Czy napastnicy Piasta już zapadli w zimowy sen?
Weszło

Czy napastnicy Piasta już zapadli w zimowy sen?

Zapewne mało która ekipa z Ekstraklasy na myśl o zimowej przerwie cieszy się równie mocno jak Piast Gliwice. Podopieczni Waldemara Fornalika wyraźnie mają już dość. Przegrali trzy ostatnie mecze i nie strzelili w nich nawet jednego gola, ale jeszcze trzeba się pomęczyć z ŁKS-em i Wisłą Płock. To bardzo ważne spotkania, które zdefiniują, o co zespół będzie walczył na wiosnę. Mimo że ostatnio aktualni mistrzowie Polski posypali się w defensywie, ich głównym problemem pozostaje to, co (nie) dzieje się z przodu.

Całościowo Piast nadal wygląda nieźle w tyłach. Przed tym weekendem ledwie cztery drużyny mogły się pochwalić mniejszą liczbą straconych goli. Oczywiście i tutaj Fornalik ma się czym martwić, bo przy każdej ze wspomnianych porażek stoperzy zawalali mu sprawę – najpierw Piotr Malarczyk, później Tomas Huk, a w Szczecinie przede wszystkim Uros Korun. Na pewno te mecze potoczyłyby się jednak inaczej, gdyby atak robił swoje. Pijemy zwłaszcza do starcia ze Śląskiem Wrocław. Statystyki nie kłamią – gliwiczanie z dziewiętnastoma strzelonymi golami przed 18. kolejką legitymowali się piątą najsłabszą ofensywą ligi.

Rzadziej do siatki rywali trafiała tylko czwórka zamykająca tabelę, czyli Arka, Korona, ŁKS i Wisła Kraków. Wymowne.

Teoretycznie rywalizacji w ataku Piasta nie brakuje. We wszystkich meczach w pierwszym składzie wychodził Piotr Parzyszek, ale nigdy nie dotrwał na boisku do końca. Zawsze ktoś za niego wchodził – albo Patryk Tuszyński, albo Dominik Steczyk, albo Dani Aquino (na inaugurację z Lechem Poznań). Rzecz w tym, że pierwszy ma spore problemy ze skutecznością i trafia bardzo nieregularnie, Tuszyński i Steczyk ciągle są bez bramki, a Aquino dopiero niedawno wrócił do kadry po poważniejszej kontuzji.

Siłą rzeczy kiepski dorobek gliwiczan z przodu to rzucenie kamyczka przede wszystkim do ogródka Parzyszka. Przy Okrzei jest od półtora roku i dał się już poznać jako napastnik o dużych wahaniach formy. Debiutancką rundę niemalże spisał na straty, przegrywając rywalizację z Michalem Papadopulosem. Skończyło się na dwóch golach. Początek tegorocznej wiosny miał znakomity, szczególnie w spotkaniach przed własną publicznością. Końcówka sezonu była już trochę słabsza, przykryła ją jednak zwycięska bramka z Lechem pieczętująca sensacyjny tytuł.


2020-02-21 18:00
ŁKS Łódź
-
Pogoń Szczecin

2020-02-21 20:30
Śląsk Wrocław
-
Górnik Zabrze

2020-02-22 15:00
Arka Gdynia
-
Raków Częstochowa

2020-02-22 17:30
Legia Warszawa
-
Jagiellonia Białystok

2020-02-22 20:00
Piast Gliwice
-
Cracovia

2020-02-23 12:30
Wisła Płock
-
Zagłębie Lubin

2020-02-23 15:00
Wisła Kraków
-
Korona Kielce

2020-02-23 17:30
Lech Poznań
-
Lechia Gdańsk

2020-02-28 18:00
Raków Częstochowa
-
Piast Gliwice

W tym sezonie były as holenderskiego De Graafschap na premierowe trafienie czekał do 5. kolejki. Tydzień później poszedł za ciosem i wydawało się, że wrócił na właściwe tory. Błąd – sinusoida trwała. Cztery mecze niemocy, potem dwa gole w trzech spotkaniach, a teraz sześć kolejnych meczów bez gola. Snajperska posucha Parzyszka trwa już ponad 400 minut. Bywa, że nie ma on wsparcia kolegów i musi przede wszystkim walczyć z obrońcami, ale często zwyczajnie zawodzi go skuteczność, że wspomnimy tylko niedawne występy z Koroną, Jagiellonią czy Śląskiem. Nie przez przypadek napastnik ten jest jednym z najsłabszych pod względem „expected goals”, co wylicza portal Ekstrastats.pl. Z regularnie grających „dziewiątek” gorszy współczynnik mają tu jedynie Uros Djuranović, Igor Angulo i Fabian Serrarens.

Oczywiście nie można całej winy zrzucać na Parzyszka. Steczyk regularnie dostaje szanse i jeszcze żadnej nie wykorzystał. Ba, jak na razie zdołał oddać raptem cztery strzały. Tuszyński miewał już dobre wejścia z ławki, szczególnie przeciwko Jagiellonii, ale fakty są bezlitosne: dodając mu początek rozgrywek z Zagłębia Lubin, w tym sezonie ma już 17 występów, 530 uzbieranych minut, a goli ciągle zero. Poza Jorge Felixem i Gerardem Badia nie trafiają również pomocnicy. Sebastian Milewski jako skrzydłowy to w praktyce jedna ofensywna pozycja mniej, występuje tam z konieczności. Tom Hateley przynajmniej zaliczył trzy asysty, Patryk Sokołowski nie ma nawet choćby jednego kluczowego podania. Daje do myślenia.

ekstraklasa-2019-12-15-01-12-13

Nie dziwi zatem, że Piast prezentuje się słabo jako drużyna, gdy analizujemy różne ofensywne statystyki. Według wyliczeń ekstrastats.pl, mistrzowie Polski są na czwartym miejscu pod względem celnych strzałów na mecz (4,94) i procentu celnych strzałów, ale jeżeli chodzi o proporcje celne strzały/gole, w całej stawce gorsza jest już tylko Korona Kielce. Gdy z kolei weźmiemy pod uwagę stosunek strzelonych goli (bez bramek samobójczych) do wszystkich strzałów oddanych przez daną drużynę, gliwicki zespół jest trzeci od końca, podobnie jak w procentowym zestawieniu wykorzystywanych szans (23,81%). Coś z czegoś wynika, nie ma przypadku.

Kiedy się przełamywać, jak nie teraz? ŁKS z pięciu ostatnich meczów przegrał cztery, ma drugą najgorszą defensywę ligi, a z wyjazdów jak dotąd przywiózł cztery marne punkciki.

piast lks grafa przedmeczowa

KOMENTARZE (1)