Spektakularne pudło, ale i gol Lewandowskiego
Weszło

Spektakularne pudło, ale i gol Lewandowskiego

Oj, przez parę chwil zdawało się, że Robert Lewandowski naje się wstydu przed kolegami z kadry! Otóż w środowych spotkaniach strzelanie w wykonaniu polskich kadrowiczów rozpoczął Grzegorz Krychowiak, w ostatnim czasie najbardziej bramkostrzelny zawodnik Orłów Brzęczka, natomiast Robert Lewandowski w starciu z o wiele słabszą Crveną Zvezdą zapisał się jedynie spektakularnym pudłem. 

Było tak: najpierw radość z gola Krychowiaka, potem rzut oka na odpowiedź Roberta w Monachium. Idzie zgodnie z planem – Tolisso obija poprzeczkę, piłka leci dość wysoko, ale wydaje się, że „Lewy” spokojnie zgarnie ją głową albo nożycami. Decyduje się na drugi wariant i…

I z tej sytuacji uderza nad bramką. Nożyce, przyznajemy, ładne, efektowne, strzał zresztą byłby nie do obrony dla bramkarza, bo piłka jeszcze poszła w kozioł. Sęk w tym, że po odbiciu od ziemi pofrunęła nad poprzeczką.

Biorąc pod uwagę, że i wcześniej Robert nie zachwycał – przestrzelił na przykład rzut wolny z pozycji, z której już wielokrotnie pakował piłkę do bramki – pomyśleliśmy, że ten gol numer 200 dla Bayernu, na który wszyscy czekali, padnie dopiero w lidze. Ale to kolejna lekcja – nigdy nie wątpić w Lewandowskiego. Nawet w takim meczu jak dziś, gdy dużą część gry spędził cofając się po piłkę, szarpiąc z dwójką stoperów czy rozdzielając piłki do skrzydłowych, zdołał wcisnąć sztukę. I nie bez przyczyny używamy akurat takiego synonimu dla zdobycia bramki. Najpierw próbował podawać do lepiej ustawionego rywala, ale piłka zawieruszyła się gdzieś między obrońcami a Milanem Borjanem (tak, to ten z Korony Kielce). Lewandowski zadziałał instynktownie – natychmiast ruszył pomiędzy piłkarzami Zvezdy i na wślizgu dopadł do piłki.

Nie jest to pewnie najpiękniejszy gol w karierze Roberta, nie jest to również najpiękniejszy gol tego meczu, ale pokazuje, że nawet jeśli czasem myli się w prostych sytuacjach – pazerności mu nie brakuje.

A sam Bayern? Co tu dużo pisać, zdominował Zvezdę totalnie, 65% posiadania piłki, 10 celnych strzałów, 14 rzutów rożnych. Jasne, nie jest tak, że nie było emocji – na dwie minuty przed golem Lewandowskiego na 2:0, Serbowie byli dosłownie o pół metra od wyrównania. Natomiast chyba wtedy, przy strzale Marina, coś w nich pękło – w końcówce dobił ich nie tylko „Lewy”, ale też Mueller, który wykorzystał kapitalne podanie Alcantary. Za tego ostatniego gola w ogóle wypada monachijczyków pochwalić – doliczony czas gry, wynik 2:0, a oni biorą schemat, który pewnie był gdzieś na końcowych miejscach ich listy rozwiązań przy rzucie wolnym z tego miejsca. Najpierw długa narada, kto ma wykonywać, potem ustawienie w trójkącie, jakby piłka miała krążyć między wykonawcami, a potem błyskawiczne podcięcie piłki nad murem w wykonaniu Alcantary. Ślicznie to wyglądało i aż nam się zrobiło żal gości z Belgradu.

Z drugiej strony – długimi fragmentami meczu bronili się w siedmiu we własnym polu karnym, nigdy takiej gry szczególnie nie lubiliśmy.

Czyli co? Lewandowski z golem, Bayern pewnie wygrywa 3:0, Zvezda wraca do domu praktycznie bez sztycha, bo Neuer napocić musiał się wyłącznie przy rozgrywaniu piłki, nawet ten strzał Marina, najgroźniejszy, był niecelny. Zwykły dzień w biurze. Dla Lewandowskiego – już dwusetny.

Bayern – Crvena Zvezda Belgad 3:0 (1:0)

Coman 34′ Lewandowski 80′, Mueller 90+1

Fot.Newspix

KOMENTARZE (2)