Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Pełna improwizacja, czyli Podbeskidzie w swoim stylu

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

02 maja 2015, 19:32 • 2 min czytania 0 komentarzy

Podbeskidzie znów na rynku trenerskim porusza się w zrozumiały tylko dla siebie sposób. Przed momentem w klubie stwierdzono, że to najwyższy czas na zmianę trenera, w skrócie: zmianę na lepsze. Rzecz jednak w tym, że cała ta operacja zakłada na razie wywalenie dotychczas zatrudnionego Leszka Ojrzyńskiego. Co dalej, nie wie nikt. Z prezesem na czele.

Pełna improwizacja, czyli Podbeskidzie w swoim stylu

Żeby zrozumieć filozofię i strategię Podbeskidzia, trzeba się cofnąć niemały kawałek czasu. Sezon 2012/13: po ośmiu kolejkach wylatuje zatrudniony od dawna Kasperczyk, po sześciu kolejnych meczach nowo zatrudniony Sasal, wiosną Kubicki drużynę zostawia sam (jedzie do Rosji), a w tragicznej sytuacji przychodzi Michniewicz. Już wtedy prezes Wojciech Borecki mówi o początku współpracy długofalowej, chociaż na półtora roku, obejmującej również I ligę. Michniewicz przed spadkiem się uratował, ale złe wejście w nowy sezon sprawiło, że od razu stracił posadę.

Posadę – zwróćcie uwagę – a nie kontrakt. Cały poprzedni sezon Podbeskidzie opłacało bowiem dwóch trenerów: tego zwolnionego i zatrudnionego Ojrzyńskiego. Próżno było szukać w tym większego sensu, ale może ktoś dostrzegł w Ojrzyńskim głębszą wizję i większy warsztat. Ktoś uznał, że z tym trenerem dalej zejdzie. Ot, dało się tę decyzję wybronić.

Teraz okazuje się, że i Ojrzyński jest „be”. Nie dostał się do grupy mistrzowskiej, ale – wybaczcie – od kiedy Podbeskidzie jest drużyną tej klasy? Były niezłe wyniki, zabrakło bardzo niewiele. I kiedy mieliśmy nadzieję, że w Bielsku-białej znów ktoś wymyślił błyskotliwe, skuteczniejsze rozwiązanie (bo po co by zwalniać LO?), wpadł w nasze ręce tekst z Przeglądu Sportowego:

Poszukujemy kogoś doświadczonego, który będzie potrafił różne rzeczy przewidzieć i szybko trafi do zawodników. Na pewno będzie to Polak. Możliwe, że weźmiemy kogoś doraźnie, na siedem kolejek, a później zobaczymy – przyznał prezes. (…) Na razie trwają jednak poszukiwania kogoś, kto utrzyma zespół w lidze. – Dwóch kandydatów odmówiło mi już w czwartek. Powiedzieli, że możemy wrócić do tematu po sezonie – nie ukrywał Borecki.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dwóch kandydatów odmówiło? Może kogoś weźmiemy doraźnie, na siedem kolejek?

Halo, panie Borecki, ziemia do pana. Prezes jest od tego, żeby zarządzać klubem i wytaczać strategię, tymczasem jedyna strategia klubu opiera się na tym, że pan prezes może kogoś weźmie doraźnie, a potem zobaczy. Ale samego trenera wypieprzyć było łatwo, co? Teraz, kiedy trzeba pogłówkować (i dobrze, że tych dwóch odmówiło), zaczynają się schody.

Fot.FotoPyk

Najnowsze

Niemcy

Jak trwoga, to do Harry’ego Kane’a. Anglik znów dodaje otuchy Bayernowi

Patryk Fabisiak
2
Jak trwoga, to do Harry’ego Kane’a. Anglik znów dodaje otuchy Bayernowi

Komentarze

0 komentarzy

Loading...