W pewnym sensie to fenomen. Jakby głębiej zastanowić się i zacząć wyliczać, to nie wiadomo, od czego zacząć i na czym skończyć. Mistrzostwa świata to także czas głupich rozmów, gadek-szmatek. Bo przyznajcie sami: ilu waszych znajomych, tych co interesują się piłką raz na cztery lata, podjęło się w czasie trwania mundialu samozwańczej analizy turnieju, wzbogaconej o ocenę stanu posiadania polskiej piłki? Przemądrzała babcia, rubaszny wujek, grubsza koleżanka – każdy, dosłownie każdy w okresie mistrzostw zna się na piłce, z niebywałą łatwością ferując wyroki. Niekiedy absurdalne, pozbawione logiki, ale akurat w kwestii biało-czerwonych – trafione w punkt.

Mundialowe gadki-szmatki a sprawa polska

Stosunkowo łatwo jest wyjaśnić, dlaczego Niemcy nie wzięli Lewandowskiego, nawet jeśli ten i tak u nich gra, a przecież Klose i Podolski też z Polski. Tutaj skruszony oponent, wysłuchawszy odpowiedzi, pokiwa głową ze zrozumieniem. Ale już tylko krok dzieli od następnego pytania, które niechybnie podnosi skalę trudności. Czemu Polaków nie ma w Brazylii, mimo że mamy Lewandowskiego, a najlepsze kadry świata muszą sobie radzić w przodzie z jakimś średnio uzdolnionym gamoniem? Brazylia, Portugalia, raczej też Argentyna, bo nie dociera, że akurat Higuain to nawet daje radę, lecz po prostu turniej mu nie wyszedł.

Jeśli wszyscy w Brazylii kopią piłkę,żonglują i robią najprzeróżniejsze sztuczki, zaś kij od szczotki przy toalecie na Copacabanie najpewniej kręciłby polskimi ligowcami aspirującymi do gry w kadrze, to z jakiego powodu wystawiają Freda? On jakby bardziej nasz, polski, prawda? Ty oglądasz mecze od lat, masz wiedzę, dużo czytasz – no, nie wiesz, co powinieneś powiedzieć. A babcia, wujek i koleżanka właśnie częstują cię niedosmażonym stekiem bzdur. Aż krew cię zalewa, aż chciałbyś rzucić, ucinając temat: o czym wy, kurwa, pierdolicie?

Do czego zmierzam. Im bardziej żyjesz piłką i rozbudowujesz swoją wiedzę na różnych futbolowych płaszczyznach, tym więcej stawiasz sobie pytań. Zresztą każde kolejne rodzi następne, to worek bez dna. Dostrzegasz znaczenie psychologii, przygotowania fizycznego, regeneracji po cholernie długim sezonie. Unikasz zero-jedynkowego postrzegania zawodników oraz całych drużyn, wiesz jak istotna jest dyspozycja dnia.

Ale tamci wiedzą lepiej. Są głośniejsi. Widząc twoje zdziwienie, natychmiast zaczynają wywód. Kontrują szybciej niż Robben, no i mają więcej włosów.

Łapiesz się na tym, że za każdym razem masz inne zdanie, ale wtedy… monolog schodzi na sprawę polską. – Nasi to by gola nie strzelili – komunikują tobie, z czym w sumie można by polemizować, w końcu niby zawsze coś tam trafialiśmy,przynajmniej w meczach o honor, aczkolwiek za to umierać nie warto. – Dobrze, że nasi zostali w domu, byłby wstyd, że kopiemy gorzej od Algierii, Kostaryki czy pozostałych wynalazków – dodają po chwili aktywni rozmówcy. No, dobrze, że zostali, pewnie. Racja? Tak.

Zderzyliśmy się, my – ludzie żyjący polską piłką – ze ścianą. Czołowo. Oglądamy wymagający turniej, kombinujemy, co z tego wszystkiego powinna wyciągnąć reprezentacja Polski, analizujemy formację po formacji, by nagle przybić piątkę z kimś, kto kolejny raz piłkę zobaczy za cztery lata.

Tak, jesteśmy piłkarskim trzecim światem. Jednak wcale nie dlatego, że brakuje dobrych piłkarzy. Najzwyczajniej w świecie nie potrafimy umiejętnie wykorzystać tego, co mamy, zupełnie nie chcemy pokazać światu naszych atutów. My wolimy pokazać dupę, taktyczną dupę. Poziom gry reprezentacji to efekt szkolenia lub jego braku, jasne, ale naprawdę wierzycie, że w przykładowej Kostaryce robią to lepiej od nas? Serio? Owoce szkolenia przyjdą za parę lat, a teraz wypadałoby z przyzwoitości poprzestawiać w składzie tak, aby nie zbierać w czapkę raz za razem.

Każda kadra na mundialu miała swoje braki – zarówno ci więksi, jak i ci mniejsi. Ale grali, a my narzekalibyśmy, że potrzebujemy lewego obrońcy i stopera. Tyle że Niemcy bez lewego obrońcy wygrali mistrzostwa, a świetna generacja Belgów zapomniała najwyraźniej dorobić dwóch bocznych defensorów. Holendrzy walczyli z brakiem szybkości i zwrotności stoperów? Więc cofnęli zespół, odchodząc od swojego 4-3-3, czczonego przez lata. A skoro zerwać z tradycją dla dobra wyższego mogli oni, tym bardziej możemy i my. My nawet musimy.

Niestety, nie spodziewajcie się, że nowinki taktyczne z mundialu wyłapiecie u biało-czerwonych w czasie najbliższych eliminacji. Zostanie jak jest, a relacje z tych meczów ograniczać się będą do tego, czemu Lewandowski znów strzelił w Niemczech, a spudłował w Polsce, no i że trzeba szkolić i szkolić, to może kiedyś, kto wie… Zresztą narzekacie na „stratega” Nawałkę? Przecież dopiero co zremisował z Niemcami, mało tego – zremisował w rezerwowym składzie…

PIOTR JÓŹWIAK

Fot. FotoPyK