Hakan Sukur kierowcą taksówki, czyli historia o pewnym prześladowaniu
Weszło

Hakan Sukur kierowcą taksówki, czyli historia o pewnym prześladowaniu

Jest legendą i najlepszym strzelcem w historii tureckiej reprezentacji. W 2002 roku cały naród zachwycał się jego fenomenalnymi występami podczas mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. A jednak Hakan Sukur dziś jest nie tylko niemile widziany w swojej ojczyźnie, co wprost nienawidzony, prześladowany i szykanowany przez tamtejszą władzę. Sam deklaruje, że prezydent Recep Erdogan odebrał mu wszystko. Całą narodową tożsamość, dumę, przynależność. W konsekwencji świetny niegdyś napastnik został zmuszony do emigracji do USA i zarabiania na życie w alternatywne sposoby – po tym, jak w kontrowersyjnie tajemniczych okolicznościach, zamknął swoją kawiarnię, teraz próbuje swoich sił w jeżdżeniu Uberem. Brzmi intrygująco. Jak to się w ogóle wszystko posypało?

Nie zawsze było źle. Znaczy, to oczywiste. Ośmiokrotny mistrz Turcji, pięciokrotny najlepszy piłkarz kraju, zdobywca Pucharu UEFA, brązowy medalista mundialu, zdobywca Złotego Buta – ktoś z takim dorobkiem zasłużył sobie na szacunek po karierze. Zagrał we Włoszech, zagrał w Anglii, trochę postrzelał, trochę pozwiedzał, zyskał przyjemny status legendy Galatasaray, dorobił się i mógł pozwolić sobie na porządne życie, gdy w 2008 roku zakończył piłkarską karierę.

Ale jego największym błędem było zaangażowanie w politykę. Kiedy w 2011 roku wchodził do parlamentu, startując w wyborach z list Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, którą założył prężnie działający Erdogan. Wszystko było między nimi pięknie. Wspierali się, współpracowali, nawzajem się od siebie uczyli, ale tylko do czasu. Można to nazwać byciem ze sobą tylko na dobre. Bez złego. Dlaczego? Ano dlatego, że w 2013 roku przez kraj przetoczyła się fala afer korupcyjnych, które doprowadziły do aresztowania ogromnej liczby ludzi związanych z ówczesną śmietanką władzy. Kłopoty wizerunkowe zaczęła mieć cała partia. I rozzłościło to Erdogana.

Obecny prezydent Turcji, ówczesny premier kraju, zareagował agresywnie. Pokazał swoje autorytarne oblicze. Przeprowadził kontratak medialny, społeczny, marketingowy i polityczny. Jeden groźniejszy od drugiego, drugi od trzeciego, a trzeci od czwartego. Zaczęło się wskazywanie wrogów, szykanowanie opozycji, manipulowanie tłumem, przedstawianie propagandowych wiadomości, aresztowania, zamykania szkół prowadzonych przez ludzi z przeciwnego środowiska. Sukur się z tego wypisał. Odszedł z partii, zaczął głośno mówić o patologiach władzy i stanął po stronie Fetullaha Gulena – największego wroga Erdogana, którego ten utożsamiał ze wszystkimi wadami znienawidzonego i tępionego przez siebie światka opozycji.

Nie minęło dużo i Sukur znalazł się w sytuacji beznadziejnej. Nie można zadzierać z systemem, z władzą ze skłonnościami autorytarnymi, z silnym i mściwym prezydentem, a przy tym liczyć na komfort życia w państwie. Oj, nie można.

***

– Erdogan zabrał mi wszystko. Nawet nie potrafię tego określić. Oplótł wszystko, co miałem, łapami państwa i wszystko mi odebrał. Prawo do wolności, prawo do słowa, prawo do bycia sobą, prawo do realizacji swoich przedsięwzięć, prawo do swojej spuścizny, prawo do pracy, prawo do rodziny. Wszystko. Odebrał mi to bez mrugnięcia oka – Hakan Sukur.

***

W Turcji spotykał się z pierwszymi problemami. Nie dość, że rządowe media wypuściły cały szereg szkalujących go plotek, to jeszcze przeszkadzano mu w prowadzaniu rentownego biznesu. Walczono z nim, konsekwentnie zabijano w nim zapał i przedstawiano go jako światowca, który jest za modelem państwa, odchodzącego od tradycyjnych wartości. Nie wytrzymał tego. Podjął decyzję o wyjeździe do USA. Żeby zacząć na nowo. Przemyśleć wszystko. Zastanowić się, co robić dalej.

Założył własną kawiarnię. I był w miarę szczęśliwy. Głównie dlatego, że w końcu był anonimowy. W Kalifornii praktycznie nikt go nie kojarzył. Mógł serwować kanapki na gorąco, kawę, herbatę, lemoniady, wymyślać nowe potrawy, żyć w zaciszu swojej malutkiej knajpki, która szybko zyskała przyzwoity prestiż. Ot, zwykłe miejsce, które prowadził sympatyczny, nieźle zbudowany, zadbany siwy facet w średnim wieku.

