Najlepsi, najgorsi, najbardziej egzotyczni. Weszło ocenia piłkarzy!

redakcja

Autor:redakcja

19 grudnia 2014, 20:31 • 9 min czytania

Reklama
Najlepsi, najgorsi, najbardziej egzotyczni. Weszło ocenia piłkarzy!

Lubimy czas podsumowań, bo to te chwile, gdy możemy się kreatywnie wyżyć, a jednocześnie spojrzeć na chłodno na miniony rok. Wiecie, trochę powagi – najlepszy piłkarz, najgorszy, największy zjazd, największy progres, ale i trochę nagród pokroju najlepszego i najgorszego Pawłowskiego, najbardziej ezgotycznego i najbardziej urzekającego zawodnika Ekstraklasy. Nie przedłużamy – ligowe naj, naj, naj wśród zawodników! Zapraszamy!

Najgorszy piłkarz – Moussa Ouattara. Jak grał, Korona przegrywała. Jak nie grał, wygrywała. Absolutny ewenement, nawet jak na polskie warunki. Zdawało się, że nie tylko nie umie grać w piłkę, ale nawet nie zna jej zasad. Uważamy, że dla uatrakcyjnienia rozgrywek każda drużyna ligowa powinna mieć obowiązek zakontraktowania jednego człowieka klasy Ouattary. Byłoby uczciwie (każdy miałby jednego), a zarazem padałoby więcej goli i działoby się więcej nieprzewidzianych rzeczy. Frekwencja na pewno by nie ucierpiała.

Najlepszy piłkarz – no, jeśli chodzi o samą ligę, to chyba jednak Semir Stilić. Nie to, że jest najlepszym piłkarzem grającym w tych rozgrywkach, ale jest tym, który w największej liczbie meczów zanotował błyskotliwe i skuteczne zagrania. Rotacja stosowana przez Henninga Berga w naturalny sposób wykluczyła z rywalizacji o to miano zawodników Legii.

Największe zaskoczenie na plus wśród Grzegorzów – Grzegorz Bonin, chociaż głównie w początkowej fazie sezonu. Później trochę skapcaniał. Bonin – urocza ksywa „Boniek” – przez lata wyglądał trochę na gościa w depresji, jakby nie do końca wiedzącego, jaki jest dzień tygodnia. Teraz jakby odzyskał radość z gry w piłkę, co przełożyło się na kilka imponujących rajdów.

Reklama

Największe zaskoczenie na minus wśród Grzegorzów – Grzegorz Sandomierski. Ostatnio kolega nam powiedział, że bramkarzowi Zawiszy urodził się syn, no i zdobyliśmy się na dość okrutny i nieprzyjemny żart. Palnęliśmy, iż nie jesteśmy pewni, czy Sandomierski powinien potomka w najbliższym czasie nosić na rękach. Dobrze życzymy temu kolesiowi, bo wygląda na bardzo przyzwoitego człowieka, ale ciągle mamy w pamięci jak świetnie bronił kiedyś i nie możemy pojąć, cóż takiego się z nim stało.

Najgorsze podanie – Richard Zajac. Asysta najwyższej klasy.


Drugie najgorsze podanie
– Richard Zajac. Tym razem strzelenie gola Makuszewskim.

Reklama

 

 

Najlepszy malarz – Arkadiusz Malarz.  

 

Reklama

Najlepszy Fedor od czasów Adama Fedoruka – Fedor Cernych. Mocno rozbiegany napastnik Górnika Łęczna, który przez pierwsze miesiące pokazywał, iż w piłkę grać umie, tylko nie umie strzelać. To znaczy – sprawiał wrażenie gościa, który ma po prostu kiepską technikę uderzenia. A na koniec rundy okazało się, że potrafi nawet przyrżnąć z 25 metrów i że generalnie to jest całkiem konkretnym grajkiem.  

 

Najlepszy Kamil – Kamil Wilczek. Dalej Kamil Kiereś i daleko z tyłu Kamil Drygas.  

 

Reklama

Najbardziej rozchwytywany niepotrzebny piłkarz – Zaur Sadajew. Zmienił klub ze słabszego na lepszy, każdy trener dużo sobie po Czeczenie obiecuje i na obiecankach się zwykle kończy. Nie trzeba skończyć psychologii, by zaobserwować, że gość ma spory bałagan w głowie. Stanowi całkowite zaprzeczenie Gary’ego Linekera. Lineker strzelał po kilkanaście (albo powyżej dwudziestu) bramek w sezonie, za to nigdy w życiu nie otrzymał chociażby żółtek kartki. Sadajew w naszej ekstraklasie wystąpił 25 razy i zdobył marne 5 goli, za to uzbierał 12 żółtych i 2 czerwone kartki.  

 

Najsmutniejszy piłkarz – Orlando Sa. Nawet jak zdobywa gole, to się z nich nie cieszy, bo szybko dogania go myśl, ile by tych goli zdobył, grając zawsze w pierwszym składzie. Niestety, ma chłop jeden problem, z którym borykają się rezerwowi w większości klubów świata – nie gra zawsze, bo zdarza się, że na boisko muszą wejść lepsi od niego. Czyli Radović i Duda.

  MECZ 17. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15: LEGIA WARSZAWA - CRACOVIA KRAKOW 2:0 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: LEGIA WARSAW - CRACOVIA CRACOW 2:0  

Reklama

 

Najbardziej jeżdżący na opinii – Robert Pich. Gdyby po trzeciej kolejce sezonu powiedział: „podwyżka albo nie gram!”, to daliby mu podwyżkę. A teraz powiedzieliby: „no to nie graj”. W pierwszych trzech kolejkach zdobył cztery gole, a w kolejnych szesnastu dołożył ledwie dwa. Każdy widzi, że Pich coś w sobie ma, ale też każdy widzi jeszcze lepiej, że czegoś nie ma. Czyli lekko wybrakowany zawodnik.  

 

Najbardziej rozjeżdżający się ze swoim pseudonimem – wcale nie Dominik Kun Aguero. Oczywiście wyprzedza go Filip Figo Starzyński.  

Reklama

 

Najbardziej regularny piłkarz – Paweł Brożek. W polskich warunkach – fenomen. Dajcie mu klub do grania, dajcie mu koszulkę, buty, spodenki i trochę minut, a strzeli minimum dziesięć goli w sezonie. To jest taka bariera przyzwoitości – nie umiesz trafić 10 razy na sezon, zmień zawód albo chociaż pozycję na boisku, bo słaby z ciebie napastnik. Dla Brożka bariera 10 trafień to pestka. Odkąd zaczął grać regularnie w naszej ekstraklasie, tylko w sezonie 2006/07 nie wyszedł z dychy (połówki sezonu przed transferem do Trabzonsporu z oczywistych przyczyn nie liczymy).  

 

Najbardziej nieregularny piłkarz – Mak. Wszystko jedno, który. Obaj fantastycznie zaczęli i obaj kiepsko skończyli. Muszą zapamiętać, że piłkarz bez powtarzalności to żaden piłkarz, tylko ciekawostka.  

Reklama

 

Największe ogarnięcie się – Deniss Rakels, który już sprawiał wrażenie gościa zmierzającego w stronę łotewskich blokowisk, a tu nagle okazało się, że jednak jest w stanie zdobywać gole na poziomie ekstraklasy i zwracać uwagę czymś więcej niż tylko tatuażami. Przydał się Cracovii, ponieważ jej podstawowy atak zmienił się w atak śmiechu. Nowaka złapana na dopingu, a Zjawiński zagrał w czternastu meczach, w których miał sto czternaście sytuacji i nie strzelił żadnego gola. Sprawdzilibyśmy, czy to nie Dudzic zaraża.  

 

Drugie największe ogarnięcie się – Maciej Sadlok. Już mieliśmy apelować do NC+, by w grafikach meczowych dorabiać mu czerwony nos klauna, a on znienacka po baaardzo długim czasie wrócił na przyzwoity, ligowy poziom i zaczął grać tak, że nie tylko przestaliśmy się śmiać, ale nawet kilka razy pokiwaliśmy głowami z uznaniem.  

