Trzy budujące gesty kibiców z minionego weekendu
Weszło

Trzy budujące gesty kibiców z minionego weekendu

To oczywiste, że w DNA futbolu leżą antagonizmy. Kochamy umiejętnie wbijane szpilki, rywalizację klubów, zaczepki kibiców, o ile oczywiście nie przekraczają granic zdrowego rozsądku i dobrego smaku. Ale jeszcze bardziej rajcują nas te momenty, gdy dwa przeciwne obozy mogą się zjednoczyć. Bo piłka piłką, to tylko bieganie dwudziestu dwóch facetów w krótkich spodenkach po równej trawie, ale nie ma w futbolu nic fajniejszego niż zwykłe, ludzkie gesty.

Tego weekendu widzieliśmy na europejskich stadionach trzy kapitalne zachowania kibiców, o których warto wspomnieć. Pierwsze w Niemczech, drugie w Anglii, trzecie w Holandii.

1. Warto było rzucić okiem na Bundesligę ze względu na polski akcent – Rafał Gikiewicz podejmował u siebie swój były klub, Freiburg. Tajemnicą poliszynela jest, że nasz bramkarz zostawił w swoim poprzednim klubie tonę podrażnionej ambicji. No i sportowo pokazał, że zasłużył we Freiburgu na znacznie więcej – jego Union wygrał 2:0, a Polak był jednym z najlepszych na placu.

Dla kibiców Freiburga najgorsze działo się jednak dopiero po meczu. Wynajęty pociąg, którym mieli przemierzyć osiemset kilometrów do domu, zapalił się jeszcze na stacji w Berlinie. Trzy osoby zatruły się dymem, poza tym – udało się uniknąć nieszczęścia. Relacje z tego nieszczęśliwego wypadku wyglądają dramatycznie.

Kibice odpalili podczas spotkania tak dużo pirotechniki, że aż trener Christian Streich na konferencji prasowej ganił własnych sympatyków. – To katastrofa – grzmiał. – Nie wiem, czy chcieli być tak bardzo cool z tego powodu, że są w stolicy. Albo może uderzyło im do głowy to, że mamy już czternaście punktów?

Smutny chichot losu sprawił, że chwilę po tych słowach kibicowski pociąg stanął w ogniu, co uruchomiło po pierwsze procedurę ratunkową, po drugie – szukanie alternatywnego sposobu dostania się na drugi koniec kraju. Co zrobili w tej sytuacji fani Unionu? Zaproponowali, by delegacja kibiców Freiburga… spędziła noc u nich na stadionie. W loży VIP.

Do tego finalnie nie doszło, bo nocleg potrzebującym kibicom sfinansowała firma odpowiadająca za felerny pociąg, a w międzyczasie udało skombinować się inną formę powrotu do domu. Sam gest uznajemy jednak za bardzo zacny. Chwilę wcześniej stali po dwóch stronach barykady, mogli zjednoczyć się, gdy przyszły nieprzewidziane problemy.

2. Na drugi świetny gest zdecydowali się kibice angielskiego Ipswich Town, którzy wywiesili transparent solidarności z Billym Kee, piłkarzem Accrington Stanley. Billy Kee nie zagrał w tym sezonie jeszcze w ani jednym spotkaniu. Powód – depresja. O tym jak poważna to choroba, uświadomił świat piłki przypadek Roberta Enke. Żartów z nią nie ma, więc kibice Ipswich zabrali za sobą na mecz transparent: “Billy Kee: you’re not alone”.

Za ten gest ładnie podziękował na Twitterze klub zmagającego się z demonami piłkarza.

Niby to tylko prosty transparent, a jednak serce rośnie.

3. W trudnej sytuacji życiowej znalazł się także Mohammed Ihattaren, 17-letni talent z PSV, który od początku sezonu gra pierwsze skrzypce w drużynie z Eindhoven. Niedawno zmarł jego ojciec. Marokańczyk opuścił z tego powodu jedno spotkanie, do składu wrócił na mecz z Utrechtem. Co najważniejsze, na mecz rozgrywany na wyjeździe.

To kluczowa informacja, bo podczas tego spotkania cały stadion oklaskiwał młodego Ihattarena przez całą 24. minutę (piłkarz gra z numerem 24). Marokańczyka z Utrechtem łączy miejsce pochodzenia, choć w lokalnym klubie nigdy nie zagrał. Mogli kibice przejść nad wydarzeniem do porządku dziennego, a jednak zdecydowali się na fantastyczny gest wsparcia.

Piękne, naprawdę piękne obrazki. I fajnie byłoby widzieć jak najwięcej podobnych zachowań na polskim gruncie.

Fot. FotoPyK 

KOMENTARZE (10)