Reklama

Odra: mamy marzenie wygrać mecz. Arka: nie ma problemu!

redakcja

Autor:redakcja

26 września 2019, 20:29 • 3 min czytania 0 komentarzy

Jest taki program na jednym z telewizyjnych kanałów, w którym spece pod przewodnictwem Katarzyny Dowbor remontują potrzebującym ludziom dom. No i oglądając spotkanie Odry z Arką, wpadliśmy na pomysł, by powstało nowe show z żółto-niebieskimi w roli głównej. Otóż ta ekipa jeździłaby po Polsce, szukając drużyn, które nie potrafią nic wygrać. Gdy już taki zespół by się znalazł, wówczas wchodziłaby Arka, ogłaszając radosną nowinę: zagrajcie z nami, bo z nami wygracie! Odcinek pilotażowy został już nagrany. Właśnie w Opolu.

Odra: mamy marzenie wygrać mecz. Arka: nie ma problemu!

Przegrać w tym sezonie z Odrą to jak zdrapać Hindusce kropkę z czoła i wygrać samochód osobowy. Niby szansa jest, ale taka dość nikła. Owszem, opolanie w bieżących rozgrywkach sięgnęli po trzy punkty, jednak potrzebowali do tego trzech meczów. Innymi słowy, trzy razy zremisowali, a w reszcie przypadków dostawali w czajnik, na przykład 1:4 od Tychów, 0:3 od Warty czy 2:3 od Chrobrego Głogów, który z wygrywaniem też nie jest na „ty”.

Wydawało się: żadna przeszkoda, wolny los w 1/32 Pucharu Polski, nawet dla Arki, która przecież dopiero co ograła ŁKS 4:1. Wiadomo, łodzianie prezentują niski poziom, natomiast i tak wyższy niż Odra, która ma duże szanse zacząć kolejny sezon w drugiej lidze. Niestety wspięcie się na kopiec kreta przerósł herosów z Gdyni.

Ktoś powie: a, bo Arka grała rezerwowym składem. Faktycznie – nie było choćby Vejinovicia, Nalepy, Schirtladze, Jankowskiego czy Steinborsa. Natomiast jeśli ktoś wierzy, że wszyscy zawsze będą w Arce zdrowi i nikt nigdy nie złapie pauzy za kartki, to powodzenia. Arka udowodniła tym meczem, że nie ma ławki. Każda strata gościa z podstawowego składu może okazać się dramatem, a przecież i pierwsza jedenastka nie punktuje jak zwariowana.

Serrarens wyglądał dramatycznie. Jak dostał idealną piłkę od Budzińskiego w polu karnym, to nawet nie potrafił jej przyjąć. Wystawianie Siemaszki zakrawa powoli na prowokację, bo facet miał swoje pięć minut, ale wiele nie brakuje, by było to pięć lat temu. Janusz Kupcewicz miał chyba rację, by nie nazywać Olczyka piłkarzem, dzisiaj kojarzymy go głównie z tego, że z wolnego podał piłkę bramkarzowi. Hiszpanie Nando i Samu nie pokazali niczego ciekawego. Maghoma ze dwa razy miał ochotę na samobója, raz zaczął kontrę Odry, a nie gra w Odrze.

Reklama

Dramat. Po prostu dramat. Tak naprawdę w jakikolwiek sposób można było wyróżnić Budzińskiego, który starał się trzymać Arkę w środku pola, Wawszczyka, który parę razy szarpnął swoją stroną i Krzepisza, bo zmiennik Steinborsa nie dał plamy. Zbił uderzenie Trojaka na poprzeczkę, sparował strzał Sobola zza pola karnego na rożny i zasadniczo wyglądał dość pewnie. Jednak to tyle z pozytywów.

Przecież gdyby ktoś oglądał to spotkanie bez znajomości polskiego futbolu, nie miałby pojęcia, kto gra w Ekstraklasie, a kto piętro niżej. Mecz był równy, pełen chaosu, czasem coś wyszło jednym, czasem coś drugim, ale generalnie nastawialiśmy się na dogrywkę, bo piłkarze równali jednak do dołu. No, ale w 98. minucie przyszło wybawienie i po rzucie rożnym Trojak wreszcie zmieścił piłkę w siatkę.

Naprawdę, Odra nie grała jakiegoś wielkiego spotkania, pewnie na poziomie pierwszej ligi z taką postawą jej wyniki byłyby podobne. Ale dzisiaj na Arkę to wystarczyło. Swoje wybiegać, swoje przesunąć w tyłach, pokusić się o parę przebłysków i tyle. Gdynianom pozostaje skupić się na grze w lidze. Może to dobry ruch, by za rok piętro niżej mieć co wspominać.

Odra Opole – Arka Gdynia 1:0
Trojak 90’+8′

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...