Reklama

 

Najbardziej egzotyczny i drugi najbardziej egzotyczny skrzydłowy – Wilde Donald Guerrier i Emmanuel Sarki, kolejność dowolna. Największe stężenie absurdu na jedną pozycję to właśnie skrzydła Wisły Kraków w momencie, gdy na boisku przebywał jednocześnie i Guerrier, i Sarki. Smuda żartował, że ciemno to widzi, a oni prześcigali się w fantastycznych pomysłach – jak nie zdjęcie własnego przyrodzenia na Facebooku, to linia kurtek sygnowana nazwiskiem kierowana do modnisiów z Haiti. Egzotyka tego duetu nie polega na pochodzeniu czy oryginalnych zwyczajach z ich rodzinnych stron. Oni są po prostu trochę zwichrowani. Trochę bardziej, niż trochę.  

 

Najlepszy Pawłowski w lidze – Szymon Pawłowski. Konkurencja była spora – bo i wracający z hiszpańskiej przygody Bartłomiej, i „esensej” Wojciech w Śląsku, do tego jeszcze Jan w Białymstoku. Szymon jednak wciągnął ich wszystkich nosem, nawet w słabszych meczach Lecha dawał jakość i animusz, którego brakowało jego zblazowanym kumplom. Jeśli ktokolwiek miałby stanowić dla niego logiczną konkurencję w tej kategorii, to chyba tylko Tadeusz, no ale sympatyczny Ted, mimo niektórych ekscentrycznych zachowań, samego siebie na boisko w bój jeszcze nie wypuścił.  

Reklama

 

Najgorszy Pawłowski w lidze – wybór między Bartłomiejem a Wojtkiem to jak ustawianie obrony Cracovii. Zbiór elementów niby nieduży, a i tak cholernie ciężko wybrać najsłabsze ogniwo. Niech będzie – remis ze wskazaniem na Wojtka, ale tylko dlatego, że Bartek ma jak w banku zwycięstwo w innej kategorii.  

 

Najlepszy Bartłomiej – Bartłomiej Drągowski. Fenomenalny refleks, kocia zwinność, pewność w interwencjach. Większość jego rówieśników lata na wakacje tanimi liniami, a on jest na etapie, w którym z kilku atrakcyjnych krajów świata przysłany zostanie po niego prywatny samolot. Wydaje się, że ma absolutnie wszystko, by zrobić dużą karierę i teraz najważniejsze, by głowa nadążyła za pieniędzmi. Tylko, żeby przypadkiem nie szedł do klubu, w którym będzie bramkarzem numer pięć, rzucanym na wypożyczenia tu i ówdzie.  

Reklama

 

Najgorszy Bartłomiej – Bartłomiej Pawłowski. Naprawdę sądziliśmy, że będzie się w tej lidze bawił, oczami wyobraźni widzieliśmy rajdy, gole i asysty. Okazało się, że mamy naprawdę bujną wyobraźnię. Z litości nie wspomnimy, z jakim dorobkiem Pawłowski kończy 2014 rok.  

 

Najbardziej niepozorny – jeszcze raz Bartłomiej Drągowski. Niby „panie Sebastianie, czy mógłby pan pokryć”, niby nie może kupić sobie alkoholu, ale jak zamknął sklep to gola stracił dopiero po 341 minutach.  

Reklama

 

Najzabawniejszy Małecki – duża niespodzianka, Wojciech Małecki! Patryk oczywiście kasuje go pod każdym względem swoim codziennym zachowaniem i każdym kolejnym odpałem, ale gdy przypominamy sobie co zrobił bramkarz Korony w meczu z Jagiellonią… Sami wiecie…

 


Największy przegraniec ligowy –
Anestis Agryriou. Dobra, nie damy głowy, czy nie było większego przegrańca, ale to z pewnością mocny kandydat. Rozegrał w polskiej lidze 654 minuty – na co złożyło się sześć pełnych meczów i dwa niepełne (ale też w pierwszym składzie). Efekt? Nie wygrał żadnego. Siedem porażek i jeden remis. To oznacza, że z nim w składzie zespół zdobywał średnio 0,125 punktu na mecz. Jest to o tyle zaskakujące, że Grek ma w swoim CV występy w AEK-u Ateny. Ale za to już mniej zaskakujące jest to, że zamiast w AEK-u, wylądował w Zawiszy.

