Kasa, misiu, kasa. Aktualne jak nigdy wcześniej
Blogi i felietony

Kasa, misiu, kasa. Aktualne jak nigdy wcześniej

Kasa, misiu, kasa. Słynne powiedzenie Janusza Wójcika, z którego trochę się śmiano i nadal śmieje, bo taka też przylgnęła łatka do Wójta, że chodziło mu tylko o pieniądze. No, może jeszcze o alkohol. Niestety, jeśli Wójcik nawet kochał pieniądze, to wszystko działo się w małej skali, przynajmniej w porównaniu do futbolu w wydaniu XXI wieku. Bo też dzisiaj rządzący piłką nie widzą na boisku piłkarzy, tylko biegające jakimś cudem rolki pieniędzy. Na trybunach nie ma kibiców, są czeki. I tak dalej. Nie dość, że jest to dość smutne, to jeszcze psuje nam futbol.

Powiecie, że obrażam się na rzeczywistość i może tak. Natomiast nie bądźcie wówczas hipokrytami, bo wy się wkurwiacie jak na przykład wasze kluby odpadają z europejskich pucharów. To też niezrozumiałe, prawda? To tak jakby się wściekać, że po niedzieli jest poniedziałek i trzeba wracać do pracy. Normalna kolej rzeczy, a jednak trochę nas irytuje. Więc zły mam prawo być i ja.

Punktem wyjścia tego żalu jest oczywiście to, co stało się z superpucharem Hiszpanii. Nie chcę mi się grzebać w przeszłości, ale aż trudno uwierzyć, że w superpucharze mogły kiedyś wystąpić drużyny, które nic w sezonie nie wygrały. Ostatecznie zdobyć takie trofeum, okej, w końcu pokonanym rywalem mógłby być zdobywca mistrzostwa i pucharu. Ale finał bez udziału ani mistrza, ani pucharowicza? No, absurd, absolutny absurd, wymyślony oczywiście dla pieniędzy.

Co będzie dalej? Może zaproszą i drużyny z miejsc pięć – osiem, żeby zrobić ćwierćfinały? Za parę lat 1/8? A czemu beniaminkowie nie mogą grać w takim turnieju? Lepiej byśmy ich poznali. Kto wie, może superpuchar Hiszpanii zdobędzie kiedyś zaproszona gościnnie ekipa z Chin. Byleby się kasa zgadzała.

To przez kasę będziemy się męczyć z Euro 2020. Był to kiedyś fajny turniej, organizowany przez jeden – dwa kraje, przyjeżdżało 16 najlepszych ekip. Krótkie, ale intensywne granie, na dobrym poziomie. Ale nie, trzeba było to rozciągnąć najpierw pod względem ekip, teraz na cały kontynent, żeby „najlepsi” przyjechali do Azerbejdżanu, ale też może zahaczyli o Irlandię. Byleby się kasa zgadzała.

Mundial? Czerwiec-lipiec, wiadomo, gramy. No nie. Teraz będziemy grać zimą, bo w Katarze nie można latem. Terminarze lig rozpieprzone, przygotowania do turnieju rozpieprzone, ale co z tego? Byleby się kasa zgadzała.

Wszystko pod pretekstem promocji futbolu, jakichś wyższych ideałów, dawania szansy słabszym, by się rozwinęli. Co za okropne pierdolenie. Obrzydliwe. Jak już lecicie, panowie, na hajs, to chociaż miejcie odwagę to przyznać, zamiast zasłaniać się jakimś bzdurami. Najpierw gadacie, byle gadać, potem wszystko wychodzi w śledztwie i Blatter z Platinim mają problemy. Nie zdziwię się, jak ten magik, szef ligi hiszpańskiej, też wkrótce wyląduje na czołówkach gazet i poznamy go nieco bliżej. Nie dlatego, że jest geniuszem.

Ale jak czytałem, też coś pieprzył o potrzebie wpompowania pieniędzy w niższe ligi i kobiecy futbol. Ha, ha, ha. Umówmy się, że w dupie masz kobiecy futbol.

Na futbolu trzeba robić pieniądze, by on sam się rozwijał, to jasne, ale właśnie: miło byłoby, gdyby i ten futbol się rozwijał, a nie tylko konta bankowe kolejnych przygłupów. Niestety nie mam takiego wrażenia. Czy przez te parę lat Neymar udowodnił, że wart był ponad 200 baniek? Nie. Czy Griezmann pokazuje teraz w Barcelonie, że warto było wrzucać w niego kilkadziesiąt milionów? Nie. I tak dalej. Płacą za piłkarzy coraz więcej, ale żeby poziom urósł od dawnego rekordzisty, Zidane’a, to nie powiem.

No, ale trzeba gdzieś upchnąć prowizje menadżerskie, kasę za podpis, klauzule wizerunkowe. Byleby kasa się zgadzała.

Powtórzę: świata nie zmienię, ale wściec się mogę. I w takich momentach doceniam, że polski klub potrafi wydać kilkadziesiąt tysięcy miesięczne na Busuladzicia. Bo my jesteśmy po prostu głupi, a nie pazerni.

KOMENTARZE (11)