Ale o tym zwykłym facecie zupełnie inaczej myśleli w Turcji. Wszystko zmieniło się, jak w kalejdoskopie, po nieudanej próbie puczu w 2016 roku. Erdogan szukał winnych. Zaczął czystki. Na Sukura wydano nakaz aresztowania, postawiono mu zarzuty obrazy prezydenta i nadano mu rolę jednego z wrogów publicznych numer jeden.

– To totalny absurd. Jaka miałaby być moja rola? Nikt nie potrafi tego wytłumaczyć – tłumaczył Turek i zaraz dodawał: – Robiłem same legalne rzeczy. Nie jestem żadnym terrorystą czy zdrajcą. Nic takiego. Jestem wrogiem złego rządu, ale na pewno nie narodu, bo kocham mój kraj.

Rząd oczywiście uważał inaczej. Skonfiskowano jego dziesięciomilionowy majątek, biznesy, posiadłości, aresztowano jego rodziców, których wypuszczono tylko przez wzgląd na to, że jego ojciec miał raka, więc w geście wielkiej łaski skazano go na areszt domowy. Sukur przez to wszystko cierpiał. Przytoczmy tutaj dwie sytuacje, które w swoim wymiarze są i przerażające, i znamienne, i symboliczne.

Sytuacja pierwsza

Pewnego dnia Sukur przychodzi do swojej kawiarni. Otwiera ją, przychodzą pierwsi goście, komuś serwuje kawkę, komuś herbatkę, komuś ciasteczko. Nic nowego. Codzienność. I nagle staje się to. Pod okna kawiarni przychodzi grupa szemranych ludzi o bliskowschodniej karnacji. Wyglądają niebezpiecznie. Nie zamierzają wejść. Przyglądają się gościom. Rozstawiają głośnik. Stoją, mierzą się, straszą, aż nagle z ich sprzętu zaczyna lecieć Dombra – klasyczna turecka muzyka, którą zwolennicy politycznego światopoglądu środowiska Recepa Erdogana uznają za jedyną prawdziwą, słuszną i nieskażoną wpływami zachodu. Sukur się przestraszył. Zrozumiał, że to nie przelewki. Jest groźnie. Po tej sytuacji otrzymał ochronę.

Sytuacja druga

Do USA przyjechała grupa studentów z Turcji. Jeden z nich po spotkaniu z Hakanem Sukerem zrobił sobie z nim zdjęcie. Wrzucił je na media społecznościowe, po czym niczego nieświadomy wrócił do kraju. Tam, a nie minęło nawet kilka tygodni, czekała już na niego władza, która szybko znalazła na niego odpowiednie haki i aresztowała go bez większych wytłumaczeń. Sukur ponownie był załamany. Sprawa była druzgocąca i oczywista.

***

– Od 2013 roku, z każdym dniem, w ojczyźnie czułem się coraz bardziej zagrożony. Wiedziałem, że nikt mi nie pomoże, nie mogę na nikogo liczyć, bo nikt nie będzie w stanie w pojedynkę wygrać z autorytarną władzą. Teraz też się boję. Boję się o to, co będzie jutro. Tu mam rodzinę, tu mam przyjaciół, ale w Turcji też zostało sporo bliskich mi osób, które cierpią przez mnie. To jeszcze gorsze niż strach o swoje zdrowie – mówił Hakan Sukur.

***

Turek stracił więc swoją pozycję społeczną, szacunek w narodzie i wszystkie pieniądze, które miał w kraju. Miał, ale już nie ma. Ulotne. Wszystko wziął rząd. Po tym, jak zamknął kawiarnię, musiał znaleźć sobie coś nowego. Zaczął sprzedawać swoją książkę, ale to mu nie wystarczyło, więc postanowił, że będzie jeździć Uberem. Przyznamy: oryginalny i ciekawy sposób na zarobek po karierze dla dobrej klasy piłkarza.

I cóż, wyobrażamy sobie, że wybieramy się na wycieczkę krajoznawczą do Stanów Zjednoczonych, szukamy fajnego i w miarę taniego transportu, bierzemy sobie Ubera, przyjeżdża, siadamy, patrzymy, a za kierownicą Sukur. Wiecie, może niekoniecznie Amerykanie by go poznali, ale w Europie to nie jest pierwsze lepsze nazwisko, więc można byłoby przeżyć świetną przygodę. Ale z drugiej strony, w obliczu dramatu tego człowieka, tego jak cierpi on i jego rodzina, jak został zmarginalizowany i wyalienowany, trudno patrzeć na tę historię z ciekawostkowym uśmiechem na twarzy.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (34)