Najbardziej dorodna broda – Zaur Sadajew. Choć nie mamy pewności, czy to nadal broda noszona przez Zaura, czy już Zaur noszony przez brodę.

zaur


Największa gwarancja goli
– Paixao. Jak przestaje grać jeden, to zaczyna drugi. I na odwrót. Portugalscy bracia powinni zawsze być sprzedawani w pakiecie, ponieważ idealnie się uzupełniają.

Największa gwarancja dobrej rozrywki – Mateusz Żytko, Bartosz Rymaniak, Adam Marciniak. Z nimi każdy może się rozerwać, choć przyznajemy – najczęściej Pilarz, który skacząc od słupka do słupka i pilnując przy okazji przedpola powinien postawić na bilokację, klonowanie, albo właśnie próbę rozerwania. Co ciekawe – ten oryginalny tercet nie sprawia wrażenia szczególnie rozrywkowego. Żytko z wiecznie umęczoną twarzą, Rymaniak napięty jak struna, jedynie Marciniaka czasem porwą z domu policjanci, a mimo to, zestawieni we trzech dostarczają żarty na najwyższym poziomie. Ich humoru zdają się nie doceniać jedynie kibice Cracovii.

Najlepszy Żytko – Mateusz Żytko. Lubimy go, chcielibyśmy by mimo wszystko coś wygrał.

Najlepszy Mateusz – Mateusz Piątkowski. Dalej Zachara, Mak i Machaj (ale ten to jednak daleko z tyłu). Piątkowski to konkretny piłkarz. Nie bawi się na boisku w żaden fiu-bździu, tylko – za przeproszeniem – napierdala. Jak ma piłkę na prawej, to wali prawą, jak na lewej – to lewą. A jak na głowie – to wali głową.

Najbardziej konsekwentny – Daniel Łukasik. Odkąd postanowił zostać słabym piłkarzem, ani na moment nie zboczył z tej ścieżki. No dobra, zdarzały mu się przebłyski, ale generalnie aż trudno uwierzyć, że Waldemar Fornalik wystawił tego akurat zawodnika w pierwszym składzie reprezentacji Polski na kluczowy mecz z Ukrainą. Dla Łukasika mamy jedną życiową radę – rób wszystko odwrotnie.

Najbardziej niekonsekwentny – Michał Żyro. Nigdy nie wiadomo, jak zagra. Czasami genialnie, a czasami jak ostatni fajtłapa. Rozgryźć tego gościa, to jak rozgryźć jeden z problemów milenijnych. Też powinna być za to nagroda w wysokości miliona euro.

Najbardziej niesprawiedliwie potraktowany – Adam Marciniak. Spokojnie, nie przez bezlitosnych ekspertów, nie przez dziennikarskich łowców sensacji, zaledwie przez policję, która zabrała go z własnej domówki na izbę wytrzeźwień w stanie, który przyzwoity piłkarz świętując zwycięstwo w derbach i własne urodziny osiąga jeszcze podczas fetowania na murawie.

Najbardziej urzekający U-21 – Kalo-Karo-Karol Linetty.


Najbardziej urzekający powyżej 21 lat –
Arkadiusz Malarz


Najbardziej oryginalne nazwisko do zapamiętania –
Śpiączka. Bartosz Śpiączka. Dwa razy tak przyładował, że obudziłby umarlaka.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

La Liga

Gol w końcówce uratował Real! Koniec czarnej serii Królewskich

Braian Wilma
6
Gol w końcówce uratował Real! Koniec czarnej serii Królewskich

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Po losowaniu Pucharu Polski. Cenne może być piąte miejsce w Ekstraklasie

AbsurDB
8
Po losowaniu Pucharu Polski. Cenne może być piąte miejsce w Ekstraklasie