Gazeta „Fakt” donosi o spisku, mającym na celu wyrzucenie Leo Beenhakkera. Na czele grupy „Anty-Leo” miałby stać ojciec Ebiego Smolarka, pan Włodzimierz. Dziwne, prawda?
Niepowodzenie reprezentacji Polski na Euro chcą wykorzystać niedowartościowani aktywiści PZPN i utrzeć nosa Holendrowi, któremu zarzucają bezczelność i niewdzięczność. Będą chcieli upokorzyć selekcjonera i znacznie ograniczyć jego wpływ na kadrę – czytamy w „Fakcie”.

Leo Beenhakker (66 l.) zamknął się w ponurym hotelu, który jeszcze kilka dni temu tętnił życiem, i nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Był przybity, zrezygnowany, słaby. Jego deklaracja („Jestem gotowy odejść”) nie tylko nie zdziwiła niektórych działaczy PZPN, ale wręcz ich ucieszyła. Jak bowiem udało nam się dowiedzieć, w polskim związku powstaje bardzo silne skrzydło, które głośno domaga się jeśli nie ustąpienia selekcjonera, to przynajmniej radykalnych zmian w sztabie kadry i sposobie jej prowadzenia.

Plany „reformatorów” (to bardzo umowna nazwa) rozwijały się w trakcie zgrupowania reprezentacji. Na początku były bardzo nieśmiałe. Polska jeszcze nie przegrała z Niemcami, jeszcze nikt nie wiedział, że Euzebiusz Smolarek (27 l.) jest bez formy, a Wojciechowi Łobodzińskiemu (26 l.) nie jest w stanie pomóc nawet technologia rodem z NASA. Panowie działacze, jeszcze w szerokim gronie, spokojnie przechadzali się po urokliwym Bad Waltersdorf. Z czasem jednak potworzyły się wśród nich grupki. Podczas wspólnych spacerów, przebieżek i wycieczek do większych miast na zakupy doszli do wniosku, że najwyższa pora coś zrobić i tknąć niby nietykalnego Beenhakkera – nauczyć pokory i wręcz się go pozbyć.

Na czoło „reformatorów” wysunęli się Grzegorz Lato (58 l.) i Włodzimierz Smolarek (51 l.). Można nie traktować zupełnie poważnie kompetencji pana Grzegorza, ale faktem jest, że nasz były król strzelców będzie kandydować na prezesa PZPN. A to czyni go bardzo poważną postacią w tej grze. Smolarek senior jest natomiast jego zwolennikiem. Podczas pobytu w Austrii obaj doszli do
wniosku, że nie wyszliśmy z grupy przez autorytarne rządy Beenhakkera. Holender nie chciał słuchać rad, był pyszny i zarozumiały, a poza tym okazało się, że żadna z niego wyrocznia – musiał przegrać, a teraz musi ponieść zasłużoną karę.
Za co działacze obwiniają Beenhakkera? Za to między innymi, że otacza się rodakami lekceważąc Polaków. – Naszych trenerów wysyła na trybuny. A to Polak nie potrafi zrobić dobrej prezentacji na komputerze? Nie poradzi sobie z taktyką? Przecież to jakaś kpina – miał powiedzieć Smolarek. – A tego Hoeka to Leo po co zatrudnił? Kto wytrenował Boruca? A Kuszczaka i Fabiańskiego? No przecież nie Holender! – grzmiał pan Włodek.

Smolarek zarzuca Beenhakkerowi także między innymi nieodpowiednią selekcję, a Lato – bezczelność i niewdzięczność. Działacze bowiem stworzyli mu bardzo dobre warunki, a on tak się im odpłacił, że nie byli mile widziani podczas treningów kadry – niezbyt
uprzejmy gest wobec – było, nie było – swoich własnych pracodawców.
Po meczu Polski z Chorwacją do Laty i Smolarka szybko dołączyli inni. W obozie „reformatorów” naprawdę wrze. Zawód oraz chęć zemsty i zmian są ogromne. Co to ma oznaczać? Zwolnienie Beenhakkera nie wchodzi w rachubę. PZPN wbrew pozorom nadal liczy się z wolą ludu. Najlepiej dla niektórych działaczy byłoby, gdyby Holender sam poprosił o zwolnienie – wtedy zrobiono by z niego kogoś na kształt koordynatora ds. szkolenia młodzieży. A jeśli nie zechce odejść po dobroci, jego wolność i moc decyzyjna zostanie drastycznie zmniejszona. Zmieni się sztab kadry – będzie w nim więcej Polaków. Holender dostanie też wytyczne, że musi odmłodzić swoją
drużynę i traktować PZPN jak zwierzchnika, a nie jak głupkowatego sponsora. To już nie ma być wielki, nietykalny Don Leo. Holender zdaje sobie z tego sprawę, ciekawe tylko, jak zareaguje na takie rewolucyjne pomysły…