Dlaczego polski futbol stoi bramkarzami?
Weszło Extra

Dlaczego polski futbol stoi bramkarzami?

Najazd na Europę w wykonaniu polskich bramkarzy wciąż trwa – mamy pierwsze rękawice w hegemonie Serie A, mamy jedynki w Anglii i Niemczech, teraz walczyć o swoje we Francji pójdzie Radosław Majecki (jednak z większymi nadziejami niż Marcin Bułka). Z lig TOP 5 uchowała się jedynie Hiszpania. Polski bramkarz wypracował sobie w europejskim futbolu sporą renomę. Jest fachowcem rzetelnym, skutecznym i wciąż względnie tanim. Pytanie jak do tego doszło i co konkretnie mówi to o naszym futbolu?

Żeby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, warto przytoczyć jedną statystykę. Mianowicie: policzyłem jakie kraje i w jakiej liczbie mogą pochwalić się golkiperami numer jeden w pięciu czołowych ligach Europy. Wyniki są dla nas naprawdę satysfakcjonujące. Spójrzmy:

Hiszpania: 17

Francja: 12

Niemcy: 9

Włochy: 8

Anglia: 7

Polska: 5

Brazylia, Belgia, Portugalia, Czechy, Argentyna: 3

Holandia, Dania, Szwajcaria, Finlandia, Słowenia, Albania, Serbia, Senegal: 2

Słowacja, Australia, Węgry, USA, Szwecja, Rumunia, Kostaryka, Algieria: 1

Wiadomo, że na Hiszpanów, Francuzów, Niemców, Włochów i Anglików musimy spojrzeć pod innym kątem, skoro to oni tworzą ligi TOP5 i nic dziwnego, że szczególnie w tych słabszych zespołach stawiają po prostu na siebie. Natomiast my jesteśmy pierwszą nacją, która poza gospodarzami dostarczyła najwięcej golkiperów do kolejnych klubów i właśnie: nie w formie zapchajdziur, tylko bramkarzy numer jeden.

Szczęsny w Juventusie.

Skorupski w Bologni.

Drągowski w Fiorentinie.

Gikiewicz w Unionie.

Fabiański w West Hamie.

Możemy się zżymać, że poza Juventusem mówimy o co najwyżej średniakach rozgrywek, ale po pierwsze warto pamiętać, jak świetnie statystyki wykręcają Fabiański z Gikiewiczem w swoich klubach (na przykład Gikiewicz ma drugi procent obron wśród bramkarzy z ligi, którzy zagrali 10 i więcej meczów). Po drugie: to wciąż są najlepsze ligi Europy, czyli de facto świata i chyba nie mielibyśmy nic przeciwko, gdybyśmy mieli takich pewniaków do grania z pozycji skrzydłowych i dziesiątek? No, a niestety, żaden polski skrzydłowi i żadna dziesiątka nie jest obecnie w lidze TOP5 mile widziana. Ba, Krychowiak, czyli nasz galowy defensywny pomocnik, musiał wyemigrować do Rosji, by odnaleźć formę i podstawowej szóstki w najlepszych rozgrywkach też nie mamy.

Bramkarze są więc miłym wyjątkiem, którego może zazdrościć nam spora część Europy. Oczywiście dwóch między słupki nie wejdzie, ale zawsze dobrze mieć alternatywę, co udowadniały nam dwa ostatnie turnieje Euro – gdy Szczęsny albo zawalał, albo łapał kontuzję, miał kto go zmienić. I to jak: bez Fabiańskiego nie byłoby ćwierćfinału, kto nie oglądał meczu ze Szwajcarią po łebkach, ten wie.

Umiemy szkolić golkiperów. Naczelnym przykładem jest oczywiście Krzysztof Dowhań, któremu kolejni prezesi Legii powinni wysyłać oficjalne podziękowania, bo przez te wszystkie lata trener zarobił dla klubu mnóstwo kasy.

– Współpracę z trenerem wspominam bardzo dobrze – opowiada Maciej Gostomski. – Przyszedłem do Legii jako bardzo młody, 17-letni chłopak. To był mój drugi tata, który się mną zajmował, opiekował i pomagał. Zajmował się też sprawami pozasportowymi, tak więc uczyłem się od niego nie tylko sztuki bramkarskiej, ale i życia. Jak trzeba było powiedzieć coś ostrzej, to również mówił, nie było tak, że mnie jedynie „tulił”. Na pewno reagował na to, co się wokół mnie działo. Wówczas w Legii było dużo starszyzny i podpowiadał mi jak mam zachowywać się w konkretnych sytuacjach, nie tylko boiskowych, by do tego środowiska pasować. A jeśli chodzi o kwestie czysto sportowe, to pamiętam bardzo dobrze ułożoną prawą nogę trenera – potrafił strzelić z kroka bez rozgrzewki. A jeszcze był pan Lucjan Brychczy, którego strzałów nie dało się obronić! No, warsztat trenera Dowhania był bardzo dobry, czułem się świetnie po jego treningach. Cóż, mogę ten czas wspominać tylko dobrze.

– Każdy wie, jakim fachowcem jest trener Dowhań i jakich bramkarzy wychował – potwierdza Konrad Jałocha. – Ciężko powiedzieć jakiekolwiek złe słowo. Wiele czynników go wyróżniało, ma swoje indywidualne podejście do zawodu, to nie jest przypadek, że tylu bramkarzy potem się wybiło. Wiadomo, nie wszyscy, ale jedni mają większe predyspozycje, drudzy mniejsze. Ale jakość warsztatu trenera jest bardzo duża i uważam go za fachowca wysokiej klasy w Polsce i nie tylko.

– Bardzo skromny. Sprawia wrażenie, że to, co wykonuje, to nie jest nic wielkiego, pomimo tego, że wszyscy dookoła widzą tę ważną robotę, która przyniosła Legii parę groszy. Bardzo kulturalny człowiek. Miłośnik pączków, które często przynosił do biura, umiał przyjść, porozmawiać, zapytać, co słychać. Lubiłem go, zresztą nie znam osoby, która powiedziałaby na niego złe słowo. Skromny. Jakbym usłyszał nazwisko Dowhań, to pierwsze co by mi się skojarzyło, to nie, że trener bramkarzy. Tylko właśnie skromność i kultura osobista – mówi z kolei Wojciech Hadaj.

Arsene Wenger: – Ten człowiek produkuje fantastycznych bramkarzy.

Artur Boruc: – Trenera Dowhania mógłbym zatrudnić w Celtiku nawet na własny koszt. Bo tak brakuje mi jego zajęć.

Wiemy, jak często zmieniają się trenerzy w Polsce – i to nie tylko ci pierwsi – więc fakt, że Dowhań jest w Legii tyle lat, budzi szacunek. Mniej komfortowa sytuacja miała miejsce tylko raz, za kadencji Sa Pinto. Portugalczyk wyżej cenił umiejętności swojego człowieka, ale gołym okiem było widać, że ten może co najwyżej wiązać buty Dowhaniowi. Polak wykorzystał ten czas na operacje, bo czuł, że zaczyna się robić nieciekawie. Na szczęście Pinto został pogoniony w cholerę i fachowiec został na Łazienkowskiej, a pokłócony z całym światem będzie zwiedzał kolejne kluby.

POZNAN 20.05.2018 MECZ 37. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2017/18: LECHA POZNAN - LEGIA WARSZAWA 0:3 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: LECH POZNAN - LEGIA WARSAW 0:3 KRZYSZTOF DOWHAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Natomiast oczywiście nie jest tak, że polska szkoła bramkarzy to tylko Dowhań i nikt więcej. Jest przecież na przykład Andrzej Dawidziuk, który z – jak widać – dobrym skutkiem pomagał stawiać pierwsze kroki w karierze Łukaszowi Fabiańskiemu w Szamotułach.

A Arkadiusz Onyszko przekonywał ostatnio w Futbol News: – Moim zdaniem polscy trenerzy w tej sferze bramkarskiej to jest top światowy. Sami siebie nie doceniamy i nie wierzymy w swoje możliwości, bo często robimy inne różne wydarzenia w Polsce, gdzie przyjeżdżają z całego świata trenerzy bramkarzy, a tak naprawdę, gdy popatrzysz na zachodnie drużyny, ilu naszych golkiperów broni w dobrych klubach, to my powinniśmy jeździć po świecie i uczyć też innych.

