Raz na parę lat, w najlepszym razie raz na kilka miesięcy przypominam sobie, że istnieje w ogóle ktoś taki jak Guillermo Ochoa. I najśmieszniejsze, że kiedykolwiek go widzę, zastanawiam się, jak to jest, że bramkarz o takiej zwinności i z taką furą szczęścia w reakcjach na linii (ktoś inny może to nazwać intuicją, wrodzonym talentem, w porządku), tyle czasu uchował się na kontrakcie w marnym Ajaccio. Mniej więcej rok temu w lidze francuskiej był taki mecz, po którym nad tym kudłatym Meksykaninem rozpływali się dosłownie wszyscy, a Zlatan Ibrahomović nie mógł uwierzyć, jak to w ogóle możliwe… Jak to się stało, ze PSG oddało 39 strzałów, Ajaccio zaledwie 1, a mecz – dokładnie jak dzisiaj – zakończył się tylko remisem.

Jak atakować mistrzostwo świata Fredem? I gdzie uchował się ten cholernik Ochoa?

A tak to możliwe, dzięki Ochoi.

Dziś podobnego oblężenia nie było, ale on zrobił to znowu… Czy można wyobrazić sobie lepszy moment na ponowne przypomnienie się światu, jak mecz na mundialu, na dodatek z aspirującymi do tytułu gospodarzami imprezy? I to na dosłownie kilkanaście dni przed wygaśnięciem kontraktu. Kiedy można spokojnie przeglądać spływające oferty i tylko instruować swojego agenta, żeby negocjował wyżej i wyżej, z coraz lepszymi klubami. Nie mam wątpliwości, że Ochoa za moment w jednym z takich się znajdzie. Był dziś ostatnim, kluczowym ogniwem w tej i tak niezwykle solidnie grającej drużynie Meksyku. Przynajmniej trzy interwencje – najwyższa klasa. Znów z doskonałą intuicją, zwinnością i sprytem.

Meksyk…

Meksyk generalnie mógł się podobać już w piątek, kiedy jak tylko potrafił kręcił go sędzia – i na całe szczęście ostatecznie nie skręcił. Ale co innego zrobić dobre wrażenie grając z Kamerunem, a co innego z Brazylią. Miguel Herrera, krótko mówiąc, stworzył naprawdę solidną drużynę, na której tle Brazylijczycy najbardziej przypominali zgrany zespół w momencie odgrywania hymnu. Później nie bardzo.

Dyscyplina taktyczna, koncentracja, boje w środku pola toczone jak równy z równym – to wszystko było dziś po stronie piłkarzy Meksyku. Sytuacje, w których daliby się łatwo ograć „jeden na jeden”, można by pewnie policzyć na palcach jednej ręki. W ofensywie niby wynikało z tego niewiele. Nie doczekaliśmy się po ich stronie tak naprawdę ani jednej stuprocentowej okazji. Sam Chicharito notuje już zresztą w reprezentacji serię 10 meczów bez gola, ale jeśli ktoś tu może czuć się zwycięzcą to wyłącznie drużyna Herrery.

Brazylia ma na tę chwilę 4 punkty zdobyte w 2 meczach, chociaż – co oczywiste – żaden z nich nie był tak dobry, żeby móc się nad gospodarzami rozpływać z zachwytu. Dzisiejszy nie był nawet poprawny. Szczerze, na miejscu Scolariego coraz poważniej zastanawiałbym się, jak można – i czy można w ogóle – sięgnąć po mistrzostwo świata, mając w ataku Freda. Gościa, który pozoruje grę do tego stopnia, że kiedy go widzę, od razu przestaję się dziwić dziennikarzowi z Sao Paulo, który w rozmowie z Tomkiem Ćwiąkałą, publikowanej zresztą na Weszło, powtarzał, że taka postawa to obraza dla całego brazylijskiego narodu.

Jest Neymar – ktoś powie. Cała paleta świetnych piłkarzy – w porządku. Neymar z pewnością ma w sobie coś szczególnego. Zawsze zakładałem, że gdzie jak gdzie, ale w Brazylii widzieli już tyle wirtuozów futbolu, że w ocenie piłkarskiego talentu nie mogą aż tak bardzo się mylić. Skoro cały kraj szaleje akurat na punkcie tego kolorowego cudaka, to przecież muszą być ku temu jakieś podstawy. Musi mieć to „coś” w sobie. Zresztą… 33 gole w reprezentacji, mając zaledwie 22 lata, mówią chyba same za siebie.

2011 rok – 7 goli
2012 rok – 9 goli
2013 rok – 10 goli
2014 rok – 7 goli.

I ile do końca? Optymistycznie licząc, przynajmniej dekada kopania na poważnym poziomie. Nie można wykluczyć, że jeszcze w czasie trwania tego turnieju Neymar znajdzie się w gronie pięciu najskuteczniejszych Brazylijczyków w historii, wyprzedzając Rivaldo. Że zacznie gonić kolejnych geniuszy – Romario, Ronaldo, Zico i Pele…

Ale z drugiej strony, jak tak chwilę pomyślę, to nie wiem, czy widziałem w życiu chociaż pięć naprawdę ważnych goli (ale takich przez duże „W”) jego autorstwa. Ze wspomnianych 33 aż 25 ustrzelił w sparingach. 2 w Copa America, 4 na Pucharze Konfederacji, wreszcie 2 na trwającym mundialu. Niby dwa z Argentyną, po jednym z Niemcami, Włochami, Hiszpanią, ale jednak w zdecydowanej przewadze z mniejszymi lub większymi leszczami.

Jakiś czas temu czytałem, że kiedy przez zeszłorocznym Pucharem Konfederacji zażyczył sobie występów z „dziesiątką” na plecach, jego ojciec na wieść o tym zadał mu tylko jedno, jedyne pytanie: „Czy ty jesteś szalony?”. I tak myślę sobie – 22 lata, arcyważny turniej na własnym terenie. To już jest przecież ten moment, żeby zrobić coś ekstra. Pora wyjść z piłkarskiej piaskownicy. Zacząć decydować o obliczu zespołu w kluczowych momentach, wygrywać najważniejsze spotkania. Dzisiaj tego zdecydowanie zabrakło.

Generalnie, Brazylia zupełnie nie miała pomysłu, jak sobie z tym Meksykiem poradzić, jak wygrać, gdzie szukać metody… I to jest problem. Bo jeszcze kilka zespołów na świecie z pewnością jest w stanie zagrać przeciw niej w taki sposób.

PAWEŁ MUZYKA

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments