życia aż do pięćdziesiątki dosłownie „chodziłem na alkohol”, jak samochód na benzynę – mówił.

Jedna z piosenek z repertuaru Myslovitz – „Książe życia umiera” – jest zadedykowana właśnie Bestowi. Był księciem życia, niewątpliwie. Był też najbardziej wyluzowanym człowiekiem na ziemi. Do dziś wspomina się, jak wjechał nowiutkim Jaguarem w… centrum handlowe. Oczywiście po pijaku. Innym razem znaleziono go w hotelu, w objęciach nagiej miss świata. Po pokoju porozrzucane było piętnaście tysięcy funtów w banknotach.

Podczas kariery, jak i całego życia, zasłynął też z ciętego języka. – Cruijff lepszy ode mnie? Jaja sobie robisz? Założę mu siatkę przy pierwszej okazji – rzucił przed meczem Irlandii Północnej z Holandią, ale mimo tego, że był wielkim piłkarzem, nikt nie potraktował jego słów na serio. Miał 30 lat i zdecydowaną większą część swojego czasu spędzał przy otwartym barku, dozując swoją ambrozję. Po kilku minutach od rozpoczęciu meczu Best przejął piłkę, ale nie pobiegł w kierunku bramki przeciwnika. Ruszył w poprzek boiska po to, by dotrzymać słowa. Zrobił balans ciałem i piłka przeturlała się między nogami słynnego reprezentanta Oranje. Do dziś ta siatka uznawana jest za jedną z najbardziej znaczących i charakterystycznych w dziejach futbolu.

Odwagi i słownej brawury nie zapomniał także po zakończeniu kariery. Nie miał nic do stracenia i uwielbiał burzyć pomniki, a ciągle cieszył się niewątpliwym autorytetem. Chyba najsłynniejsze zdanie wypowiedział na temat wschodzącego wówczas angielskiego talentu, Davida Beckhama. – Nie potrafi kopać lewą nogą, nie umie grać głową, nie umie zrobić wślizgu i nie zdobywa za dużo bramek. Poza tym jest w porządku – powiedział.

Umierając miał zaledwie 59 lat. Zażywał całe mnóstwo kolorowych pigułek, oczywiście przez chorobę alkoholową. To one wykończyły go ostatecznie. Lekarze zabronili mu pić już kilka lat wcześniej. On jednak pozostał Bestem do kresu życia. Bawił się do samego końca. Dzień po jego śmierci na okładce „The News of the World”, przy jego zdjęciu, wydrukowano tytuł – „Nie umierajcie tak jak ja”. Były to jego ostatnie słowa.

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments