Wczoraj zaprezentowaliśmy wam naszą autorską mundialową jedenastkę odkryć, natomiast dziś – zgodnie z zapowiedzią – czas przybliżyć sylwetki nieudaczników. To znaczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli: nieudaczników na mistrzostwach, którzy na co dzień naprawdę potrafią grać w piłkę. Tych, którzy zbłaźnili się brakiem formy lub którym po prostu w żadnym stopniu nie udało się nawiązać do oczekiwać, jakie cały piłkarski świat wiązał z ich występami. Dlatego wybaczcie, nie pytajcie o Freda. Freda nie ma, bo kim on jest przy Aguero, Higuainie czy Coście? No, właśnie – bądźmy poważni…

Weszło wybiera… mundialowa jedenastka rozczarowań

Iker CASILLAS
Na temat jego dyspozycji w Brazylii już chyba temat został wyczerpany. Dlaczego w Realu z pozycji kluczowego gracza stał się postacią marginalną, która grywa w Lidze Mistrzów, bo nie wypada, żeby Taki Ktoś nabawił się od siedzenia żylaków, też jest już jasne. Złudzeń nie mają nawet najzagorzalsi wyznawcy Ikera. Zawalił pierwszy mecz z Holandią, który w głównej mierze przesądził o tym, że Hiszpanie szybciej niż ktokolwiek przypuszczał, wybrali się na urlopy. Co ciekawe, whoscored.com oceniło go najniżej spośród wszystkich uczestników mundialu.

Cesar AZPILIQUETA
Wielu dziwiło się, że lewy obrońca – bo tak najczęściej był ustawiony w Chelsea – w ogóle znalazł się w wyjściowym składzie La Furia Roja, mimo że kapitalny sezon miał za sobą Juanfran, którego dodatkowo forowały iberyjskie media. Del Bosque liczył, że Azpiliqueta zaliczy niezły turniej, a niejako za jednym zamachem dokona się częściowa, wyjątkowo dyskretna zmiana warty w reprezentacji sytych gwiazd, które wygrały już wszystko. Że to był opłakany w skutkach pomysł, było oczywiste po paru minutach…

Gerard PIQUE
W przekroju całego sezonu zaskakiwał ruchliwością i szybkością podejmowania decyzji, co w poprzednich latach rzutowało na jego błędy. Wydawało się, że non stop jest skoncentrowany. Ale to tylko głupie złudzenie, ponieważ gdy ruszyły mistrzostwa, znów oglądaliśmy Pique niefrasobliwego, psującego pułapki ofsajdowe czy zaliczającego bezsensowne i zdecydowanie zbyt łatwe straty przy wyprowadzaniu piłki. Wyraźnie słabszy od partnerującego mu Ramosa.

PEPE
Żelazna defensywa to miała być – oprócz tego, co z przodu miał wnieść Cristiano Ronaldo – główna siła Portugalii. Cała czwórka obrońców szybka, dynamiczna, jak najbardziej mogąca grać wysoko. Tyle że już w pierwszym spotkaniu zawiódł lider formacji, właśnie Pepe, który nie dość, że na boisku prezentował się blado (ha, naprawdę blado, bez podtekstów), to jeszcze wyleciał z kretyńską – aż chciałoby się rzec: w swoim stylu – zarobioną czerwoną kartką. Jeżeli kogoś winić za to, że Portugalczycy nie wyszli z grupy, naprawianie świata warto rozpocząć od stopera Realu Madryt.

MARCELO
No, przyznajcie sami – gdybyście na orliku wsadzili takiego swojaka, jak ten koleżka z tą śmieszną czuprynką w meczu otwarcia, to jakbyście się czuli? Przecież niewielu dałoby wiarę, że to przypadek, że to niespecjalnie… Zważywszy na okoliczności, klapa na całej linii. Marcelo skończył, zanim zaczął, a jak wiecie – albo jak kiedyś mogło się wam obić o uszy – to raczej przykry moment. W pozostałych pojedynkach był cieniem tego niesamowicie aktywnego gościa z Realu, jakby bał się, że za cokolwiek się weźmie, spieprzy.

Sergio BUSQUETS
Stojak. Idziemy o zakład, że więcej kilometrów w centrum prasowym przemierzył nasz nieposkromiony korespondent Tomek Ćwiąkała, aniżeli ten bezwstydny leń z Barcelony. Ewidentnie pojechał do Brazylii na wczasy i nie pozostaje nam nic innego, jak jedynie dziwić się, że selekcjoner Sfinks, z kamienną twarzą oglądający popisy swojego wybrańca, tak długo trzymał na ławie ambitnego i przede wszystkim żwawszego Koke. Sergio, przegiąłeś, ta wyjebka była widoczna bardziej niż stadion Kolejarza w Stróżach. Najzwyczajniej w świecie nie dało się jej nie zauważyć…

Alex SONG
Idiota. Inaczej nie da się go nazwać, zresztą przeglądając Twittera czy Facebooka, Kameruńczyk nasze określenie musiałby wziąć za komplement, potraktować niemal jak podanie mu pomocnej dłoni. Symbol afrykańskiego piłkarza na mundialu – zblazowany, szlajający się po boisku, kłócący bez końca o pieniądze. Z jednej strony wiadomo, że grać potrafi całkiem nieźle, z drugiej jednak zamiast wspierać kolegów celnymi podaniami, wolał sprawdzić czujność sędziego, wymierzając cios rywalowi. Trzeba było się położyć i powiedzieć, że grać się nie chce, wtedy przynajmniej wszedłby za niego następny…

Eden HAZARD
Zaraz, zaraz, a pierwsze mecze, kiedy zapewniał przeciętnie (z naciskiem na słabo) grającym Belgom cenne punkty w grupie? Spokojnie, pamiętamy o tym, jednakże rolą Edena na mundialu było dać drużynie coś więcej. Być jej niekwestionowanym liderem, popisywać się kolejnymi nieszablonowymi podaniami, strzelać gole… Niestety, pomocnik Chelsea zawiódł właśnie wtedy, gdy spodziewaliśmy się, że błyśnie – choćby ze Stanami Zjednoczonymi czy Argentyną. W tych starciach miał przed sobą dużo wolnej przestrzeni, tymczasem z reguły wpadał z piłką na rywala, bez jakiegokolwiek pomysłu na wykreowanie sytuacji strzeleckiej. Zdziwiony jego nieporadnością Da Bruyne próbował zastąpić Hazarda i mimo że do końca ta sztuka mu się nie udała, był o niebo lepszy…

Diego COSTA
Kontuzja mięśniowa, przeciągająca się w nieskończoność. To wszystko rozumiemy, od razu uprzedzamy: nie walcie w nas jak w bęben, dopóki nie zapoznacie się z argumentacją. Naturalizowany Hiszpan najpierw dał kosza swojej ojczyźnie, po czym parę miesięcy później zjawił się w niej jako potencjalna gwiazda turnieju. Bo w Brazylii wielu widziało w Coście głównego kandydata do korony króla strzelców… Jasne, niedyspozycję łatwo wytłumaczyć urazem, lecz w takim wypadku: po cholerę była ta cała szopka? Czemu za wszelką cenę trzymano się akurat niego? Miał na mundialu podbić pieczęć pod absolutnie rewelacyjnym sezonem, a popsuł – chcąc nie chcąc – swój wizerunek zwycięzcy.

Gonzalo HIGUAIN
Jeden – ważny, bo ważny – ale tylko jeden gol w turnieju, a mówimy tutaj o pierwszym napastniku ekipy, która dotarła do finału! Mógł Higuain wykorzystać dwusetkę w finale, którą spektakularnie spieprzył, do tego stopnia, że sam Marcin Krzywicki obraziłby się, gdybyśmy zasugerowali mu, że też by tego nie trafił… Bramka i byłby bohaterem na lata, a tak przy każdej powtórce tego meczu każdy kibic Argentyny będzie na niego złorzeczył. Do końca życia. To są najważniejsze chwile, w których rozpoznaje się najlepszych od tych po prostu dobrych, więc gdzie usadowić napastnika Napoli, po mundialu nie mamy złudzeń…

Sergio AGUERO
Ten to dopiero zawalił mistrzostwa… Podobno przez córkę Diego Maradony, która na łamach tabloidów krzyczała, że nie chce, aby Sergio widywał się z ich wspólnym dzieckiem, utrudniając mu takie spotkania, jak tylko mogła. Alternatywna wersja głosi z kolei, że zabrakło czasu na zaleczenie lekkiego urazu, to znaczy, że uraz zaleczył, ale zabrakło czasu niezbędnego do złapania świeżości, która dla napastnika jest wyjątkowo istotna. Cóż, co do jego kandydatury w naszej jedenastce nie wahaliśmy się ani chwili…