Lechia odpadła, ale i tak jako jedyna grała w piłkę
Blogi i felietony

Lechia odpadła, ale i tak jako jedyna grała w piłkę

Powiecie: no i co Kowal, tak chwaliłeś Lechię, a ona odpadła, tymczasem dzielna Legia nie straciła jeszcze gola w pucharach i pędzi ku fazie grupowej. No dobra, mam nadzieję, że wszyscy obecni są zdrowi na rozumie i drugiej części zdania by nie wypowiedzieli, ale pierwsza rzeczywiście się zgadza. Tyle że mnie ten wynik nie dziwi, wiadomo było, że Broendby będzie mocniejsze u siebie. Natomiast dalej będę trzymał się swojego zdania: Lechia jako jedyna z polskich drużyn grała w tej rundzie w piłkę.

Oczywiście nie ma co tego wyniku święcić, ponieważ 1:4 w dupę zawsze będzie bolało, ale ekipa Stokowca przynajmniej wiedziała, co chce grać. Wyjść z kontrą, czasem podejść pod rywala i wymusić na nim głupi błąd. A że nie wyszło? No cóż, duńska piłka jest lata przed nami, tak więc nie ma żadnej sensacji w tym, że wyżej rozstawiony rywal pokonał tego teoretycznie (i praktycznie, jak się okazało) słabszego. Generalnie tak powinny wyglądać mecze Piasta i Legii z tamtymi cudakami, a jak wyglądały, wszyscy widzieliśmy.

Co mnie natomiast boli, odnosząc się do spotkania gdańszczan, to fakt, że tam wchodzi chłopak z rocznika 2000 i robi sobie plac zabaw. Wejdzie w drybling, dobrze poda, sieknie dwie bramki i jeszcze pewnie roweru popilnuje. Pełen zestaw. Żaden z polskich młodych-podobno zdolnych nie może dać równie fajnego show w Europie, patrząc na cztery kluby w tej edycji. Mam nadzieję, że wszyscy się domyślają, dlaczego tak jest, ale jak ktoś ma problem, to służę odpowiedzią: gdyby ten Lindstroem chciał tak cwaniakować w Polsce, już dawno dostałby zjebę. Nie kiwaj… Wywal!

Ewentualnie u niektórych trenerów w ogóle nie wszedłby na boisko, ponieważ przy takiej stawce nie można ufać młodym, lepiej dać 32-letniego Słowaka, które swoje widział. I nie kiwa, tylko elegancko wywala.

W tym momencie tekstu kończą się rozważania o piłce, a zaczynają o co najwyżej hobby futbolu. Jak wiecie, od dłuższego czasu przyglądam się graniu na niższych szczeblach w Polsce, ale nigdy nie widziałem, by któryś mecz był transmitowany do telewizji. A wczoraj włączyłem TVP Sport i widziałem B-klasę w najczystszej postaci. Naprawdę. Tak wygląda granie na tym poziomie… choć nie do samego końca. Brakuje czasem taktyki, techniki, ale zawsze jest zaangażowanie. W Legii go nie było, a przecież na tym słynnym zapierdalaniu miała bazować drużyna Vukovicia. Niestety piłkarze Legii wyglądają jak turyści na plaży. Sorry, ale jak kilkanaście razy widziałem zagranie na wyprzedzenie u rywala, który w składzie miał trzy słonie na wrotkach, dwie kłody i jeden wóz z węglem, to coś jest nie tak. Tym bardziej że przecież część piłkarzy oszczędzała się, dostając wolne od piekła w Kielcach.

No, ale wytłumaczenia się kończą. Po pierwsze Grecy są na tyle sympatyczni, że dysponują naturalną trawą. Po drugie Legia nie będzie musiała męczyć się w lidze, skoro jej mecz z zawsze groźną Wisłą Płock został przełożony. Jeśli i tym razem Vuković wymyśli powód, dla którego Legia mogła zagrać słabo, już nawet nie będę się śmiał, tylko przybije mu piątkę, bo facet będzie miał łeb. Niestety nie do futbolu, ale do fantastyki, więc widziałbym go w roli pisarza czy scenarzysty. Mógłby smarować poradniki dla leniwych studentów. „To nie tak, że się nie nauczyłem, tylko częstotliwość zajęć mnie przerasta i miałem pecha, gdyż przechodziłem koło Mazowieckiej i trafiłem do klubu.”

A Piast… Napisaliście, panowie, ładną historię. Potem spuściliście ją w kiblu. Tyle.

KOMENTARZE (71)