TVP nie pokaże nie tylko meczów Polaków. Nie pokaże nawet bramek. Oto do czego prowadzi obsadzanie stanowisk niekompetentnymi, politycznymi aparatczykami. Za klęskę projektu Euro 2008 odpowiada osobiście Piotr Farfał, chyba najbardziej skompromitowany człowiek władz telewizji. Ale nic dziwnego, skoro wcześniej jego przygoda z mediami ograniczała się do pisemek faszystowskich i rasistowskich – jak „Szczerbiec” czy „Front”.
Już dwa lata temu „Gazeta Wyborcza” donosiła: „Szczerbiec” to organ prasowy NOP, partii wchodzącej w skład faszystowskiej międzynarodówki Europejski Front Narodowy. W stopce redakcyjnej gazety od końca lat 90. figuruje Roberto Fiore. To ikona faszystów – w 1980 r. był zamieszany w zamach w Bolonii, w którym zginęło 85 osób. Gazeta zamieszcza też teksty Davida Irvinga, brytyjskiego historyka, który siedzi teraz w więzieniu za negowanie Holocaustu i kłamstwo oświęcimskie. Piotr Farfał pisał do „Szczerbca” w 2000 r. Pięć lat wcześniej – co ujawniła „Gazeta” – redagował rasistowskie pisemko „Front”. Po naszej publikacji wyparł się autorstwa większości tekstów we „Froncie” i tłumaczył: – Dałem się zmanipulować, jako szesnastoletni chłopak nieroztropnie pozwoliłem wykorzystać moje nazwisko i adres.

Jak młodociany faszysta z Telewizji Polskiej spieprzył nam całe Euro

Co potem robił Farfał? – Piotr wstąpił do naszej partii i działał w NOP, zarówno na Dolnym Śląsku, jak i później na studiach w Szczecinie – mówi „Gazecie” Adam Gmurczyk, prezes NOP i naczelny „Szczerbca”. – Zapamiętałem go, bo był zdolny. Kilka jego tekstów opublikowałem. Niestety, później związał się z Giertychem i bezideową LPR. Nasze drogi się rozeszły.

Dzięki redakcji antyfaszystowskiego magazynu „Nigdy więcej” zdobyliśmy numer „Szczerbca” z 2000 r. z artykułem Farfała.

Na okładce – krzyż roztrzaskuje płonącą gwiazdę Dawida. W środku – tekst Irvinga o generale Sikorskim i panegiryk Gmurczyka na cześć austriackiego nacjonalisty Jörga Haidera. Farfał przeprowadził totalną krytykę demokracji. „Nie można zmusić idioty, by stał się geniuszem; podobnie z demokracji nie można uczynić obrońcy interesów Narodu. Kłamstwo w demokratycznej maszynce do prania mózgów jest doraźnym instrumentem politycznym oraz celem o dalekosiężnych skutkach. Kłamstwa mniej istotne lub celowe prowokacje ujawnia się za pomocą mediów. W ten sposób wyrabia się w Narodzie poczucie zaufania do środków masowej informacji. Jednocześnie ukrywa się fakty, które mogłyby zagrozić istnieniu Systemu. Co oczywiście byłoby wielce niepożądane dla wszystkich prostytutek; mieniących się dziennikarzami – są oni przecież Systemu istotnym elementem” – pisał.

W 2000 r. Farfał nie odróżniał komunizmu od demokracji. „Różnic pomiędzy nimi nie ma wielu – ocenił. – Kłamstwo jest istotą demokracji, jej najważniejszym nakazem. Prawdziwa natura demokracji daje nam jednak uczciwą odpowiedź na jedno proste, ale oczywiste pytanie: jakimi ludźmi być nie powinniśmy, by nie stracić godności, honoru i szacunku dla samych siebie. To oczywiste – nie możemy stać się demokratami”. Tak pisał 22-letni Farfał, student prawa.

Doniesienia „Gazety Wyborczej” nic nie pomogły. Farfał oddał się do dyspozycji władz TVP, ale jako członek Ligi Polskich Rodzin nie został odwołany. Dziś Ligi już nie ma, ale on tak mocno podkleił się pod Andrzeja Urbańskiego i tak lojalnie mu służy, że wciąż tkwi na stanowisku. Oficjanie był pełnomocnikiem do spraw Euro 2008. Czyli z obowiązków kompletnie się nie wywiązał…


Kilka miesięcy temu z Farfałem wywiad zamieścił „Dziennik”. Przytaczamy go…

CEZARY KOWALSKI, KRZYSZTOF STANOWSKI: Czy Polsat zagonił TVP w kozi róg? Musicie zapłacić 10 mln euro, choćbyście nie pokazali nawet jednego meczu Euro 2008?

PIOTR FARFAŁ: Polsat emocjonalnymi wypowiedziami stara się wywrzeć na nas nacisk, abyśmy przyjęli jego warunki. My to wszystko – tę całą nagonkę na TVP i na mnie osobiście – traktujemy jako pewnego rodzaju grę negocjacyjną. I jednocześnie rozumiemy, że negocjacje nie zostały zakończone.

