Rash-dwa i Mourinho pokonany
Anglia

Rash-dwa i Mourinho pokonany

Jeśli Bóg faktycznie jest wszędzie, Marcusa Rashforda dziś trzeba nazywać bogiem Old Trafford. To właśnie jego sprawką jest popsucie stuprocentowego bilansu zwycięstw Jose Mourinho w Tottenhamie już w jego czwartym meczu.

Właśnie na tak dysponowanego Rashforda tak mocno liczyli na Old Trafford, gdy sprzedawali do Interu Romelu Lukaku, jednocześnie dając Anglikowi tego lata gwiazdorski, wart 200 tysięcy funtów tygodniowo kontrakt. Liczyli, że wychowanek będzie liderem, główną strzelbą United. Że z każdym sezonem będzie coraz lepszy – ma przecież dopiero 22 lata, a już rozgrywa piąty sezon w Premier League, uzbierał już też 38 występów w reprezentacji Anglii.

Ale choć swoją przygodę w United, jeszcze za Louisa van Gaala, Rashford zaczął od podpartego asystą dubletu z Arsenalem, jego wyniki strzeleckie cały czas były takie sobie. Gdy objawił się światu, wielu widziało w nim murowanego kandydata do walki o tytuły króla strzelców, a do tej pory jego ligowa życiówka to dziesięć trafień z poprzedniego sezonu. Taka sobie.

Dziś można powiedzieć bez wielkiego ryzyka, że ją przebije. Wreszcie nie ma się czego wstydzić, gdy sprawdza w klasyfikacji strzelców, co słychać u Kane’a, Aguero, Salaha. Żaden z nich nie jest lepszy w trwającym sezonie ani pod względem goli, ani po zsumowaniu bramek i asyst. Ba, w całej Premier League tylko trzech piłkarzy ma więcej bramek, a tylko dwóch wyprzedza Rashforda w klasyfikacji kanadyjskiej.

Swoją drogą nie tak znów dawno, jako ekspert Sky Sports, Jose Mourinho twierdził, że Marcus Rashford nie będzie bramkostrzelną „dziewiątką”. Los to figlarz, co nie?

Środowego wieczora był po prostu najlepszy na boisku. Przewyższał wszystkich o głowę, choć taki Dele Alli bardzo chciał rzucić mu wyzwanie. Bezskutecznie. Rashford był piekielnie groźnym drapieżnikiem, po którym widać było od razu, że raczej prędzej niż później zatopi zęby w zdobyczy. Sześciu minut potrzebował, by zgarnąć piłkę po błędzie Davinsona Sancheza i strzelić po krótkim słupku mocno, nieprzyjemnie, wreszcie tak, że Paulo Gazzaniga popełnił błąd i nie zbił piłki poza światło bramki. Czterech w drugiej połowie zaś, by okazać się szybszym i sprytniejszym od Moussy Sissoko, wślizgnąć się przed niego i dać sfaulować w polu karnym. Do jedenastki nikt inny podejść nie mógł – to musiał być grający mecz na bardzo wysoką notę Anglik. Choć mylił się już w tym sezonie, tym razem nie dał szans Gazzanidze.

A mógł go pokonać jeszcze spokojnie ze dwa razy – Argentyńczyk jednak po wpadce z początku spotkania rozegrał świetne zawody. Bronił każde uderzenie, a tych było trochę – Rashford dwa razy huknął z dystansu tak, że gdyby wpadło, rubryka „bramka kolejki” miałaby poważnego kandydata. Zza zasłony rywala próbował też choćby James – bezskutecznie wobec świetnego refleksu golkipera.

Na nic jednak zdały się wszystkie te interwencje, bo Tottenham – dziś zdecydowanie bardziej wycofany niż w starciach z West Hamem czy Bournemouth – potrafił odpowiedzieć tylko golem. Ale za to jakim! Dele Alli, nowy piłkarz od kiedy Mourinho zastąpił Pochettino, w zamieszeniu w polu karnym wpadł na i zrealizował szalony pomysł, który wpadłby do głowy tylko piłkarzowi o ogromnych pokładach wyobraźni. Podrzucił piłkę nad głową przeciwnika jak w grze komputerowej, a potem z zimną krwią wykończył obok bezradnego De Gei.

Alli miał też okazję, by wyrównać w samiutkiej końcówce. Choć po prawdzie Spurs na punkt nie zasłużyli i to chyba kilka gram sprawiedliwości w tonie okrucieństw futbolu, że uderzenie z powietrza Anglika było wymagające, ale nie dość, by De Gea pomylił się tak, jak na starcie meczu Gazzanigga.

Tottenhamowi nie udało się więc na starcie przygody z Jose Mourinho nawiązać do ostatniej serii czterech zwycięstw, jeszcze z przełomu stycznia i lutego tego roku. I tym samym w tabeli spadł za United, którzy wkręcili się do Top Six. Przynajmniej do jutra, gdy Czerwone Diabły przeskoczyć mogą Arsenal i Sheffield United.

Manchester United – Tottenham Hotspur 2:1
Rashford 6′, 49′ (k.) – Alli 39′

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (3)