Reklama

Niby czepiać się nie wypada, ale ten Mączyński…

redakcja

Autor:redakcja

14 listopada 2014, 21:52 • 3 min czytania 0 komentarzy

W końcu doczekaliśmy się reprezentacji, którą ogląda się bez wstydu. Doczekaliśmy się kadry, którą można wysłać w świat i która masakruje nawet na terenach, gdzie – jak mawiają – nie gra się w piłkę, tylko wyszarpuje wynik. Doczekaliśmy się drużyny, która pokazuje tam fajny futbol, gra ofensywnie i – to przecież było takie typowo polskie – nie puchnie w drugiej połowie. Tak pozytywnej atmosfery wokół kadry nie było od wczesnych czasów Beenhakkera, a Nawałkę broni już niemal wszystko – wynik, styl i prawie wszystkie decyzje. Progres, jaki ta kadra zrobiła od kadencji Fornalika, jest nieprawdopodobny.

Niby czepiać się nie wypada, ale ten Mączyński…

Przechodząc jednak do indywidualnych ocen – kto najbardziej zyskał po dzisiejszym meczu? Cóż… Prawie wszyscy.  Choćby Glik, który za moment przestanie opowiadać, że we Włoszech szanują go bardziej niż w Polsce. Na naszych oczach rodzi się kawał stopera, który przestał być już tylko tym od wycinania i rąbanki – dzisiejszy Glik, wersja 2.0, potrafi rozegrać, rzucić dłuższą piłkę, a przy stałych fragmentach jest wręcz nieoceniony. Pełen international level. Podobnie zresztą, jak Milik, który dziś z konieczności wystąpił na pozycji fałszywego lewoskrzydłowego i spisał się naprawdę wybornie. Z każdym kolejnym meczem Arek coraz bardziej przypomina Lewandowskiego i  – to chyba nie przesada – teraz znajduje się mniej więcej pomiędzy Lewym z Lecha a Lewym z Borussii.

Mili nie opisujemy celowo, bo opisywać nie wypada. To po prostu się ogląda i bije brawo. Na stojąco.

Rozczarowali w zasadzie dwaj zawodnicy. Przede wszystkim Mączyński, który nawet na tle Gruzinów wyglądał jak dziecko we mgle i jedyne, co dziś zapewniał, to równowaga – zero z przodu, zero z tyłu. 4678 przegranych pojedynków. Lewandowski – by móc rozgrywać – cofał się wręcz do pozycji Krychowiaka, a gdy trzeba było asekurować porządnie grających stoperów – Mączyński był gdzieś pomiędzy Pekinem a Szanghajem, czyli jednak kawałek od Tbilisi. Jeśli ten zawodnik ma w kadrze pełnić funkcję „ósemki”, czyli 50% bronienia, 50% atakowania, to – umówmy się – efekt jest żałosny, o czym najlepiej świadczy fakt, że kadra na dobre rozhuśtała się dopiero po zejściu Krzyśka. Jak ktoś trafnie to ujął na Twitterze – z tego Mąki raczej chleba nie będzie. 

Reklama

W podobnym względzie zawiódł nas też Krychowiak, choć on akurat – mimo przeciętnego występu – wybronił się  liczbami. Gol i asysta to na papierze znakomity dorobek, ale sama gra pozostawiała jednak trochę do życzenia. „Krycha” – czym w Hiszpanii paradoksalnie aż tak nie irytuje – kompletnie nie potrafi bowiem rozgrywać. W przeciwieństwie do Mączyńskiego, nie boi się ryzyka, nie gra na alibi, nie chowa się, fauluje, szuka crossów, walczy, braku zaangażowania nikt mu nie zarzuci, ale… No, z całym szacunkiem – piłki w piłce tu raczej niewiele. Chociaż gdyby obok Krychowiaka wystąpił ktoś mniej spłoszony niż Mączyński, to i mankamenty pomocnika Sevilli nie byłyby aż tak widoczne. 

Czepiać się też można braku precyzji Grosickiego, kiepskiej lewej nogi Jędrzejczyka, braku skuteczności Lewandowskiego lub faktu, że daliśmy się zepchnąć przez dłuższą część pierwszej połowy. Można się czepiać, ale byłoby to w kiepskim tonie. Jak mawiał klasyk – nie czas, nie pora. Na taką drużynę i takie wyniki czekaliśmy latami.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...