Reklama

Uwaga, grasuje killer. Specjalność: strzał z jedenastu metrów

redakcja

Autor:redakcja

23 kwietnia 2019, 23:37 • 4 min czytania 0 komentarzy

Piłkarzu Ekstraklasy, jeśli grasz mecz z Jagiellonią, musisz pamiętać o kilku podstawowych zasadach. 

Uwaga, grasuje killer. Specjalność: strzał z jedenastu metrów

Pierwsza – nigdy, przenigdy nie fauluj w polu karnym. A najlepiej nie wchodź w ogóle w kontakt (dla pewności).

Druga – nigdy, przenigdy nie zagrywaj w polu karnym ręką. A najlepiej przed meczem ją sobie utnij (dla twojego bezpieczeństwa).

Totolotek oferuje kod powitalny za rejestrację dla nowych graczy!

Jeśli złamiesz zasady, możesz być pewny, że z zimną krwią skarci cię hiszpański killer, który zwie się Jesus Imaz. Piłkarz Jagi wpadł w ciąg strzelania karnych, z którego nie potrafi wyjść. Nikt w Białymstoku oczywiście nie zamierza mu w tym pomagać, skoro w czterech ostatnich meczach wykorzystał… pięć jedenastek.

Reklama

– mecz z Zagłębiem Sosnowiec, z karnego pokonany Hrosso,
– mecz z Lechem, z karnego pokonany Putnocky,
– kolejny mecz z Lechem, z karnych dwukrotnie pokonany Burić
– no i mecz z Cracovią, z karnego pokonany Pesković.

Niebywała seria hiszpańskiego zawodnika, a przecież możemy dodać do tego inną – tę z meczów przeciwko Cracovii. To czwarty mecz Imaza przeciwko „Pasom” i piąty gol. A przecież statystykę zaniża jego pierwszy mecz w barwach Jagi, w którym piłkarz zagrał tylko 18 minut, świeżo po wyleczeniu urazu. Fajne, naprawdę fajne serie Jesusa. 

Ten karny spadł dziś Jagiellonii jak z nieba. Datković wykazał się sporą naiwnością – blokował strzał Kostala ręką i choć sędzia Kwiatkowski nie wyłapał tego w pierwszym momencie, powtórki wykazały, że ewidentnie była to oczekiwana piłka. Na co liczył? Ciężko stwierdzić, cała akcja została zresztą sprokurowana przez bezmyślną stratę piłki Dytiatjewa, który był dziś momentami tak elektryczny, jakby całą poprzednią noc spędził podpięty do prostownika (zupełnie jak Diego Ferraresso zresztą). Imaz strzelił w swoim stylu i Jagiellonia stwierdziła, że tyle dziś z efektownego kopania piłki. Festiwal bramek? Widowisko? Coś dla kibiców? Eee tam, przereklamowane. Rozpoczęła ryglowanie środka pola, przez który Cracovia nijak nie potrafiła przejść. 

Intencje Jagiellonii były znane już przed meczem, gdy zobaczyliśmy, że środek pola będzie składał się z Kwietnia, Romanczuka i Poletanovicia. Umówmy się – widzieliśmy już w tej lidze formacje mniej nastawione na rąbankę. Udało się w dużej mierze wyeliminować z gry Gola, choć ten do swojej okazji doszedł. W drugiej minucie powinien otworzyć wynik, po tym jak wywalczył sobie pozycję w polu karnym, lecz nie wykorzystał zagubienia Kelemena i Bodvarssona – uderzył wysoko ponad bramką. Umiejętnie, choć nieładnie eliminowany był także Hernandez, który został dziś sfaulowany co najmniej kilka razy. 

Na nieszczęście Cracovii, średnio funkcjonowały też skrzydła. Wdowiak zaliczył kompletnie bezbarwny mecz i trochę nie ogarniał, co w ogóle dzieje się na boisku. Po drugiej stronie pierwszy raz od początku wybiegł Cecarić i mamy wątpliwości, jak ocenić ten występ. No bo tak – nie można mu odmówić biegania. Był najaktywniejszy, podwajał, zamieniał się pozycjami, biegał jak szalony, lecz gdy już dostał piłkę – a prosił o nią co chwilę – często nie wiedział, co z nią zrobić (albo nie potrafił). Najlepiej spośród skrajnych pomocników „Pasów” spisał się Hanca, który po wejściu prawie wypracował dwie bramki. Najpierw posłał bardzo niekonwencjonalną wrzutkę na skos pola karnego, którą – choć pozycja była bardzo trudna – zgasił Cabera, lobując przy tym bramkarza, lecz koniec końców piłkę z linii wybił Mitrović. Zrobił wszystko, co w tej sytuacji można zrobić, jeśli nie jest się Messim. Po chwili Hanca znów ugryzł, posyłając płaską wrzutkę wzdłuż pola karnego – tym razem Cabrerze zabrakło trochę centymetrów. 

A więc to Cracovia próbowała, a Jagiellonia umiejętnie się broniła. Poza bramką białostoczanie w zasadzie nie zagrozili Peskoviciowi ani razu – no, może poza dynamicznym wejściem Kadleca. „Pasy” mogły, a wręcz powinny się odgryźć. Najlepszą szansę na strzelenie gola miał Cabrera, któremu ciasteczko górą zagrał Gol, lecz pozycja do najłatwiejszych nie należała – nie strzelił źle, piłka dodatkowo wpadła w kozioł, ale interwencją meczu wykazał się Kelemen. Ciężko ganić za to napastnika, ale jednak – piłkarz tej klasy powinien zrobić w takiej sytuacji więcej.

Reklama

Czy Jagiellonia wygrała zasłużenie? Raczej tak, bo zneutralizowała większość atutów Cracovii, choć gdyby padł remis, też nie mogłaby czuć wielkiego niedosytu. Wygrana umacnia jednak Jagę w tabeli i sprawia, że puchary stają się coraz bliższe. Jeśli sezon skończyłby się dziś, zajęłaby czwarte miejsce, a więc załapałaby się do Europy (lub na Kaukaz) niezależnie od finału Totolotek Pucharu Polski. Nad piątą pozycją ma trzy punkty przewagi. 

[event_results 578248]

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...