Mocne wejście VAR w Premier League
Anglia

Mocne wejście VAR w Premier League

Jak można się było domyślić, dwa tygodnie z VAR-em w Premier League w zupełności wystarczą, by jedni go pokochali, inni znienawidzili. Gdy dodać do tego kilka bardzo istotnych zmian w przepisach wprowadzonych również w przerwie między rozgrywkami, wychodzi mieszanka bardziej wybuchowa niż ta, z której powstały Atomówki.

A co konkretnie się działo?

Już w pierwszej kolejce VAR sprawdzał prawie pół setki sytuacji (rutynowo sprawdza się dokładnie każdego gola) i wpłynął na trzy sędziowskie decyzje.

Szybko nienawiścią do VAR mógł z całego serca zapałać Gabriel Jesus. Dwa tygodnie, dwie bramki anulowane poprzez wideoweryfikację, choć sędziowie obecni na boisku nie widzieli w tych trafieniach nic złego. Mało tego – przeciwnicy nawet szczególnie nie protestowali, byli gotowi wznawiać od środka bez machania łapami, bez podbiegania do głównego, liniowego i dzielenia się swoją opinią na temat sytuacji i pracy ich matek.

Spójrzcie na boisko – nie było ani jednego zawodnika protestującego po tym golu. Zobaczcie, jak zachowuje się Lloris po tej decyzji. Śmieje się z niej – mówił w Match of the Day Alan Shearer, odnosząc się do tego, co wydarzyło się w 92. minucie spotkania Manchester City – Tottenham. Do decyzji zdecydowanie największej wagi, bo anulującej zwycięskiego gola w starciu ekip Big Six ze względu na nieumyślne zagranie ręką Aymerica Laporte w polu karnym Tottenhamu, po którym piłkę do siatki wpakował Jesus.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 15.08.59

Ileż tam było podtekstów. Kipiało jak z garnka z mlekiem postawionego na dużym ogniu. Przecież City w zeszłym sezonie odpadło z Ligi Mistrzów po golu ręką Llorente. Wtedy – właściwą decyzją było jego uznanie, od nowego sezonu już nie. Przecież City straciło po interwencji VAR, już w doliczonym czasie meczu, dającą zwycięstwo bramkę ze Spurs, w tymże starciu o półfinał Champions League.

– Zmiana przepisu o zagraniu ręką jest niedorzeczna. W żadnym miejscu na świecie, na żadnym stadionie, w żadnych rozgrywkach taki gol nie powinien być niedozwolony – grzmiał Danny Murphy w MOTD, wtórował mu Alan Shearer i dziesiątki innych ekspertów.

Jakby tego było mało, w tym samym meczu przeciwko Tottenhamowi nie został podyktowany oczywisty rzut karny, gdy Erik Lamela sprowadził w swojej szesnastce do parteru Rodriego. No sorry, jeśli to nie jest jedenastka, to Wisła Płock gra najatrakcyjniejszą piłkę w Polsce.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 15.12.25

Dużo mniej ważył – choć była to znacznie głośniejsza decyzja, pierwsza VAR-owa o nieuznaniu gola w historii ligi angielskiej – werdykt w meczu West Ham – Man City, który również odebrał bramkę Gabrielowi Jesusowi. Było to przy stanie 2:0 dla City, podopieczni Pepa Guardioli wygrali 5:0, więc w żaden sposób ich to nie zabolało. No, może poza Jesusem.

Zadecydowała… pacha. Serio.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 23.41.24

Trzeba jednak przyznać, że właśnie anulowanie trzeciej bramki dla City napędziło West Ham na kilka minut najlepszej w tym meczu gry, co mogło nawet dać gola na 1:2.

Pep Guardiola: – Musisz być silny mentalnie, gdy VAR nie jest po twojej stronie. Myślisz, że masz 0:3 i jest po meczu, ale przy 0:2 gra się zupełnie inaczej. Musisz zachować spokój i być silny. To zmienia dynamikę spotkania dla piłkarzy, ale i dla widzów.

