Smutny rok polskiej piłki
Blogi i felietony

Smutny rok polskiej piłki

Nie wiem, ile dokładnie jest drużyn w polskiej piłce, nawet nie ma sensu tego liczyć, bo klub może istnieć, ale żeby tam była jakaś choć trochę sensowna drużyna – no, niekoniecznie. Na pewno na szczeblu centralnym mamy 52 zespoły. Za rok 2019 można pochwalić w jakikolwiek sposób dwa, tak więc średnia wychodzi nam dość przygnębiająca.

Chodzi mi o Piasta i Lechię. Nie co roku te ekipy zdobywają trofea, a tutaj zagarnęły wszystko dla siebie – mistrzostwo, Puchar Polski, Superpuchar.

Czy są w kraju teoretycznie mocniejsze drużyny? Są.

Czy są bogatsze kluby? Są.

Jednak tam jest „zero tituli”, a w Gliwicach i w Gdańsku można się było chwilę pocieszyć. Oczywiście ta radość została zmącona przez europejskie puchary, dlatego nie mówią tutaj w kategoriach wielkiego sukcesu. Raczej o pochwale w stylu rodzicielskim: ładny obrazek, synu, co prawda słońce jest zielone, trwa żółta, natomiast brawo za starania.

Cóż, reszta ekip nie postarała się nawet o takie dzieło. I nie mówię nawet o zdobywaniu mistrzostwa, bo można nic nie wygrać przez cały rok, a i tak być zadowolonym. Niestety Legia najpierw nie zrobiła mistrzostwa, potem grała momentami zawstydzająco w pucharach, by odpaść za sprawą jednej bramki (co jest dość kuriozalne, biorąc pod uwagę radość z „żelaznej” defensywy). Lecha nie ma, ale to już od paru lat. Widzew nie awansował z drugiej ligi do pierwszej, trudno to wręcz skomentować inaczej niż śmiechem. Beniaminkowie Ekstraklasy szału nie robią – okej, jeszcze Raków coś tam pokazuje, choć nie podbija kibicowskich serc jak wcześniej Górnik, natomiast ŁKS…

Jest, ale zaraz go pewnie w tej umownej elicie nie będzie.

Reprezentacje? Seniorska swoje zrobiła, natomiast żeby kogokolwiek przekonała, że na Euro zagra więcej niż trzy mecze? Chyba nikogo, ewentualnie skrajnych optymistów. Młodzieżówka miała swoje pięć minut na Euro, ale tam do sukcesu trzeba było siedmiu, więc nie udało się wyjść z grupy i bajki o Igrzyskach pozostały tylko bajkami.

Jeśli chodzi o indywidualności, to wiadomo, mamy Lewandowskiego, Szczęsnego (bodaj największa szansa na zwycięstwo w Lidze Mistrzów z Polaków) i w zasadzie tyle. Trójkę mógłby uzupełnić Milik, umiejętności ma, natomiast nie ma zdrowia. Zieliński z kolei na odwrót (i ruszyli obrońcy tego talentu do klawiatur!). Szkoda Piątka, ale futbol widział tyle gwiazd jednego sezonu, że w końcu musiało paść na Polaka.

Teraz w kraju trwa podnieta Karbownikiem, co jest w sumie znamienne. Nie mamy powodów do ekscytacji związanych z dziesiątką czy napastnikiem (takich na początku drogi), więc cieszymy się z bocznego obrońcy z ambicjami na pozycję numer sześć. Jakaś nadzieja jest w Jóźwiaku, ale tylu podobno uzdolnionych skrzydłowych z Polski szturmowało Europę i przepadało, że ja mimo sympatii do chłopaka, wolę poczekać.

No co ja wam będę mówił – nudny to dla nas był rok. Ani wyników, ani większych emocji. Ot, takie dwanaście miesięcy do odbębnienia. Liczę, że kolejny będzie ciekawszy, pierwsze wrażenia zmontujemy sobie – jak to my – sami.

Jakim systemem tym razem zagra liga?!

Nie mogę się doczekać odpowiedzi!

KOMENTARZE (26)