Druga strona twierdzi co innego.
Jeśli rzeczywiście nie będzie chciał kontynuować rozmów, to trudno, nic na to nie poradzimy. Do negocjacji potrzebnych jest dwóch partnerów, a nas na razie traktuje się jako petenta. I my na takie traktowanie się nie zgadzamy. Jesteśmy skłonni usiąść do rozmów, ale tylko przy założeniu, że kwota za Euro 2008 będzie adekwatna.

Zdaniem Polsatu kwota już jest ustalona, a umowa między telewizjami ważna. Jeśli na czas nie przelejecie pieniędzy, sprawa trafi do sądu.
Zdaniem naszych prawników negocjacje nie zostały zakończone. Na pewno nie jest tak, że Polsat zażądał 10 mln euro, a my musimy się na to na zgodzić.

Sądzi pan, że prawnicy Polsatu to ignoranci?
Nie wiem. My wiemy, że nie ma dokumentów, w których zobowiązywalibyśmy się do zakupu praw do Euro 2008. Poza tym wielokrotnie powtarzałem przedstawicielom drugiej strony, że możemy rozmawiać, a i tak o ewentualnym kontrakcie decyduje uchwała zarządu TVP.

Skoro nic nie było ustalone, to po co umawialiście się z Polsatem u notariusza?
Nie umawialiśmy się, to kolejna nieprawda.

Czyli Polsat na potęgę produkuje niestworzone historie?
Było tak – około dwóch tygodni temu jeden z prezesów Polsatu wysłał pismo do TVP z prośbą o ustosunkowanie się do oferty w terminie 5 dni. My odpowiedzieliśmy, że zarząd nie przyjął kwoty zaproponowanej przez Polsat. I zaproponowaliśmy inną stawkę. Przyszło następne pismo – negocjacji nie ma, musicie zaakceptować takie warunki, jakie wcześniej wynegocjowaliście. Ale my ani przez moment nie przystaliśmy na 10 mln euro. Nie ma na to żadnych dokumentów. My tylko przyjmowaliśmy do wiadomości żądania Polsatu. Jeszcze raz powtarzam – chcemy się dogadać, ale nie chcemy przepłacać.

Chcecie połowę meczów Euro 2008 za 7,5 mln euro.
Wyjaśnijmy, co bierzemy. Ta propozycja, którą złożył Polsat, zakładała 15 meczów na antenie otwartej TVP. Z drugiej strony Polsat ma pozostałe 16 meczów i wszystkie 31 na antenie kodowanej. Jeśli ktoś mi powie, że to jest pół na pół, to będę zdziwiony… Polsat twierdzi – czego my na pewno nie wiemy – że zapłacił za prawa 15 mln euro, dlatego nasze warunki były uczciwe – mamy niespełna połowę praw i za to możemy zapłacić połowę kwoty licencji.

Nie można ważyć meczów na kilogramy. Są te mało atrakcyjne i są hity. Wybralibyście hity.
Nie chcieliśmy tego za darmo. Rozmawialiśmy o dziesiątkach milionów złotych i byliśmy w stanie negocjować dalej. Polsat postawił nas pod ścianą – albo zapłacicie 10 mln, albo nie będziecie nic mieli. Jeśli ta sytuacja się nie zmieni, nie dojdziemy do porozumienia.

I co wtedy? Będzie skandal – telewizja publiczna ściąga od ludzi abonament, a nie daje im tego, na co naprawdę czekają – meczów w mistrzostwach Europy.
Ludzie te mecze i tak otrzymają. Na antenie Polsatu. Straszenie, że jeśli TVP nie zakupi praw, to nie będzie gdzie obejrzeć meczów, jest bzdurą. Polsat musi udostępnić mecze z udziałem Polaków, fazę finałową i mecz otwarcia. Widz będzie miał tę rozrywkę.

Ale to wy ściągacie abonament, a nie Polsat!
Po przeliczeniu kosztów, które musielibyśmy ponieść z tytułu licencji, po uwzględnieniu środków abonamentowych, spółka i tak musiałaby dołożyć kilkanaście milionów złotych.

No to może trzeba dołożyć. Masa programów się nie zwraca.
Ja takich nie znam. Jakie się nie zwróciły?

„Przebojowa noc”, którą zdjęliście z anteny.
Nieprawda. We wskaźnikach jeszcze przed zakupem licencji wychodziła co najmniej na zero, jeśli nie ponad wskaźnik opłacalności. A tu przy samych wyliczeniach dotyczących Euro 2008 już jesteśmy na minusie.

Musicie koniecznie zarobić? Nie możecie dopłacić?
Oczywiście, że możemy. Czy zarząd jest skłonny dopłacić. Nasza propozycja i tak oznaczałaby stratę, ale dużo mniejszą. Taką, którą warto ponieść.

2,5 miliona euro nie warto?
Uważacie, że 10 milionów to jest mało?

A jaki zysk przyniosło TVP w zeszłym roku?
Mniej niż Polsat i TVN.

Ale były to duże pieniądze.
Kilkadziesiąt milionów złotych. Spółka musi liczyć pieniądze.