Wczoraj w studiu TVP przy okazji meczu Brazylii swój koncert (jak co drugi dzień) grał Jacek Gmoch. Od początku turnieju największe wrażenie zrobiły na nim seksbomby z ceremonii otwarcia, Grecja była beznadziejna, Hiszpania fatalna, Włochy kiepskie, sędziowie uprawiali jogging, a Brazylia ma mały potencjał. Trener narzeka na wszystko i… zasadniczo się nie myli. Choć MŚ 2014 już teraz można układać w ścisłej czołówce najlepszych mistrzostw w historii, pesymista znajdzie milion powodów do narzekania. Dzisiaj warto wspomnieć o tym najbardziej aktualnym i wzbudzającym największe dyskusje. Potencjał Brazylii. Potencjał Neymara. Zależność drużyny faworytów i pięciokrotnych mistrzów świata od 22-latka z fikuśną fryzurą.

Olkiewicz: Wielki Neymar i mała Brazylia?

Gmoch jest bezlitosny. „Mówię to, co widzę”. Neymar i dziesięć koszulek, Neymar ciągnący za uszy Brazylię w chwilach, gdy na moment przysypiają sprzyjający gospodarzom sędziowie. „Mały potencjał”. W studiu konsternacja – mały, czy nie? Mały potencjał Brazylii, odważne. Mały potencjał Brazylii, śmiałe. Ale… czy naprawdę nie ma to potwierdzenia w grze „Kanarków”?

Mówiło się o najsilniejszej od lat defensywie, ale bez straty gola wytrzymała lekko ponad dziesięć minut mistrzostw, po czym Marcelo otworzył worek. Gola Brazylii wcisnął Kamerun, nie udało się jedynie Meksykowi, choć przecież okazji nie brakowało, a wielokrotnie gospodarzy ratował Julio Cesar, nota bene ten, który miał być najsłabszym ogniwem, może obok „dziewiątki”.

No właśnie, „dziewiątka”, a konkretnie jej brak. Fred wczoraj ukłuł, co prawda ze spalonego, ale ukłuł. Czy powtórzy ten wyczyn? Po golu Twitter rozbłysnął dziesiątkami sucharów, na vine.co pojawiły się gify z ludźmi wklejającymi swoje reakcje na tego gola. Przeważały głupie miny ze wspólnym mianownikiem – szeroko otwartymi oczami. Sam widzę jak biega, albo raczej jak stoi Fred. Jasne, część „dziewiątek” wyznaje zasadę „lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”, ale ja tego mądrego stania za dużo nie widziałem. Mueller – naturalnie, chłopak mógłby stanąć koło chorągiewki, a piłka i tak by go znalazła po serii rykoszetów. Ale Fred?

Pomoc. W teorii kreatywna, tworząca okazje, przeszywająca defensywę rywali prostopadłymi piłkami, albo szukająca gry kombinacyjnej, ale w wykonaniu Brazylii? Po trzech meczach można zaryzykować – ich kreowanie polega przede wszystkim na szukaniu Neymara i oczekiwaniu, czy ten będzie w stanie urwać, czy nie. Brazylia, wielka Brazylia, ta, która od zawsze miała problem z upchnięciem wszystkich swoich asów w ramach ofensywnego kwartetu, teraz musi w ten kwartet upychać Freda i Hulka. Oscar, Hernanes, Ramires – okej, to nie są chłopaki z orlika, ale zestawiając ich z armadą holenderską – bidnie, nie tylko na tej feralnej pozycji środkowego napastnika.

I im więcej słów Gmocha o małym potencjale, im dłuższa ta litania średnich (no, słabymi to ich mimo wszystko ciężko określić) elementów układanki Scolariego, tym większy podziw dla najjaśniejszej (jedynej jasnej?) gwiazdy tego zespołu. Neymar. Gość-zagadka. Przez długi czas podziwiałem go jako logicznego następcę wyluzowanego Ronaldinho, który przetańczy do rana na parkiecie dyskoteki, a wieczorem założy trzy tunele w jednej akcji, ośmieszając całą defensywę przed wepchnięciem piłki do pustej bramki. Wydawało mi się, że wraca ta autentyczna radość z dryblingu, którą widziałem u Ronaldinho, a której nie pokazywali ani CR7, ani Messi, skupieni na użyteczności i efektywności każdego zwodu.

W Neymarze widziałem faceta, który woli spowolnić akcję, żeby kiwnąć jednego gościa więcej, a i tak nikt nie ma mu tego za złe – efektem koniec końców jest przecież zawsze gol. Tak było w czasach, gdy rozpoczynały się sagi transferowe i cały szum wokół tego młodego chłopaka. Następnie – pewnie im częściej widziałem go przez 90 minut, a nie w postaci youtube`owych kompilacji – był etap zawodu. Zamiast wesołego Ronaldinho poginającego na bębnach, lanser z diamentem w uchu, pląsający na scenie u Mr. „Czeczereczecze”. Zamiast dryblera – symulant, zamiast radości – kpiący uśmiech, zamiast autentyczności, godziny u fryzjerów i stylistów. Sądziłem, że mundial go zweryfikuje i pokaże, że do Cristiano i Messiego traci nie kilometry, ale lata świetlne.

No i wreszcie nadeszły trzy mecze grupowe. Cztery gole. Niezliczone ilości dryblingów, podań przyspieszających akcję, wyjść na pozycję, strzałów, sprintów… Okej, tzw. „ogólne wrażenie” musiało pójść w kąt. Zerknąłem wczoraj w statystyki.

Dwadzieścia dwa lata. Pięćdziesiąt dwa mecze w kadrze. Dwadzieścia jeden asyst. Trzydzieści pięć goli, szóste miejsce w historii reprezentacji. Dwadzieścia dwa lata. Już teraz ma więcej trafień, niż Rivaldo czy Ronaldinho. Dodajmy – cztery gole ma mundialu, brakuje mu jedenastu, by dołączyć do Ronaldo i Klose. A ma przed sobą pewnie ze trzy kolejne turnieje… Rozwijając się w tym tempie, strzelając w tym tempie, utrzymując pozycję lidera Brazylii, ma szansę pobić wszystkie rekordy, kto wie, może nawet te należące do samego Pelego.

Tylko znów zachwyt na moment ustępuje chłodnej ocenie. Czy ten chłopaczek z diamencikiem w uchu, którym Neymar nie przestał nagle być po czterech golach na mistrzostwach, uniesie ten ciężar? Czy faktycznie pogra jeszcze dziesięć lat, czy może wzorem starszych kolegów rozsypie się dużo wcześniej, wpadając w wir imprez i tłustego żarcia, albo płacąc za bezczelne dryblingi kolejnymi wizytami u lekarzy.

Nie wiem. Nikt nie wie. Z Gmochem i jego „małym potencjałem” się jednak, mimo wszystko, nie zgodzę. Potencjał Brazylii jest dziś bowiem ogromny. Ma 175 centymetrów wzrostu, śmieszną fryzurę i bajerkę, która może doprowadzić jego ojczyznę do finału.

*

Chorwaci jadą do domu, CR7 jedzie do domu, Bośniacy nawet nie wyszli z boksów, Anglia już spakowana. Z moich ulubieńców została Holandia. Kursy na Meksyk są dość wysokie, śmiało.

JAKUB OLKIEWICZ

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments