Reklama

Kogo witam, kogo goszczę? Bierzemy pod lupę Jeana Carlosa

redakcja

Autor:redakcja

20 lipca 2019, 20:50 • 3 min czytania 0 komentarzy

Jesteśmy w stanie przypomnieć sobie kilku brazylijskich kozaków w ekstraklasie, kojarzy nam się też co najmniej kilkunastu Señorów Piłkarzy, którzy trafili do naszej ligi z niższych klas rozgrywkowych w Hiszpanii. Jean Carlos, nowy zawodnik Wisły Kraków, spełnia oba te warunki i dlatego szczególnie przyglądaliśmy się dziś jego debiutowi w starciu ze Śląskiem.

Kogo witam, kogo goszczę? Bierzemy pod lupę Jeana Carlosa

Tym uważniej, że przecież to były reprezentant Brazylii do lat 20. Wiadomo, to nie pierwsza kadra, a młodzieżówka. Ale jeśli znajdujesz się w drużynie na mundial U-20 obok Gabriela Jesusa czy Malcoma, grasz od ostatniego spotkania fazy grupowej aż do finału, zostajesz srebrnym medalistą, a w klasyfikacji kanadyjskiej zbierasz trzy punkty, w tym jeden za asystę w półfinale… No zrozumiałe, że w takiej lidze jak polska spodziewać się po tobie będziemy czegoś ekstra. Nie jesteś przecież sprzedawcą parasoli wziętym z Copacabany.

Carlos ma też w CV inne znaczące wpisy. Po pierwsze: Real Madryt. A konkretnie – sześć lat szkolenia uwieńczone kilkoma występami w UEFA Youth League. Po drugie: prawie setkę meczów w Segunda B, skąd wyjęliśmy w ostatnich latach naprawdę wielu gości, którzy podokazywali – lub wciąż dokazują – w naszej lidze.

Pierwsze wrażenie Jean Carlos zrobił całkiem niezłe. Mogła się podobać umiejętność utrzymania się przy piłce w tłoku, gdy naciska na niego jeden czy dwóch rywali. Tak charakterystyczne dla piłkarzy szkolonych od małego w Hiszpanii kółeczka ma opanowane na naprawdę wysokim poziomie, to można powiedzieć na pewno. Zresztą techniką użytkową popisał się też dryblując atakującego rywala. Dwa razy w pierwszej części meczu nawijał przeciwnika gubiąc go i robiąc sobie miejsce – raz skończyło się niecelnym technicznym strzałem, raz stratą, bo powstrzymał go nadbiegający zza pleców przeciwnik.

Carlos pokazał, że potrafi też nieprzyjemnie uderzyć, o czym przekonał się Matus Putnocky. Wbiegający w drugie tempo w pole karne Brazylijczyk dostał zagranie z lewej strony i nie namyślając się długo uderzył płasko w taki sposób, że słowacki bramkarz nie zdołał piłki złapać, a jedynie zbić ją do boku. Asekurował go partner, skończyło się na strachu.

Reklama

Tu i ówdzie można było przeczytać o pomocniku, że to gość ze zmysłem do gry kombinacyjnej. Szybko udało mu się to potwierdzić rozklepaniem obrony Śląska do spółki z Kamilem Wojtkowskim. Polak zagrał jednak niedokładnie, akcja została przerwana przez obrońcę Śląska. To nie było jednak jedyne zagranie, które uwolniło zawodnika atakującego i napędziło atak Wisły. Carlos w drugiej połowie uruchomił zagraniem w wolną strefę Davida Niepsuja, dośrodkowanie prawego obrońcy na rzut rożny wybił Lubambo Musonda.

Druga część meczu ogólnie była jednak w wykonaniu Carlosa była już gorsza, dlatego też oceniając go za całe spotkanie musieliśmy jego ocenę obniżyć i zejść minimalnie poniżej wyjściowej. Nie był zbyt często pod grą, nie miał też okazji do zapisania na swoim koncie takiego uderzenia jak w pierwszej części meczu. Popisał się zagraniem do Niepsuja, ale poza tym było go zdecydowanie mniej niż Boguskiego czy Wojtkowskiego. Nie tracił głupio piłek, nie narażał Wisły na niebezpieczeństwo, ale przez pierwszy kwadrans miało się wrażenie, że zapadł się gdzieś pod ziemię. Podobnie zresztą w ostatnich minutach przed zejściem z boiska i zrobieniemna nim miejsca dla Buksy.

Dlatego też czekamy na kolejne mecze Jeana Carlosa. Takie, w których będzie go więcej. Na jednoznaczny wyrok bowiem dużo za wcześnie. Dotychczasowy materiał dowodowy wskazuje jednak, że jeśli tylko będzie się bardziej angażował w grę, może coś z tego Brazylijczyka być.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...