Jak już korzystać z VAR-u, to w pełni – pomyślał sobie chyba tamtego popołudnia Mike Dean. Za jego pomocą podjął bowiem jeszcze jedną, niezwykle bolesną dla nas Polaków decyzję. Odebrał Łukaszowi Fabiańskiemu siódmego obronionego karnego w Premier League i drugiego w starciach z City. No, ale zasady to zasady, a „Fabian” stracił kontakt z linią jeszcze nim „Kun” oddał swój strzał.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 16.30.01

„Zasady to zasady” mógł też usłyszeć od sędziego meczu Wolves – Leicester Leander Dendoncker. Sytuacja niemal identyczna do tej, po której w drugiej serii gier anulowana została trzecia bramka Manchesteru City z Tottenhamem. Może nie lustrzana, ale bardzo podobna. Także mamy nieumyślne zagranie ręką, Dendoncker trafia w prawicę Willy’ego Boly’ego. I też przez to gol nie ma prawa być uznany w świetle obowiązujących przepisów.

Zrzut ekranu 2019-08-21 o 00.55.33

Tak jak nie macie prawa pomylić się, przypisując wypowiedzi pomeczowe do menedżerów – Brendana Rodgersa z Leicester i Nuno Espirito Santo z Wolves.

– Po dziś jestem wielkim fanem VAR.

– Sześć miesięcy temu to był gol, dziś nie. To jest problem z VAR. I tempo – mecz zatrzymuje się na dwie minuty, świętujemy, czekamy, świętują fani przeciwnika.

Dużo bardziej oczywista, niż trzy wspomniane wcześniej, była decyzja VAR anulująca czwartego z goli, w którego zaingerowała technologia. Dan Burn z Brighton w sobotnim starciu z West Hamem był na spalonym, którego sędzia wychwycić nie dał rady, ale który i bez nakładania siatki.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 16.12.45

Swoją drogą nieźle, że w Anglii potrafią to od razu ogarnąć tak, by za pomocą linii w trzech płaszczyznach wychwytywać milimetrowe spalone, a my musimy obracać głowę we wszystkich płaszczyznach, by stwierdzić, czy Szysz był na spalonym, czy może jednak udało mu się wkleić w linię.

Tu na przykład wyjaśniony ponad jakąkolwiek wątpliwość odgwizdany i bez VAR-u spalony Nacho Monreala w starciu z Burnley:

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 15.43.57

A tu nieodgwizdany – i słusznie – spalony Joao Moutinho tuż przed dograniem do Rubena Nevesa, który w swoim stylu zapakował przepiękną sztukę Man United.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 16.50.58

Żadnego opierania się na pasach na trawie, wszystko wyjaśnione ponad wszelką wątpliwość, niemalże co do milimetra.

Ale, by nie było tak słodko, Gary Lineker zwraca uwagę, że by weryfikacja była pełna, trzeba by znaleźć sposób, by określić moment, w którym piłka zostaje zagrana, a więc tę klatkę, do której pozycja – spalona lub nie – się odnosi.

No i wciąż pozostają takie sytuacje jak ta Lameli czy inni niepodyktowany karny-ewident, ten z meczu Aston Villa – Bournemouth, gdzie mieliśmy wyraźne kopnięcie w piętę napastnika w wykonaniu Egipcjanina Trezegueta.

Zrzut ekranu 2019-08-20 o 15.56.41

Anglicy jednak ogólnie rzecz biorąc wjechali z VAR-em z fanfarami. Zupełnie jakby Premier League na moment zmieniła się w serial ze scenariuszem i przykuwającymi uwagę już na początku zwrotami akcji, wystarczyły dwa mecze mistrza, by rozpalić do czerwoności dyskusję na temat wkraczającej do najbogatszej ligi świata technologii.

Zatwardziali eksperci (jak Ian Holloway, który w nowych przepisach odnośnie zagrań ręką widzi zło Unii Europejskiej, serio) oczywiście – jak to oni – nadal będą marudzić, że woleli życie bez wideoweryfikacji. Ale mogą sobie psioczyć, że jego decyzje bywają niedorzeczne, śmieszne. Rzecz w tym, że gdy gra toczy się o ogromną stawkę – nawet jedno miejsce w górę tabeli to około 2 miliony funtów więcej przy podziale tortu – milimetry naprawdę mają wielkie znaczenie.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (9)