Mamy więc fachowców, natomiast nie jest tak, jak chcieliby niektórzy, że trenerzy „od graczy z pola” mają niższe kwalifikacje i dlatego sprawa jest rozwiązana: tu mamy lepszy kadrę nauczycielską, tam gorszą, pora na CS-a. Nie, na nasze dobre wyniki w szkoleniu bramkarzy wpływa jeszcze parę innych czynników.

Po pierwsze trenerów wciąż jest mimo wszystko za mało, to praca niezbyt dochodowa, szczególnie na poziomie dziecięcym i młodzieżowym. Potem przychodzi jeden facet za śmieszną stawkę, musi ogarnąć wzrokiem trzydziestoosobową grupę, wychwycić u każdego braki, zalety, zrobić z tych wniosków użytek. Ciężko.

Dobrze mówił Jacek Cyzio: – Ja prowadzę prywatną akademię. Biorę chłopców od czwartego do ósmego-dziewiątego roku życia. Jak widzę, że któryś się wyróżnia, to mówię rodzicom, że warto go umieścić gdzieś wyżej. Sam też dzwonię do trenerów działających w miejscach, o których wiem, że tam praca będzie odpowiednio kontynuowana. Natomiast u mnie w grupie nie ma więcej niż dziewięciu chłopaków. To jest bardzo ważna rzecz, bo wówczas na zajęciach mogę zwrócić na każdego uwagę. Powiedzieć mu, jak ma ustawić stopę, jak biegać. Bo te dzieci uczy się też chodzić, biegać, dopiero dalej jest inna praca. Teraz słyszymy: Niezgoda nie umie biegać. Ale dlaczego? Ponieważ nikt się do tego nie przyłożył, gdy Niezgoda był dzieckiem. I ja, przychodząc do domu po zajęciach, wiem, kto zrobił postęp. A jak miałbym trzydziestu w grupie? Opłacałoby mi się, bo rodzice płacą, łatwo przeliczyć. Tylko wtedy zwracałbym uwagę tym najlepszym, słabszych bym nie zauważał i by gdzieś ginęli, a przecież mogą się rozwinąć.

Do czego zmierzam: z bramkarzami indywidualizacja treningu jest jednak prostsza. Masz ich kilku i jak na dłoni widzisz plusy czy minusy.

Potwierdza to Maciej Gostomski: – Zawsze się mówi, że bramkarz to inny zawód. Wiesz, łatwiej jest kierować jednostką i pomóc ją wypromować niż jak ma się grupę. Teraz jest lepiej, tych trenerów mamy jednak coraz więcej, ale jeszcze parę czy paręnaście lat temu tak nie było i jeśli było dwóch, trzech czy pięciu bramkarzy, to łatwiej było tym sterować.

I Konrad Jałocha: – Trener bramkarzy może śledzić każdy krok danego zawodnika. Podczas treningu jest twarzą w twarz z piłkarzem i widzi, jakie błędy popełnia. Natomiast trenerzy całego zespołu mają większe pole do obserwacji.

Po drugie, choć infrastruktura w polskim futbolu idzie do przodu, to jednak jeszcze parę lat temu nie było tak… hm, może nie różowo, tak wciąż nie jest, ale było bardzo źle. I wydaje się, że przy treningu bramkarskim, przynajmniej element infrastruktury nie grał aż tak wielkiej roli i to dlatego zachodnie kraje nie uciekły nam zbyt daleko. Wiadomo: fajnie, jeśli chłopak z rękawicami może się rzucać na równej trawie, a nie w błocie i piasku, natomiast nie miało to aż takiego znaczenia. Owszem, mogła cierpieć nogami – do dzisiaj właściwie żaden z polskich bramkarzy nie słynie z tego elementu – ale refleks, chwyt, grę na przedpolu dało się wypracowywać, z czego i bramkarze, i trenerzy bramkarzy korzystali.

Po trzecie jeszcze 10-15 lat to pozycja bramkarza była naszym jedynym łącznikiem z poważnym światem futbolu. Dzisiaj jest kosmita Lewandowski, jest kariera Piątka, który właściwie w parę chwil przeszedł drogę od Krakowa do Mediolanu, hattrick Milika w Lidze Mistrzów budzi mniejsze poruszenie niż gol Saganowskiego z Villarrealem. I tak dalej. Ale wtedy? W zasadzie tylko bramkarze trzymali nas przy piłkarskim życiu.

Dudek wygrywał Ligę Mistrzów.

Boruc czarował w Lidze Mistrzów, nie wyszedł z tym poza Celtic, ale dla nas to i tak było coś, widzieć jak broni na przykład karnego z United.

Kuszczak załapał się do Manchesteru United i nawet jeśli głównie grzał tam ławę, to pokazywał, że Polak może być chociaż w pozycji siedzącej blisko światowego futbolu.

Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie najlepszą drogę piłkarskiej kariery widzieli właśnie w byciu bramkarzem. Taką teorię potwierdza Adam Matysek.

– Sukcesy, które osiągali Dudek, Boruc, a dla starszego pokolenia Młynarczyk i Tomaszewski, działały na wyobraźnie. To byli zawodnicy, którzy przecierali szlaki i pokazywali, że stojąc między słupkami, można osiągać sukces, że on nie jest niemożliwy, skoro w tamtym czasie polski bramkarz mógł znaczyć tyle w Europie. Moim zdaniem wówczas coraz więcej chłopaków decydowało się na zostanie bramkarzem. Mieli też charakter, który nie pozwalał im zbaczać z tego kursu i mieli właśnie to przekonanie, że będąc bramkarzem stać ich na sukces w futbolu.

Co więcej, dobre wyniki polskich golkiperów nie działały tylko na wyobraźnię młodych adeptów sztuki piłkarskiej, ale i na zachodnie kluby. Jakkolwiek to brzmi, w futbolu też działa moda. Zwróćcie uwagę, że po wyczynach Lewandowskiego, Milika i Piątka dziś w Ekstraklasie wystarczy strzelić siedem goli na krzyż przez rundę, by wyjechać za granicę. Natomiast po nieudanych zagranicznych wojażach Starzyńskiego, Wolskiego czy nawet Mierzejewskiego, który się absolutnie spełnił, ale daleko od Europy, nie widać chętnych na ekstraklasowych rozgrywających.

GLASGOW 29.08.2019 REWANZOWY MECZ IV RUNDA ELIMINACYJNA LIGA EUROPY SEZON 2019/20: RANGERS FC GLASGOW - LEGIA WARSZAWA --- UEFA EUROPA LEAGUE SECOND LEG FOURTH QUALIFYING ROUND MATCH: RANGERS FC - LEGIA WARSAW ARTUR BORUC KIBICE LEGII FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Zagraniczne kluby wiedzą, która ziemia jest u nas żyzna, a która niezbyt urodzajna i nie ma sensu w nią inwestować.

Idąc dalej, na ciekawą rzecz zwraca też uwagę Jan Tomaszewski. Jego zdaniem bramkarzowi bardzo łatwo jest się w Ekstraklasie wybić. – Ja to mówię od kilkunastu lat, ale niestety do niektórych dziennikarzy, którzy sobie uzurpują prawo do bycia ekspertami, to nie dociera. U nas najczęściej w drużynie ligowej najlepszy jest bramkarz. Dlaczego? Dlatego że my nie gramy żadnym systemem. To jest ekstraklapa i u nas bramkarze w każdym meczu mają wiele okazji do wykazania się, bo często z przypadku zrodzi się sytuacja. A dam przykład. Wojtek Szczęsny w Juventusie, ponieważ wszyscy się Juventusu boją, ma na mecz jedną-dwie okazje. A u nas najlepsi bramkarze są z Legii i to jest wręcz niemożliwe, bo przecież Legia powinna cały czas dominować! I bramkarze w Legii mają bardzo dużo do powiedzenia, jeśli chodzi o zdobycie tytułu mistrza Polski, żeby wspomnieć choćby Arkadiusza Malarza. Niech pan mi powie: kto w Barcelonie zasłużył najbardziej na miano mistrza Hiszpanii? Messi, Suarez czy Ter Stegen? No właśnie.

Te słowa znajdują potwierdzenie w rekordach transferowych poszczególnych lig. Przypomnijmy te dane:

1. Hiszpania – 222 mln euro – Neymar z FC Barcelony do PSG
2. Anglia – 145 mln – Philippe Coutinho z Liverpoolu do FC Barcelony
2. Francja – 145 mln – Kylian Mbappe z AS Monaco do PSG
4. Portugalia – 126 mln – Joao Felix z Benfiki do Atletico Madryt
5. Niemcy – 125 mln – Ousmane Dembele z Borussii Dortmund do FC Barcelony
6. Włochy – 105 mln – Paul Pogba z Juventusu do Manchesteru United
7. Holandia – 85,5 mln – Matthijs de Ligt z Ajaksu Amsterdam do Juventusu
8. Ukraina – 59 mln – Fred z Szachtaru Donieck do Manchesteru United
9. Rosja – 55,8 mln – Hulk z Zenitu Sankt Petersburg do Shanghai SIPG
10. Austria – 29,75 mln – Naby Keita z RB Salzburg do RB Lipsk
11. Szkocja – 27 mln – Kieran Tierney z Celtiku do Arsenalu
12. Szwajcaria – 26,5 mln – Breel Embolo z FC Basel do Schalke
13. Belgia – 26,2 mln – Youri Tielemans z Anderlechtu do AS Monaco
14. Chorwacja – 23 mln – Marko Pjaca z Dinamo Zagrzeb do Juventusu
15. Turcja – 22,5 mln – Cenk Tosun z Besiktasu do Evertonu
16. Grecja – 20 mln – Nery Castillo z Olympiakosu do Szachtaru Donieck
16. Norwegia – 20 mln – John Obi Mikel z FK Lyn do Chelsea
18. Serbia – 12,93 mln – Dejan Stanković z Crveny Zvezdy do Lazio
19. Czechy – 12 mln – Alex Kral ze Slavii Praga do Spartaka Moskwa
20. Dania – 10,5 mln – Denis Vavro z FC Kopenhaga do Lazio
21. Rumunia – 9,7 mln – Nicolae Stanciu ze Steauy Bukareszt do Anderlechtu
22. Szwecja – 8,6 mln – Aleksander Isak z AIK-u Solna do Borussii Dortmund
23. Bułgaria – 7,5 mln – Jonathan Cafu z Łudogorca Razgrad do Girondins Bordeaux
24. Izrael – 7,23 mln – Eran Zahavi z Maccabi Tel Awiw do Guangzhou R&F
25. Polska – 7 mln – Radosław Majecki z Legii Warszawa do AS Monaco

Wyprzedzają nas 24 kraje i żaden z nich nie wypracował swojego rekordu przy pomocy bramkarza. Co więcej, jeśli pojechać tą listą dalej, to dopiero na 36. miejscu znajdziemy Litwę, która ma najwyższy transfer za Mariusa Adamonisa, golkipera, który za trochę ponad bańkę przeszedł do Lazio. Ponadto od sezonu 07/08 do 10/11 nasz rekord też należał do bramkarza, Łukasza Fabiańskiego i choć potem był jeszcze parę razy przebity, to dopiero transfer Bednarka został przeprowadzony z przebitką ponad miliona euro. Z kolei w pierwszej dziesiątce najdroższych transferów świata nie ma żadnego bramkarza, a w pierwszej pięćdziesiątce jest ich tylko dwóch. Trend jest więc zupełnie inny niż u nas, ale właśnie: dopiero od całkiem niedawna Europa rozumie, że można w Polsce znaleźć nie tylko dobrego bramkarza.

Zrozumiejmy się właściwie: to dobrze, że szkolimy porządnych bramkarzy, jest się z czego cieszyć. Natomiast to jest jednak zupełnie odmienna kategoria szkolenia i wciąż wiele pracy przed nami, by podnieść ten futbol na porządny poziom. Koniec końców samym bramkarzem dużego turnieju nie zwojujemy. Wiemy to przecież z autopsji.

Próbowaliśmy w 2006 i 2008 roku.

PAWEŁ PACZUL

KOMENTARZE (23)